HistoriaRokitna: heroiczna szarża polskich ułanów. Rosjanie nie wierzyli własnym oczom

Rokitna: heroiczna szarża polskich ułanów. Rosjanie nie wierzyli własnym oczom

Wojciech Kossak, Szarża pod Rokitną. Obraz z 1934 r.
Wojciech Kossak, Szarża pod Rokitną. Obraz z 1934 r. / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 5
Pod Rokitną najmężniejsi z mężnych polscy jeźdźcy ruszyli cwałem po śmierć i chwałę.

Oto relacja naocznego świadka szarży pod Rokitną: „Pognali przez pola i w odległości z jakichś 3 km od linii nieprzyjacielskiej rozwinęli się i już cztery plutony z komendantem na czele na linię, już z kłusa przechodzą w cwał, coraz dzikszy, coraz szybszy. Pędzą jak wicher, za nimi z ugorów rwie tuman, przed nimi błyszczą w słońcu wyciągnięte do szarży szable... Już są pod linią. Już przeskoczyli pierwszy – pusty rząd rowów strzeleckich, już gnają pod drugi... Wtem! Zatrzęsło się powietrze – wrzaski – huk – gromy! To salwy Moskali, to straszna pukanina rosyjskich karabinów maszynowych z flanki, to rozsypują się złomy szrapneli rosyjskich. A ułani Wąsowicza pędzą, pędzą... Oto zleciał jeden – oto jak wichura gna koń bez jeźdźca – oto tam stanął dęba i ktoś potoczył się do okopu – oto znów kilku zleciało... Nie ustają salwy i szrapnele... Już są za drugim rowem strzeleckim, już dobiegają ziemianek, już ich znowu kilku pokotem leży, już znowu kilka przerażonych koni bez jeźdźców mknie w dal, już przeskoczyli ziemianki i – znikają... Jakby się w ziemię zapadli”....

Tak wspominał szarżę Bertold Merwin (właściwie Baruch Menkes) w wydanych następnego roku w Krakowie „Legionach w boju. 1915”, który podczas opisywanych wydarzeń służył w plutonie sztabowym II Brygady Legionów jako pisarz.

C.k. dowódcy

Do szarży doszło 13 czerwca 1915 r., miesiąc po przełamaniu pozycji rosyjskich przez wojska Niemiec i Austro-Węgier, w krwawej bitwie pod Gorlicami (patrz poprzedni numer „Historii Do Rzeczy”). Po tym zwycięstwie rozkręcała się ofensywa na całym froncie wschodnim, w wyniku której Rosjanie wycofywali się stopniowo z ziem Królestwa Polskiego i Galicji, aby jesienią oddać przeciwnikowi rozległe obszary od Kurlandii na północy przez Litwę i Wołyń do Podola. Nie była to jednak ucieczka paniczna, przeciwnie – wojska rosyjskie stawiały zacięty opór i starały się kontratakować, a nawet zyskiwały okresowo przewagę.

Dotyczyło to zwłaszcza terenów u podnóża Karpat Wschodnich, gdzie starały się nacierać wojska monarchii habsburskiej. Od początku czerwca 1915 r. walczyła tu II Brygada Legionów, atakując w składzie austro-węgierskiego XI Korpusu dwie dywizje rosyjskie. Brygada, której dowódcą był wówczas austriacki pułkownik Ferdynand Küttner, składała się wtedy z dwóch pułków piechoty (2. i 3.) oraz dwóch szwadronów ułanów (2. i 3.), zorganizowanych dopiero co w II dywizjon kawalerii legionowej. Ofensywa prowadzona znad Prutu w kierunku Chocimia ugrzęzła pomimo początkowych sukcesów nad rzeczką Rokitnianką, wzdłuż której biegła przedwojenna granica między austriacką Bukowiną a rumuńską Besarabią.

Czytaj także:
Żydzi przeciw Leninowi. Nieznany rozdział wojny polsko-bolszewickiej

12 czerwca 1915 r. oddziały II Brygady działały w rejonie wsi Rokitna. Z prawej strony sąsiadowały z nimi oddziały związku taktycznego płk. Pappa, a z lewej – 42. Dywizja Piechoty Obrony Krajowej. Wspólny atak w celu zdobycia pozycji w okolicy Rokitnej został odparty, a 13 czerwca przed południem kontratak rosyjski poważnie zagroził 42. dywizji. Mimo znanej zaciekłości żołnierze 2. i 3. Pułku Piechoty Legionów nie zdołali odciążyć sąsiada. Było ich zaledwie kilkuset, gdyż od zimowych krwawych walk w Karpatach brygada nie odzyskała stanu wyjściowego. Nacierając spod Rarańczy na Ryngacz, zalegli około godz. 10 w dolinie rzeczki pod silnym ogniem rosyjskiej artylerii i karabinów maszynowych.

I oto w sztabie II Brygady narodził się plan, aby przełamanie rosyjskich linii powierzyć kawalerii, której obydwa szwadrony liczyły około 200 szabel. W ślad za ułanami miała podążyć piechota. Küttner był przesądny do tego stopnia, że unikał wydania stosownych rozkazów w „pechowy”, 13. dzień miesiąca. Zamiast Austriaka wydał je Węgier, szef sztabu kpt. Vagasz. Ten również zwlekał, czekał na raport zwiadu, aż w końcu wydał rozkaz ustny: „Drugi i trzeci szwadron ułanów zaatakuje pozycje nieprzyjaciela, przeszedłszy przez potok Rokitna, uderzając z flanki. Gdy ułani ukażą się na polach, ma piechota wyjść z rowów i z bagnetem na broń współdziałać biegiem z kawalerią”. Powiedzmy od razu, że rozkaz ten albo w ogóle nie dotarł do piechoty, albo dotarł ze zbytnim opóźnieniem...

Na koń!

Natomiast wystarczająco szybko o szykującej się szarży dowiedział się 33-letni rtm. Zbigniew Dunin-Wąsowicz, dowódca dywizjonu kawalerii legionowej. Chory, z gorączką, uciekł z łóżka i przybył około południa do oddziału. Po prostu nie wyobrażał sobie, że w takiej chwili może go zabraknąć na czele ułanów. Był to w prostej linii praprawnuk szwoleżera Mikołaja Dunin-Wąsowicza, uczestnika szarży pod Somosierrą. Mężczyźni z jego rodu walczyli w epoce Jagiellonów i Rzeczypospolitej Obojga Narodów. On sam był porucznikiem c.k. kawalerii, który wystąpił z niej w 1912 r., by związać się z ruchem strzeleckim, a następnie tworzyć zręby jazdy legionowej u Władysława Beliny-Prażmowskiego w I Brygadzie Legionów. Stamtąd przeszedł z podobnym zadaniem do II Brygady.

Dowódcą 2. szwadronu został 37-letni por. Jerzy Topór-Kisielnicki. Ten absolwent Politechniki Lwowskiej jako inżynier pracował przy budowie wodociągów i zbiorników wodnych, między innymi w Ameryce. Po powrocie do kraju wstąpił do oddziału Sokołów Konnych przy Gnieździe nr 3. Po mobilizacji wraz z oddziałem przybył 4 sierpnia 1914 r. do Krakowa. Brał udział w kampanii kieleckiej. Wraz z por. Zbigniewem Dunin-Wąsowiczem współtworzył 2. szwadron ułanów, gdzie objął dowództwo 3. plutonu. Za męstwo okazane 26 października w bitwie pod Cucyłowem otrzymał awans na podporucznika. Na początku 1915 r. objął dowództwo stacji etapowej, a następnie, po utworzeniu dywizjonu kawalerii II Brygady Legionów Polskich, objął komendę nad 2. szwadronem i otrzymał awans na porucznika kawalerii. Świetny zwiadowca i ułan.

O obydwu mówi „Pieśń szwadronu Wąsowicza”:

Nasz Wąsowicz, chłop morowy,
Zbił Moskali w Cucyłowej.
Odznaczył się szwadron drugi,
Wrażej krwi on przelał strugi.

Kiedy uśmiechnięty rotmistrz dotarł do podkomendnych, zawołał: „Nie szarżowaliście jeszcze, a bałem się, że się spóźnię; toteż, choć jeszcze zdrów zupełnie nie jestem, wróciłem, bom się zanadto za wami stęsknił”. Po powrocie ze sztabu milczał. Do szarży wyznaczył tylko – włącznie z sobą samym – 63 ludzi z 2. szwadronu. Reszta szwadronu i 3. szwadron miały ewentualnie wspierać szarżę kolejnymi falami. Zakrzyknął: „Na koń!”, a po dotarciu do Rokitnianki: „Dla polskiej kawalerii nie ma przeszkody!” i pierwszy wskoczył do rzeczki, a za nim ułani. Potem ruszyli ku odległym o 3 km liniom potrójnych rosyjskich okopów.


Szarża rozwijała się powoli, z rzadka też na początku świstały rosyjskie kule. Kiedy ułani zbliżyli się do transzei, z kłusa przeszli w galop, a następnie w cwał, z rotmistrzem na czele. Gnał on na świetnej klaczy Chochli, a za nim tyralierą, z odstępami na trzy kroki, pędził szwadron w tak równej linii, jak nie zdarza się nawet na maneżu. Ogień zgęstniał i gdy dojechali do okopów, padli już pierwsi jeźdźcy i konie. Wierzchowiec brata rotmistrza – wachmistrza Bolesława – wpadł do wykopu, ale jeździec ocalał. Pierwsza linia była słabo obsadzona, ale przed drugą straty gwałtownie wzrosły. Złowrogo terkotały karabiny maszynowe. Kula zwaliła Emila Garbaczewskiego na ziemię. Jego koń przerwał bieg, zawrócił, stanął nad rannym panem i pochylił łeb...

Dunin-Wąsowicz dostrzegł przerwę w transzei, poprowadził tam kawalkadę, a do rosyjskich żołnierzy krzyknął: „Zdawajtieś!”. Rzucili karabiny i wznieśli ręce do góry. Okop zdobyto, ale rosyjskie karabiny maszynowe z sąsiednich stanowisk strzelały jeszcze gęściej i celniej. Padały pociski artyleryjskie – rosyjskie i... austriackie. Nagle ułani ujrzeli pod szczytem wzgórza szczególnie umocniony i silnie obsadzony, plujący ogniem wykop. Wtedy padła klacz dowódcy „Hochla”. Rotmistrz Dunin-Wąsowicz poderwał się i strzelał z pistoletu. Śmiertelnie trafiony, jeszcze ręką dawał podkomendnym znak, by pędzili dalej.

Dziewięciu ułanów wskoczyło w środek rosyjskich stanowisk, tnąc szablami nieprzyjaciół. Ci kłuli bagnetami i strzelali. Naszymi dowodził wkrótce ostatni zdolny do walki oficer – por. Topór-Kisielnicki. Kiedy złamał szablę i stracił konia, wyciągnął pistolet i krzycząc: „Zdajsia!”, kontynuował walkę z pomocą kilku ułanów. Zadziwiające, ale sołdaci zaczęli rzucać karabiny na ziemię i dopiero groźba rewolweru ich oficera dodała im odwagi. Zakłuli porucznika bagnetami. Pięciu ułanów zabił wybuch pocisku armatniego. Tak było na trzeciej linii okopów wroga.

Kilku pozostałych jeszcze w siodłach ułanów dojechało do rosyjskich dział. Szeroki okop uniemożliwił im szarżę. Kiedy w huku wystrzałów jechali wzdłuż stanowisk, słyszeli okrzyki: „Wot gieroje, mołodcy!”. Ostatni z pola walki wrócił ranny wachmistrz Sokołowski, na którego widok Küttner odkrył głowę i zawołał: „Cześć bohaterom!”. Kapitan Vagasz stwierdził, że tak brawurowej szarży austriacka kawaleria nie znała do tej pory. Wachmistrz pożegnał natomiast kolegów podczas pogrzebu w Rarańczy tak: „Oto nasi towarzysze – wysłani na śmierć, jechali z całą tego świadomością, lecz ani jeden nie zawrócił konia… Odnowili tradycję polskiego ułana sprzed stu lat. Ponieśli śmierć bohaterską… Patrząc na nią, niech wszyscy, wszyscy wrogowie nasi wiedzą i pamiętają o tym, do czego Polak jest zdolny… Ufajmy, że przelana krew na marne nie pójdzie…”.

Pamiątka, Dług i Morał

Podobieństwo szarży pod Rokitną do szarży pod Somosierrą zauważyli już naoczni świadkowie wydarzenia z 1915 r. W następnych latach zastanawiali się nad nim kolejni wojskowi, historycy, pisarze i poeci. W drugiej zwrotce pieśni Feliksa Konarskiego „Czerwone maki pod Monte Cassino” słyszymy:

Runęli przez ogień straceńcy!
Niejeden z nich dostał i padł...
Jak ci z Somosierry szaleńcy,
Jak ci spod Rokitny sprzed lat.

107 lat dzieli szarże pod Somosierrą i pod Rokitną. W tym czasie działa i karabiny stały się szybkostrzelne, a żniwo śmierci zwielokrotnił karabin maszynowy. Zwłaszcza ataki konne traciły rację bytu. A jednak obie szarże są pod pewnym względem podobne. Podobieństwo polega przede wszystkim na szaleńczej odwadze naszych jeźdźców – w 1808 r. szwoleżerów, w 1915 r. ułanów – na gwałtowności prowadzonego cwałem ataku, wreszcie na legendzie, która wyrosła bezpośrednio po obu tych wydarzeniach. W okresie międzywojennym ożywiała ona wyobraźnię młodzieży. Po drugiej wojnie o Rokitnie kazano zapomnieć, Somosierra stała się zaś symbolem „kozietulszczyzny”, czyli bezsensownej brawury Polaków.

Jeżeli szarża poprowadzona przez rtm. Jana Hipolita Kozietulskiego byłaby aż tak nierozważna, to cóż można byłoby powiedzieć o szarży pod dowództwem rtm. Zbigniewa Dunin-Wąsowicza wiek później z okładem... Zestawmy fakty z obu epok:

– w obu przypadkach Polacy – zachowując znaki narodowe – służyli pod obcą komendą, mając tylko nadzieję, że ich męstwo i ofiara przywrócą wolną ojczyznę;

– w pierwszej szarży brało udział blisko 200 kawalerzystów, w drugiej nieco ponad 60;

– czas ich trwania był zbliżony (10 i 13 minut);

– i jedni, i drudzy wywołali panikę wśród obrońców, przerażonych widokiem galopujących jeźdźców z obnażonymi szablami;

– szwoleżerowie osiągnęli w 1808 r. wyznaczony cel – dotarli do ostatniej, czwartej baterii w wąwozie i otworzyli drogę postępującym za nimi wojskom Napoleona;

– ułani w 1915 r. wpadli wprawdzie do trzeciej linii okopów wroga, ale ich męstwo okazało się daremne, gdyż piechota nie poszła ich śladem i Rosjanie utrzymali ostatnie linie obrony;

– straty polskie okazały się pozornie zbliżone: 24 zabitych i 55 rannych oraz 18 zabitych, 27 rannych, sześciu wziętych do niewoli i dwóch zaginionych. W 1808 r. trzy piąte szwoleżerów pozostało jednak gotowych do dalszej walki, w 1915 r. – zaledwie kilku ułanów... Jeden na szesnastu!

Czytaj także:
Wiking w Legionach. Szwed, który jak lew walczył o Polskę

Zasadniczą różnicą z wojskowego punktu widzenia był jednak oczywiście efekt operacyjny. Szarża w 1808 r., która okazała się jak najbardziej wykonalna, zadecydowała o zwycięstwie w całej batalii i otworzyła drogę do Madrytu. W 1915 r. za naszą jazdą – przed którą postawiono zadanie po prostu niewykonalne – nie poszła piechota i nie przełamała linii obrony przeciwnika. Dopiero nocą sam się wycofał. Cóż, pod Somosierrą dowodził Napoleon, a pod Rokitną c.k. sztabowiec...

Rodzi się odwieczne Polaków pytanie o sens daniny krwi, która idzie na marne... I od razu coś się w nas sprzeciwia odpowiedzi zawartej w samym pytaniu. Czy dowód najwyższego męstwa, jakim Polacy wykazali się pod Rokitną (ale i w innych miejscach, i w innym czasie), rzeczywiście okazał się daremny? Jeśli nawet nie zyskał w oczach obcych wagi liczącego się argumentu, a ich niekłamany podziw minął wraz z chwilą uniesienia, to dla nas – i ówczesnych, i potomnych – ten moment trwa. Jako Pamiątka, Dług i Morał.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 7/2015
Artykuł został opublikowany w 7/2015 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł

Czytaj także

 5
  • Jaźwiec IP
    Nasi przodkowie szli do Legionów Piłsudskiego jak w dym, bo nigdy nie pytali, czy ich krew będzie szanowana i dobrze wykorzystana dla Polski! A tymczasem tu trzeba zacytować samego marszałka Piłsudskiego, który to, gdy przyszedł czas na zerwanie oficjalnych kontaktów z Niemcami, na rozkaz mocodawców z Berlina, raz prawdę powiedział - "Legiony to wojsko murzyńskie"!
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx IP
      Po śmierć i chwałę, ale nie po zwycięstwo, piechota CK nie wykorzystała sytuacji. Na 73 ułanów, 47 zabitych, rannych lub w niewoli.
      Dodaj odpowiedź 5 0
        Odpowiedzi: 0
      • Edek C IP
        Rosjanie stawiali zaciety opor? Fakty temu przecza, uciekali na sam okrzyk Niemcy ida. Morale Rosjan zalamalo sie pod Gorlicami itak juz zostalo do przewrotu bolszewickiego.
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 0
        • Jaaag IP
          Treść została usunięta
          Dodaj odpowiedź 1 6
            Odpowiedzi: 1

          Czytaj także