FelietonyPanikujmy pełni nadziei

Panikujmy pełni nadziei

Dodano

Zanim spanikujemy po przeczytaniu prognoz na 2013 rok, przeczytajmy prognozy na 2012. Jeżeli je czytasz, to znaczy, że powinieneś być już zaszczepiony na nieuniknione katastrofy. Końca świata nie było.

Wedle nowych prognoz nic gorszego nas już nie czeka. Choć kalendarz na przyszły rok naćkany jest minami. I kto wie, czy niespełnione wróżby, nie spełnią się w tym roku. Nikt z Unii Europejskiej nie wypadł, choć przyjmowano to za pewnik. Powstał natomiast nowy, wciąż obowiązujący termin „Grexit”. Grecja dalej przewidywana jest do wyjścia z strefy euro. Z tym już się oswoiliśmy. Czekamy teraz na Brexit – wyjście Wielkiej Brytanii z Unii.

Przemoc na Bliskim Wschodzie, zdaje się, że na stałe została wpisana do przepowiedni i chyba nikt już nie dostaje gęsiej skórki na hasło pełzającej przemocy. Z Bliskiego Wschodu do Turcji i arabskich dzielnic Europy. Widzieliśmy już płonący Paryż, widzieliśmy niemieckich terrorystów. Przeżyliśmy. Czymś nowym mogłoby być amerykańsko-chińskie starcie gdzieś na Pacyfiku. Jeden z tych durnych konfliktów o wysepkę, na której nikt nie chce mieszkać, ale każdy chce kontrolować. Amerykański miesięcznik „Foreign Affairs” zapowiadał to rok temu i zapowiada w tym roku. I co? I skończyło się zgrzytem, ale nie chińsko-amerykańskim, tylko chińsko-japońskim. Kto wie? Może powinniśmy się już bać. Ale czy w Polsce?

Oczywiście można wyobrazić sobie efekt domina i załamanie na światowych rynkach, które będzie katalizatorem dla naszej chwiejnej już gospodarki. A jak nie wojna, to „fiscal cliff”, czyli lawina, którą amerykański Kongres może ściągnąć nam na głowę, jeżeli nie zdecyduje się na kompromis podatkowy. Ekonomiści-publicyści nazwali to już GFC II (global financial crisis). Jak druga wojna światowe – skojarzenia powinny wywołać dreszcz emocji. Nadchodzi niewyobrażalne.

Polecam ostatnie analizy portfela inwestycyjnego najbogatszych tego świata, którzy na gwałt sprzedają od kilku tygodni wszystkie akcje firm uzależnionych od nastrojów społeczno-konsumenckich. Warren Buffett, pozbył się właśnie 21 proc. wszystkich swoich akcji. W pierwszym rzędzie sprzedając firmy kosmetyczne i producentów żywności (Johnson & Johnson, Procter & Gamble, czy Kraft Foods). Miliarder John Paulson pozbył się wszystkich akcji firm specjalizujących się w usługach, w tym w indywidualnych finansach. George Soros sprzedał wszystkie akcje w bankach prowadzących indywidualną bankowość. Nie wiem czy miliarderzy naczytali się ostatniego bestsellera Roberta Wiedemera „Aftershock”, gdzie człowiek, który przewidział krach 2008 roku, przewiduje dziś globalną korektę w 2013 roku. Obniżka wszystkich akcji ma być na poziomie 90 proc. Ostatni wzrost na giełdach światowych Wiedemer nazywa próbą „wymaksowania” zysków przed wielkim krachem.

W Polsce też mamy wszelkie powody do paniki. Malejący popyt i konsumpcja w świecie oznacza spadek eksportu, przy i tak już słabym popycie wewnętrznym. Mediana zarobków w Polsce gwałtownie załamała się już w tym roku i mała szansa, żebyśmy z powrotem ruszyli do sklepów. Mediana zarobków w prywatnym sektorze spadła do 2700 zł. Czyli poniżej średniej krajowej z roku ubiegłego. Bezrobocie pozostaje na najwyższym poziomie od lat a wskaźnik PMI (czyli optymizm wśród przedsiębiorców) nie wróży nowej fali zatrudnienia. Rządowe pomysły na pobudzenie gospodarki, zamiast tchnąć w nas optymizm, powinny siać przerażenie. Pomysł zaciągania kredytów pod spółki skarbu państwa, jako żywo przypomina amerykańską architekturę finansową sprzed 2008 roku. Czyli zaciąganie kredytów pod nie istniejące byty, żeby móc zaciągać pożyczki powyżej możliwości ich spłacania. Czyli? Czyli bańka kredytowa, która pękając, może pogrążyć cały system finansów publicznych.

Jeżeli coś mnie w tym czarnowidztwie uspakaja, to nawet nie to, że rządowe projekty rzadko kiedy doprowadzane są do końca. Czarniejsze od przyszłorocznych prognoz były prognozy zeszłoroczne. Wśród najczęściej powtarzanych, oprócz chińsko-amerykańskiej potyczki, Izrael miał zaatakować Iran, Grecja wypaść ze strefy euro, a Hiszpania ustawiać się w kolejce do bankructwa. Euro poniżej dolara, a Ameryka miała wpaść w trwałą recesję. Rosja miała stanąć w ogniu lokalnych buntów i potyczek głodowych. W Polsce ekonomiści przewidywali spektakularne bankructwo jednego z dużych banków i panikę depozytariuszy. Skończyło się na AmberGold i bez większej paniki. Rząd, jak sądzono, zagrabić miał resztę prywatnych funduszy w OFE. WIG20 miał spaść do poziomu trzycyfrowego. Ale to nic w zestawieniu z prognozami amerykańskich think-tanków, które przewidywały, że Rosja zaatakuje Polskę.

Jak było, już wiemy. Nie ma oczywiście powodów do hurraoptymizmu, ale jak zauważa konserwatywny brytyjski tygodnik „Spectator” to mógł być najlepszy rok w historii świata. Poziom nędzy był najniższy w historii. Według ONZ, nigdy tak niewielu ludzi na ziemi głodowało. Plagi i choroby zakaźne z HIV na czele, pochłonęły proporcjonalnie mniej ludzi niż zwykle. Dysproporcje społeczne, dzięki globalizacji, były mniejsze niż kiedykolwiek w nowożytnej historii. Ceny energii zaczęły gwałtownie spadać, otwierając nowe możliwości dla przemysłu w krajach rozwiniętych. Liczba wojen toczonych na ziemi, była najniższa od końca I wojny światowej. Oczywiście dla tych wszystkich wciąż pozostających bez pracy, to średnia pociecha. Gdyby jednak do tegorocznych prognoz przyłożyć miarę 2012, to możemy powiedzieć, prawdziwą katastrofę mieliśmy już rok temu.

Czytaj także

 0

Czytaj także