FelietonyCud albo bankructwo

Cud albo bankructwo

Dodano

Licytowanie się przez polityków w kwestii uszczęśliwiania jednych wyborców pieniędzmi wyciągniętymi z kieszeni innym nabiera tempa. Jarosław Kaczyński, ale także liderzy SLD, PSL, SP i TR starają się przebić ofertę Donalda Tuska. A nie jest to łatwe, zważywszy, że Tusk wydał już nie tylko wszystkie pieniądze, które my, podatnicy, zarobiliśmy. Wydał też te, które dopiero musimy zarobić, żeby spłacić gigantyczne kredyty (prawie 500 mld zł), jakie bez naszej zgody, ale w naszym imieniu, zaciągnął, niemal podwajając dług Polski. Inaczej mówiąc, Tusk zadłużył Polskę tak bardzo jak rządy Mazowieckiego, Bieleckiego, Olszewskiego, Suchockiej, Pawlaka, Oleksego, Cimoszewicza, Buzka, Millera, Belki, Marcinkiewicza i Kaczyńskiego razem wzięte. A to nie koniec jego koszmarnej w skutkach aktywności.

Tymczasem PiS, który w odróżnieniu od Platformy Obywatelskiej nigdy specjalnie nie udawał partii liberalnej, w nowym programie, obok zapowiedzi wielu nieodzownych zmian prowadzących do sanacji państwa (odbudowa armii, sądów, prokuratury, CBA) i ciekawych propozycji proinnowacyjnych, złożył też serię nadzwyczaj kosztownych obietnic o charakterze socjalnym (m.in. 500 zł miesięcznie na drugie i każde następne dziecko oraz cofnięcie wydłużenia wieku emerytalnego) oraz zapowiedział nieco nowych podatków – dla banków i hipermarketów, ale też trzecią stawkę PIT dla najbogatszych.

Co na to wyborcy? Najwyraźniej w to im graj. Nie tylko chcą, aby w Polsce władzą wymieniały się jedna partia socjalna (Platfoma) z drugą partią socjalną (PiS), ale także zdają się nie być skłonni do udzielenia choćby tak skromnego kredytu zaufania żadnej z nielicznych partii liberalnych (np. Polsce Razem), by ta mogła sforsować pięcioprocentowy próg wyborczy i wejść do Sejmu.

W następnym parlamencie, gdy będzie trzeba (a już trzeba!) pilnie redukować wydatki budżetu, w tym gigantyczny deficyt ZUS (niebawem sięgnie 100 mld zł rocznie), znów zatem spotkają się PiS, PO, SLD i być może PSL, czyli siły nastawione na windowanie wydatków, a więc i podatków, oraz dalsze zadłużanie kraju. A to oznacza, że Polska drugi raz w najnowszej historii stanie przed widmem bankructwa. Nie jest tylko jasne, czy przed rokiem 2020 czy tuż po nim?

Chyba że po wyborach w 2015 r. – jakimś cudem – w zwycięskim PiS, który sformuje rząd, tak jak w latach 2005–2007, nad skrzydłem socjalnym górę weźmie frakcja liberalna i uchroni finanse publiczne przed krachem.

W przyypadku ewentualnego stworzenia przez Platformę kolejnego – trzeciego – rządu takiego cudu na pewno bowiem się nie doczekamy, jak nie doczekaliśmy się go przez minione sześć lat. Zresztą dlaczego mielibyśmy się doczekać, skoro w PO nie ma już ani jednego liberała? Jednak czy w PiS przetrwało ich choćby kilku?

W każdym razie – jak się wydaje – Polskę przed bankructwem może uratować tylko cud. Drugi cud w PiS albo drugie bankructwo Polski.

Czytaj także

 0

Czytaj także