FelietonyDobry start Dudy

Dobry start Dudy

Dodano

W ostatnich tygodniach na szeroko rozumianej prawicy była moda na krytykowanie działań sztabu Andrzeja Dudy i samego kandydata. Jak to zwykle bywa, część zarzutów była słuszna, część trochę wydumana. Te najczęściej się pojawiające to, że kandydat niemrawy, nijaki, bez charyzmy, że kampania do niczego, że Duda bez sensu skupił się na objeżdżaniu powiatów, że nie ma w go mediach, że wciąż mało kto go kojarzy, że bardziej rozpoznawalna jest nawet kandydatka SLD Magdalena Ogórek. 

Trudno się jednak takim zarzutom dziwić, skoro w nieoficjalnych rozmowach w podobnym tonie wypowiadali się sami posłowie PiS, dokładając do tego jeszcze kłótnie w samym sztabie, co potęgowało wrażenie chaosu. - Jak tak dalej pójdzie, to szans na 2 turę nie ma - słychać było z ich ust. Sam Duda też nie budził wielkiego entuzjazmu. Ot jest, bo kogoś trzeba było wystawić.

Kierownictwo partii musiało zdawać sobie sprawę z tych nastrojów. Nie poprawiały ich także ostatnie sondaże, w których Duda mógł liczyć na 19 procent. Czyli mało.

Pod tym względem ostatnia konwencja, zorganizowana z wielkim rozmachem jest wydarzeniem, które można nazwać przełomem. Przełomem dla polityków, działaczy i posłów tej partii.

Trudno to będzie zrozumieć komuś, kto nie był tam w hali ATM i nie widział tego na własne oczy. Około 3,5 tysiąca osób, pozytywne emocje, żywiołowe reakcje, energia i wiara, której dotąd PiSowcom brakowało, robiły wrażenie. Nawet na sceptycznych wobec PiS komentatorach i dziennikarzach. Rozmawiałam z wieloma tam na miejscu - większość miała podobne odczucia, zwłaszcza, że dzień wcześniej miała okazję obserwować radę krajową PO, która -jak twierdzili - stanowiła całkowite przeciwieństwo tego, co zrobił PiS. 

PiS nie pożałował też pieniędzy, było profesjonalnie, w stylu, o jaki akurat tę partię od dawna nikt nie podejrzewał. To miał być sygnał, że Duda nie jest malowanym kandydatem, że partia w niego wierzy i chce inwestować.

W ten obraz dobrze wpasowały się słowa młodego prezydenta Stalowej Woli Lucjusza Nadbereżnego, który podkreślał, że w niedawnych wyborach samorządowych jemu też nie wróżono sukcesu - ubiegający się o reelekcję prezydent miasta urzędował od 12 lat i w sondażach miał ponad 60 proc., a on sam ledwie 20. Nadbereżny wygrał w I turze. Aluzja do sytuacji Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Dudy była aż nazbyt czytelna. Miała dodać otuchy PiSowskim niedowiarkom. Sam Duda też zaskoczył - zarówno przemówieniem (dobrze przemyślanym i dobrze wygłoszonym) jak i pewnością siebie, energią, której dotychczas mu brakowało. 

- Ta konwencja odbyła się w ważnym momencie, kiedy w partii pojawiło się zwątpienie, sondaże Dudy takie sobie, nieporozumienia w sztabie, a tu nagle taki zastrzyk optymizmu. Wyszło świetnie - przekonywał mnie jeden z polityków obecnych na konwencji. 

To wszystko sprawia, że w kampanię wyborczą PiS wchodzi wzmocniony wewnętrznie. Taki był pewnie jeden z celów konwencji. Udowodnić przede wszystkim sobie, że PiS jak chce to potrafi. Dotąd PiS tylko bardzo chciał, ale nie potrafił.

Pytanie, co dalej? Czy równie efektowna i energiczna będzie cała kampania Dudy? I jak się to przełoży na poparcie wciąż mało rozpoznawalnego kandydata? W końcu, ciekawe jak zareaguje na to wszystko sztab Bronisława Komorowskiego? Na razie politycy PO wydają się mocno zaskoczeni. W ich przypadku - w przeciwieństwie do polityków PiS i okolic - nie jest to pozytywne zaskoczenie. 

 0

Czytaj także