FelietonyMożeł orze

Możeł orze

Możeł orze
Możeł orze
Dodano

Zachwytom nad prezydenturą Bronisława Komorowskiego z okazji jej trzeciej rocznicy nie było końca. Dowiedzieliśmy się, jak to prezydent nas łączy, jak potrafi rękę wyciągnąć także do przeciwników i przezwyciężać wrogości. Jak umie być nowocześnie konserwatywny i patriotyczny, za co wszyscy go kochamy, no może poza nienawistnikami i zawistnikami, dla których dzielenie to cel zasadniczy. Dowiedzieliśmy się, jak to przezwyciężył kryzys po katastrofie smoleńskiej, przejmując prerogatywy prezydenckie jeszcze przed potwierdzeniem śmierci prezydenta... Nie, o tym akurat się nie dowiedzieliśmy z głównych mediów, a przecież należało pochwalić Komorowskiego za szybkość, z jaką wszedł w posiadanie akt rozwiązanych WSI, do których czuł i czuje głęboką słabość.

Nie przypomniano nam także, jak to w pierwszym wywiadzie po wygranych wyborach akurat dla „Gazety Wyborczej” za swoją główną troskę uznał usunięcie krzyża spod Pałacu Prezydenckiego. Był to sygnał do rozpoczęcia wielotygodniowego spektaklu – premier Tusk nazwał go polskim Hyde Parkiem – polegającego na szydzeniu z symboli religijnych i na agresji wobec broniących ich ludzi.

Dziennikarscy celebryci nie przypomnieli nam także prezydenckiego prawa, które umożliwia ukaranie każdego niesympatycznego władzy demonstranta, prawa, którego nie byli w stanie bronić nawet wielbiciele Komorowskiego.

W mediach głównego nurtu nie mogliśmy obcować z niepowtarzalnym stylem prezydenta, który w prestiżowym ośrodku German Marshall Fund of the United States w Waszyngtonie wygłosił wykład o ucieraniu i bigosowaniu, czyli o kuchni i polityce, a także geografii, historii oraz innych rzeczach. Wykład, powodujący u zebranych natychmiastową chęć zmiany tłumacza, a po uzyskaniu wiedzy, że tłumaczenie jest poprawne (pozostaje metafizyczne pytanie, czy tekst taki można przełożyć poprawnie), popadnięcie w stupor, z którego niektórzy nie wyszli do dziś. Z wystąpieniem tym konkurować mogła tylko lekkość, z jaką wcześniej Komorowski przestrzegał Baracka Obamę, aby lepiej pilnował żony.

Zarówno tego, jak i wkładu prezydenta w polską ortografię nie przypomniały nam główne media. Tajemnicą pozostaje, co ma znaczyć „przekraczanie podziałów” ze strony Komorowskiego. Jeśli chodziło o mianowanie doradcą Wojciecha Jaruzelskiego czy byłych agentów komunistycznych, to traktowanie tego jako zasypywanie barier jest nieporozumieniem. Wprawdzie Komorowski ma w swoim życiu opozycyjną kartę, ale od ponad 20 lat bliżej mu do wspomnianych osób niż do opozycji.

Obiektem zachwytów medialnych pozostaje nowoczesny patriotyzm prezydenta. Oczywiście przeciwstawiony temu tradycyjnemu, czyli jedynemu, jaki znamy, patriotyzmowi, który powinien wylądować na śmietniku historii. A więc w imię łączenia Komorowski plenić będzie tę polską zmorę, a jak sobie wyobraża nowoczesny patriotyzm, zobaczyć można było w pochodzie 11 listopada dla pracowników jego kancelarii, który zastąpić miał niebezpieczne, bo spontaniczne demonstracje polskich nacjonalistów, niechcących słuchać autorytetów ani mediów.

W dniu 3 maja prezydent pokazał nam, że drapieżnego polskiego orła zastąpić można czekoladową figurą w otoczeniu różowych baloników oraz postacią szefowej Trójki zastępczo ucharakteryzowanej na predatora.

I za to wszystko media III RP kochają prezydenta, mając nadzieję, że w czasach, które nadchodzą, będą mogły na niego liczyć.

 0

Czytaj także