FelietonyNie grajcie Pileckim...

Nie grajcie Pileckim...

Dodano
Rodzina rtm. Pileckiego nie zgadza się, by jego pomnik stanął tam, gdzie dziś w Warszawie znajduje się monument upamiętniający sowiecką okupację, popularnie zwany pomnikiem „Czterech Śpiących”. To  powinno zamknąć dyskusję na ten temat i przyspieszyć szukanie innego, godnego miejsca.

Dyskusja, czy wręcz polityczna awantura, dotycząca postawienia w Warszawie pomnika rtm. Witolda Pileckiego, pośmiertnie awansowanego na stopień pułkownika, jest coraz bardziej kompromitująca dla jej uczestników.

Rada Miasta Warszawy wyraziła zgodę na budowę w stolicy pomnika rtm. Pileckiego. Doszło do tego dzięki aktywności i determinacji młodych ludzi ze stowarzyszenia Młodzi dla Polski, którzy przygotowali i przeforsowali inicjatywę. Można o nich dziś śmiało powiedzieć, że zdali egzamin. Inaczej niż samorządowcy poszczególnych partii politycznych. Dlaczego?

Choć decyzja miejskiej rady obowiązuje już od dwóch tygodni, zamiast przystąpić do prac nad pomnikiem, biją pianę w sprawie lokalizacji obelisku. Efekt? Powstanie pomnika, który już od wielu lat powinien stać w Warszawie, jeszcze bardziej się opóźnia. Przy tym można odnieść wrażenie, że dla niektórych stron sporu kwestia upamiętniania bohaterskiego polskiego żołnierza stała się wyłącznie okazją do zbijania kapitału politycznego.

Warszawski PiS domaga się, by Pileckiego upamiętniono w miejscu, gdzie zaraz po wojnie ustawiono haniebny pomnik tzw. czterech śpiących, w odbiorze społecznym upamiętniający sowiecką okupację. Postkomuniści z SLD, co – biorąc pod uwagę korzenie tej partii – nie dziwi, gorączkowo bronią sowieckiego symbolu.

Nie ulega wątpliwości, że pomnik „Czterech Śpiących” powinien definitywnie zniknąć. Podobnie jak i inne postsowieckie monumenty z ulic innych polskich miast. Szczerze mówiąc, nie istotne jest, czy „śpiący” zostaną obróceni w kupę gruzu, czy trafią na Cmentarz-Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich. Ważne jest, by ten upiorny symbol wieloletniej okupacji, w jakiej znalazła się Polska po wtargnięciu na jej teren Armii Czerwonej, przestał straszyć.

Okoliczności działań PiS w sprawie pomnika Pileckiego budzą pytania o szczerość intencji tego ugrupowania. Po pierwsze – choćby dlatego, że nikt z tej partii, mimo wielomiesięcznej dyskusji na ten temat, nie zadał sobie trudu, by skontaktować się z dziećmi rtm. Pileckiego, by zapytać je o opinię na ten temat.

– Nikt ze mną nawet nie porozmawiał – powiedział mi wczoraj z żalem Andrzej Pilecki, syn rotmistrza. Wcześniej to samo usłyszałem od pani Zofii, córki rotmistrza. A szkoda. Bo działacze upierający się, by pomnik Pileckiego stanął w miejscu „czterech śpiących”, usłyszeliby, że rodzina rotmistrza sobie tego nie życzy. Że nie ma zgody na to, by pomnik ich ojca stanął w miejscu sowieckiego pomnika hańby. Że nigdy nic rtm. Pileckiego nie łączyło z Pragą, że wcześniej w tej właśnie dzielnicy zniszczono tablicę ku czci rotmistrza. Że jest kilka godniejszych miejsc, w których pomnik Pileckiego mógłby stanąć. Wreszcie że nie życzą sobie, by ich ojciec był wykorzystywany w politycznych rozgrywkach.

No właśnie, i tu nasuwa się pytanie, czy PiS rzeczywiście chodzi o pilne i godne uczczenie rotmistrza, a skoro tak, dlaczego nie poproszono rodziny o konsultacje czy też o polityczną zagrywkę na pokaz w stylu „Patrzcie, jacy jesteśmy patriotyczni i antykomunistyczni”.

Taka zagrywka byłaby bardzo nie na miejscu choćby dlatego, że to nie kto inny, ale właśnie PiS w okresie swoich rządów nie był w stanie – a jak mówi się w kuluarach tej partii: po prostu nie chciał – przepchnąć przez Sejm ustawy o usunięciu z przestrzeni publicznej symboli totalitaryzmu. Ustawę przygotował Kazimierz Ujazdowski, ale nigdy nie trafiła pod sejmowe głosowanie. Ponad rok temu powstał też z inicjatywy PiS parlamentarny zespół ds. usunięcia z przestrzeni publicznej symboli nazizmu i komunizmu, który miał przygotować własny projekt ustawy w tej sprawie. Zespół w ciągu ostatniego półrocza zebrał się raz – wyłącznie po to, by wybrać przewodniczących. Tyle co do „dokonań” PiS w słusznej sprawie pozbycia się z przestrzeni publicznej komunistycznego paskudztwa zaśmiecającego polskie ulice.

Może więc warto, by w sprawie rtm. Pileckiego warszawski PiS przestał kierować się PR-owskim interesem politycznym, a wsłuchał się w głos rodziny. Dzięki temu warszawiacy szybciej będą mogli się cieszyć tym, że ich miasto godnie uczciło rotmistrza. A miejsce po pomniku „Czterech Śpiących”? Doskonale nadaje się na niewielki trawiasty skwer, ku uciesze piesków.

 0

Czytaj także