FelietonyEgzamin z radykalizmu

Egzamin z radykalizmu

Dodano
Moja Mama, świeć Panie nad jej duszą, uczyła mnie, że cokolwiek człowiek w życiu zrobi, zostanie mu oddane. Może przesadziła, ale coś w  tym było.

Kiedy obserwowałem, jak bracia Karnowscy zręcznie podłączają się pod atak o. Rydzyka na „Gazetę Polską” i urywają jej kilkanaście tysięcy egzemplarzy, trudno mi było sobie nie przypomnieć, jak ta sama „Gazeta Polska” demaskowała świeżo wtedy powstałe „Uważam Rze” jako łże-prawicowe pismo założone przez WSI po to, by odciągać czytelników od jedynej gazety prawdziwie polskiej i patriotycznej.

Wtedy, by dowieść naszej nieprawonadiożnosti, „Gazeta Polska” egzaminowała nas ze stosunku do Smoleńska (kto wątpi w zamach, ten agent!), a teraz sama została egzaminowana ze stosunku do agenturalnej przeszłości abp. Wielgusa. I się okazało, że są tacy, którzy są jeszcze bardziej od niej hop do przodu, a raczej hop na prawo.

Teraz rozochocony sukcesem Jacek Karnowski, redaktor naczelny tygodnika „W Sieci”, zabrał się do egzaminowania „Do Rzeczy” z pryncypiów patriotycznych. Konkretnie − ze stosunku do Powstania Warszawskiego. Stosunek do powstania w naszej redakcji okazał się niewłaściwy, albowiem Piotr Zychowicz napisał książkę, która zryw ów nazywa obłędem. Na dodatek ta książka spodobała się Tomaszowi Lisowi, co Karnowskiemu dało asumpt do ogłoszenia, że „to już jawny sojusz!”. No bo nie tylko ma „Do Rzeczy” kapitał założycielski niesłuszny, to znaczy niepochodzący od senatora PiS, ale jeszcze nasz „młody dziennikarz” pozwala sobie podnosić rękę na patriotyczną świętość!

Słowem, jasno apeluje Karnowski do „prawicowego” czytelnika: ja jestem ten jedyny naprawdę niepokorny, kupujcie tylko mnie, a nie zaprzedanych PO Ziemkiewiczów, Wildsteinów, Lisickich, Semków, Goćków, Gursztynów i pozostałych… Wstyd mi dziś pomyśleć, jak się musieli kiedyś bracia Karnowscy męczyć, współpracując z takimi platformerskimi zaprzańcami, ale widocznie umieli zacisnąć zęby w imię „mądrości etapu”.

Szczególnie ubawiło mnie zdefiniowanie wroga w osobie „młodego” Zychowicza. Przecież, nie wdając się w meritum, powstanie miało i przed nim wielu krytyków. Dużo od Zychowicza ostrzej pisał o nim nie tak dawno Łysiak. Bez entuzjazmu, delikatnie mówiąc, wypowiadał się zawsze o decyzji wywołania tego beznadziejnego zrywu Kisiel. I prof. Ciechanowski, który poświęcił jego badaniu wiele lat ciężkiej pracy. I Cat-Mackiewicz. I wiele szacownych osób z emigracji, na czele z gen. Andersem… No, ale im Jacek Karnowski jeszcze nie podskakuje. Na razie. Może z czasem, gdy urośnie, gdy zacznie nosić buty znacznie większe niż teraz, i samemu Borowi-Komorowskiemu wytknie, że nie był wystarczającym patriotą, bo rzucił na spalenie tylko Warszawę, a trzeba było jeszcze Kraków, Radom i kilka mniejszych ośrodków…

Ba, ale co będzie, jeśli któryś z obecnych pracowników Karnowskiego postanowi nagle założyć własne pismo i aby dowieść, że jest jeszcze bardziej na prawo, zacznie jego egzaminować z patriotycznej ortodoksji? Jeśli zacznie mu się dobierać do starych tekstów, może nie zawsze tak radykalnych jak dziś, do niesłusznych powiązań rodzinnych i kapitałowych?

No cóż, ja po prostu uznam, że moja Mama miała więcej racji niż dotychczas sądziłem.

 0

Czytaj także