FelietonyHartman przez ch

Hartman przez ch

Dodano

PŁYWANIE W KISIELU

Nie wiem jeszcze, jak przemaluje swój szyld palikociarnia (w chwili, gdy piszę poniższe słowa, ten jakoby niezwykle ważny dla polskiej polityki „rebranding” jest dopiero zapowiadany). Podobno ma zostać słowo „Ruch” i dalej coś na „P” − ruch postępu, ruch podstępu, jakoś tam. I podobno w nazwie „nowej” partii ma nie być nazwiska. Szkoda, bo mogłoby się toto nazwać Ruch Hartmana. W skrócie RCh.

Przepraszam, że w ogóle zajmuję tym państwa uwagę, ale rzecz uważam za socjologicznie ciekawą. Jest w Polsce grupa ludzi przewlekle chorych z nienawiści do swego wsiowo-polskiego pochodzenia, zżeranych nieuleczalną frustracją, a przez to wulgarnych, prymitywnych i agresywnych. Rząd dusz, jeśli można tu użyć słowa „dusze”, sprawował nad nimi swego czasu Urban, ale się zestarzał i przestało mu się chcieć. Na to miejsce wskoczył Palikot, ale usiłował mieć tyle wizerunków publicznych naraz, że i na niego „przyszła kryska”. Więc pojawił się „kandydat nowy, głośny on” – właśnie wspomniany Hartman, nad którym skrzydła rozpostarł niby to dystyngowany i poważny tygodnik „Polityka”, znany ostatnio z rehabilitowania niesłusznie potępianej „efebofilii” (czyli dobierania się do dzieci przez ludzi z tej półki co Polański – w przeciwieństwie do pedofilii, gdy to samo trafi się na przykład duchownemu).

Przykro zachęcać czytelników do kąpieli w ekskrementach, ale dla wiedzy, z kim mamy do czynienia, warto zajrzeć na stronę Polityka.pl na blog wspomnianego – płakać się chce – profesora etyki, który postanowił w agresji, chamstwie i nienawiści przelicytować patrona. Zwłaszcza na jego plugawy „list do o. Rydzyka”, w którym w pełen jadu i obelg sposób odmawia znanemu redemptoryście – a w jego osobie wszystkim polskim katolikom – prawa do czczenia Sprawiedliwych wśród Narodów Świata i do nazywania Żydów „braćmi”. Zdarzało mi się już czytać antypolskie napaści oparte na tym samym głupim, obsesyjnym schemacie, choć nie tak wulgarne – ale tylko po angielsku. W Polsce te oskarżenia, że Żydzi musieli się ukrywać nie przed Niemcami, ale przed Polakami, że to właściwie myśmy dokonali Holokaustu etc., jak dotąd nie padały. Nie dlatego, by brakowało ludzi dość podłych, by je powtarzać, ale jak dotąd woleli oni działać chytrze, zgodnie z michnikową socjotechniką każącą każdy atak zaczynać deklaracją, że się jest „za” i chce się tylko dobra atakowanych.

I to uważam za pożytek zarówno z Palikota, jak i z odrażającego skądinąd typka wspinającego się dziś na jego stolec. To, co suflowano nam podstępnie, zręcznie, pod pozorem troski, oni – by się przypodobać grupce tych najgłębiej przeżartych nienawiścią – ładują na chama i łopatą. Tak jak swego czasu przywalił Palikot, że Polacy muszą przestać być Polakami, ku irytacji starszych lewicowców, że to jeszcze nie ten etap. Niech więc państwo popatrzą na Hartmana, poczytają i nie mają złudzeń co do salonów, które go hołubią i strojąc obłudne miny zatroskanych o Polskę, po cichu chwalą: „Dobrze im powiedziałeś!”.

Na tym samym żałosnym blogu znajdą państwo pseudointelektualne mędrkowania pana profesora, mające dowcipnie dowodzić, że nazywanie Boga „Wielkim Ch.” nie było bezsilnym bluźnierstwem i prowokacją, tylko dowodem erudycji. Jeśli ktoś zechce się w tym nurzać, dowie się, skąd wziął się tytuł tego felietonu. •

Czytaj także

 0

Czytaj także