FelietonyO czym zapomniał Zachód

O czym zapomniał Zachód

Dodano
W latach 80. wszystko było jeszcze jasne i wyraźne. Używając ulubionej frazy niektórych stylistów, biel była bielą, a czerń w czerń wpadała. Symbolicznymi, politycznymi przywódcami Zachodu byli Ronald Reagan i Margaret Thatcher, duchowym papież Jan Paweł II. Niewielu mogło mieć wątpliwości, po czyjej stronie w wielkim sporze z komunizmem znajduje się moralna racja.

Owszem, tu i ówdzie zorganizowane przez Kreml grupki pożytecznych idiotów lub skrytych agentów próbowały przekonywać, że sowiecki komunizm ostatniego słowa nie powiedział, że może wygrać i świat wpadnie w zacne, sfatygowane nieco rewolucyjną robotą, zmęczone ręce, lecz kto w to wierzył? Po porażce w Afganistanie, po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego dziejowa klęska komunizmu zdawała się kwestią czasu. Nazbyt jawna, nazbyt krzycząca i oczywista była bowiem całkowita degrengolada i ideologiczna niemoc marksizmu.

Na tym tle tym wyraźniej i szlachetniej – nie należy bać się tego określenia – rysowały się sylwetki obrońców Zachodu. Słowa, które mówili, miały wagę, gęstość, świeżość. Wolność, swoboda wyrażania opinii, prawo do decydowania o samym sobie, chrześcijaństwo, uznanie dla ludzkiej godności, obrona prawa naturalnego. Jak rzadko kiedy wydawać się musiało, że moralne dobro wreszcie ma za sobą siłę. Paradoksalnie hasła propagandzistów o krucjacie Zachodu, o Reaganie jako nowym krzyżowcu nie odbiegały daleko od prawdy.

Czy dzisiejszy Zachód zachował taką siłę? Czy w konflikcie z Rosją Putina wciąż można być pewnym, że ma moralną przewagę? Waham się, co powiedzieć. Może brak stanowczej reakcji na agresję na Krym i praktyczne pogodzenie się z putinowską polityką prowokacji oraz przemocy wynika nie tylko z błędnych kalkulacji, ale właśnie z duchowej niemocy?
Z braku przekonania co do tego, że są wartości bezwzględne, że chrześcijańska, łacińska cywilizacja stanowi prawdziwą istotę Zachodu? I to ona każe bronić słabszych, wstawiać się za prześladowanymi, nie ulegać szantażowi agresora.

Barack Obama zamiast Ronalda Reagana, David Cameron zamiast Margaret Thatcher, wreszcie Franciszek zamiast Jana Pawła II – różnice widać na pierwszy rzut oka. Walkę o wolność polityczną i prawo naturalne, które ostatecznie ma źródło w Bogu, zastąpiły inne ideały. Obama stał się misjonarzem praw homoseksualistów, Cameron szuka sposobu, jak się im przypodobać. Obrona godności ludzkiej to coraz częściej troska o prawo do przyjemności. Współcześni przywódcy zachodni coraz rzadziej odwołują się do Boga i jego praw. Jak zresztą mieliby to robić, skoro powszechnie przyjęty hedonizm sprawia, że miarą postępowości staje się zgoda na eutanazję i aborcję?

Czy to znaczy, że w starciu z Rosją Zachód jest bezbronny? Nie. Jednak obecna sytuacja powinna skłaniać do namysłu nad korzeniami swojej przewagi w historii. Oby nie było za późno.

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 16/2014
Cały wywiad opublikowany jest w 16/2014 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ dtc
 0

Czytaj także