FelietonyZbrodnie bez kary

Zbrodnie bez kary

Dodano

Jest mi bardzo przykro, że na starość muszę być przesłuchiwany – pisał Salomon Morel 7 listopada 1992 r. w liście do polskiej prokuratury. - Pani Boreczek mówi, że powinienem wyrazić skruchę, ale nie wiem dlaczego.

Może dlatego, że jako komendant komunistycznych obozów koncentracyjnych w Świętochłowicach i Jaworznie w sadystyczny sposób pastwił się nad niewinnymi ludźmi. Z akt prokuratury wynika, że Morel katował więźniów kastetem, bił ich drewnianymi taboretami, gumową pałką, kijem, żelaznym prętem i kolbą pistoletu.

Do tego dochodziły nieludzkie upokorzenia, poniżanie godności osobistej. Morel kazał więźniom bić się nawzajem po twarzach, wczołgiwać pod prycze i zbierać językiem z podłogi miał węglowy. Szczuł na nich psy, przystawiał im pistolet do głowy i straszył egzekucją, kazał godzinami stać na baczność. 

Sam z dumą mówił, że stworzył warunki gorsze niż w Auschwitz. W obozach, którymi zarządzał, ludzie umierali z głodu i wycieńczenia spowodowanego katorżniczą pracą, obfite żniwo zbierały wywołane sztucznie epidemie. Morel – który był wyjątkowym zwyrodnialcem nawet jak na komunistyczne standardy – do końca życia nie miał sobie jednak nic do zarzucenia. Twierdził, że tępił „faszystów”. W rzeczywistości w jego łapska trafiali zwykli Polacy, Niemcy, Ślązacy oraz Ukraińcy. Między innymi żołnierze polskiego podziemia niepodległościowego.

Morel nigdy nie poniósł kary za swoje zbrodnie. Gdy polska prokuratura wszczęła przeciwko niemu śledztwo, uciekł do Izraela. Tam zmarł w 2007 r. Był jednym z dziesiątek tysięcy komunistycznych morderców, którzy spokojnie dożyli swoich dni. Brak rozliczenia tego ludobójczego systemu jest największą hańbą naszej epoki.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 6/2015
Cały wywiad opublikowany jest w 6/2015 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ dtc
 0

Czytaj także