FelietonyBilion złotych długu. Gdzie Tusk ogłosi sukces?

Bilion złotych długu. Gdzie Tusk ogłosi sukces?

Dodano

Naprawdę nie wiem, dlaczego Donald Tusk tak starannie ukrywa przed opinią publiczną, że wkrótce będzie miał okazję do wielkiego świętowania. On oraz wszyscy niezawodni przyjaciele Platformy, w kraju i za granicą. Otóż niedługo dług publiczny Polski przekroczy bilion złotych, co da grubo ponad 27 tys. zł na każdego Polaka, od najmłodszego niemowlęcia do najstarszego starca.

Przyznają państwo, że to nie lada wydarzenie. I dlatego tak bardzo dziwi towarzysząca mu niezwykła skromność polityków Platformy. Zwłaszcza jeśli pamiętać, że udział ludzi Tuska w tym historycznym dziele doprowadzania naszego państwa na samiutki skraj bankructwa – czego wdzięczny naród im z pewnością nie zapomni – był i jest przemożny, a sięgnie niemal 500 mld zł, czyli 50 proc. całego zadłużenia.

Nie mogąc się doczekać uroczystości, umieram z ciekawości, jakież to miejsce premier zielonej wyspy wybierze na ogłoszenie tego historycznego sukcesu swego gabinetu? Czy będą to, jak bywało nieraz, ogrody kancelarii premiera albo gościnne podwoje Giełdy Papierów Wartościowych? A może tym razem los uśmiechnie się do Zamku Królewskiego? Niewykluczone wszak, że Tusk zechce obwieścić pobicie przez siebie kolejnego, tak znaczącego rekordu wprost z siedziby Komisji Europejskiej w Brukseli lub Parlamentu Europejskiego w Strasburgu.

By zrozumieć doniosłość i wagę nadchodzącego święta, trzeba podkreślić, że w tym roku grubo ponad 40 mld zł wydamy jedynie na „koszty obsługi długu publicznego”. Czyli – mówiąc po ludzku – na spłatę odsetek od sięgających blisko biliona złotych długów zaciągniętych przez rządzących Polską polityków. Długów zaciągniętych, a jakże, w naszym, a więc także w moim imieniu, ale jako żywo bez mojej zgody (A jak było z pani/pana zgodą?). Gdybyśmy nie mieli na karku tych długów, a więc także przyjemności spłacania owych 40 mld zł odsetek od nich, statystyczny Polak mógłby zapłacić w tym roku o ponad tysiąc złotych niższe podatki. Gdybyśmy jednak się uparli i wpłacili te pieniądze do kasy państwa, musielibyśmy sobie za nie zafundować na przykład o niebo lepszą opiekę medyczną, bo budżet NFZ wyniesie w tym roku 67 mld zł. A kto by to wytrzymał? Albo wybudować 1000 km autostrad – w tym roku i w każdym następnym – i jeszcze po nich jeździć.

Z kolei by pojąć, jak ogromny jest wkład Tuska w nałożenie na nas tych godnych pozazdroszczenia zobowiązań, trzeba wiedzieć, że to właśnie dzięki konsekwentnej polityce jego partii odsetki te wzrosły z około 20 mld zł w 2007 r. do około 40 mld zł teraz. I jeszcze wzrosną.

I właśnie tyle – 20 mld zł co roku przez najbliższe kilkadziesiąt lat – będzie nas w sumie kosztować bilet na spektakl bicia przez Tuska rekordu w zadłużaniu Polski, ustanowionego 30 lat temu przez Edwarda Gierka.

Nie uważają państwo, że to jednak trochę drogo?

 0

Czytaj także