FelietonyBohaterowie Sienkiewicza

Bohaterowie Sienkiewicza

Bohaterowie Sienkiewicza
Bohaterowie Sienkiewicza
Dodano
Czerwonych Brygad jeszcze Tusk nie wyhodował, ale cwaniaczków, którzy z antyfaszyzmu zrobili sobie niezłe źródło dochodów, już tak.

Nie wiem, komu zabrakło czujności, ale nie gdzie indziej, tylko w należącym do portalu Tomasza Lisa Natemat.pl ukazał się materiał znakomicie korespondujący z naszymi publikacjami o hodowaniu przez rząd lewackich stowarzyszeń. Antoni Bohdanowicz zajął się tam ich sztandarowym projektem „wykopywania rasizmu ze stadionów”. W praktyce – jak wynika z jego ustaleń – jest tak, że „antyfaszyści” wedle swojego uznania donoszą do UEFA, iż na tym a tym stadionie widzieli rasizm, a UEFA dowala klubom wysokie kary pieniężne. Nie żąda przy tym żadnych dowodów, potwierdzeń, żadnych zdjęć, protokołów. Bo któż by bojownikom świętej sprawy walki z faszyzmem nie wierzył na słowo? Nawet jeśli nikt inny nie zobaczył rasistowskich czy nazistowskich emblematów ani nie zarejestrował ich żaden obiektyw, to wystarczy, że je wypatrzyło bystre oko „antyfaszysty”.

Nieudokumentowany niczym donos, na przykład, że ktoś rozdawał wlepki z napisem: „Goodnight Left Side”, na których biała sylwetka kopie czerwoną, kosztował „Lecha” 10 tys. euro. I choćby rzekomy emblemat dywizji SS Totenkopf w istocie był napisem „Wild Boys”, bulić trzeba.

Albo i nie trzeba, bo łowcy nazizmu, tak jak niegdyś „ekolodzy”, wychodzą już z etapu młodzieńczego nawiedzenia i zaczynają rozumować logicznie. Jeśli klub może w każdej chwili zapłacić tyle kasy tytułem kary za rasizm, to czyż nie bardziej opłaca mu się zapłacić od razu nieco mniej w ramach zrzutki na świętą sprawę antyfaszyzmu? I świętych antyfaszystowskich bojowników?

No! – jak mówił Nikodem Dyzma.

Kluby piłkarskie, opisane przez Bohdanowicza, dzielą się więc na te głupsze, które się z antyfaszystami próbują handryczyć, klną ich od najgorszych i skarżą się na bezczelne wymuszanie haraczu, oraz na te, które mówić o tym nie chcą, żadnych kłopotów z rasizmem na trybunach nie mają, a plotek, że się z monitorującymi antyfaszystami ułożyły i po cichu finansują ich (a te wszystkie pałki, kastety, ochraniacze, nie mówiąc o treningu, przecież muszą kosztować), nie komentują.

Nic nowego w III RP – wymuszali już haracze za powstrzymywanie się od ekologicznego oprotestowywania inwestycji „zieloni”, brał „co łaska” za zwijanie blokad różnych zakładów skupu i przetwórstwa sławny związek rolników… Jednak w szczycie rozpętanej przez rząd błazenady „Idziemy po was!” (po waszą kasę?) trudno nie użyć wyświechtanej frazy: oto „bohaterowie jak z Sienkiewicza”. Niestety, nie z tego.

Tak nawiasem mówiąc, cztery miesiące po tych sławnych słowach białostocka prokuratura w wyjaśnianiu podpalenia drzwi polsko-hinduskiemu małżeństwo nie posunęła się ani o krok i praktycznie w ogóle nic nie zrobiła poza aresztowaniem jednego skinheada za kradzież serka homogenizowanego (!) i odkryciem, że na bloku zamieszkanym przez drugiego nabazgrolony został tzw. krzyż celtycki. Nie psuje to panu ministrowi samopoczucia. Po pierwsze, jak raczył powyższy fakt, a raczej brak faktów skomentować, sprawa jest skomplikowana i jej wyjaśnianie musi potrwać, a po drugie, sukcesem śledztwa, nie mniej ważnym niż zatrzymanie sprawców, jest samo nazwanie zła po imieniu.

foto: Kadr z filmu "Bunt stadionów" Mariusza Pilisa

Czytaj także

 0

Czytaj także