Historia„Laboratorium diabła” - tajna japońska Jednostka 731

„Laboratorium diabła” - tajna japońska Jednostka 731

Pracownicy Jednostki 731 testują na swojej ofierze środki bakteriologiczne
Pracownicy Jednostki 731 testują na swojej ofierze środki bakteriologiczne / Źródło: Wikimedia Commons / Fot: Jilin Provincial Archives
Dodano 7
W japońskich laboratoriach wojskowych przeprowadzano eksperymenty na ludziach. Relacje katów mrożą krew w żyłach

Słynny niemiecki lekarz sadysta z Auschwitz Josef Mengele w szeregach „Jednostki 731” czułby się jak w domu. Kryptonimem tym określano Naczelne Biuro Zapobiegania Epidemiom i Departament Oczyszczania Wody Japońskiej Armii Kwantuńskiej. Nazwa wydaje się niewinna, ale to, czym zajmowała się ta formacja, przechodzi ludzkie pojęcie.

Pracujący w niej lekarze dokonywali makabrycznych eksperymentów medycznych na terenie tajnego ośrodka w Mandżurii. Ich ofiarą padły dziesiątki tysięcy jeńców wojennych i więźniów. Przede wszystkim Chińczyków, Koreańczyków, ale również sowieckich, amerykańskich i brytyjskich jeńców wojennych.

Na czele „Jednostki 731” stał demoniczny mikrobiolog dr Shirō Ishii. Pod jego kierownictwem japońscy naukowcy przeprowadzali skomplikowane, dziwaczne operacje bez znieczulenia. Wycinali więźniom organy, a ciężarnym kobietom (które często sami wcześniej zapładniali) embriony. Odcinali ręce i nogi, a następnie przyszywali je z drugiej strony ciała, sprawdzając, czy się zrosną.

Innym nieszczęśnikom zamrażali, a następnie rozmrażali członki, badając potem postępy gangreny i gnicia ciała. Dokonywali trepanacji czaszki i operacji wycięcia części mózgu. Usuwali żywym więźniom żołądki i przyszywali przełyk prosto do jelit. Wstrzykiwali końską urynę do nerek lub powietrze do żył. Zabijali ludzi w komorach próżniowych, topili lub wieszali do góry głową.

Czytaj także:
Karły z Auschwitz. „Anioł Śmierci” poddawał je makabrycznym eksperymentom

Jednym z zadań „badaczy” z „Jednostki 731” było testowanie na ludziach broni. Granatów, miotaczy ognia, bomb, ale przede wszystkim gazów bojowych. A także broni chemicznej, biologicznej i bakteriologicznej. Celem było między innymi skonstruowanie bomby pozwalającej wywoływać na zaatakowanych terenach epidemie groźnych chorób.

Przez wiele lat w powojennej Japonii działania „Jednostki 731” były tematem tabu. Wielu Japończyków uważało, że był to „zwykły oddział sanitarny”, a krążące na jego temat opowieści są propagandą, która ma na celu oczernienie Japonii. Sprawę komplikowało to, że wielu lekarzy z „Jednostki 731” było po wojnie szanowanymi obywatelami: znanymi naukowcami, biznesmenami i politykami.

Inni po wojnie poszli na układ z amerykańskimi władzami okupacyjnymi i zapewnili sobie nietykalność w zamian za przekazanie im wyników badań dokonywanych na jeńcach.

Wydana właśnie w Polsce „Jednostka 731” autorstwa Hala Golda to jedna z najlepszych książek dotyczących tej formacji. Zawiera bowiem unikalne relacje katów: lekarzy, pielęgniarek, strażników i badaczy. Ludzi, którzy brali udział w straszliwych mordach i po kilkudziesięciu latach zdecydowali się o tym opowiedzieć.


Złamali w ten sposób trwającą od końca wojny zmowę milczenia. Doktor Ishii przed rozwiązaniem „Jednostki 731” na odchodnym rozkazał bowiem wszystkim współpracownikom, aby wiedzę o tym, co się działo w Mandżurii, „zabrali ze sobą do grobu”. Ten, kto wyjawiłby coś Amerykanom lub opinii publicznej w Japonii, miał zostać wytropiony i uśmiercony.

----

„Niełatwo mi o tym mówić, ale muszę to wyznać. Robiłem złe rzeczy. Pewnego dnia dyrektor szpitala powiedział nam: „Dziś odbędą się zajęcia praktyczne z chirurgii”. W sali znajdowali się dwaj Chińczycy. Jeden z nich wyglądał jak żołnierz, drugi jak rolnik. Byli tam: dwa stoły operacyjne, lekarze i pielęgniarki. Były piły do cięcia kości, nożyczki i inne narzędzia.Podszedłem do Chińczyka i pchnąłem go w stronę stołu operacyjnego. Nie czułem, że powinienem go przeprosić ani że robię coś złego. Rolnik był pogodzony z losem. Opuścił głowę i ruszył przodem. Nie chciałem, żeby ubrudził mi ubranie. Chciałem wyglądać jak spod igły.Podszedł do stołu operacyjnego, ale nie chciał się położyć. Jedna z pielęgniarek zwróciła się do niego łamaną chińszczyzną: „Stosujemy eter. Nie będzie bolała, połóż się”. Mówiąc to, uśmiechnęła się do mnie krzywo.Zaczęła się operacja. Mężczyźnie podano eter i go otwarto. Wyrostek miał tak mały, że szukanie go było jak wydłubywanie robaka z ziemi. Musiałem kilka razy robić nacięcia i szukać głębiej. Zatamowano krwawienie, przecięto nerwy, przepiłowano kości, wykonano tracheotomię.Krew i powietrze uszły z ciała, krew zaczęła się pienić. Ćwiczenia trwały dwie godziny. Mężczyzna zmarł, jego ciało wrzucono do dołu i zakopano. Cmentarzysko w pobliżu sali operacyjnej było pełne, więc musieliśmy nieco dalej wykopać kolejny dół”.

Lekarz wojskowy Yuasa Ken

„Pewnego razu widziałem, jak laborant pracujący w „Jednostce 731”, oficer polowy, przeprowadzał testy, których celem była walka z odmrożeniami. Do tego testu wykorzystano pięć białych Rosjanek.Laborant umieścił dłonie kobiet w zamrażarce i kontynuował obniżanie temperatury, aż osiągnął –70 st. C. Później badano stopień odmrożeń. Efekt tego testu był taki, że z dłoni kobiet oderwało się ciało, odsłaniając kości. Jedna z tych kobiet wcześniej urodziła w więzieniu dziecko, które również wykorzystano do badań nad odmrożeniami”.

Major japońskiej armii


„Do testów używano różnych rodzajów gazów. Testowano między innymi gaz musztardowy, luizyt, kwas cyjanowy i fosgen. Trzy ściany komory były szklane, aby można było dokładnie obserwować warunki, w jakich umierają ofiary. Niektórych maruta przywiązywali do wózka, który wjeżdżał do komory po szynach. Następnie rurą wpuszczano gaz.Eksperymentowaliśmy z różnymi stężeniami. Robiono zdjęcia i kręcono filmy. Prowadzono też skrupulatne notatki na temat tego, jakie objawy wystąpiły u badanego po ilu sekundach wdychania gazu. Gdy gaz zaczynał działać, ludzie toczyli pianę z ust”.

Kierowca Koshi Sadao

„Przygotowałem wiele preparatów laboratoryjnych pochodzenia ludzkiego zakonserwowanych w formalinie. Były wśród nich głowy, ramiona, nogi, organy wewnętrzne i całe ciała. Słoje stały w długich rzędach, w niektórych były nawet dzieci i niemowlęta. Kiedy pierwszy raz wszedłem do tej sali, zrobiło mi się niedobrze i przez wiele dni nie byłem w stanie jeść. Ale szybko się przyzwyczaiłem.Szklane pojemniki na preparaty były produkowane przez członka jednostki, który uczył się w Europie, jak wytwarzać szkło. Ten człowiek dawał mi w prezencie szklane ptaszki, które sam zrobił.Podczas wiwisekcji dawano mi do wykonania różne zadania. Nosiłem wiadra pełne krwi i organów wewnętrznych. Raz pozwolono mi użyć skalpela i rozciąć jednego maruta. Wykonałem długie cięcie od szyi i w dół i otwarłem ciało. Łatwizna – każdy może to zrobić”.

Członek Korpusu Młodzieżowego


„W jednostce wznosił się duży komin. W niektóre dni dymił, w niektóre nie. Spytaliśmy kiedyś, co się pali. Odpowiedź brzmiała: „Więźniowie”.W głębi szerokiego korytarza zobaczyłem słój z preparatem ludzkim. Słój miał rozmiary człowieka, a w środku zakonserwowane w płynie znajdowało się coś, co wyglądało jak młody żołnierz rosyjski. Jego ciało zostało przecięte wzdłuż na pół”.


Specjalista do spraw higieny

„Japońska firma farmaceutyczna zwróciła się do nas z pewną prośbą. Zdrapałem próbki tkanek z zewnętrznej powłoki jego mózgu i umieściłem je w dziesięciu butelkach o pojemności 500 centymetrów sześciennych, które wysłałem rzeczonej firmie. Miały być wykorzystane do badań nad reumatyzmem. To była moja pierwsza zbrodnia”.

Lekarz wojskowy Yuasa Ken

„Było takie miejsce, gdzie wyrzucano kości zwierzęce po posiłkach, więc załadowaliśmy kości maruta na ciężarówkę i wyrzuciliśmy je na tym samym śmietnisku. Ci maruta zostali zagazowani. Musieliśmy polewać ciała olejem opałowym, żeby nie przestawały się palić, bo ciągle dokładano nowe”.

Pan Y

„Japońscy żołnierze ścięli im głowy. Krew z arterii szyjnej strzeliła na dwa metry w górę, jakby trysnęła z węża. Głowy stoczyły się do dołu. Zaraz po zabiciu mężczyzn rozcięto klatkę piersiową i wyjęto serce, które umieszczono na wadze. To serce jeszcze biło. Wprowadzone w drgania odważniki pobrzękiwały, obijając się o siebie”.

Pracownik „Jednostki 731” Ishibashi Naokata

„Wtedy po raz pierwszy zabiłem człowieka. Pchnięcie bagnetem trzeba wykonać szybko. Ja się jednak bałem i zamknąłem oczy, więc nie wiem, w którym miejscu go ugodziłem. Około dwudziestu pięciu z nas, jeden po drugim, ugodziło więźnia bagnetem. Jego koszula wyglądała jak plaster pszczeli, ale z wąskimi otworami zamiast okrągłych. Tak zabijaliśmy. W naszej edukacji funkcjonowało pojęcie, że osiągnie się dorosłość dopiero wówczas, gdy się kogoś zabije”.

Członek korpusu higienicznego Tomioka Heihachiro

„Widziałem testy, podczas których maruta byli przywiązywani do krzyży rozstawionych wzdłuż obwodu dużego okręgu, a nad nimi przelatywały samoloty, zrzucając bomby bakteriologiczne na obszar wewnątrz tego okręgu. Nogi maruta były skute łańcuchami, a ciała mocno przywiązane. Obserwowaliśmy te testy z odległości około dwustu metrów. Nosiliśmy specjalne kombinezony zapinane z przodu na zamek błyskawiczny i osłaniające nas od stóp do głów. Mieliśmy na sobie maski przeciwgazowe, gumowce i gumowe rękawice. Ponieważ znajdowaliśmy się na obszarach skażonych bakteriami, nie mogliśmy pójść do toalety”. Żołnierz „Jednostki 731” Ohara Takeyoshi„Testy trwały trzy dni i wykorzystano w nich około stu maruta. Prowadzono je w czterech bunkrach, w każdym z nich do każdego testu umieszczając dwóch lub trzech maruta. Ofiarom zamontowano elektrody, a biurko z urządzeniami kontrolnymi znajdowało się około pięćdziesięciu metrów dalej.Do bunkra wrzucano kanistry z fosgenem w stanie ciekłym. W czasie gdy gaz się rozprzestrzeniał, dusząc ofiary, obserwowano i zapisywano zmiany tętna oraz inne istotne objawy, aż następował zgon.Jeden z maruta był 68-letnim mężczyzną. Wcześniej w „Jednostce 731” wstrzyknięto mu zarazki dżumy, ale nie umarł. Poddano go testowi z fosgenem, ale przeżył. Lekarz wojskowy wstrzyknął mu do żył powietrze, ale on nadal żył. Lekarz użył więc bardzo grubej igły i ponownie wstrzyknął mu powietrze do żył. Ale mężczyzna przeżył i to. Lekarze ostatecznie zabili tego człowieka, wieszając go na drzewie”.

Farmaceuta „Jednostki 731”

„U matek chorych na kiłę porody dzieci maruta odbierał lekarz, który kierował naszym zespołem. Kazał mi odcinać dopływ krwi od matki do dziecka. Lekarz pobierał próbkę tej krwi, a następnie ja upuszczałam jej niewielkie ilości, a on pobierał kolejne próbki. Probówki stały w rzędzie na półce. Lekarz chciał określić, w jakim stopniu matka zaraziła kiłą dziecko i jak choroba rozwija się od momentu narodzin”.

Pielęgniarka Akama Masako

„W jednostce panowało przekonanie, że niezbędne jest poświęcenie trzech maruta, aby ocalić stu japońskich żołnierzy”.

Wirusolog „Jednostki 731”

„Chmary świetlików wokół preparatów z części ludzkich ciał wyglądały upiornie, wywołując u niektórych młodych rekrutów problemy psychiczne”.

Pragnący zachować anonimowość badacz

„Ludzie z sił specjalnych robili dużo zdjęć. Mocnych zdjęć: ciała bez głów, bez stóp, ze spuchniętymi brzuchami. To był efekt tortury wodnej. Wmuszają w człowieka wodę, żeby mu spuchł brzuch. Mój kumpel Mikami powiedział mi: „Widziałem to. Coś strasznego”. Ja mu na to: „Taka jest wojna”. Zabijałem ludzi dla ojczyzny – dla cesarza. Tak wtedy myślałem”.

Specjalista od spraw higieny

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 7/2015
Artykuł został opublikowany w 7/2015 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł

Czytaj także

 7
  • czerro IP
    Już pisałem przy poprzednich artykułach : bandyckie , kompletnie zdegenerowane oraz odczłowieczone narody jak niemiecki , japoński i jeszcze kilka innych powinny zostać starte z powierzchni ziemi do ostatniego obywatela !
    Dodaj odpowiedź 42 10
      Odpowiedzi: 4

    Czytaj także