FelietonyOdwaga polskich biskupów

Odwaga polskich biskupów

Dodano

Nie wiem jeszcze, jak zakończy się nowa odsłona sporu o dopuszczalność aborcji. Jednak w całej tej dyskusji zdumiało mnie, jak łatwo duża część opinii publicznej uznała, że występując w obronie nienarodzonego życia i domagając się jego całkowitej obrony, Kościół broni swoich interesów. Doprawdy trudno o głupszą opinię.

Jaką to niby korzyść mieliby odnieść biskupi ze zmiany prawa, gdyby do niego doszło? Co da Kościołowi to, że na świat przyjdzie więcej dzieci, jeśli w ogóle taki będzie praktyczny skutek zmiany ustawy? Nic. Po pierwsze, wskutek nowej ustawy może urodzi się kilkaset, może kilka tysięcy ludzi rocznie więcej. Po drugie, nie będą to przecież sami katolicy! Więc gdzie tu jest zysk? Nie sposób go dostrzec.

Kościół będzie miał przeciw sobie potężne liberalne media, będzie musiał się liczyć z atakami, szyderstwami i ze wzrostem wrogości. Już teraz widać, że dla radykalnych feministek, które stroją się w szaty jedynych obrończyń kobiet, każda metoda ataku jest dobra. Incydent w kościele św. Anny był tylko, jak sądzę, zapowiedzią tego, co jeszcze się wydarzy. Trzeba bowiem pamiętać, że nowe pokolenie ideologów(-żek) lewicy, wychowanych na zachodnich wzorcach, podchodzi do polskiej przeszłości i tradycji z lekceważeniem. Ich prawdziwą twarz można było zobaczyć podczas sporu o krzyż przy Krakowskim Przedmieściu – cechowały ich buta, chamstwo i pogarda dla symboli. Nie mam wątpliwości, że również teraz ich zachowania będą coraz bardziej skrajne i obraźliwe. Typową cechą barbarzyńcy jest to, że kiedy niszczy dziedzictwo, nie odczuwa wstydu. Im śmielej i im bardziej narusza ład, tym wyraźniej pokazuje, że wyzwolił się z jego więzów.

Jaką to niby korzyść, powtarzam pytanie, mieliby z całego tego zamieszania odnieść biskupi? Nie lepiej byłoby dla nich, oceniając wyłącznie rachunek zysków i strat, siedzieć cicho? Wybrać święty spokój? Udawać, jak dzieje się to w tylu innych państwach Zachodu, że debata o ochronie życia ich nie dotyczy, bo jest zbyt polityczna? Albo, jeśli już, ogłaszać rytualne i abstrakcyjne wezwania, które nikogo do niczego nie skłonią? Albo zaangażować się w sprawy, które nie budzą kontrowersji, choćby ochrony środowiska? Tak, z każdego punktu widzenia takie zachowanie byłoby dokładnie tym, czego oczekuje od nich świat. Ilu awantur dałoby się uniknąć?! Ilu demonstracji?! Nie wspomnę już nawet o uszczerbku dla wizerunku Kościoła czy o możliwych stratach finansowych dla jego działalności charytatywnej.

Dlaczego zatem biskupi skorzystali ze swojego prawa i napisali list? Odpowiedź jest chyba banalna. Wydaje się, że poważnie traktują swoje sumienia. To one kazały im działać, chociaż z pragmatycznego punktu widzenia jest to wyjątkowo ryzykowne. W takim otoczeniu kulturowym, w jakim obecnie znajduje się Polska, biorąc pod uwagę powszechną w Europie tendencję do liberalizacji ustawodawstwa aborcyjnego, głos za ochroną życia jest dowodem odwagi. 

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 15/2016
Cały wywiad opublikowany jest w 15/2016 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ dtc
 0

Czytaj także