FelietonyKto się musi tłumaczyć

Kto się musi tłumaczyć

Kłonica na Tuska
Kłonica na Tuska
Dodano

Wydawałoby się, że polityczny zwrot o 180 stopni wymaga jakiegoś wyjaśnienia. Wydawałoby się, że z prowadzonej przez siedem lat zasadniczo błędnej polityki – a wspomniany zwrot jest przyznaniem się do niej – należy się wytłumaczyć.

Wydawałoby się… ale nie w III RP. Usprawiedliwiać winni się w niej ci, którzy właściwe podejście proponowali od początku.

Chodzi, naturalnie, o zasadniczą zmianę polityki zagranicznej rządu Donalda Tuska. Ostatnie wydarzenia szczególnie mocno uwidoczniły to, co wiadome było już od początku. „Ocieplenie” stosunków z Rosją przyniosło wyłącznie negatywne konsekwencje. Strategia Tuska i jego szefa dyplomacji, którzy wszem wobec prezentowali Kreml jako wiarygodnego politycznego partnera, wpisało się w zachodnią strategię obłaskawiania Putina i przyczyniło się jedynie do jego rozzuchwalenia. Brak zaangażowania w tworzenie koalicji z naszymi potencjalnymi sprzymierzeńcami osłabił pozycję Polski.

Co w takim momencie robią Tusk i jego medialna klaka? Ogłaszają sukces i uderzają w przeciwników. – Jakże właściwa okazała się europejska polityka Tuska, dzięki której uzyskaliśmy międzynarodowe znaczenie – głoszą entuzjastycznie liderzy głównego nurtu. – Jak może odnaleźć się w nowej sytuacji eurosceptyk Kaczyński, gdy oczywista jest potrzeba ściślejszej integracji UE? – pytają zatroskani.

Czy bezwarunkowe popieranie silnych (a tym było deklarowane przez ekipę Tuska „płynięcie w główny nurcie”) dodaje znaczenia? I w jaki sposób się ono objawia? Czy w liczbie klepnięć ze stron możnych tego świata? – można zapytać, ale takich pytań w dominującym nurcie nie usłyszymy.

Kolejne pytanie, które się tam nie pojawi, brzmi: „Czy większa integracja UE przełożyłaby się na jej bardziej zdecydowaną postawę wobec Rosji?”. Z czego niby wypływa ten wniosek? Czy w sprawie Ukrainy jakąś rolę odegrał „prezydent” Unii, jak nazywano Hermana Van Rompuya w momencie powoływania go na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej, czy może na decyzje Europy wpłynął przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso? Czy w ogóle widać ich było spoza cienia Angeli Merkel?

Wyobraźmy więc sobie, chociaż to – na szczęście – bardzo trudne, zjednoczoną do imentu Europę. Czy przypadkiem większości w niej nie mieliby ci, którzy nie tylko umierać za Kijów nie chcą, ale nawet nie chcą zapłacić zań jednego europejskiego centa?

Ta sprawa kolejny raz dokumentuje, że media III RP nie analizą rzeczywistości się zajmują, ale warunkowaniem opinii publicznej. Chodzi o wyrobienie odruchów. UE ma być dobra na wszystko. Tak jak premier Tusk, zwłaszcza jeśli stanowi barierę przed znienawidzonym Kaczyńskim.

Nic dziwnego więc, że to rodzice kalekich dzieci, ośmielający się domagać od premiera dotrzymywania obietnic, stają się obiektem nagonki i oskarżeń o populizm ze strony tych, którzy swego czasu zachwycali się okupacją gabinetu premiera Kaczyńskiego przez pielęgniarki. Wystąpienia przeciw PiS były z zasady właściwe, wystąpienia przeciw PO – odwrotnie. Ich przedmiot nie ma znaczenia. Prawda to bowiem rzecz umowna (każdy ma swoją) w przeciwieństwie do interesu, który jest do bólu konkretny.

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 14/2014
Cały wywiad opublikowany jest w 14/2014 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ dtc
 0

Czytaj także