FelietonyO roku, uff...

O roku, uff...

Dodano
Jednym z obowiązków, który z końcem roku spada na społeczeństwo, jest konieczność składania sobie życzeń. Publicznie i prywatnie, szczerze i nieszczerze

Jedni silą się w takiej chwili na oryginalność, inni mówią banały, pocieszając się, że trzeba to jakoś odbębnić, wypić do dna, tak jak w dzieciństwie tran, a po Nowym Roku wszystko wróci do normy.

Nie podważając – Boże broń – tradycji (niech w święta zwierzęta, a nawet posłowie mówią ludzkim głosem), zastanawiam się, czy nie można by ich jakoś unowocześnić, ubogacić, nadać im nowe impulsy?

Same życzenia – jak wiadomo – mają niewielką moc sprawczą, bo gdyby miały, po tych wszystkich kilotonach „zdrowia, szczęścia, pomyślności” należałoby zlikwidować jako zbędne Narodowy Fundusz Zdrowia, Ministerstwo Finansów i Komendę Główną Policji.

Dlatego wydaje mi się, że składanie życzeń brzmiałoby dużo szczerzej, gdyby dorocznie poprzedzało je składanie zażaleń. Najlepiej w sylwestra przed północą. Oto wyobraźmy sobie – zanim równo z uderzeniem zegara pojawi się pan prezydent we fraku, delegaci społeczeństwa w osobach, powiedzmy, Palikota, Kalisza, Kurskiego, Wiplera i Macierewicza długo i namiętnie opowiadają, co leży im na wątrobie (przy czym Palikot koncentruje się na księżach, Kalisz na narodowcach, Kurski na mniejszościach, Wipler na policjantach, a Macierewicz na agentach).

Podobnie w rodzinie – zanim jeszcze zaczniemy ściskać „kochaną mamuśkę” i „czcigodnego ojczulka”, mówimy teściom wszystko, co nagromadziło się nam na wątrobie.

Oczywiście na sucho byłoby to niemożliwe, ale ponieważ alkohol łączy się u nas z tradycją tak jak płaszcz z podpinką, już po paru kolejkach takie wyznania poszłyby jak z płatka, a ewentualne wynikłe z tego rękoczyny i tak zagłuszyłby grzmot fajerwerków.

Jasna sprawa, że przeżycie takiego kwadransa szczerości byłoby dla wielu niezwykle trudne, ale gdy pomyślimy sobie o dobroczynnych skutkach.... Nowy Rok moglibyśmy zaczynać z czystą hipoteką.

Zdaję sobie sprawę, że krytycy tego pomysłu odpowiedzą, iż proponowane zażalenia składane są przecież przez cały rok, a życzenia jak złamany tulipan na Święto Kobiet to jedynie gest magiczny. Może.

Ja jednak zalecałbym taką narodową terapię, z głębokim przekonaniem, że wywoła ona głęboką ulgę, a na kacu i tak nikt o niczym pamiętać nie będzie. Co powiedziawszy, puszczam szczerą wiąchę pod adresem Roku Starego, serdecznie, do ziemi czapką, po polsku kłaniam się Nowemu.

Wasz emeryt Christmas.

Czytaj także

 0

Czytaj także