HistoriaPolscy bolszewicy. Mieli rządzić w czerwonej Polsce, ale zginęli w męczarniach

Polscy bolszewicy. Mieli rządzić w czerwonej Polsce, ale zginęli w męczarniach

Polrewkom - na początku sierpnia 1920. To z niemi miał rekrutować się rząd sowieckiej republiki, która miała zostać utworzona w Polsce po zwycięstwie bolszewików
Polrewkom - na początku sierpnia 1920. To z niemi miał rekrutować się rząd sowieckiej republiki, która miała zostać utworzona w Polsce po zwycięstwie bolszewików / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 2
Piastowali wysokie stanowiska w Związku Sowieckim. Gdyby nie wymordował ich Stalin, rządziliby w Polsce Ludowej.

Co ma wspólnego polski arystokrata z bolszewikami? Wyjaśniał to Aleksander Kochański, autor wstępu do wydanej w 1967 r. „Księgi Polaków uczestników rewolucji październikowej”, obdarzony specyficznym poczuciem humoru albo pełen cynizmu: „Polska jest wszędzie tam, gdzie bronią wolności – pisał Sułkowski, adiutant Napoleona. – W wielu kampaniach »za wolność Waszą i Naszą« znajdujemy naszych rodaków. Przeżyli oni wiele rozczarowań, doznali goryczy rozlicznych klęsk. W tych wszystkich bojach i walkach udział w rosyjskim Październiku 1917 r., będącym sprawą całej ludzkości, zajmuje miejsce szczególne”.

Księga jest zbiorem 7,7 tys. biogramów Polaków, a także polskich Żydów, uczestników bolszewickiego przewrotu. To właśnie ci ludzie budowaliby Polską Republikę Sowiecką, gdyby Armia Czerwona w sierpniu 1920 r. zwyciężyła pod Radzyminem, zajęła Warszawę i pokonała polską armię. Było ich więcej – w szeregach partii bolszewickiej w tym czasie znajdowało się około 18 tys. Polaków.

W sowieckiej Polsce jedno z czołowych stanowisk objąłby z pewnością Tomasz Dąbal, który jako poseł wsławił się w 1920 r. oświadczeniem z trybuny sejmowej, że nie uważa Armii Czerwonej za wroga, wręcz przeciwnie – wita ją jako przyjaciela narodu polskiego. Utracił mandat poselski i został skazany na sześć lat pozbawienia wolności, po czym znalazł się w Związku Sowieckim w wyniku wymiany więźniów. Był zastępcą sekretarza generalnego Międzynarodówki Chłopskiej. Dąbal zaangażował się w tworzenie i rozwój Marchlewszczyzny – polskiego rejonu autonomicznego na Ukrainie. Ideą jego powstania było wychowanie komunistycznej społeczności polskiej. Był Dąbal – jak stwierdza Nikołaj Iwanow w „Zapomnianym ludobójstwie” – bożyszczem polskiego społeczeństwa sowieckiego, a propaganda kreowała go na jego przywódcę i głównego ideologa. Dąbal był wielkim zwolennikiem reformy polskiej ortografii, czyli jej „uludowienia”. Zniknęłyby więc litery „ą”, „ę”, „ó”, zamiast „rz” byłoby „ż”, a zamiast „ch” – „h”.

Jeszcze przed operacją polską NKWD w 1937 r. został aresztowany i oskarżony o to, że jest polskim szpiegiem. Dowodem na to miał być jego plan uczynienia z Mińska portu poprzez połączenie go kanałami z Bałtykiem i Morzem Czarnym. „Był to czas wielkich budów i całkiem logicznie chciał dorzucić do tego potężnego entuzjazmu swój unikatowy projekt, jakkolwiek dziwnie ten projekt by nie wyglądał” – pisze Iwanow. Oskarżyciele łatwo dopasowali pomysł Dąbala do oskarżenia go – miał ułatwić wpłynięcie polskich okrętów na sowiecką Białoruś. Podobnie potraktowali plan osuszenia bagien i zamienienia ich w pola uprawne. Według nich realizacja tego planu ułatwiłaby polską ofensywę.

Czytaj także:
„Zamienił się w żywą pochodnię”. Horror polskiego kapłana w ZSRS

Dąbal przyjął absurdalne zarzuty i przyznał się do winy. Ponieważ według poglądów Andrieja Wyszynskiego (pochodzenia polskiego), prokuratora generalnego Związku Sowieckiego w latach 1935–1939, przyznanie się jest królową dowodów, został, oczywiście, skazany na śmierć.

Żelazny Feliks

Najwybitniejszą postacią wśród Polaków bolszewików był Feliks Dzierżyński, szlachcic z powiatu oszmiańskiego, twórca i szef Czeki, Czerezwyczajki, czyli Wszechrosyjskiej Komisji Nadzwyczajnej do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem. To ona rozpętała czerwony terror, który w dużej mierze przyczynił się do zwycięstwa bolszewików.

„Był to fanatyczny rewolucjonista, ale niepodobny do żadnego z ówczesnych przywódców rewolucji. Ci już swoją powierzchownością zdradzali żądzę władzy, Dzierżyński natomiast był ascetą. Miał podobno rozmarzone oczy Don Kiszota, a niektórzy twierdzą nawet, że głowa jego przypominała głowę Chrystusa. W jego skomplikowanym charakterze graniczyły ze sobą surowość, okrucieństwo, sentymentalna poezja” – pisał Borys Lewickyj w „Terrorze i rewolucji”.

Bogdan Jaksa-Ronikier, autor książki „Dzierżyński. Czerwony kat”, twierdził, że szef Czeki był wyrafinowanym sadystą, a Wiktor Suworow pisał, że jego ascetyzm był na pokaz, Dzierżyński w istocie pławił się zaś w luksusie.

Za czasów urzędowania Dzierżyńskiego – zwanego Żelaznym Feliksem – jako szefa WCzK, następnie GPU i OGPU, na Wyspach Sołowieckich powstał pierwszy wielki łagier dla „wrogów ludu”. Jakkolwiek warunki bytowania były w nim ciężkie, a uwięzieni doświadczali brutalności strażników i zdarzało się, że byli zabijani, to jednak prawdziwe piekło łagrów miało dopiero objawić się w latach 30.

Pomnik Dzierżyńskiego przed dawną siedzibą NKWD na Łubiance zniknął na początku lat 90., ale w zeszłym roku w Moskwie rosyjscy komuniści podjęli inicjatywę ogłoszenia referendum w sprawie jego powrotu. Nie byliby bez szans na sukces. Trzy lata temu badanie opinii publicznej przyniosło następujące wyniki: 46 proc. Rosjan, którzy wiedzą, kim był Dzierżyński, wypowiada się o nim pozytywnie lub raczej pozytywnie, 18 proc. negatywnie i raczej negatywnie, a pozostali nie mają zdania. 35 proc. czuje do szefa WCzK szacunek, 10 proc. sympatię, potępienie i nienawiść 9 proc.

Osoba Dzierżyńskiego wykorzystywana jest także w propagandowych działaniach Kremla. W 2013 r. podczas debaty w Moskwie „Rosja i Polska: historia, która utrudnia zrozumienie”, Jurij Bondarienko, szef Rosyjsko-Polskiego Centrum Dialogu i Porozumienia, powiedział, że Polacy już nie pamiętają, iż Dzierżyński i inni twórcy sowieckich organów represyjnych byli ich rodakami. Chociaż, oczywiście, Polacy pracowali w Czerezwyczajce i jej następczyni GPU/OGPU, a potem w NKWD (do czasu operacji polskiej), nie byli tam nadreprezentowani. W 1936 r. stanowili 5,5 proc. funkcjonariuszy na kierowniczych stanowiskach, podczas gdy Żydzi – 38 proc., Rosjanie – 32 proc., Łotysze – 7 proc., a Ukraińcy 5 proc.

Następca Dzierżyńskiego

Zastępcą Dzierżyńskiego i jego następcą został Wiaczesław Mienżyński, urodzony w Petersburgu, w zrusyfikowanej polskiej rodzinie, z wykształcenia prawnik, przed 1917 r. redaktor bolszewickich pism. Postać dosyć nietypowa jak na szefa sowieckich służb specjalnych. Był poliglotą, znał 12 języków, przed rewolucją pisał wiersze i wydał dekadencką powieść „Sprawa Diemidowa”. Interesował się astronomią. Trocki twierdził w swoich wspomnieniach, że Stalin celowo powierzył Mienżyńskiemu tak ważne stanowisko, bo był on człowiekiem słabym, bez charakteru, a ponadto schorowanym. Dzięki temu szef partii bolszewickiej mógł przekształcić OGPU w swoje bezwolne narzędzie, kierowane faktycznie przez Gienricha Jagodę, rosyjskiego Żyda, pierwszego zastępcę Mienżyńskiego.

Jednak historyk Donald Rayfield ma całkiem inne zdanie. Stalin, po śmierci Lenina, dążył do podporządkowania sobie GPU. Mimo że miał jak najlepsze stosunki z Dzierżyńskim, Feliks Edmundowicz ze swoim charakterem nie nadawał się na marionetkę. „Z punktu widzenia Stalina jedyną wadą Dzierżyńskiego była skrupulatność, Dzierżyński nie lubił fabrykować poszlak ani zeznań, a jeszcze w mniejszym stopniu był gotów prześladować członków partii”. Dlatego też Stalin zaczął nakładać na Dzierżyńskiego nowe obowiązki (gospodarka, kolejnictwo), tak aby miał jak najmniej czasu na zajmowanie się działaniami kierowanej przez siebie policji politycznej. Faktyczną kontrolę nad nią przejął właśnie Mienżyński. Już jako szef OGPU spełniał polecenia Stalina. „Stalin bez bezwzględności Mienżyńskiego nie byłby w stanie narzucić narodowi kolektywizacji ani na początku lat 30. przeprowadzić pokazowych procesów” – pisał Rayfield.

Przy herbacie o rozstrzelaniach

Ponurą postacią był Stanisław Redens rodem z Mińska Mazowieckiego, pochodzenia robotniczego. Od 1918 r. pracował w WCzK, następnie w OGPU, kierując tymi organami w Odessie, na Krymie, w Moskwie, w Gruzji i na Ukrainie w czasie wielkiego głodu. Podczas pracy w Gruzji i na Zakaukaziu skonfliktował się z Berią. „Z listów Stalina wynika, że Redens i miejscowi dygnitarze partyjni próbowali usunąć Berię ze stanowiska, ale ktoś, prawdopodobnie Stalin, interweniował. Beria nigdy tego nie wybaczył Redensowi” – pisał Simon Sebag Montefiore w „Dworze czerwonego cara”.


Redens stał się gorliwym wykonawcą wielkiej czystki w latach 30. „Sam wyznaczał, kto będzie zabijać oskarżonych. Czasami zabierał listę skazanych do domu i przy filiżance herbaty planował działania w Butowie na kolejny dzień, ustalając, w jakiej kolejności skazani zostaną rozstrzelani” – pisał Jörg Baberowski w biografii „Stalin”.

Tak jak wielu funkcjonariuszy NKWD także Redens sam padł ofiarą tej instytucji. I nie pomogło mu to, że był mężem siostry Nadieżdy Aliłujewej, żony Stalina.

Do końca Redensa przyczyniło się także to, że szef NKWD, Jeżow, zaproponował go na swego zastępcę. Liczył naiwnie na to, że Stalin dobrze przyjmie propozycję obsadzenia stanowiska kimś związanym z nim więzami rodzinnymi. Tymczasem los Jeżowa był przesądzony, a próbując się ratować, pociągnął za sobą Redensa. Jeszcze jedna okoliczność spowodowała, że Redens stał się ofiarą instytucji, w której pracował – był Polakiem. A od sierpnia 1937 r. NKWD prowadziło operację polską, uznając Polaków za wrogów ludu, szpiegów, kontrrewolucjonistów.

Beria, obejmując stanowisko szefa NKWD, nie zapomniał o Redensie. Aresztowano go w listopadzie 1938 r. Oskarżony został o to, że jest polskim szpiegiem i członkiem organizacji spiskowo-terrorystycznej działającej wewnątrz NKWD, kierowanej przez Jeżowa. Redens przez 4,5 miesiąca do niczego się nie przyznawał. W końcu musiał to uczynić. Zeznawał, że gdy był szefem OGPU w Moskwie, oficerowie w kilka godzin rozpatrywali kilkaset spraw, decydując o wysokości kary. W 95 proc. była to kara śmierci. „Potem spisywano protokół i dawano do podpisu Jeżowowi. Jeżow, jak niejednokrotnie sam widywałem, nawet ich nie czytał, otwierał na ostatniej stronie i ze śmiechem pytał Cesarskiego, ilu tu Polaczków... Podpisywał”. W okręgu moskiewskim aresztowano 2,5 tys.–2,7 tys. Polaków. Znakomita większość z nich została zabita. („Rozstrzelać Polaków. Ludobójstwo Polaków w Związku Sowieckim w latach 1937–1938. Dokumenty z Centrali”, oprac. Tomasz Sommer).

Czytaj także:
Męczeństwo księży w Sowietach - piekielny plan bolszewików

Redensa oskarżono także o to, że przeprowadzał masowe aresztowania niczemu niewinnych ludzi, z których wielu zostało rozstrzelanych. Była to oczywiście prawda. Diaboliczność tego oskarżenia polegała na tym, że Redens działał na polecenie Stalina. Podczas przesłuchań w NKWD Redens musiał w końcu nie tylko przyznać się do tego, że był polskim szpiegiem, lecz także oskarżyć o szpiegostwo Polaka, który bardzo wysoko doszedł w sowieckiej hierarchii – Stanisława Kosiora. W latach 1928–1938 Kosior był szefem partii bolszewickiej na sowieckiej Ukrainie, a więc w czasie kolektywizacji, walki z kułakami, oznaczającej deportacje i aresztowania, oraz wielkiego głodu. Próbował wykazywać, że ustalona przez Biuro Polityczne wysokość obowiązkowych dostaw zboża jest nadmierna i nierealna, jednak ostatecznie firmował brutalną politykę prowadzącą do tragedii wielkiego głodu.

Kosior został skazany na śmierć. Wyrok wykonał Wasilij Błochin, późniejszy kat polskich policjantów i żołnierzy więzionych w obozie w Ostaszkowie. Stanisław Kosior został zrehabilitowany w 1956 r. w Związku Sowieckim, natomiast w 2009 r. prokuratura Ukrainy uznała go – obok m.in. Stalina – za jednego ze współwinnych zbrodni ludobójstwa. Za taką bowiem uznano spowodowanie klęski głodu, która pochłonęła miliony ofiar, w tym także Polaków mieszkających na sowieckiej Ukrainie.

„Polscy szpiedzy” z POW

Niektórzy Polacy i polscy Żydzi zajmowali eksponowane stanowiska w sowieckim państwie. Romuald Muklewicz był dowódcą marynarki wojennej (1926–1931), później szefem Głównego Zarządu Budowy Okrętów, Roman Łągwa – szefem Zarządu Łączności Armii Czerwonej (1935–1937), Józef Unszlicht był zastępcą Dzierżyńskiego, zastępcą ludowego komisarza spraw wojskowych, szefem Głównego Zarządu Lotnictwa Cywilnego, Stanisław Messing – zastępcą szefa OGPU.

Stali się ofiarami operacji polskiej NKWD. Przypisano im rolę polskich szpiegów i członków rzekomo działającej w Związku Sowieckim Polskiej Organizacji Wojskowej. Według oskarżycieli z NKWD Józef Piłsudski polecił im „wkręcić się” do bolszewickich, a potem sowieckich organów władzy.

Czytaj także:
Jeden z nich sam zabił 10 tys. ludzi. Kim byli mordercy z Katynia

Jednym z trzech szefów „centrum POW” miał być Józef Unszlicht, który – jako zastępca Dzierżyńskiego – zapisał się rozprawą z rosyjską inteligencją w 1922 r., w wyniku której część jej wybitnych przedstawicieli zmuszono do emigracji. Nie był to jeszcze czas totalnej eksterminacji. To także Unszlicht zwracał uwagę Leninowi na precjoza i inne skarby zgromadzone w cerkwiach: sprzęty liturgiczne i przedmioty kultu. Wśród nich wiele było dzieł sztuki. Cerkwie ograbiono pod pretekstem przeznaczenia kosztowności na walkę z głodem. Jednak tylko niewielką część przeznaczono na rzecz głodujących. Unszlicht był też zaangażowany w stworzenie sowieckiej propagandy dezinformacyjnej. Przyłożył rękę do likwidacji starych działaczy bolszewickich: Zinowjewa i Kamieniewa, podpisując postanowienie Prezydium CKW ZSRS odrzucające podania o łaskę.

Na Unszlichta, w 1920 r. współorganizatora polskiej Armii Czerwonej, zrzucono winę za niepowodzenie bolszewickich wojsk pod Warszawą. Rzekomo przekazał Polakom plany natarcia. To ludzie Unszlichta mieli planować prowokacyjny zamach na francuskiego marszałka Focha podczas jego wizyty w Warszawie w 1923 r., a sam Unszlicht dogadał się z Tuchaczewskim, by ten przekazywał tajne materiały polskiemu wywiadowi. Unszlicht nie przyznał się do stawianych mu absurdalnych zarzutów, co wobec metod śledztwa wymagało nie lada odwagi. Popsuł tym samym plan urządzenia procesu pokazowego. Oczywiście jednak i tak został rozstrzelany.

Ten zaprzysięgły bolszewik miał brata Juliana, który podobnie jak on działał w Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy – partii, z której wywodzili się niemal wszyscy Polacy i polscy Żydzi zajmujący bardziej lub mniej ważne stanowiska w Związku Sowieckim. Jednak Julian później przeszedł na katolicyzm i został księdzem. Był polskim patriotą, bo takie wychowanie odebrał w żydowskiej rodzinie, w której pamiętano o Maksymilianie Unszlichcie zesłanym na Sybir za udział w demonstracjach przed powstaniem styczniowym. Ksiądz Unszlicht został odznaczony Krzyżem Niepodległości. Józef Unszlicht, mimo atmosfery domu rodzinnego, wybrał inną drogę, uhonorowaną orderem Czerwonego Sztandaru i zakończoną w Kommunarce – miejscu egzekucji dokonywanych przez NKWD.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 8/2016
Artykuł został opublikowany w 8/2016 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł

Czytaj także

 2
  • hip to be square IP
    O proszę, ilu swojaków "wybranych" w tym gronie... Ze wspomnień dwudziestolecia międzywojennego: " A na rogu stał żydek i wrzeszczał wszystkim wobec, że w Polsce będzie tak jak w Rosji"...
    Dodaj odpowiedź 1 0
      Odpowiedzi: 0
    • xxxxx IP
      Książka Jaksy-Ronikera to w 100% konfabulacja, pan Rezun "Suworow" raczej nie, bardziej wierze w to co pisał Borys Lewickyj były banderowiec który stał się socjalistą-rewolucjonistą
      Dodaj odpowiedź 11 1
        Odpowiedzi: 0

      Czytaj także