FelietonyZmęczony Donald Tusk

Zmęczony Donald Tusk

Dodano

Pojawia się i znika, znika i znów się pojawia. U jednych budzi niepokój, innych napawa nadzieją. Któż to taki? Oczywiście Donald Tusk. A właściwie jego duch, bo ciało na ogół przebywa w Brukseli lub w innych ważnych miejscach globu, dokąd to przewodniczący Rady Europejskiej udaje się z wizytami, by tam wygłaszać przemówienia. Czasem jednak, od kilku tygodni z coraz większym, przyznaję, natężeniem, ów Tuskowy duch coraz intensywniej przejawia życie nad Wisłą. Teraz zaś zmaterializował się nawet na okładce ostatniej „Polityki” – jego nieco zatroskane oblicze ma nieść otuchę i ukojenie tym wszystkim, którzy wciąż nie mogą się pogodzić z rządami „dobrej zmiany”.

Trzeba przyznać, że na tle rozwrzeszczanych i rozhisteryzowanych polityków opozycji Tusk jawi się poważniej. Mówi choćby o tym, że „jego wcześniejszy powrót nie zmieni tego oczywistego faktu, jakim jest wynik wyborów sprzed dziewięciu miesięcy. Demokracja to nie tylko prawo wyboru władzy, lecz także konieczność respektowania konsekwencji swojego wyboru”. Nie twierdzę, że są to słowa odkrywcze, raczej dość banalna to konstatacja, jednak, powtarzam, na tle Ryszarda Petru, który zdążył już wygłupić się wzywaniem do przyspieszonych wyborów, czy też Grzegorza Schetyny, który sugerował referendum w sprawie UE, byle tylko dopiec PiS, Tusk zachowuje się dość rozsądnie. Podobnie nie pozostawia złudzeń swym zwolennikom, kiedy to miast ogłosić, że już za minutkę, już za momencik powróci z Brukseli i weźmie w swe spracowane europejskie dłonie sztandar antypisizmu, przyznaje: „Miło się słucha opowieści o »powrocie na białym koniu«, ale to iluzja”.

Ba, były premier zauważa, że „opozycja dzisiaj jest trochę rozbita i bez pomysłu […]” i że po jej stronie „nie ma dzisiaj jakiegoś wybitnego charyzmatyka”. Trudno w tych słowach nie dostrzec też gorzkich uwag pod adresem rodzimej partii. PO pozostaje w sondażach daleko z tyłu za PiS. Grzegorz Schetyna, wydaje się, tyle samo uwagi co walce z rządem poświęca wycinaniu konkurentów z własnych szeregów. Z każdym miesiącem widać wyraźniej, że cudowne dziecko polskiej polityki, jakim według niektórych miał być szef Nowoczesnej, zbyt lubi pajacowanie, żeby faktycznie pokonać słabą i ledwo zipiącą Platformę. Zresztą opinia o braku charyzmatyka po stronie opozycji zdaje się być niezbyt zawoalowaną krytyką pod adresem niegdysiejszego konkurenta Tuska.

Musi uderzać, że Tuskowi nie przychodzi do głowy, iż owa opłakana i bliska agonii pozycja jego partii jest skutkiem jego własnych błędów. I to nie tylko ostatniego, kiedy to uciekając do Brukseli, zostawił PO w rękach pozbawionej siły i pomysłów Ewy Kopacz. Gorzej, że nie rozumie, jak wielkim szokiem było dla Polaków poznanie, dzięki publikacji zapisu taśm z restauracji Sowa i Przyjaciele, stylu, w jakim sprawowała władzę za jego czasów PO. Nawet ewentualne wezwanie do stawienia się przed komisją śledczą Tusk kwituje stwierdzeniem: „Niech się boją ci, którzy wzywają, bo jestem pewny swych racji”. Ani słowa refleksji nad błędami i dramatycznym nadużywaniem władzy, nad pazernością i pogonią za przywilejami, które to zjawiska cechowały osiem lat jego rządów.

Dlatego wbrew intencji redakcji „Polityki”, jak sądzę, Tusk robi wrażenie bezradnego i wypalonego, a jego słowa, że „jeśli chodzi o społeczne zaplecze opozycji, to nie jest tak, że są tylko gruzy”, trudno uznać za przejaw choćby słabego optymizmu. Najwyraźniej opozycja będzie musiała poczekać na innego zbawiciela. 

 0

Czytaj także