HistoriaZ łagru pod Monte Cassino. To dlatego zachodni lewicowcy znienawidzili Herlinga-Grudzińskiego

Z łagru pod Monte Cassino. To dlatego zachodni lewicowcy znienawidzili Herlinga-Grudzińskiego

Gustaw Herling-Grudziński po aresztowaniu przez NKWD, 1940 r.
Gustaw Herling-Grudziński po aresztowaniu przez NKWD, 1940 r. / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano
Po tym, co przeżył w sowieckim obozie koncentracyjnym, koszmar bolszewizmu stał się jego tematem życia. Herling-Grudziński był za to znienawidzony przez lewicowych intelektualistów na Zachodzie.

Ranga pisarska Gustawa Herlinga-Grudzińskiego (1919–2000) jest ogromna. Podobnie jak ranga jego doświadczeń. Życiowych, więziennych i wojennych, które sprawiły, że jak nikt inny ten kawaler Orderu Virtuti Militari, otrzymanego za udział w bitwie o Monte Cassino, miał moralne prawo we wstępie do pierwszego, mickiewiczowskiego tytułu wydanego przez Instytut Literacki, jeszcze w Rzymie, napisać: „Aktualność »Ksiąg narodu i pielgrzymstwa polskiego« jest chwilami przerażająca. [...] Czyżby znowu, po wieku przeszło niewoli i wolności, trzeba było w »Litanii pielgrzymskiej«, w zwrocie »Przez męczeństwo żołnierzy zaknutowanych w Kronstadcie przez Moskali« słowo »Kronstadt« zamienić tylko na »Katyń«, a »zaknutowanych« na »zamordowanych strzałem w tył czaszki«?”.

Jednak już młodzieńcze szkice Gustawa Herlinga-Grudzińskiego zadziwiały swoją dojrzałością, nonkonformizmem i pasją społeczną. Herling-Grudziński wymagał od literatury – pisał Tomasz Burek – „żeby w stopniu możliwie najwyższym była »sztuką czarującej intymności«, i oczekiwał, że potrafi ona odszukiwać nadzwyczajność, wielkość i heroizm w samym rdzeniu życia zwyczajnego i pospolitego. »Żeby potrafić udźwignąć rzeczywistość i zadziwić nią świat, trzeba poza nią na chwilę wyjść« – napisze pewnego razu”.

W tych pierwszych tekstach zwracają uwagę jeszcze inne cechy charakterystyczne dla całej twórczości pisarza – solenność, powaga i... nieobecność humoru. Można by rzec, że przy Herlingu-Grudzińskim i Karol Irzykowski był wesołkiem.

Dzisiaj możemy „gdybać”, co by się stało, gdyby nie było wojny... Młody pisarz, wykonując zadania konspiracyjne, udał się na wschód, został aresztowany, uwięziony, skazany na obóz pracy i zesłany do Archangielskiej Obłasti. Z pewną emfazą rzekłbym, że to właśnie tam, w łagrze w Jercewie – Gustavus obiit [...] natus est Conradus.

Zwolniony w styczniu 1942 r. dwa miesiące później dotarł do formującej się w Kazachstanie Armii Polskiej, z którą następnie przeszedł na Środkowy Wschód jako żołnierz 10. Dywizji Piechoty. W kampanii włoskiej był radiooperatorem. Po zakończeniu wojny pozostał w Rzymie, współredagował „Orła Białego” i dwa pierwsze numery giedroyciowej „Kultury”. Potem jednak nie pojechał do Paryża, ale do Londynu. Tam współpracował z „Wiadomościami” Grydzewskiego, w 1952 r. po samobójczej śmierci pierwszej żony, malarki Krystyny Stojanowskiej primo voto Domańskiej, wyjechał na stałe. Najpierw do Monachium, gdzie pracował w Wolnej Europie, a następnie do Neapolu, swojego – jak miało się okazać – miejsca na ziemi. Mieszkać tam miał do śmierci, żeniąc się z córką znanego włoskiego filozofa Benedetta Crocego – Lidią.

Ludzie wyzuci z uczuć

W przedmowie do angielskiego (pierwszego) wydania „Innego świata” sławny filozof Bertrand Russell napisał: „Spośród wielu książek, jakie czytałem na temat przeżyć ofiar więzień i obozów sowieckich, »Inny świat« Gustawa Herlinga zrobił na mnie największe wrażenie i jest najlepiej napisany. Posiada on spotykaną w bardzo rzadkim stopniu siłę prostego i żywego opisu, i jest rzeczą zupełnie niemożliwą zakwestionować w jakimkolwiek miejscu jego prawdomówność".

Lata 1940–1942 spędził Herling najpierw w więzieniu, a potem w obozie pracy przymusowej pod Archangielskiem. Większa część książki przynosi opis tego, co widział i przecierpiał w obozie. Książka kończy się listami od wybitnych komunistów, którzy twierdzą, że takich obozów w ogóle nie ma [do angielskiego tekstu książki dołączono appendix, który zawiera wymianę listów pomiędzy autorem a Stachanowem, na łamach »Tribune«, i prof. Traininem z Moskwy, na łamach »Manchester Guardian« – przyp. red.]. Ludzie, którzy piszą takie listy, i ci spośród sympatyków komunizmu, którzy pozwalają sobie w nie wierzyć, dzielą odpowiedzialność za prawie niewiarygodne potworności, jakim poddawane są miliony nieszczęśliwych mężczyzn i kobiet zabijanych powoli przez ciężką pracę i głód w arktycznym zimnie. Sympatycy komunizmu, którzy nie chcą uwierzyć w świadectwo takich książek jak »Inny świat« Herlinga, są siłą rzeczy ludźmi wyzutymi z ludzkich uczuć, gdyby je bowiem w jakimkolwiek stopniu posiadali, nie odtrąciliby tak po prostu dowodów, lecz potrudziliby się choć trochę, by się z nimi zapoznać”.

Przedmowy tej nie zamieszczano już w krajowych oficjalnych edycjach „Innego świata”, książki w PRL zakazanej, była jednak obecna w wydaniach emigracyjnych, począwszy od pierwszego londyńskiego z 1953 r. Po premierze „Innego świata”, napisanego przez Herlinga-Grudzińskiego od lipca 1949 do lipca 1950 r., ta najważniejsza w dorobku pisarza książka miała szereg tłumaczeń: w Stanach Zjednoczonych i Argentynie, w Japonii i w Hongkongu, w Niemczech Zachodnich i we Włoszech. „Najdłużej – pisał Herling-Grudziński – [oczywiście, poza krajami tzw. demokracji ludowej – przyp. K.M.], bo aż trzydzieści pięć lat, musiałem czekać na wydanie francuskie: nosi datę 1985, poprzedzone jest wstępem pisarza hiszpańskiego Jorge Sempruna […]”. Dodać jeszcze trzeba, że w przekładzie Natalii Gorbaniewskiej „Inny świat” ukazał się po rosyjsku – w 1989 r. w Londynie i dwa lata później w Moskwie.

Talent i charakter

Na sprawę późnego wydania „Innego świata” we Francji ciekawe światło rzucił po latach Henryk Grynberg, który w rozmowie z niżej podpisanym podkreślił… antysemickie akcenty w książce, rzekomo decydujące o niewydawaniu tego tytułu nad Sekwaną. Sądzę, że warto przypomnieć tu fragment tamtego wywiadu.

„– Ja z niego nie zrobiłem Żyda-antysemity – tłumaczył mi Grynberg – on był Żydem-antysemitą, co udowodnił w »Innym świecie«, w wolnej Polsce obowiązkowej lekturze szkolnej, wydawanej w setkach tysięcy egzemplarzy. W tej książce wszyscy Żydzi są skarykaturyzowani, odczłowieczeni i wstrętni. To fałszywa, antysemicka proza. Mnie jest bardzo przykro, że musiałem na to zwrócić uwagę, bo wolałbym, żeby uczynili to krytycy, literaturoznawcy. Ale oni milczeli, a ja nie mogłem czegoś takiego przepuścić, choć uważam Herlinga-Grudzińskiego za świetnego pisarza, a jego poglądy polityczne z mojego punktu widzenia były – że tak się wyrażę – słuszne. To jednak nie ma nic do rzeczy. Pisarz musi mieć pewną wrażliwość intelektualną, której w »Innym świecie« nie ma. Są natomiast niezliczone opisy Żydów szkaradnych – fizycznie i charakterologicznie.

– Pan ma do Herlinga pretensje również o to, że w tajemnicy utrzymywał swoje pochodzenie...

– Kiedy jego żydowskość wyszła na jaw, zaczęto dodawać, że jego rodzina była całkowicie zasymilowana. Co to za tłumaczenie, do tego całkowicie nieprawdziwe, bo to była żydowska rodzina praktykująca. Jego matka, z Bryczkowskich, rzekomo miała być Polką, ale Herling ochrzcił się dopiero w 1944 roku, jakiż więc obrządek religijny towarzyszył jego narodzeniom jak nie obrzezanie? Dziecko nieżydowskiej matki nie jest żydowskie i – jak piszę w »Pamiętniku« – żaden mohel nie zgodziłby się je obrzezać, czyli przyjąć do żydowskiego przymierza. I jaka polska matka dałaby mu na imię Gecel? Wie pan, gdyby nie było wojny i okupacji, można byłoby zrozumieć, że pisarz poddany antysemickiej presji chciał uciec od żydostwa. Ale nie przyznawać się do żydostwa po Holocauście, porzucić te ofiary... To smutne, ale niekiedy Żydzi tak bardzo nie chcą być Żydami, że nienawidzą Żydów, bo to – jak utrzymują – przez nich są za Żydów uważani i okupują się antysemityzmem kosztem innych Żydów. Z tego punktu widzenia Gustaw Herling-Grudziński to klasyk.

Czytaj także:
Dla Lenina zabił własnego ojca. W nagrodę został władcą łagrów

– Czy te antysemickie akcenty »Innego świata« mogły mieć, pana zdaniem, wpływ na to, że książka, choć przełożona na wiele języków, nie zrobiła takiej kariery, do jakiej była predystynowana? Było to przecież, przypomnę, jedno z pierwszych – tak ważnych – oskarżeń komunizmu, o dwadzieścia lat wyprzedzające »Archipelag Gułag« Aleksandra Sołżenicyna.

– Sądzę, że właśnie tak było. Nikt zresztą wtedy nie wiedział, że autor jest Żydem, myślano, że to jakiś polski antysemita”.

Uzupełnijmy ten ustęp informacją, że ojcem urodzonego w Kielcach Gustawa był właściciel młyna i tartaku Józef Herling-Grudziński. Wracając do opieszałości w udostępnieniu Francuzom „Innego świata”, autor „Dziennika pisanego nocą” tłumaczy ją czymś innym – że historię tamtejszego establishmentu kulturalnego podzielić trzeba na dwa rozdziały: przed Sołżenicynem i po nim. Zdaniem Herlinga-Grudzińskiego dopiero opowieść o jednym dniu Iwana Denisowicza uwiarygodniła „Inny świat”.

A jednak nie lekceważyłbym argumentów Grynberga. To przecież w amerykańskim „Commentary” „Inny świat” uznano za książkę antysemicką, a z Marka Edelmana – przypominał Herling-Grudziński – szydzono za jego upór w uważaniu się za Polaka.

„Głupota ludzi – czytamy w »Dzienniku pisanym nocą« Gustawa Herlinga-Grudzińskiego zapis sporządzony po obejrzeniu przez autora sławnego filmu »Shoah« Lanzmanna – którzy nie potrafią lub nie chcą zrozumieć różnicy pomiędzy postępowaniem hitlerowców na Zachodzie i w krajach Europy Wschodniej, jest niekiedy niewiarygodna”. Lanzmann obojętność świata zredukował w „Shoah” do obojętności Polaków. Niestety, „polski antysemityzm ciągnie za sobą zachodni (głównie amerykański) antypolonizm i tym częściej odżywa tępy schemat »polskiej współodpowiedzialności za Zagładę«, wymyślony przez oszalałych i najgłupszych na świecie Żydów amerykańskich”.

W roli „penito”

Swoją sytuację Gustaw Herling-Grudziński porównywał w „Dzienniku” do stanu, w jakim po powrocie z bieguna północnego znajdował się admirał Cagni z jego „Księcia Niezłomnego”. Nie chciał opowiadać o tym, co tam przeżył; miał dość, przez rok bowiem patrzył na lód i z nim walczył. Podobnie Herling-Grudziński dosyć miał mówienia i pisania o komunizmie, a przynajmniej tak deklarował. Był to jednak temat jego życia i pisarz doskonale o tym wiedział. Chociaż rozwodzić się nad tym, co jasne i proste, nie miał zamiaru. Gdy Jarosław Gowin poprosił go o refleksję dla „Znaku” nad tym, co komunizm wniósł do wiedzy o człowieku, odpowiedział: „Komunizm jest owocem i wyrazem społecznej, politycznej i duchowej dżumy”.


Do szału doprowadzał go Aleksander Kwaśniewski mający czelność twierdzić, że „PRL to było całe społeczeństwo polskie”, a o sobie powiadał niczym mleczny brat Gonzalesa: „Nigdy nie byłem aktywistą partii ani członkiem aparatu”. Tego to nawet „Tygodnik Powszechny” nie wytrzymał, przypominając, że zdanie to wyszło z ust byłego ministra w rządach Rakowskiego i Messnera.

Nie ufał Herling-Grudziński tzw. komunizmowi otwartemu i komunistom z ludzką twarzą, nawet tak znanym jak Imre Nagy czy Aleksander Dubczek. Ten pierwszy zanim został wolnościowym symbolem 1956 r. na Węgrzech, był – przypominał autor „Dziennika…” – wieloletnim agentem sowieckiej policji politycznej, co do Dubczeka zaś to – wyznawał pisarz – „nie lubię tego komunistycznego męczennika, który w Czernej nad Cisą zapewniał Breżniewa, że »w każdym razie my, drogi towarzyszu, do żołnierzy Czerwonej Armii strzelać nie będziemy« (co w umyśle Breżniewa zapaliło zielone światło: »można wkraczać«), potem podpisał w Moskwie dyktat (nie podpisał go Kriegel) i wreszcie po powrocie z Moskwy do Pragi zgodził się ambasadorować w Ankarze, skąd go po krótkim czasie, jak wyciśniętą do ostatniej kropli cytrynę, wykopano do rodzinnej Bratysławy, na zieloną trawkę politycznego niebytu”.

Czytaj także:
Polski satrapa Stalina. To on był katem sowieckiej Ukrainy

W sumie tratował komunistów niczym mafiosów. Na marginesie lektury „Onych” Teresy Torańskiej zauważał, że Staszewski i Chajn odgrywali rolę „penito”, skazanych w zamian za zeznania na ulgowe wyroki. A kim był taki np. Józef Światło? Odpowiedź nie pozostawia wątpliwości: prostym bandziorem.

Niskie upadki wulgarności

Rozrzut tematyczny problematyki poruszanej przez Herlinga-Grudzińskiego w „Dzienniku pisanym nocą” był ogromny. Niewątpliwie starał się, by te jego zapiski były jak najmniej doraźne, co mu się jednak nie udawało. Powiedziałbym: temperament nie ten... Stąd ni z tego, ni z owego wścieka się raptem na Stefana Bratkowskiego czy Aleksandra Małachowskiego, którym akurat coś głupiego na temat nieprzeprowadzonej w Polsce lustracji zdarzyło się – pewnie po raz tysięczny – powiedzieć. Co jednak począć, gdy drugi z wymienionych – zdaniem Herlinga-Grudzińskiego „człowiek, zdawałoby się, rozumny i inteligentny” – powiada, że „ustawa czeska była u nas widocznie niemożliwa, skoro nie powstała”.

Arcyciekawa jest postępująca zmiana stosunku Herlinga-Grudzińskiego do Adama Michnika, w którym początkowo – tak jak niemal cała polska inteligencja, a już ta bardziej lewicowa z całą pewnością – był zakochany. Co pozostało z tego uczucia? 8 maja 1992 r. po przeczytaniu wywiadu Michnika z gen. Jaruzelskim skonstatował: „Czasem rzeczowe, inteligentne i wnikliwe uwagi; obok nich wysoki diapazon egzaltacji, jeśli nie histerii; skłonność do pouczania i strofowania; wysokie wzloty patriotyczne i niskie upadki wulgarności; absolutna pewność siebie, rosnący z dnia na dzień egotyzm, niemal chorobliwy w obecnym stadium”.

Pazur Witkacego

– Pani ojcu bliskie były poglądy liberalne – powiedziałem w rozmowie z Martą Herling. – Tymczasem w Polsce dość powszechnie podpisuje się pod niego szeroko pojęta prawica, choć niejednokrotnie akcentował on światopogląd, jeśli już, to raczej lewicowy, socjalistyczny. Jak to pogodzić?

– Ojciec wielokrotnie przedstawiał swój światopogląd, co dokumentują też jego „Dzieła zebrane”. On miał wielką wrażliwość społeczną, pisał więc często o literaturze ludowej. Bardzo bliski był mu włoski pisarz Ignazio Silone, właśnie liberalny socjalista. Ta wrażliwość ojca niedaleka była poglądom tego autora, czego ślady znaleźć można w rocznikach czasopisma „Tempo Presente”, z którym ojciec współpracował w latach 1955–1968. To czasopismo gromadziło wokół siebie środowisko laicko-liberalne i ojciec tam się odnalazł, obok takich ludzi jak Silone czy Chiaromonte. Poza tym był ojciec osobistością bardzo niezależną i nie przypuszczam, by identyfikował się z jakąś partią. Z pewnością nie chciałby, żeby przylepiano mu jakąkolwiek etykietę. Sam z siebie po prawej stronie sceny politycznej na pewno się nie widział, choć jego liberalizm był niesłychanie krytyczny. Naprawdę najbardziej bronił swojej niezależności.

– W Polsce Gustaw Herling-Grudziński postrzegany był przez lata głównie jako autor „Innego świata” i „Dziennika pisanego nocą”. Tymczasem był autorem wielu znakomitych opowiadań, do których przykładał dużą wagę. Myślę nawet, czy nie wolałby być odbierany jako twórca „Skrzydeł ołtarza”, „Wieży” czy „Don Ildebranda” niż swoich sztandarowych, bardziej wyrazistych politycznie dzieł?

Czytaj także:
Carat nie musiał upaść. Mikołaj II popełnił olbrzymi błąd

– Zwrócę uwagę, że opowiadania ojca, czasem ich fragmenty czy zarysy, wplecione są w „Dziennik pisany nocą”, tak że trudno dzielić jego dzieła na bardziej i mniej artystyczne.

A jednak będę się upierał, że na wyżyny artyzmu wspiął się Herling-Grudziński w swych opowiadaniach. Także w „Dzienniku.”.. znajdują się teksty wręcz olśniewające, choćby „Gorący oddech pustyni”, „Hamlet piemoncki” czy wspaniałe „Dzieje Srebrnej Szkatułki”. Znawca tej twórczości i przyjaciel pisarza Włodzimierz Bolecki w liście z 8 kwietnia 1996 r. poruszył bardzo ważną kwestię: „Przeczytałem już Twój najnowszy dziennik w »Plusie Minusie«. Cała opowieść o Moskwie 2000 uświadomiła mi, że chociaż pożegnałeś się co prawda z komentowaniem polityki polskiej expressis verbis, to jednak będziesz wracał do tematu; czy nie nadszedł więc czas, byś po prostu napisał parodystyczno-satyryczno-filozoficzną opowieść o Polsce i tych, którzy »stoją na narodu czele«? Masz przecież pazur Witkacego, a i Wieniczkę Jerofiejewa też mógłbyś niejednym zadziwić. Twoje dawne opowiadanie »Z biografii Diego Baldassara«,które chyba mniej cenisz niż inne, to przecież majstersztyk!”.

Cenzura wpływowych „kiperów”

Z melancholią odnotował zdanie Leszka Kołakowskiego: „Można postawić znak równości między komunizmem a hitleryzmem”, konfrontując je z wcześniejszym spotkaniem ze sławnym filozofem w londyńskim pubie, gdy po tym jak ten sam znak równości postawił Herling-Grudziński, Kołakowski „żachnął się gniewnie: »Jak pan może, jak pan może tak upraszczać«”.

A w ocenie tego, co widział w wolnej Polsce, i słyszał o tym, co się w niej dzieje, dominowało – niestety – rozczarowanie. „Od dawna już zauważyłem – pisał – w rozmowach z przyjeżdżającymi z kraju, że w oczach przeciętnego obywatela establishment postkomunistyczny w Polsce uchodzi »za ferajnę«”.

I nic dziwnego, że autor „Dziennika pisanego nocą” nie stronił od lapidarności, tak na przykład podsumowując kiedyś redaktora, a następnie ministra Krzysztofa Kozłowskiego: „Durny następca Kiszczaka”.

Gdy w 1991 r. pierwszy raz po wojnie przyjechał do Polski, na spotkaniu z nim w Warszawskim Domu Literatury nie było gdzie szpilki wetknąć. Nie inaczej było w Poznaniu, gdzie otrzymał wtedy doktorat honoris causa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. W 2009 r. Wydawnictwo Literackie rozpoczęło krytyczną edycję jego „Dzieł zebranych”. Wydawane są, powiedziałbym, niespiesznie, a czy czytane? Nie stać mnie na optymistyczną odpowiedź na to pytanie.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 6/2013
Artykuł został opublikowany w 6/2013 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł

Czytaj także

 0

Czytaj także