HistoriaZamach na kata Hitlera. Ta akcja wstrząsnęła całą III Rzeszą

Zamach na kata Hitlera. Ta akcja wstrząsnęła całą III Rzeszą

Rys. Krzysztof Wyrzykowski
Rys. Krzysztof Wyrzykowski
Dodano 6
Reinhard Heydrich był najwyższym rangą niemieckim dygnitarzem zabitym w zamachu. Zemsta SS była straszna.

Piotr Zychowicz: Himmler nazywał go „supermózgiem gestapo”. Hitler uważał za jednego z najinteligentniejszych narodowych socjalistów. A Reinhard Heydrich zginął jak głupiec.

Prof. Robert Gerwarth: Rzeczywiście, w dniu swojej śmierci protektor Czech i Moraw złamał wszystkie procedury ochrony dygnitarzy III Rzeszy, które sam wcześniej wprowadził. Rano 27 maja 1942 r. wyjechał ze swojej willi bez żadnej eskorty. W otwartym mercedesie 320 byli tylko on i jego szofer o nazwisku Klein. Stanowili niezwykle łatwy cel.

Skąd ta brawura?

Poruszanie się kuloodporną limuzyną w asyście oddziału goryli byłoby dla niego upokarzające. To byłby dowód na to, że boi się Czechów. A to Czesi mieli bać się jego. Jego zachowanie wynikało również z chłodnej kalkulacji. Przywódcy ruch oporu w Protektoracie byli bardzo ostrożni. Nie przeprowadzali spektakularnych operacji, bo wiedzieli, że Niemcy odpowiedzą na nie, rozstrzeliwując czeskich zakładników. Heydrich wiedział o tym i czuł się bezpieczny.

W tej sprawie się nie pomylił – to nie ruch oporu stał za jego śmiercią.

Tak. Operację „Anthropoid” zorganizowało brytyjskie Kierownictwo Operacji Specjalnych (SOE) we współpracy z rządem Edvarda Beneša. Zamachowcy Jozef GabčíkJan Kubiš zostali przeszkoleni w Wielkiej Brytanii i zrzuceni do Protektoratu na spadochronach. To był element szerszego brytyjskiego planu „podpalenia Europy”. Czyli skłonienia narodów okupowanych do walki z Niemcami. Brytyjczycy potrzebowali symbolu, chcieli zadać Niemcom spektakularny cios. Hitler był poza ich zasięgiem – padło więc na Heydricha.

Niemiecki kontrwywiad pokpił sprawę.

Niemieckie służby ostrzegały Heydricha, że został wydany na niego wyrok. W 1941 r. na dworcu w Warszawie Niemcy zatrzymali podejrzanego człowieka z dużym futerałem. Powiedział, że jest muzykiem udającym się na występy do Pragi. W futerale znajdował się jednak karabin snajperski. Człowiek ten przyciśnięty przez gestapo przyznał się, że zamierzał zastrzelić Heydricha. Latem 1942 r. Niemcy dowiedzieli się zaś o tym, że do Czech skoczyli brytyjscy spadochroniarze z zadaniem zgładzenia Heydricha. Protektor te ostrzeżenia zignorował.

Dlaczego?

To był szczyt jego kariery. Heydrich był w euforii. Uważał, że jest niezwyciężony, nietykalny. Nie wierzył, że ktoś śmie podnieść na niego rękę. To był bardzo arogancki, pewny siebie człowiek.

Wróćmy do samego zamachu. W jego trakcie Heydrich również się nie popisał.

To było ok. godz. 10.30. Heydrich – jak co dzień – jechał do swojej siedziby w zamku na Hradczanach. Zamachowcy czekali na niego na ostrym zakręcie, gdzie mercedes musiał zwolnić. Gabčík wyskoczył przed maskę samochodu, wyszarpnął pistolet maszynowy sten i nacisnął spust. Broń jednak się zacięła! Nie padł ani jeden strzał. Gdyby Heydrich kazał Kleinowi dodać gazu i wyminąć Gabčíka, nic by mu się nie stało. On kazał jednak zatrzymać samochód.

Po co?

Żeby zastrzelić zamachowca! Gabčík stał jak oniemiały, Heydrich wymierzył do niego z pistoletu Luger. Protektor jednak źle ocenił sytuację – myślał, że Gabčík jest sam. I to go zgubiło. W tej samej sekundzie do akcji wkroczył bowiem Kubiš, który cisnął w protektora granat.

Nie trafił.

Nie trafił. Granat eksplodował na zewnątrz pojazdu przy nadkolu. Wówczas rozpoczęła się bezwładna strzelanina. Heydrich strzelał z lugera, a Gabčík i Kubiš z coltów. Wszyscy trzej byli jednak zszokowani potężnym wybuchem i żaden z nich nie trafił. Protektor wydostał się z samochodu i zaczął gonić uciekającego Gabčíka. Nagle jednak zwalił się na chodnik.

Co się stało?

Heydrich w ferworze walki, z adrenaliną pulsującą w żyłach, nie zauważył, że został ranny w momencie eksplozji granatu. W jego plecy i bok wbił się deszcz ostrych jak brzytwa drzazg z samochodowej stolarki i kawałków końskiego włosia z tylnej kanapy. Miał uszkodzoną śledzionę i płuco.

Słuchając pana, dochodzę do wniosku, że źle oceniłem Heydricha. Może on nie był głupcem. Może był po prostu odważnym człowiekiem.

W dniu swojej śmierci Heydrich podjął walkę, zachował się jak mężczyzna. To prawda. Heydrich miał bowiem pewien kompleks charakterystyczny dla esesmanów i członków SD, którzy siedzieli za biurkami, kiedy cały naród niemiecki walczył na froncie. Chodziło o ludzi, którzy organizowali Holokaust i inne zbrodnie niemieckie. Oni chcieli udowodnić, że wcale nie są tchórzami ani dekownikami. Dlatego Heydrich, kiedy tylko mógł, wyrywał się na front, aby latać myśliwcem.

Himmlerowi to się chyba nie podobało.

Himmler był wściekły. Uważał, że Heydrich się niepotrzebnie naraża i że jest zbyt cenny dla Rzeszy, aby zginąć jak zwykły żołnierz. Heydrich jednak lubił adrenalinę, walkę twarzą w twarz. Proszę pamiętać, że uprawiał szermierkę i był w tym bardzo dobry. Starcie z Gabčíkiem potraktował więc jako rodzaj pojedynku. Szansę na zdobycie sławy.

Heydrich zginął nie tylko przez brawurę, lecz także przez swój tępy nacjonalizm.

Rzeczywiście, gdy przewieziono go do szpitala Bulovka, Heydrich kategorycznie odmówił, aby operował go czeski lekarz. Postanowił czekać na przybycie specjalisty z Berlina. Wynikało to z jego rasizmu i niechęci do Czechów, a także z obawy, że czeski lekarz może specjalnie źle przeprowadzić operację, aby go dobić.

Kiedy wreszcie namówiono go do zmiany zdania, było za późno.

Z protokołu autopsji ciała Heydricha wynika, że w wyniku penetracji jego ciała przez kawałki końskiego włosia doszło do zakażenia krwi. Jego stan po operacji zaczął się pogarszać. Heydrich stracił przytomność i zmarł 4 czerwca 1942 r. Gdyby Niemcy dysponowali wówczas penicyliną, zostałby uratowany.

Gdzie go pochowano?

Pogrzeb odbył się w Berlinie i był to największy państwowy pogrzeb w historii III Rzeszy. Było to spektakularne narodowosocjalistyczne widowisko. Olbrzymie, czarne sztandary z runami SS. Muzyka Wagnera, pochodnie, kompania reprezentacyjna SS w lśniących hełmach. Mowy Hitlera i Himmlera. Po zakończeniu uroczystości Hitler podszedł do jednego z synów Heydricha i poklepał go po policzku.

Jednocześnie wprowadzony został państwowy kult Heydricha.

Aparat propagandowy III Rzeszy uczynił z niego figurę mityczną. Wzorcowego esesmana, narodowosocjalistycznego wojownika zamordowanego podstępnie przez ciemne moce. Jego imieniem nazwano ulice w Protektoracie i Rzeszy. W każdej jednostce SS wisiało jego zdjęcie. Miał być inspiracją i wzorem do naśladowania dla młodych Niemców chcących wstąpić do tej formacji. I nie tylko Niemców. W magazynie dla skandynawskich ochotników do Waffen-SS napisano, że Heydrich był… reinkarnacją króla wikingów.

W Berlinie zapanował nastrój, który określił pan w swojej książce jako „żądza krwi”. Rozumiem, że Hitler, kiedy dowiedział się o śmierci Heydricha, wpadł w amok podobny do tego, który został pokazany w głośnym filmie „Upadek”.

Hitler był naprawdę zły. To był poważny cios dla prestiżu Rzeszy i aparatu policyjnego. Heydrich był najwyższym rangą narodowosocjalistycznym dygnitarzem zabitym w zamachu w trakcie II wojny. Kierował wywiadem SS, był jednym z kluczowych kreatorów polityki antyżydowskiej, protektorem Czech i Moraw. A więc kraju, którego przemysł miał gigantyczne znaczenie dla niemieckiej machiny wojennej. Hitler i Himmler darzyli go pełnym zaufaniem. Hitler w pierwszym gniewnym odruchu w odwecie za jego śmierć kazał zamordować 10 tys. Czechów.

Dlaczego zmienił zdanie?

Do Berlina przybył natychmiast z Pragi zastępca Heydricha, przywódca Niemców sudeckich Karl Hermann Frank. Udało mu się przekonać rozwścieczonego Hitlera, żeby odwołał ten szalony rozkaz. Taka masowa, ślepa rzeź zdezorganizowałaby bowiem cały Protektorat i zakłóciła sprawne działanie czeskiego przemysłu. Frank zgadzał się jednak, że należy dać Czechom nauczkę.

Dlaczego wybrano Lidice?


To była miejscowość znana z antyniemieckiego nastawienia. Wielu mężczyzn z Lidic znalazło się na emigracji, w szeregach czeskich sił zbrojnych na Zachodzie. Niemcy uważali, że Lidice są centrum ruchu oporu. 10 czerwca 1942 r. wioska została otoczona przez SS. Wszystkich dorosłych mężczyzn – w sumie 173 – rozstrzelano, a kobiety i dzieci deportowano do obozów koncentracyjnych. Te dzieci, które uznano za czyste rasowo, przekazano rodzinom zastępczym w Rzeszy w celu zniemczenia. Same Lidice zostały podpalone, a następnie zrównane z ziemią.

To kolejny dowód na to, że niemiecka polityka była nie tylko zbrodnicza, lecz także bezdennie głupia.

Lidice natychmiast trafiły na pierwsze strony zachodnich gazet. Szczególnie że Niemcy nagrali kamerami proces burzenia wsi i pokazali go całemu światu. Masakra czeskiej wioski dostarczyła więc paliwo alianckiej propagandzie. Cały świat mówił o barbarzyństwie SS. Dla Niemców nie miało to jednak znaczenia. Lidice nie były demonstracją dla opinii publicznej w Stanach Zjednoczonych, to była demonstracja dla Czechów i innych narodów okupowanej Europy. Opór nie popłaca. Jeżeli będziecie z nami walczyć, to kara będzie przerażająca. W przypadku Czechów ta taktyka zadziałała.

Udało się sparaliżować opór w Protektoracie Czech i Moraw?

Tak, całkowicie. Lidice były bowiem tylko jednym – najbardziej krwawym – epizodem kampanii terroru, którą Niemcy rozpętali po śmierci Heydricha. Na terenie całego Protektoratu wprowadzono stan wyjątkowy. Rozpoczęły się aresztowania i rozstrzeliwania zakładników. Stracony został m.in. były premier Protektoratu Alois Eliáš. Dla Czechów był to szok, wydarzenia te nazwali heydrichiadą. W ich wyniku ruch oporu w Protektoracie został rozbity i już do końca wojny nie podjął żadnych poważniejszych działań. Do 1945 r. w Protektoracie było spokojnie.

Nie wiem, czy taki skutek chcieli osiągnąć zamachowcy.

To był wielki paradoks. Zamach na Heydricha, który miał porwać Czechów do oporu, spowodował całkowite jego zaniechanie. W ten sposób zrealizowany został cel, jaki postawił sobie protektor, gdy objął urząd jesienią 1941 r. Czesi zostali całkowicie sterroryzowani i zastraszeni.

A jak potoczyły się losy zamachowców?

Czytaj także:
Z każdego zamachu wychodził cało. Mówili, że miał swojego „diabła stróża”

Niemieckie służby postawiły sobie za punkt honoru, aby ich dopaść. Zorganizowano gigantyczne polowanie na ludzi. Przeszukano całą Pragę, dom po domu. To była jedna z największych policyjnych operacji w historii świata, presja ze strony Berlina była ogromna. SS i gestapo stawały się coraz bardziej nerwowe, a co za tym idzie – coraz bardziej brutalne. Do więzień trafiły setki przedstawicieli ruchu oporu. Ludzie byli bici, torturowani, szantażowani. Krok po kroku policja zbliżała się do Gabčíka i Jana Kubiša.

Co spowodowało przełom w śledztwie?

Zdrada. Na posterunek policji zgłosił się jeden ze skoczków spadochronowych Karel Čurda i wydał swoich towarzyszy.

Co go do tego pchnęło?

Z jednej strony – pieniądze. Niemcy za informacje prowadzące do zamachowców wyznaczyli nagrodę w wysokości miliona marek. Powojenna czeska komunistyczna propaganda przedstawiała więc Čurdę jako parszywego zdrajcę, który działał z pobudek finansowych. Sprawa była jednak bardziej skomplikowana. Z drugiej strony Čurdą kierowała również obawa o życie rodziny. Władze okupacyjne postawiły bowiem ultimatum. Jeżeli zabójcy Heydricha nie zostaną wydani, to poleje się jeszcze więcej krwi. Niemcy znali zaś personalia Čurdy i innych żołnierzy czeskich sił zbrojnych na Zachodzie. Čurda obawiał się więc, że zamordują jego rodzinę. Postanowił poświęcić kolegów – którzy jego zdaniem i tak byli zgubieni – aby ratować bliskich.

Co Čurda powiedział gestapowcom?

Zdradził im nazwisko i adres rodziny Morawców, która ukrywała zamachowców. Niemcy aresztowali jej członków i wzięli w obroty. Wlastimil Morawiec załamał się i zaczął mówić po tym, gdy gestapowcy postawili przed nim akwarium, w którym znajdowała się odcięta głowa jego matki. Wlastimil ujawnił, że GabčíkKubiš – wraz z kilkoma innymi skoczkami – ukrywają się w prawosławnym kościele św.św. Cyryla i Metodego w Pradze. Świątynia 18 czerwca 1942 r. została otoczona przez SS…

I rozpoczęła się bohaterska obrona kościoła.

Niemcom, mimo gigantycznej przewagi, nie udało się wziąć czeskich komandosów żywcem. Część z nich zginęła w walce, a część schroniła się w podziemiach świątyni. Mimo że SS wrzuciło do nich granaty oraz gaz łzawiący, a nawet wpompowało olbrzymią ilość wody, Czesi się nie poddali. Gdy sytuacja stała się beznadziejna, popełnili samobójstwo. Wiedzieli bowiem, że jeżeli dostaną się w ręce gestapo, to ich los będzie straszliwy. W bitwie tej polegli GabčíkKubiš oraz pięciu innych spadochroniarzy.

Jaki był bilans heydrichiady?

Wytropiono, zamordowano lub wysłano do obozów koncentracyjnych właściwie wszystkich ludzi, którzy pomagali zamachowcom. Represje spadły także na ich rodziny. Rozstrzelany został nawet prawosławny bp Gorazd II, w którego kościele ukryli się komandosi. W sumie zgładzono wiele setek Czechów.

Przez te kilka tygodni sytuacja w Protektoracie Czech i Moraw przypominała sytuację panującą w Generalnym Gubernatorstwie.

Okupacja Czech przechodziła różne fazy. Na początku protektorem został Konstantin von Neurath, były minister spraw zagranicznych Niemiec. To był konserwatysta starej szkoły. W Czechach wprowadził liberalny reżim okupacyjny, zupełnie inny od ostrego kursu stosowanego w Generalnym Gubernatorstwie. Różnica wynikała m.in. stąd, że Czechy i Morawy docelowo miały stać się częścią Rzeszy.

Wielkopolska, Śląsk i Pomorze zostały włączone do Rzeszy, a reżim był tam jeszcze ostrzejszy niż w Generalnym Gubernatorstwie.

Rzeczywiście – Niemcy traktowali Polaków inaczej niż Czechów. Dlatego do Pragi wysłano liberalnego Neuratha, a do Krakowa Hansa Franka. Sytuacja zmieniła się jesienią 1941 r., gdy w Czechach zaczął nasilać się ruch oporu i protektorem został Heydrich.

Zdumiało mnie, gdy przeczytałem w pańskiej książce, że czeski patriotyczny, paramilitarny „Sokół” został zdelegalizowany dopiero w październiku 1941 r.

Tak, dla Polaka to może być zaskakujące. Prawdziwe represje spadły na Czechów dopiero po przyjeździe Heydricha. Była to jednak krótka kampania terroru, która szybko się skończyła. Rodzaj ostrzeżenia, przywołania Czechów do porządku.

Między listopadem 1941 a majem 1942 r. w Protektoracie przeprowadzono 33 egzekucje. Tylu ludzi w okupowanej Polsce ginęło dziennie.

Czytaj także:
Niemcy ratują Mussoliniego. Kulisy spektakularnej operacji „Dąb”

Heydrichowi zależało na tym, aby czeski przemysł działał bez zakłóceń. Stosował więc politykę kija i marchewki. Na początku pokazał, kto tu rządzi, a potem zadeklarował, że jeżeli Czesi będą spokojnie, karnie pracować, to nic im się nie stanie. Polacy takiej propozycji nie dostali.

Pytanie tylko: Dlaczego? Istnieje pogląd, że skala niemieckiego terroru zależała w dużej mierze od skali oporu.

Na skalę terroru w Polsce składało się wiele czynników. Kwestie historyczne, osobiste urazy Hitlera, rasizm, ale oczywiście również polski opór. Polacy od samego początku postawili się Niemcom. Kampania 1939 r. była dla Wehrmachtu ciężką przeprawą. Niemcy ponieśli w Polsce spore straty. Czeska armia – jak wiadomo – nie podjęła walki. Zupełnie inna była również skala aktywności podziemia w obu okupowanych krajach.

To, że Wielka Brytania podjudzała polskie podziemie do aktów oporu wobec Niemców, było oczywiste. Leżało to w jej interesie. To jednak polski naród płacił za te akcje straszliwą cenę w postaci niemieckich akcji odwetowych. Część Polaków – w tym ja – uważa, że ta cena była zbyt wysoka, że polskie podziemie powinno być bardziej wstrzemięźliwe. Po przeczytaniu pańskiej książki upewniłem się w swoim poglądzie.

No cóż. Ja również sądzę, że cena za zabicie Heydricha była zbyt wysoka. Gdyby ktoś mnie zapytał, czy było warto, odpowiedziałbym, że nie. Gdyby Heydrich żył, nie zmieniłby wyniku II wojny światowej. Zamach był bez wątpienia spektakularnym aktem odwagi, ale jego konsekwencje były przerażające. Gwałtowną śmierć poniosły setki ludzi. Byli zresztą Czesi, którzy starali się powstrzymać ten zamach. Przewidywali, że odwet niemiecki będzie potworny. Nie posłuchano ich.

Podobnie jak w przypadku akcji polskiego podziemia olbrzymią rolę w sprowokowaniu Czechów do tej akcji odegrali Brytyjczycy.

W 1942 r. Wielka Brytania nadal nie odcięła się od ustaleń konferencji w Monachium. A więc decyzji o oddaniu Niemcom Sudetów. Jeżeli nie zrobicie czegoś spektakularnego – mówili Czechom Anglicy – to po wojnie podtrzymamy nasze stanowisko z 1938 r. Beneš tymczasem walczył o odbudowę Czechosłowacji w przedwojennych granicach. Znalazł się więc pod silną presją ze strony Londynu, której nie potrafił się oprzeć.

Mówił pan o tym, że nieoczekiwaną konsekwencją zamachu na Heydricha była pacyfikacja czeskiego ruchu oporu. Akcja ta miała również olbrzymie konsekwencje dla polskich Żydów.

Latem 1942 r. w dystrykcie lubelskim Generalnego Gubernatorstwa rozpoczęła się masowa operacja mordowania Żydów za pomocą gazu. W ten sposób rozpoczął się Holokaust. Operacja ta na cześć Heydricha nazwana została akcją „Reinhard”. Himmler uważał, że to Żydzi stali za zabójstwem protektora. W wielu przemówieniach wygłoszonych do swoich współpracowników Himmler mówił, że teraz Żydzi „zapłacą za to, co zrobili”. Niemcy zapewne i tak podjęliby akcję masowego mordowania Żydów, ale zabójstwo Heydricha zradykalizowało aparat kierowniczy SS i przyspieszyło proces Holokaustu.

W opisanej przez pana ponurej historii na szczęście jest epizod, który pozwala zachować wiarę w człowieka. Mam na myśli sprawę Heinza Heydricha.

To był młodszy brat Reinharda. Kiedy po śmierci Heydricha dowiedział się, czym zajmował się jego brat, był zdruzgotany. Chciał choćby w niewielkim stopniu naprawić to zło. Zaczął więc pomagać Żydom, wystawiając im fałszywe dokumenty i umożliwiając ucieczkę z Rzeszy. Gdy gestapo wpadło na jego trop w listopadzie 1944 r., popełnił samobójstwo.

prof. Robert Gerwarth jest niemieckim historykiem piszącym na temat II wojny światowej. Absolwent Oksfordu obecnie piastuje stanowisko szefa Centre for War Studies na uniwersytecie w Dublinie. Jest autorem wielu książek, m.in. „The Vanquished: Why the First World War Failed to End, 1917–1923” i „The Bismarck Myth”. W Polsce ukazała się jego biografia Reinharda Heydricha „Kat Hitlera” (wyd. Esprit).

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 4/2017
Artykuł został opublikowany w 4/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł

Czytaj także

 6
  • Werax IP
    Ktoś zleca zabójstwo i idzie na piwo.potem giną setki ludzi w egzekucjach i obozach.zysk z operacji zwykle zerowy..chwała bohaterom ale Fiat nikt nie pyta o zdanie
    Dodaj odpowiedź 2 0
      Odpowiedzi: 0
    • ZOM.. IP
      Co C H U J EM okno wyleciało
      Dodaj odpowiedź 1 0
        Odpowiedzi: 0
      • historyk niezależny IP
        Trzeba sobie jasno powiedzieć skala kolaboracji była porównywalna do Francji,Danii, Norwegii ......

        Z dziejów kolaboracji Kuratorium odpowiednik HJ

        youtube
        Dodaj odpowiedź 3 0
          Odpowiedzi: 0
        • zxcvb IP
          Z jedną tezą się nie zgodzę. Bestialstwa Niemców wobec Polaków zaczęły się pierwszego dnia wojny, nie można uzasadniać odwetem, czy nawet trudnym przebiegiem kampanii wrześniowej. Czym zawinili mieszkańcy Wielunia? Czym wymordowani w Gdańsku obrońcy poczty? Czym inteligencja, pracownicy naukowi, wyżsi urzędnicy, mieszkańcy wielu miejscowości spacyfikowanych w pierwszych 3 dniach wojny? Ruch oporu zaczął być zawiązywany właściwie pod koniec września, a te wszystkie zbrodnie już miały miejsce. Niestety celem Niemców było wymordowanie nas.
          Dodaj odpowiedź 16 0
            Odpowiedzi: 0
          • aras39@tlen.pl IP
            Prawda jest bardziej banalna. SOE wydało wyrok na Heydricha, gdyż ten deptał po piętach Canarisowi , który z kolei był cennym źródłem informacji. Zamach był tylko i wyłącznie w interesie Brytyjczyków.
            Dodaj odpowiedź 15 0
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także