HistoriaZ nieba na Konarmię. Polscy piloci byli zmorą bolszewików

Z nieba na Konarmię. Polscy piloci byli zmorą bolszewików

Breguet 14A2 39. Eskadry Breguetów (16. eskadry wywiadowczej) w Kijowie, 1920
Breguet 14A2 39. Eskadry Breguetów (16. eskadry wywiadowczej) w Kijowie, 1920 / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano
Piloci polskich eskadr siali panikę w szeregach kawalerzystów Budionnego i skutecznie powstrzymywali ich pochód.

5 listopada 1918 r. nad Lwowem pojawił się samolot Hansa-Brandenburg z biało-czerwonymi końcówkami skrzydeł. Jego załogę stanowili por. Stefan Bastyr i porucznik obserwator Janusz de Beaurain. Był to pierwszy lot bojowy polskiego lotnictwa. Od początku listopada trwały walki między Polakami i Ukraińcami we Lwowie, rozpoczynające pierwszą wojnę niepodległej Polski – z Zachodnioukraińską Republiką Ludową. 2 listopada, przełamując opór austriackiego komendanta lwowskiego lotniska Lewandówka, polscy piloci zajęli hangary i zaczęli przygotowywać samoloty do użytku. Odparto, przy pomocy kilkuosobowego patrolu oraz mieszkańców wsi Lewandówka, atak Ukraińców. Trzeba było jednak też – jak pisał Marian Romeyko w księdze „Ku czci poległych lotników” – poskromić „podmiejskie szumowiny”, które zamierzały grabić składy na lotnisku i kasyno oficerskie.

Bastyr i de Beaurain dostali od dowództwa obrony Lwowa rozkaz zaatakowania stacji Persenkówka. Nadlatywali nad nią dwa razy, zrzucając 15-kilogramowe bomby. Trzeci lot, rozpoznawczy nad Lwowem, mający ustalić stanowiska ukraińskie, wykonali pilot Stefan Bastyr i obserwator Władysław Toruń. Ten ostatni, wraz z pilotem Stefanem Stecem, bombardował pozycje ukraińskie na Wysokim Zamku i w Cytadeli. 12 listopada Stec poleciał przez Kraków do Warszawy, gdzie w Belwederze złożył 15 listopada Józefowi Piłsudskiemu raport i prośbę o pomoc dla Lwowa.

Dwa tygodnie później osobisty znak, który Stec malował na swych samolotach jeszcze w czasie służby w lotnictwie Austro-Węgier, został przyjęty rozkazem z 1 grudnia 1918 r. szefa sztabu generalnego Wojska Polskiego, jako znak lotnictwa wojskowego. Była to biało-czerwona szachownica.

Amerykanie w Eskadrze Kościuszkowskiej

Świadkiem, ale także – według własnych słów – uczestnikiem walk o Lwów, które trwały do wiosny 1919 r., był amerykański pilot Merian Cooper, członek Amerykańskiej Administracji Pomocy, która dostarczyła Polsce wielkiej pomocy humanitarnej, głównie żywnościowej. Cooper znalazł się w pierwszym pociągu z żywnością, który dotarł do walczącego Lwowa, i był w tym mieście przez kilka miesięcy

Po zakończeniu swojej misji Cooper postanowił zorganizować inną pomoc dla Polski. Zwolnił się z armii amerykańskiej i wstąpił jako ochotnik do armii polskiej, pociągając za sobą siedmiu innych pilotów amerykańskich.

Tomasz Goworek, autor książki o samolotach myśliwskich, którymi latali Polacy, dość lekko pisze, że amerykańscy piloci ochotnicy byli tymi, którzy „spóźnili się na wojnę”, a w Polsce chcieli zaznać przygody. Jest to najwyżej pół, a chyba raczej ćwierć prawdy. Część pilotów brała udział w lotach bojowych. Z pewnością nie byli najemnikami. Pensje, jakie przyznano im jako kontraktowym oficerom Wojska Polskiego, nie zadowoliłyby nikogo, kto zamierzał walczyć i narażać życie za pieniądze.

Jeśli chodzi o Coopera, wielkie wrażenie zrobiła na nim postawa Polaków – zarówno cywili, jak i wojskowych – podczas obrony Lwowa. O Polakach pisał: „Ujrzałem walczących na wszystkich frontach przeciw bolszewikom, Niemcom, Ukraińcom i innym narodom, które napierały na Polskę ze wszech stron – tych ludzi niezłamanego ducha”. Jego prapradziadek John Cooper, uczestnik walk o niepodległość Stanów Zjednoczonych, znał Pułaskiego i eskortował śmiertelnie rannego Polaka z pola bitwy pod Savannah. Niewykluczone, że znał także Kościuszkę.

„Nic dziwnego, że inspirowanego rodzinną tradycją dwudziestoparoletniego kapitana nie satysfakcjonowała rola dostawcy żywności i leków. Przeżycia we Lwowie przekonały go, że Polska rozpaczliwie potrzebuje wsparcia wojskowego. Co więcej, zrodziła się w nim awersja do marksistowskiego komunizmu, która miała go cechować przez resztę życia” – piszą Robert F. Karolevitz i Ross S. Fenn w „Długu honorowym”, książce o amerykańskich pilotach ochotnikach w wojnie Polski z bolszewicką Rosją.

Pierwszym pilotem, którego Cooper namówił do służby w Polsce, był Cedric Fauntleroy. „Było to zupełnie naturalną rzeczą, że Fauntleroy oddał się w służbę walki za wolność Polski, bo pochodzi z takich przodków, którzy miłowali wolność ponad wszystko” – pisał Cooper w opublikowanych już w 1922 r. wspomnieniach z Polski. Dziadek Fauntleroya zostawił rodzinę, by walczyć w amerykańskiej wojnie domowej, a jego ojciec był strażnikiem Teksasu.

Spadliśmy na stację jak jastrzębie

W październiku 1919 r. ośmiu amerykańskich pilotów przyjechało do Lwowa, gdzie Fauntleroy przejął dowództwo 7. Eskadry Myśliwskiej. Przekazywał mu je Ludomił Rayski, późniejszy twórca polskiego przemysłu lotniczego i uczestnik lotów z pomocą dla powstańczej Warszawy.

Eskadra przyjęła imię Tadeusza Kościuszki, bohatera Polski i Ameryki. W jej szeregach oprócz Amerykanów byli także polscy piloci. Pilot Elliot Chess zaprojektował godło eskadry – jeden z najbardziej znanych symboli związanych z Wojskiem Polskim: skrzyżowane kosy, nad nimi krakuska w polu pociętym białymi i czerwonymi pasami, w granatowym otoku z gwiazdami. Barwy te nawiązywały do amerykańskiej flagi.

Czytaj także:
Polscy bolszewicy. Mieli rządzić w czerwonej Polsce, ale zginęli w męczarniach

Godło, malowane na albatrosach i balillach 7. Eskadry Kościuszkowskiej przejął w 1940 r. słynny Dywizjon 303.

5 marca Harmon Rorison ostrzelał oddział czerwonoarmistów koło Baru, otwierając bojową kartę eskadry w 1920 r.10 kwietnia 1920 r. Eskadra Kościuszkowska nadleciała nad Cudnów. „Spadliśmy na stację jak jastrzębie. Ani jeden strzał nie padł z armat rosyjskiej artylerii na przywitanie nas. […] Stacja była zawalona wojskiem. Rorison pierwszy dał jakby nura spod chmur na stację, a za mim poszedł Fauntleroy. Ja skierowałem się ku furmankom z transportami, które naraz zaczęły się prędko oddalać. Otworzyłem ogień z obu moich kulomiotów i zacząłem prażyć w te furmanki z transportami [...]. Wszędzie widać już było powywracane wozy, zabitych lub poranionych ludzi i konie. Rozwścieczone od bólu i przelękłe od łoskotu kulomiotów konie pędziły we wszystkie strony; żołnierze także pędzili co tchu, by schronić się do jakiejś kryjówki przed śmiercią” – pisał Cooper.

Piloci amerykańscy zastosowali i wprowadzili do lotnictwa polskiego taktykę szturmową, znaną im z frontu zachodniego I wojny światowej. Samoloty leciały nisko nad ziemią, by pojawić się nad głowami wroga w ostatniej chwili i zasypać go gradem kul.

W jednej z późniejszych akcji piloci Eskadry Kościuszkowskiej walnie wspierali atak polskiej piechoty na oddziały bolszewickie broniące Berdyczowa. Charles Clark i Władysław Konopka ostrzeliwali oddziały wycofujące się z miasta, Edwin Noble podczas nalotu na stację kolejową został trafiony w rękę pociskiem dum-dum i ledwie doleciał na lotnisko. Swoją akcją uratował polskich zakładników, których bolszewicy zamierzali zapakować do wagonów i wywieźć. Korzystając z zamieszania, uciekli.

Wielkim szczęściarzem był Clark. „Miał chyba zaczarowane życie, bo pomimo tylu kul, co przedziurawiły na wylot jego aeroplan w kilkunastu miejscach, jego ani jedna nie drasnęła. Żaden bolszewik nie mógł go dostać. Śmialiśmy się z niego, że pewnie połykał kulki jak kluski” – pisał Cooper.

Powietrzny terror

Clark, Corsi oraz Cooper brali udział – obok pilotów polskich z innych eskadr – w ataku na bolszewicką flotyllę na Dnieprze koło Czerkasów. Jeden z okrętów zatonął, inne uciekały pod ogniem lotników w dół rzeki, „a my smoliliśmy ich z góry bombami i kulomiotami aż miło”.


Tadeusz Prauss, z 3. Eskadry Wywiadowczej, który atakował nieprzyjacielską flotyllę pod Rżyszczewem, wspominał, że „lot ten, jakkolwiek nie wyrządził nieprzyjacielowi dużych strat efektywnych, był ważny, gdyż zapoczątkował wśród oddziałów panikę i demoralizację. Nieprzyjaciel był groźbą ataku i bombardowania tak sterroryzowany, że później już na sam widok zbliżającego się samolotu oddziały szły w rozsypkę”.

Stanisław Ratomski z tej samej eskadry wspominał atak na zamaskowaną gałęziami barkę, udającą wyspę na Dnieprze. „Aż podskoczyliśmy z radości, widząc taki cel dla naszych karabinów. I zaczęła się zabawa. Kossowski ze swego karabinu wali w tę wyspę i kończy dopiero, wyciągając maszynę z nurkowania dosłownie na 10–15 metrach”.

O Jerzym Kossowskim, szefie lotnictwa 3., a potem 4. Armii, pisał Cooper: „Odważniejszego, mężniejszego i więcej bohaterskiego lotnika niż major Kossowski nie widziałem. Major Kossowski miał takiego ducha, taką naturę, że nie uważał odwagi za coś nadzwyczajnego – uważał ją natomiast za codzienny obowiązek, za coś takiego jak chleb, woda lub powietrze”. W sierpniu 1939 r. popełnił samobójstwo, gdy odmówiono mu powrotu do czynnej służby wojskowej.

Czytaj także:
Admirał, który stanął na drodze Leninowi. Bolszewicy potwornie go ukarali

Polsko-amerykańskie braterstwo broni zostało przypieczętowane krwią obserwatora Arthura Kelly’ego z 7. eskadry i pilota Stanisława Jana Skarżyńskiego z 21. Eskadry Niszczycielskiej, którzy zginęli zestrzeleni 15 lipca podczas ataku na oddział Armii Czerwonej we wsi Zwierowce.

Eskadra Kościuszkowska, w której walczyło 10 Amerykanów i trzech Polaków, choć najsłynniejsza, była tylko jedną z 20 eskadr w wojnie z bolszewicką Rosją.

Bezcenne rozpoznanie

Samolotów używano głównie do rozpoznania pozycji wroga i dostarczania meldunków oraz rozkazów własnym oddziałom. Większość, bo 15 eskadr, miała charakter wywiadowczy. Niejednokrotnie tylko od pilotów pochodziły jedyne informacje. „Meldunek lotniczy stawał się w rękach dowództwa bezcennym środkiem, o meldunek lotniczy dopominali się wszyscy dowódcy, a na wiadomościach i rozpoznaniach opierali swoje obliczenia i plany. Wyniki rozpoznań były w wielu wypadkach najpilniejszym dokumentem przekazywanym z jednego dowództwa do drugiego, z armii na front, z frontu do naczelnego dowództwa, stając się nawet niekiedy bezpośrednią podstawą decyzji Naczelnego Wodza” – pisał Marian Romeyko w księdze pamiątkowej „Ku czci poległych lotników”.

Strategiczne znaczenie miało 25 maja odkrycie przez George’a Crawforda ogromnych mas kawalerii Budionnego na wschód od Humania, dążących do odcięcia armii polskiej pod Kijowem. Jego meldunek pozwolił na wycofanie się Polaków i ocalenie sił potrzebnych do dalszych działań na południowym froncie wojny z bolszewikami.

Polskie lotnictwo wojskowe dysponowało jedną eskadrą bombową – 21. Eskadrą Niszczycielską. W końcu maja 1920 r. eskadra przez trzy dni, wraz z 15. Eskadrą Myśliwską i 5. Eskadrą Wywiadowczą, atakowała samolotami Gotha i AEG pociągi pancerne na stacji Malowannaja, wspierając atak polskiej piechoty. Bombardowanie i ostrzał uniemożliwiły wycofanie się oraz naprawę trzech pociągów pancernych wroga, a czwarty idący na pomoc uszkodzono.

Porucznik Czesław Filipowicz zrzucał skutecznie bomby 50- i 100-kilogramowe na zgrupowanie nieprzyjaciela rejonie Latyczowa oraz tory kolejowe. Bombardowały także inne eskadry, lecz bomby były wyrzucane ręcznie.

„Niekiedy obserwator siedział (dosłownie siedział) na kilkunastu bombach, które w czasie lotu wyrzucał, własnoręcznie odbezpieczając je w locie, co groziło załodze śmiertelną katastrofą. A jakiej fizycznej i nadludzkiej siły wymagało wyrzucenie z ręki 36 kg miny przy ogromnym pędzie powietrza! Na samoloty myśliwskie pilot zabierał zazwyczaj 2–3 bomby na kolana” – pisał Marian Romeyko.

Stanisław Ratomski wspominał: „A jednak mimo że bomby rzucało się z ręki, na oko, z małej wysokości, 800–1000 m, osiągaliśmy bardzo ładne efekty”.

W obronie Lwowa

Lotnictwo wykonywało także zadania szturmowe, a piloci wybitnie odznaczyli się w walce z kawalerią Budionnego, która latem 1920 r. parła na Lwów. 2 sierpnia gen. Edward Śmigły-Rydz w rozmowie juzowej (telegraficznej) z płk. Stachiewiczem z Naczelnego Dowództwa żądał: „Następnie na gwałt przysyłajcie aeroplany, nie żałować pieniędzy na zakupy nowych, ażebyśmy mogli prowadzić wojnę z kawalerią nieprzyjacielską eskadrami na wielką skalę”. A mjr Tadeusz Kutrzeba ze sztabu Frontu Ukraińskiego oświadczył Stachiewiczowi, że odda dywizję jazdy za 20 samolotów.

Czytaj także:
Wojna prewencyjna Piłsudskiego

Lotnicze ataki na Konarmię Budionnego przyczyniły się w wielkim stopniu do ocalenia Lwowa. Wsławił się nimi, dowodzony przez Fauntleroya III Dywizjon Lotniczy, mający w składzie także Eskadrę Kościuszkowską. Major Ajdukiewicz ze sztabu 6. Armii zdziwił się, gdy zobaczył 17 sierpnia na lwowskim lotnisku 14 samolotów, podczas gdy w poprzednich dniach było tylko pięć–sześć gotowych do lotu. Jeden z pilotów wyjaśnił: „Powyciągaliśmy wszystkie zużyte graty z hangarów. Będziemy latać choćby na złamanie karku, bo wiemy, że dzisiejszy dzień jest decydujący”.

Od 15 do 19 sierpnia 1920 r. „od świtu do nocy wszystkie załogi kilka razy dziennie bombardowały kawalerię i atakowały ją z karabinów maszynowych. Odpoczynku nie znano. Trwał tylko tyle, ile czasu trzeba było na dolanie benzyny lub smarów lub złożenie meldunku” („Ku czci poległych lotników”). Jerzy Dziembowski, dowódca 15. Eskadry Myśliwskiej, oraz Edward Corsi z 7. Eskadry Myśliwskiej startowali do lotów bojowych cztery razy dziennie, a Jerzy Weber z 7. eskadry aż pięć razy. Był to nieprawdopodobny wysiłek.

Sztab armii Budionnego meldował 18 sierpnia: „Zuchwale zniżając samoloty, nieprzyjaciel ostrzeliwał nasze oddziały i zarzucał je bombami. Wojska atakowane z powietrza nie mniej niż trzy razy na dzień mają ogromne straty w ludziach i koniach. W jednej tylko 6 dywizji kawaleryjskiej w dniu 17.VII zabito i raniono przeszło 100 ludzi i 100 koni. Jedno z natarć 6 dywizji odparto wyłącznie za pomocą płatowców”.

Tamtego dnia, 17 sierpnia, zaatakowany został oddział rtm. Romana Abrahama. Na ratunek nadleciały samoloty. „Lotnicy widząc grozę położenia po wyrzuceniu ostatniej bomy i wystrzeleniu ostatniego pocisku, rykiem i mocą swych maszyn rozpędzali oddziały bolszewickie, mając niejednokrotnie podwozia zbryzgane krwią i mózgiem ze ściętych głów bolszewickich. To były szarże lotników godne świetnych szarż spod Somo-Sierry i Rokitny” („Księga pamiątkowa 3. Pułku Lotniczego”).

Koło Zamościa podporucznik pilot Antoni Bartkowiak zaatakował 300 kawalerzystów Budionnego szarżujących na polski oddział, zabijając 30 z nich. Bartkowiak był też bliski zdobycia bolszewickiego sztandaru. Dopadł uciekającego kawalerzystę ze sztandarem, zabił go i zamierzał wylądować, by zabrać trofeum, ale silny ogień nieprzyjaciela nie pozwolił mu na to.

Zaatakowani w powietrzu przez samoloty wroga zginęli pod Borysowem 14 maja 1920 r. sierżant pilot Władysław Bartkowiak i podchorąży obserwator Józef Klicze. Bolszewicy piloci z dywizjonu Szyrynkina pochowali ich z honorami wojskowymi i położyli kwiaty na grobie. Wziętych do niewoli Polaków piloci bolszewiccy traktowali z szacunkiem, po rycersku. Jednak piloci, którzy dostali się w ręce czerwonoarmistów z piechoty i kawalerii, byli zwykle mordowani. Tak zginęli między innymi podporucznik pilot Kazimierz Kunicki i podchorąży obserwator Michał Franciszek Bochenek, którzy 28 czerwca 1920 r. po zniszczeniu mostu w Miropolu i przymusowym lądowaniu po stronie nieprzyjaciela zostali zarąbani szablami. 10 maja 1920 r. nad sowieckim lotniskiem podczas walki powietrznej zestrzelony został samolot pilotowany przez dowódcę 12. Eskadry Wywiadowczej kapitana pilota Władysława Jurgensona. Rozstrzelano go w więzieniu w Smoleńsku.

W 1920 r., podczas wojny z bolszewicką Rosją, zginęło w walce i na froncie 41 pilotów, w tym dziewięciu zostało zamordowanych po zestrzeleniu.

W 1932 r. w Warszawie odsłonięto pomnik Lotnika, upamiętniający poległych pilotów. Zniszczony przez Niemców podczas II wojny światowej, został zrekonstruowany w 1967 r. Na Cmentarzu Obrońców Lwowa powstał w 1925 r. pomnik trzech lotników amerykańskich, którzy zginęli w trakcie służby w Eskadrze Kościuszkowskiej. Zniszczony w 1971 r. przez władze sowieckiej Ukrainy, został zrekonstruowany dopiero niedawno na odbudowanym cmentarzu.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 5/2015
Artykuł został opublikowany w 5/2015 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł

Czytaj także

 0

Czytaj także