FelietonyZawłaszczone zwycięstwa

Zawłaszczone zwycięstwa

Dodano
Sierpień – dla Polaków pora szczególna. I moim skromnym zdaniem niedoceniana. Tak się składa, że to akurat w sierpniu miały miejsce dwa największe wydarzenia polskiej historii najnowszej. I żadnym z nich nie było Powstanie Warszawskie. 

Wydarzenie pierwsze i najważniejsze – Bitwa Warszawska. To ją właśnie należy ustawić w centrum patriotycznej narracji, a nie akt „krwawego pijaru”, jakim było rzucenie się na krwawą zagładę w imię naiwnej nadziei, że to Zachód wzruszy i skłoni do upomnienia u sojusznika o nasze prawa. Bitwa Warszawska była ukoronowaniem cudu, prawdziwego cudu nad Wisłą, jakim było odzyskanie niepodległości i odbudowa państwa całkowicie własnymi siłami. Zniszczona czteroletnią wojną Polska, której produkcja przemysłowo spadła do 30, a rolna do 40 proc. tej z 1913 r., zdołała ledwie co wstawszy z grobu, wystawić i wyekwipować milionową armię. 

Potem, ze względów politycznych, zawłaszczała ten sukces sanacyjna sitwa i do dziś wielu Polaków wierzy, że wszystko to stało się dzięki sile woli i geniuszowi Piłsudskiego. Identyczny los spotkał drugie wielkie polskie zwycięstwo XX wieku – strajk sierpniowy i porozumienia, które wymusił. Znów mamy prostą jak cios bata narrację: Wałęsa przeskoczył przez płot (którego w ogóle nie było) siłą woli i geniuszu zdobył dla nas wolność i podarował nam jak złotą sztabę, którą upuściliśmy sobie na nogę. 

Otóż Piłsudski był bez wątpienia Naczelnikiem Państwa i Wodzem Naczelnym, który poprowadził wojsko polskie pod Warszawą i nad Niemnem, ale gdyby nie wysiłek całego narodu, wieloletnia praca organizacyjna i współpraca licznych światłych Polaków różnych politycznych orientacji, niewiele by z jego determinacji wynikło więcej niż z XIX-wiecznych powstań. Wałęsa też był niewątpliwie liderem Solidarności, ale jako cwany gracz godzący zręcznie różne oczekiwania, nie zaś sprawca wielkich zdarzeń. 

Zwycięstwo jest łakomym kąskiem dla rządzącej sitwy – a ta z II RP miała wiele wspólnego z obecną – więc stara się je narodowi odebrać i uczynić swoją własnością. A naród niech świętuje jako swoje klęski, na czele z tą największą, z roku 1944. To nie jest transakcja, na którą się kiedykolwiek zgodzę. 

/ dtc

Czytaj także

 0

Czytaj także