HistoriaNajbardziej tajna machina Kremla. Tak samo skuteczna od czasów carów

Najbardziej tajna machina Kremla. Tak samo skuteczna od czasów carów

Rys. Krzysztof Wyrzykowski
Rys. Krzysztof Wyrzykowski
Dodano 1
Rosyjskie, a później sowieckie służby należały do najlepszych na świecie. Były bezwzględne i zabójczo skuteczne.

Krzysztof Jasiewicz

Profesja szpiega jest tak samo stara i powszechna jak najstarszy zawód świata. Na tym tle wyróżnia się jednak wywiad rosyjski (carski) i sowiecki. O jego sile decydowały: ogromna bezwzględność, wielka tradycja i wysokiej klasy agentura pozyskiwana na drodze identyfikowania się ze „świetlanymi” wizjami świata. Hasło równości i sprawiedliwości społecznej uwiodło niejednego lewicującego intelektualistę czy nawet zwyczajnie człowieka wykształconego bądź wrażliwego. Warto wspomnieć słynną „Piątkę z Cambridge” (Wielikoliepnaja Piatiorka / The Magnificant Five: Philby, Burgess, Maclean, Blunt i Cairncross). Cechą charakterystyczną rosyjskich/sowieckich służb specjalnych było łączenie w jedną strukturę organizacyjną funkcji wywiadu, kontrwywiadu i policji politycznej/służby bezpieczeństwa.

Ochrana

Początki tych służb mają swe korzenie w epoce cara Iwana Groźnego (1530–1584), twórcy opryczniny. Powstała ona ok. 1565 r. początkowo jako rodzaj straży osobistej cara, a jej członkowie – oprycznicy – kasty wojskowej. W zamian za majątek, zwłaszcza ziemie (oprycznina), ekonomicznie uzależnieni całkowicie od despoty, zajmowali się likwidacją opozycji bojarów, dokonując rekwizycji mienia i egzekucji podejrzanych o nielojalność poddanych. Ponieważ oskarżenie o zdradę stanu i śmierć oznaczało też przepadek mienia ofiar na rzecz opryczników, ich liczba szybko przekroczyła 6 tys. i za ich sprawą rozszalał się wielki terror w całej Rosji. W specjalnej administracji opryczników znajdowało się ok. 20 miast, a nawet niektóre ulice w Moskwie. Ze względu na wielką nienawiść, jaka za ich sprawą dotykała cara, zostali oni rozwiązani w 1572 r., a wcześniej – w 1570 r. – przemianowani na dworskich w odróżnieniu od reszty wolnych obywateli Rusi Moskiewskiej (ziemian). Car poskromił też ich najgorsze szaleństwa.

Czytaj także:
Iwan Groźny – wzór Stalina

Ponowny dynamiczny rozwój rosyjskich służb nastąpił za cara Piotra I Wielkiego (1672–1725; car od 1682). Powstała wówczas jego słynna Tajna Kancelaria (Preobrażenskij Prikaz). Wywiad od jego epoki zajmował się zdobywaniem zagranicznych technologii i tajemnic wynalazków, a sam monarcha zwabiał do współpracy zagranicznych specjalistów, polecając jednocześnie wybranym osobom zbieranie w Europie informacji o charakterze gospodarczym i wojskowym. Z biegiem czasu jednak zyskiwał na sile pion bezpieczeństwa, a inwigilowanie własnego społeczeństwa stało się priorytetem.

Ten kierunek umocnił się za cara Mikołaja I (1796–1855; cesarz rosyjski od 1825), który swoje panowanie rozpoczął od stłumienia powstania dekabrystów i utworzenia Trzeciego Oddziału pod kierownictwem gen. Aleksandra Beckendorffa, uważanego za najlepszą policję polityczną ówczesnych czasów. Ta zaś pokryła całe imperium siatką agentów. Stali agenci pojawili się także w instytucjach rządowych i publicznych oraz w wojsku. Trzeci Oddział był częścią prywatnej kancelarii monarchy, która z czasem przekształciła się w słynną ochranę. Stworzył ją formalnie syn Mikołaja I, Aleksander II (1818–1881; cesarz od 1855) w 1866 r. pod nazwą Wydział Ochrony Bezpieczeństwa i Porządku m.st. Sankt Petersburga.

Koncentracja uwagi na problematyce krajowej stała się powodem obniżenia działalności wywiadowczej za granicą, co miało złe skutki. Rozbudowę ochrany kontynuowali następni władcy: Aleksander III (1845–1894; cesarz od 1881) i Mikołaj II (1868–1918), ostatni cesarz Rosji. Za tegoż monarchy w 1903 r. pojawiła się ostateczna nazwa formacji – ochrana jako skrót od Ochrannoje Oddielenije (Wydział Ochrony). Z początkiem XX w. pracowało dla niej ok. 100 tys. ludzi, a jej aparat z dwóch sekcji obecnych od 1880 r. w Moskwie i Warszawie objął dalsze 25 ważnych miast imperium. Jej agentura działała m.in. w kierowniczych zakonspirowanych gremiach bolszewików. Kontynuacją, w miejsce rozwiązanej po rewolucji lutowej 1917 r. ochrany, była już Czeka.

Od WCzK do KGB

Ogólnorosyjska Nadzwyczajna Komisja (skrót ros.: WCzK) do „walki z kontrrewolucją i sabotażem” przy Radzie Komisarzy Ludowych powstała 20 grudnia 1917 r. z inicjatywy Lenina, 11 lipca 1918 r. utworzono jej oddziały terenowe – guberialne i obwodowe. Czeka łączyła w sobie wszystkie piony służb specjalnych, od aparatu bezpieczeństwa do wywiadu zagranicznego. Podczas jej istnienia (1917–1922) wykształciły się niemal wszystkie wyspecjalizowane piony, choćby pion bezpieczeństwa państwowego, obejmujący Wydział Specjalny (ros. skrót OO; walka ze szpiegostwem i nadzór nad instytucjami wojskowymi i armią), Wydział Transportu (nadzór nad wrogimi elementami na kolejach i w transporcie wodnym oraz walka z nimi), Zarząd Ekonomiczny (walka ze szpiegostwem gospodarczym, szkodnictwem i z dywersją), Wydział Zagraniczny (ros. skrót INO, wywiad zagraniczny), Wydział Tajnopolityczny (walka z antysowieckimi partiami, grupami politycznymi i organizacjami, a także śledzenie inteligencji i duchowieństwa). Ten podział funkcjonalny miał charakter trwały, zmianom podlegały jedynie nazwy.

Również nazwa organu ulegała zmianie. Czeka przekształciła się w OGPU (Zjednoczony Państwowy Zarząd Polityczny: od 6 lutego 1922). Od 10 lipca 1934 r. pojawia się NKWD (Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych), które podlega różnym wewnętrznym reorganizacjom, by od 3 lutego 1941 r. zostać rozdzielonym na dwa komisariaty: NKWD i NKGB (Ludowy Komisariat Bezpieczeństwa Państwowego). Ponowne połączenie obu komisariatów w NKWD nastąpiło 20 lipca 1941 r. Ostatecznie po śmierci Stalina (5 marca 1953) sowieckie służby specjalne funkcjonowały w ramach MWD (Ministerstwo Spraw Wewnętrznych) i KGB (Komitet Bezpieczeństwa Państwowego przy Radzie Ministrów ZSRS). To ostatnie składało się z 10 podstawowych zarządów. Do najważniejszych należały 1. Zarząd Główny (wywiad zagraniczny) i 2. Zarząd Główny (kontrwywiad). Mimo tych podziałów bolszewickie/sowieckie tajne służby działały cały czas pod jednym kierownictwem – partii komunistycznej.

Zwraca uwagę ciągłość tradycji od czasu Piotra I. I tak w epoce Stalina sowiecki wywiad wojskowy w okresie aliansu sowiecko-niemieckiego (1939–1941) zakupił legalnie najnowocześniejsze w swoich klasach samoloty. Były to, spośród myśliwców, maszyny Messerschmitt 109 E i Heinkel He 100 oraz Messerschmitt Bf 110. Kupiono też bombowce Dornier Do 215 i Junkers Ju 88 oraz samoloty szkolno-treningowe. Następnie w okresie od maja do października 1940 r. w zakładach lotniczych w Woroneżu, Kazaniu, Charkowie i w mieście Gorki rozłożono je na drobne kawałki i wszystko dokładnie przebadano. Z samolotami zapoznało się 3,5 tys. osób spośród personelu konstruktorskiego i inżynieryjno-technicznego i dodatkowo z wyposażeniem oraz oprzyrządowaniem tych maszyn dalsze 2578 osób odpowiednich specjalności.


W efekcie tych studiów powstał obszerny raport naczelnika Zarządu Głównego Lotnictwa Wojskowego Armii Czerwonej, gen. lotnictwa Ryczagowa, adresowany do naczelnika Sztabu Generalnego Armii Czerwonej, generała armii Miereckowa z 24 października 1940 r., który w swej wymowie był dość miażdżący dla Sowietów. Stwierdzono w nim bowiem, że samoloty niemieckie są zdecydowanie wyższej jakości, bardziej sprawne, niezawodne i prostsze w obsłudze. Również podobnie brzmią wnioski z tych badań, gdyż naczelnik Zarządu Głównego Lotnictwa Wojskowego wprost sugeruje, by niemieckie rozwiązania przyswoił sobie sowiecki przemysł zbrojeniowy, co niewątpliwie nastąpiło w późniejszym czasie w różnych zresztą jego dziedzinach.

Chłopki roztropki?

W Polsce od niepamiętnych lat istniał stereotyp Rosjanina jako osobnika prostackiego, mało bystrego, nad którym moralnie i intelektualnie górowali nasz szlachcic, inteligent, polityk, a nawet człowiek pospolity. W jednej z rosyjskich książek poświęconych historii sowieckich służb specjalnych znalazłem grupowe zdjęcie uczestników kursu dla pracowników wywiadu. Ot, takie sobie chłopki roztropki i rumiane, o typowo chłopskiej urodzie kobiety, co też we mnie obudziło podobne refleksje. Jednak lekceważące podejście bywa niebezpieczne. Zarówno sowieckie, a wcześniej carskie, jak i zupełnie współczesne putinowskie służby od wieków należą do najlepszych na świecie.

I oni mieli swoje sposoby, by otumanić chyba każdego.

„Gdy rewolucja osiągać zacznie swe cele, przyjdzie ewolucja. Czy sądzisz, że październikowa rewolucja jak przejdzie poprzez Paryż, Londyn, Rzym, Nowy Jork, to ona będzie taką samą i tak krwawą jak ta dzisiejsza, ta, która swe istnienie zaczęła w Petersburgu i Moskwie? – mówił Ławrientij Beria do gen. Mieczysława Boruty-Spiechowicza na Łubiance w 1940 r., usiłując go przekonać, by objął dowództwo nad tworzoną wówczas polską jednostką. – Wierzę, że stanie się ona jedynym ruchem świata – świata ludzi pracy”.

Lub ten sam Beria w rozmowie z księciem Januszem Radziwiłłem na Łubiance w 1939 r.:

„Przeczytałem z prawdziwym zainteresowaniem wszystko, co pan napisał. W ogóle nie mamy nic przeciw panu i w zasadzie nie zamierzamy dłużej go tu trzymać. W razie czego jakby pan swoją osobą zadysponował?”.

Czytaj także:
Jeden z nich sam zabił 10 tys. ludzi. Kim byli mordercy z Katynia

Przyjrzyjmy się sposobowi przekonywania jeńców stosowanemu w Kozielsku i wizji antyniemieckiego powstania na ziemiach polskich, opisaną przez ppłk. dr. Tadeusza Felsztyna:

„Jedyny więc ratunek dla Polski, to Rosja – starał się przekonać Polaka sowiecki śledczy. – My nie możemy w naszym słowiańskim sercu patrzeć spokojnie, jak Niemcy gnębią naród polski. Rosja chce podać Polakom bratnią dłoń pomocy. Gdy nadejdzie chwila, a nadejdzie na pewno, dostarczymy Polakom broni, ażeby mogli powstać przeciw Niemcom, i przyjdziemy im ze zbrojną pomocą. Trzeba jednak, by w Polsce byli ludzie, którzy potrafią, gdy nadejdzie czas, poderwać naród do czynu. Pan jest patriotą i kocha swój naród. Może więc Pan odegrać wspaniałą rolę w jego odrodzeniu. Proszę tylko nam zaufać”.

As sowieckiego wywiadu Wasilij Zarubin to postać niewątpliwie wybitna i utalentowana, i tacy właśnie ludzie budowali wielkość sowieckiego imperium. Charakteryzując jego sylwetkę – a był on zapewne jednym z architektów zbrodni katyńskiej, następnie zaś kierował siatką sowiecką w USA, która wykradła plan bomby A – profesor Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, Stanisław Swianiewicz tak opisał swoje wrażenia z rozmów z nim: „Człowiek kulturalny, władający językami, bardzo przyjemny w konwersacji. Przypominał w pewnym stopniu typ wykształconych oficerów żandarmerii carskiej, których w szczególnych warunkach mego dzieciństwa zdarzało mi się czasami spotykać na gruncie towarzyskim […]. Kombrig przyjął mnie bardzo uprzejmie […]. Nasza rozmowa trwała z górą dwie godziny. Trudno było mi ustalić, co go przede wszystkim interesowało […]. Poza tym jednak przeskakiwał z tematu na temat, macał mnie intelektualnie z różnych stron w sposób bardzo inteligentny”.

Podobną opinię o Zarubinie ma inny wykształcony jeniec Kozielska, wspomniany ppłk Felsztyn: „Kombrig mówił bardzo dobrze po angielsku i po niemiecku. Po francusku nie mówił. Maniery miał europejskie i robił wrażenie człowieka, który bywał w cywilizowanym świecie. W przeciwieństwie do większości politruków orientował się w stosunkach państw cywilizowanych […]. Trudno było się zorientować z przesłuchań, o co kombrigowi chodziło. Wachlarz pytań był tak szeroki, że mogło w nim pomieścić się wszystko... A kombrig w rozmowie z nami przybierał maskę dobrotliwego i współczującego nam opiekuna i od czasu do czasu istotnie wyrządzał przysługi”.

Ciekawymi refleksjami na temat agentów podzielił się w ostatnich latach oficer prowadzący Piątkę z Cambridge, Jurij Modin: „W filmach, książkach i gazetach zwykle przedstawia się tajnych agentów jako błyskotliwych nadludzi. W swoim życiu widziałem wielu szpiegów i dlatego uważam, że nie ma nic odleglejszego od prawdy. Na ogół ich poziom intelektualny pozostawia wiele do życzenia. Wiem z doświadczenia, że wysoki współczynnik inteligencji nigdy nie stanowi głównego kryterium przy rekrutacji kogoś na agenta, który w istocie jest po prostu kimś w rodzaju żołnierza. Z drugiej strony dobry szpieg musi mieć pewne cechy, których trudno oczekiwać od żołnierza. Na przykład powinien być dziecinny, radosny i psotny. Trudno w to uwierzyć, ale taka jest prawda. Infantylizm pomoże mu działać pod nieustanną presją, która stanowi integralną część tej pracy”.

Wygląda to na fałszywy trop. Na razie jednak szpieg zawsze pozostaje szpiegiem, nawet na emeryturze i po śmierci.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 9/2017
Artykuł został opublikowany w 9/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł

Czytaj także

 1
  • Aniaa IP
    Hej, chciałabym tą drogą zapoznać ekstra mężczyzne na resztę życia. Ja 25 letnia chuda blondynka po nieudanym związku, wiek nie ma znaczenia, jesteś samotny ? Pisz do mnie na czacie: http://www.t453hj98tgh7949.ml
    Dodaj odpowiedź 0 2
      Odpowiedzi: 0

    Czytaj także