Na razie?

Na razie?
Na razie?
Dodano
Gdy politycy niemieccy gorliwie zacierają ślady swych starań o  legalizację pedofilii, do Polski ta obrzydliwa fala dopiero zaczyna docierać.

„Pamiętam atmosferę tamtych zjazdów partyjnych, na których działający w partii Zielonych pedofile prezentowali nawet swych małoletnich »podopiecznych«” − wspomina na łamach „Rzeczpospolitej” pewien niemiecki profesor. Nie minęło od owych zjazdów tak wiele lat; postulat „zaprzestania dyskryminacji” pedofilów niemieccy Zieloni usunęli ze swego oficjalnego programu dopiero w połowie lat 80. Jednak przez wiele lat niemiecka lewica korzystała ze zmowy milczenia mediów i „autorytetów”.Dopiero od niedawna nasi zachodni sąsiedzi zaczynają przełamywać tabu, jakim chronione były haniebne i odrażające zachowania liderów „obyczajowej rewolucji” z pokolenia ‘68.

To rzadki wypadek − walec postępu najwyraźniej się cofnął. Jednak czy nie trzeba dopisać: „na razie”?

Mniej więcej w tym samym czasie, gdy „Frankfurter Allgemeine Zeitung” zaczęła wydobywać na światło dzienne pedofilskie brudy Zielonych i FDP, u nas tygodnik „Polityka” wystąpił z żarliwą obroną „efebofilii”, niesłusznie, zdaniem tygodnika, w Polsce represjonowanej. Nie pierwszy to raz − dopiero co postulował rozwiązanie tego „problemu” Palikot. Nie dajmy się zwieść starej propagandowej sztuczce, jaką jest zastępowanie słowa znanego i budzącego jednoznaczne oburzenie neologizmem. Owi „efebofile”, czyli ludzie, którzy do spełnienia seksualnego potrzebują partnera „dojrzewającego”, to nikt inny jak tylko powszechnie potępiani (na razie?) zboczeńcy dobierający się do dzieci i pseudouczone wytyczanie granicy między wciąż jeszcze potępianym (na razie?) pedofilem a zasługującym na społeczną wyrozumiałość i przyzwolenie na realizowanie jego seksualnych potrzeb „efebofilem” to zwykły bełkot, służący − wielokrotnie przez lewicę przećwiczoną metodą – do rozmycia sprawy oczywistej.

„Tolerancja dla odmienności”, tak jak ją zdefiniowała i uczyniła programem politycznym lewica, to równia pochyła, która nie ma końca. Jeśli do katalogu prawa człowieka dopisuje się prawo dogodzenia sobie, „emancypacyjne” roszczenia coraz to gorszych zboczeńców są tylko kwestią czasu.

Na zdjęciu Daniel Cohn-Bendit, były członek niemieckiej partii Zielonych,
(Fot. Wikiepedia / Marie-Lan Nguyen)

 0

Czytaj także