FelietonyMarsz Niepodległości: Jaka piękna katastrofa

Marsz Niepodległości: Jaka piękna katastrofa

Marsz Niepodległości: Jaka piękna katastrofa
Marsz Niepodległości: Jaka piękna katastrofa
Dodano

To mógł być wielki sukces tworzącego się Ruchu Narodowego, kierowanego przez młodego polityka Krzysztofa Bosaka. I wiele zapowiadało, że tak własnie się stanie. Na poniedziałkowym Marszu Niepodległości w Warszawie pojawiły się dziesiątki tysięcy ludzi z całej Polski. I choć dominowali kibice zwaśnionych na codzień klubów oraz narodowcy, to jednak inaczej niż w poprzednich latach, w patriotyczny pochód bardzo licznie włączyli się zwykli warszawiacy: młode dziewczyny, rodziny z małymi dziećmi i osoby starsze. (fotorelacja z Marszu na naszym facebookowym profilu). Było ich tak wielu, że trudno było by nazwać tegoroczny Marsz Niepodległości pochodem kiboli czy skrajnej prawicy.

- Jest nas pięćdziesiąt tysięcy- cieszył się Robert Winnicki, jeden z liderów Ruchu Narodowego.

Rzeczywiście, gdy czoło marszu sięgnęło już Placu Konstytucji, większa część demonstrantów dopiero wychodziła z Placu Defilad. Było biało-czerwono i bardzo spokojnie. Obok kibiców i narodowców szli członkowie grup rekonstrukcyjnych, działacze Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół“, harcerze.

Spokojnie było nieco ponad półtorej godziny. Później zaczęła się katastrofa. Grupa bojówkarzy zaatakowała squot-pustostan nielegalnie zamieszkały przez anarchistów. W ruch poszły butelki z benzyną. Relacje świadków się różnią - anarchiści twierdzą, że to narodowcy usłowali ich spalić, uczestnicy Marszu - że awanturę sprowokowali anarchiści, którzy obrzucali ich butelkami. Faktem jest, że doszło do bójek i poważnych starć. Spalono dwa samochody. Policjanci interweniowali zbyt późno i mało skutecznie. Kilku z nich zostało w trakcie akcji rannych.

Chwilę później do zamieszek doszło też na czele pochodu. Poprzedziło je wmieszanie się w tłum spokojnych dotąd demonstrantów grupy czarno ubranych, dobrze zbudowanych młodych mężczyzn w kominiarkach. Wcześniej zaczepiali tych przechodniów i manifestantów, którzy robili zdjęcia demonstracji.

Tu również doszło do bójki z policją. Magistrat rozwiązał demonstrację, ale manifestujący poszli dalej. Do kolejnych zamieszek doszło pod ambasadą Federacji Rosyjskiej. Spalono budkę policji ochraniającej budynek.

Zastanawiające jest, dlaczego policja nie otoczyła wcześniej Ambasady, choć było wiadome, że marsz będzie koło niej przechodził.

Nieudolnośc policjanci powetowali sobie chwilę później, atakując, wyciągając z tłumu i bijąc tych demonstrantów, którzy w zamieszkach nie uczestniczyli, za to usiłowali wraz z całym pochodem przejśc na Agrykolę. Bulwersujący materiał z akcji policji pokazała Telewizja Republika.

Marsz, który mógł być wielkim świętem narodowej prawicy okazał się katastrofa. Zawiedli organizatorzy marszu- bo nie byli w stanie odpowiednio go zabezpieczyć. Straż zabezpieczała przód pochodu i jego tył zostawiając boki odsłonięte na działania bojówkarzy. Olbrzymi obszar pochodu nie był w ogóle zabezpieczony przez Straż Marszu. Zawiodła policja, która nie była w stanie skutecznie zabezpieczyć ani ambasady Federacji Rosyjskiej, ani też ulicy, na której znajdował się anarchistyczny squot. Tymczasem to własnie w tym regionie w poprzednich latach dochodziło do starć- z bocznych uliczek zadymiarze atakowali wówczas policjantów. Tym razem też nie były one zablokowane przez policje.

Ale największymi przegranymi są dziesiątki tysięcy uczestników Marszu Niepodległości, którzy w spokoju i godnie przeszli ulicami czcząc Święto Niepodległości. Bo choć olbrzymia większość uczestnikół Marszu w zadymach udziału nie brała, ich radosny, godny pochód został przykryty wyczynami zwykłych bandziorów.

foto: M. Jabłoński

 0

Czytaj także