FelietonyKaczyński knuje z Sienkiewiczem

Kaczyński knuje z Sienkiewiczem

Głodne kurczaki nasze, bo Kaczyński zabrał im paszę
Głodne kurczaki nasze, bo Kaczyński zabrał im paszę
Dodano

Bronisław Wildstein

„Sosem nienawiści podlewa i wmawia, że Polska nie jest niepodległa…” – tak poseł PO Andrzej Halicki tłumaczył odpowiedzialność Jarosława Kaczyńskiego za ekscesy w Warszawie. Sos ów ciecze jak brudna woda, w której odwetowcy, rewizjoniści i inni wrogowie PRL piekli naraz po kilka pieczeni.

Perfidia Kaczyńskiego, który spłodził „nienawistnych narodowców”, a potem tchórzliwie ukrył się w Krakowie, aby stamtąd zdalnie kierować nimi w Warszawie, została przygwożdżona. Wydaje się jednak, że nie wszystkie jej przejawy obnażyliśmy w całej ich ohydzie i napiętnowaliśmy. Okazuje się bowiem, że ten Emmanuel Goldstein III RP nie tylko narodowcami, ale także i ministrem Bartłomiejem Sienkiewiczem potrafi sterować. Przecież to szef MSW jest zwierzchnikiem policji, która nie zabezpieczyła ambasady, nie pilnowała „squatu Przychodnia” na Skorupki i tęczy świtającej nam na pl. Zbawiciela. To decyzje zwierzchników musiały doprowadzić do zaniechania przez policję rutynowych w takich okolicznościach działań.

Umożliwiło to napaść narodowców na pokojowo nastawionych mieszkańców squatu, którzy nie spodziewając się niczego, zamaskowani, z koktajlami Mołotowa, gotowali się do światopoglądowej debaty. Sztuczki Kaczyńskiego, który kazał straży marszu odgradzać ulicę ze squatem od trasy manifestacji, nikomu oczu nie zamydliły, a wina lidera PiS zapłonęła jak tęcza, której męczeństwo wycisnęło łzy spod powiek Edyty Górniak oraz całej otwartej i tolerancyjnej Warszawy.

Wiadomo więc, dlaczego tęczę, która jest jak gest Kozakiewicza (co zauważyła pewna wrażliwa dziennikarka, dzięki czemu – tęcza, nie dziennikarka – stała się symbolem Warszawy), unicestwić chciał Kaczyński. Na szczęście nie pozwoli mu na to Hanna Gronkiewicz-Waltz, która obiecała, że będzie ją odbudowywać tyle razy, ile będzie trzeba. Pewnie tyle razy, ile będzie potrzebował jej budowniczy, który gwarantował ognioodporność tak pięknie palącego się produktu. Cóż, nie przewidział stężenia nienawiści Kaczyńskiego, która zapalić mogłaby i szamotkę, chyba że – co też nie jest niemożliwe – tęcza sama spaliła się ze wstydu na widok narodowców.

To wszystko jednak nic w porównaniu z agresją wobec Rosji, którą pod postacią budki strażniczej zniszczyć chcieli uczestnicy marszu pod wodzą Kaczyńskiego. Ambasador rosyjski słusznie stwierdził, że za agresję wymierzoną w ambasadę winę ponosi państwo polskie, które miało obowiązek zabezpieczyć obcą placówkę. Z jego dalszego wywodu, w którym odpowiedzialnością za spalenie budki obciążony jest Kaczyński, wynikało, że za bezpieczeństwo ambasady odpowiada opozycja. Jest to jednak tylko pozorny paradoks, gdyż – jak już napisałem – nie da się uciec przed prawdą: minister Bartłomiej Sienkiewicz musiał wejść w zmowę z Kaczyńskim. Jak inaczej wyjaśnić można by te, opisane już, naruszenia elementarnych procedur, czyli przede wszystkim brak zabezpieczenia ambasady? A czy to, że minister ów pochodzi z Krakowa, skąd zamieszkami w Warszawie sterował Kaczyński, nie daje nam do myślenia?

Dodatkowo puszczenie marszu taką, a nie inną trasą, obok niezabezpieczonej ambasady, nosi wszelkie znamiona prowokacji, za którą obok Kaczyńskiego… zaraz, zaraz, czy w spisek z liderem PiS zamieszana jest także prezydent Warszawy?

foto: Aargambit

Czytaj także

 0

Czytaj także