Historia„Rój” - bat na komunę

„Rój” - bat na komunę

Kadr z filmu „Historia Roja”
Kadr z filmu „Historia Roja” / Źródło: Materiały prasowe
Dodano 44
Mieczysław Dziemieszkiewicz był jednym z najdzielniejszych żołnierzy wyklętych.

Tadeusz M. Płużański

Można się było spodziewać, że film „Historia »Roja«, czyli w ziemi lepiej słychać” zostanie schlastany przez postępowe środowiska (post)komunistyczne. Że zarzucą dziełu mitologię, propagandę, chęć wywołania kolejnej wojny i wreszcie – kluczowa sprawa – niezrozumienie rzekomo skomplikowanych czasów i jeszcze trudniejszych ludzkich wyborów. Przecież racja ma być po dwóch stronach: zarówno żołnierzy wyklętych, jak i ich stalinowskich oprawców. To kłamstwo, bo wolnej Polski chciał Mieczysław Dziemieszkiewicz, żołnierz niepodległościowego podziemia na północnym Mazowszu. Jego mordercy (Sowieci) i ich miejscowi kolaboranci narzucili nam obce, okupacyjne porządki.

Pierwsza fabuła o żołnierzach wyklętych po 27 latach od okrągłostołowego „przełomu”, a zarazem wieloletni półkownik III RP, pokazuje kierunek, w jakim należy kroczyć, aby odkłamać naszą historię. Oby takich jednoznacznych (co szczególnie drażni „postępiaków”), a zarazem atrakcyjnych dla widza (szczególnie młodego), produkcji było jak najwięcej. Niech otworzy się puszka Pandory z polską historią heroiczną, bohaterami pierwszej próby, których mamy pod dostatkiem. Nie chcemy już opłacać paszkwilanckich i relatywistycznych obrazów typu „Pokłosie” i „Ida”. Od prezydentury Lecha Kaczyńskiego pojawiło się wielkie zapotrzebowanie na dzieje Pileckiego, „Łupaszki” i „Olecha”.

„Historia »Roja«” to nie ekranizacja biografii, film rekonstrukcyjny, ale wizja, co od początku podkreślał autor. Jerzy Zalewski powiedział mi kiedyś w wywiadzie, że nie chciał hagiografii, portretu świętego. Dobrze, ale dopytałem, dlaczego w finałowej scenie żołnierze z ryngrafami na piersiach piją wódkę. Wtedy odparł, że to nawiązanie do słynnej sceny z „Popiołu i diamentu”, po której wielu wyklętych poczuło się, jakby znaleźli się na śmietniku historii: „Dlatego w finałowej scenie »Rój« i »Mazur« piją alkohol, przywołują poległych przyjaciół i nie lądują na śmietniku”.

Czytaj także:
Ostatni obrońcy Kresów. Legendarni żołnierze, którzy do końca walczyli o Polskę

Zalewski pokazał nie tyle odwzorowaną 1:1 historię „Roja”, ile wspólny los wielu młodych ludzi w tamtym czasie. My przypomnijmy, kim był Mieczysław Dziemieszkiewicz – polski niezłomny żołnierz i dowódca zamordowany w wieku zaledwie 26 lat. Atrakcyjność jego niepokornego przesłania dla kolejnych pokoleń Polaków (w tym znienawidzonych kiboli) jest największą zmorą tych, którzy chcieliby dogadywać się z komuchami i dalej utrwalać reglamentowaną demokrację.

„Różan, zwykły Różan”

Mieczysław Dziemieszkiewicz, ps. Rój urodził się 25 stycznia 1925 r. w Zagrobach, w patriotycznej rodzinie, jako syn Adama i Stefanii ze Świerczewskich. W materiałach UB o ojcu czytamy, że „walczył w szeregach białogwardzistów przeciwko Armii Czerwonej”. W 1939 r. Mieczysław ukończył szkołę powszechną w Różanie. O tym miejscu śpiewał potem Jan Krzysztof Kelus:

„Różan, zwykły Różan
czyjeś łzy, jakiś ból,
rzeczywiście na wzgórzach
Różan nad Narwią, Różan
ani twój,
ani mój”

Słowa te oddają również tragizm losów „Roja”. Po filmie Zalewskiego Dziemieszkiewicz jest jednak mniej anonimowy, mniej wyklęty, bardziej nasz, odzyskany. Po śmierci odbity komunistom.

Podczas niemieckiej okupacji był za młody, aby walczyć, ale w ramach Narodowych Sił Zbrojnych przewoził materiały konspiracyjne, które przekazywał mu starszy brat Roman. Uczestniczył w kursach tajnego nauczania w Makowie Mazowieckim, pracował również w niemieckim przedsiębiorstwie przewozowym.

Wiosną 1945 r. został wcielony do tzw. Ludowego Wojska Polskiego, z przydziałem do 1. zapasowego pułku piechoty w Warszawie. Z tej podporządkowanej komunistom armii zdezerterował na wiadomość o śmierci starszego brata. Porucznik Roman Dziemieszkiewicz pseudonimy Adam, Pogoda, komendant Powiatu Narodowych Sił Zbrojnych Ciechanów, został zamordowany w listopadzie 1945 r. przez żołnierzy sowieckich. „Rój” pozostawał pod wielkim wpływem brata. Poprzysiągł sobie krwawą zemstę na komunistach.

Mieczysław Dziemieszkiewicz zbiegł na teren powiatu ciechanowskiego. Wkrótce został żołnierzem Narodowych Sił Zbrojnych/Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, wstępując do oddziału ppor. Mariana Kraśniewskiego „Burzy” działającego w ramach XVI Okręgu NZW (Północne Mazowsze). Wtedy przybrał pseudonim Rój. Już jako 20-latek, decyzją dowódcy NSZ, został odznaczony Krzyżem Walecznych. To jeden z dowodów jego bohaterstwa graniczącego z brawurą.

„Rój” pełnił początkowo funkcję łącznika między Komendą Okręgu a Komendą Powiatu. Od 1946 r. był dowódcą oddziału Pogotowia Akcji Specjalnej NZW na terenie powiatu ciechanowskiego. Dziemieszkiewicz stworzył go na polecenie swojego przełożonego – dowódcy kompanii Mariana Koźniewskiego „Waltera”, w odpowiedzi na dokonywanie przez bezpiekę masowych aresztowań w Ciechanowie i okolicy. Gdy inni byli zmuszani do rozwiązywania oddziałów zbrojnych i zaprzestania walki, on rozwijał działalność konspiracyjną i bojową. Jego oddział, liczący przeciętnie 15–20 żołnierzy, działał zazwyczaj podzielony na trzy samodzielne patrole partyzanckie „Pilota”, „Tygrysa” i „Kaźmierczuka”. Średnia wieku wynosiła 26 lat.

20 maja 1947 r. „Rój” pełnił funkcję komendanta Powiatu „Ciężki”-„Wisła” (pow. Ciechanów, część pow. Płońsk i Mława). W 1948 r., w uznaniu wybitnych zdolności dowódczych, awansowany został do stopnia starszego sierżanta. Dowodził kilkudziesięcioma akcjami przeciw przedstawicielom „ludowej” władzy, przede wszystkim funkcjonariuszom komunistycznej partii, aparatu terroru, agenturze. Brał także udział w rozbiciu ubeckiego więzienia w Pułtusku (25/26 listopada 1946 r.) i uwolnieniu 65 przetrzymywanych tam kolegów. Kolejną akcją miało być wzięcie do niewoli gen. Piotra Jaroszewicza (politruka LWP, późniejszego premiera PRL), za którego chciał zażądać zwolnienia więźniów politycznych z powiatu ciechanowskiego. Przebywający u krewnych w powiecie garwolińskim Jaroszewicz wyjechał jednak wcześniej do Warszawy i zasadzka zakończyła się niepowodzeniem.

Nierówny bój

Oto kilka akcji przeprowadzonych przez „Roja”:

- 3 listopada 1947 r. w osadzie Brańce (gmina Bartołdy) jego żołnierze opanowali posterunek Milicji Obywatelskiej i zabili funkcjonariusza Urzędu Bezpieczeństwa.

- 1 kwietnia 1948 r. w okolicy wsi Trzebucza (powiat Mińsk Mazowiecki) urządził zasadzkę, w którą wpadł transport więźniów wiezionych z Węgrowa do Warszawy. Żołnierze PAS zlikwidowali dowodzącego transportem oficera i dwóch innych funkcjonariuszy aparatu represji.

- 16 marca 1948 r. w osadzie Gąsocin (powiat ciechanowski) zabito dwóch współpracowników UB.

- 19 maja 1948 r. we wsi Węgrzynowo zlikwidowano członka PPR – agenta UB.

- 15 stycznia 1951 r. dwuosobowy patrol, w mundurach pod płaszczami, w biały dzień wszedł do Banku Spółdzielczego w Nasielsku i zabrał 46 512 zł.


W czasie walki stoczonej 25 czerwca 1948 r. pod miejscowością Kadzidło Komenda Okręgu Północne Mazowsze NZW została rozbita. Dziemieszkiewicz podjął się zadania odbudowy struktur, podporządkowując sobie kilka patroli Pogotowia Akcji Specjalnej, liczących w sumie około 30–40 żołnierzy. Ostatecznie, w lipcu 1948 r., powołał samodzielną Komendę Powiatową NZW Kryptonim Wisła i został jej komendantem. Powołał również sekcje: Propagandy i Informacji, Uzbrojenia, Wywiadu i Kontrwywiadu, Sanitarną. Do legendy przeszedł bój jednego z takich patroli PAS, pod dowództwem Edwarda Dobrzyńskiego pseudonim Orzyc, kiedy 2 marca 1949 r. pod Gostkowem ośmiu żołnierzy NZW przez kilka godzin walczyło z grupą operacyjną KBW, liczącą… 984 żołnierzy. Walczyli do końca – siedmiu zginęło (czterech spłonęło żywcem), jeden ciężko ranny został wzięty do niewoli.

Domeną Mieczysława Dziemieszkiewicza nie była jednak tylko zbrojna walka partyzancka. Znaczną część jego działalności pochłaniała akcja propagandowa. I tak 6 listopada 1949 r. w miejscowości Gołotczyzna nieopodal Ciechanowa „Rój” zatrzymał pociąg osobowy, jego żołnierze rozdali antykomunistyczne ulotki, a sam dowódca wygłosił do pasażerów antysowieckie przemówienie. Następnie dokonano egzekucji jadących pociągiem stalinowskich funkcjonariuszy. Akcja była bezpośrednio związana z równą, 32. rocznicą rewolucji październikowej. Podobnie było 28 sierpnia 1950 r. w Pomiechówku niedaleko Warszawy. Oddział „Roja” zatrzymał pociąg, w walce zginęło czterech funkcjonariuszy MO i Straży Ochrony Kolei, a Dziemieszkiewicz zwołał antykomunistyczny wiec. Ponownie wygłosił patriotyczne przemówienie do miejscowej ludności. Takich akcji było znacznie więcej.

Czytaj także:
Zdrajcy w szeregach. To oni strzelali żołnierzom wyklętym w plecy

„Rój” podtrzymywał też wśród swoich żołnierzy wysokie morale. W jednym z zachowanych wystąpień, 28 maja 1950 r., zwracał się do swoich podwładnych: „Koledzy, nie zrażajmy się tym, że giną co dnia najlepsi synowie Ojczyzny. Nic to. Giną za wiarę i Polskę, a z krwi ich wyrośnie Wielka Chrześcijańska Polska tylko dla prawdziwych Polaków”. Dalej podkreślał: „Koledzy, każdy z Was musi być dobrym żołnierzem, dowódcą i kolegą, bo gdy przyjdzie chwila, że zginie Wasz dowódca, nie hamujcie pracy, a szerzcie Narodową Organizację jako Apostołowie, głosząc słowo Boże wśród pogan”.

Sens walki

Żołnierze szanowali swojego dowódcę. Podziwiano jego odwagę i jego głęboką religijność (każdy dzień zaczynał od wydania rozkazu o modlitwie; partyzanci oprócz naszywek „Śmierć wrogom Ojczyzny” nosili ryngrafy z Matką Bożą, zwalczali też ludzi odpowiedzialnych za walkę z Kościołem).

Promieniował ideowością, patriotyzmem, wiernością zasadom, które streszczają się w słynnej polskiej triadzie: Bóg, Honor, Ojczyzna. Dziś z pełną odpowiedzialnością powiemy o nim: wyklęty przez komunę żołnierz niezłomny. Cechy te okazały się szczególnie istotne, aby utrzymać wiarę w sens walki w momencie, kiedy jasne się stało, że III wojna światowa nie wybuchnie, a partyzantom przyjdzie zapewne oddać ich młode życie. Jedyną alternatywą były jednak dla nich tortury i niechybna śmierć w ubeckiej katowni.

„Wartość walki tkwi nie w szansach zwycięstwa sprawy, w imię której się ją podjęło, ale w wielkości tej sprawy” – napisał prof. Henryk Elzenberg. I heroiczna, pozbawiona szans na wygraną walka żołnierzy wyklętych miała sens, tak jak sens miały inne polskie powstania: listopadowe, styczniowe, w końcu sierpniowe (warszawskie). Walkę bowiem, w której „Rój” brał udział jeszcze długo po formalnym zakończeniu II wojny światowej w Europie, słusznie nazywa się dziś ostatnim polskim powstaniem – antysowieckim.

Czytaj także:
Polki wyklęte. Komuniści mordowali nawet matki niemowlaków

Jeden z podwładnych, Władysław Grudziński pseudonim Pilot, poświęcił „Rojowi” wiersz:

„Kto raz go widział, ten z pamięci już jego rysów nie wymaże,
Kto raz z nim walczył, ten pójdzie, gdzie tylko mu rozkaże,
Kto raz miał możność być z nim razem i znosić trudy znoje,
Ten pójdzie pod jego rozkazem dla Polski dać życie swoje.

Dziecięciem prawie jeszcze był, gdy las go wpędził w bój,
O Wolnej Polsce zawsze śnił młody rycerski »Rój«.
Nie zraził się, gdy padł mu brat rażony kulą wroga,
W duszę mu wplótł się zemsty bat i zdrajców do dziś smaga.

On porwał Przasnysz i Ciechanów do walki ze zdrajcami,
To on przestrachem jest tyranów i drżą przed nim nocami.
Konopki, Przasnysz i Gąsocin tam krwią swe drogi znaczył,
Na każdym bił i psocił, gdzie tylko ich zobaczył.

Spać i jeść nie mógł, gdy dni kilka nie zaszedł im za skórę,
On musiał stale tropić »wilka« i ranić mu pazury.
Dlatego imię jego słynie daleko i szeroko,
Za uczciwość i odwagę będzie miał stale oko,

Potomność powie o nim dobrze i sławy mu nie ujmie,
Nie zginie jego dobre imię w innych nieprawych tłumie.
Aby dał Bóg, by z trudów Twych i nieprzespanych nocy,
Wyrosła Polska Wielka, Wolna od zdrajców i przemocy.

Dobremu, lecz niestałemu koledze Mietkowi »Rojowi« na pamiątkę Poświęca”

„Nigdy go nie znajdziecie”

Oczywiście komunistyczna propaganda robiła z niego bandytę, krwawego watażkę i pijaka, mordującego niewinnych ludzi, w rzeczywistości zdrajców. Przypisywano mu zbrodnie, których nigdy nie popełnił (np. zastrzelenie kilkuletniego dziecka). Tak jak Marian E. Kofman: „Nie drgnęła nawet ręka faszystom »Roja«, kiedy serią z automatu pozbawili życia 63-letniego uczciwego i spokojnego człowieka, zasłużonego wychowawcę i pedagoga”.

Czytaj także:
Arsenał wyklętych

Patrole NZW podległe Dziemieszkiewiczowi walczyły do końca, przeprowadzając przede wszystkim akcje likwidacyjne. Do śmierci „Roja” przyczyniła się jego narzeczona Alina Burkacka. Bezpieka aresztowała rodziców dziewczyny i szantażem zmusiła ją do wydania żołnierza.

Sierżant Mieczysław Dziemieszkiewicz zginął w walce 13 kwietnia 1951 r., otoczony w gospodarstwie Burkackich we wsi Szyszki. Wraz z podwładnym Bronisławem Gniazdowskim pseudonim Mazur próbował przedrzeć się przez obławę zorganizowaną przez około 270-osobową grupę operacyjną Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, do tego funkcjonariuszy UB i MO, wspieranych przez samolot.

Ciała zamordowanych komuniści wystawili na widok publiczny, a zwłoki „Roja” pociągnęli za swoim samochodem. Do dziś nie wiadomo, gdzie „Rój” i „Mazur” zostali pogrzebani.

„To nie jest mój syn. Nigdy go nie znajdziecie” – mówi w końcowej sekwencji filmu matka Dziemieszkiewicza. Komuniści go bowiem nie zabili. Ich uzurpatorska, nielegalna władza (sfałszowali wybory w styczniu 1947 r.) nie sięgała tak daleko. Nie byli wszechwładni. Polskiego żołnierza mogli najwyżej pozbawić doczesnego życia, fizycznie wyeliminować, ale pamięć o niezłomnym „Roju” przetrwała. Mimo 45 lat PRL i następnych 27 III RP. I będzie trwała za sprawą młodych Polaków, dla których żołnierze niezłomni są wzorem do naśladowania, odtrutką na postępowy, zakłamany świat III RP. Przetrwa teraz także dzięki filmowi Jerzego Zalewskiego. To ostateczna klęska komuny, z którą do dziś czerwoni przestępcy i ich resortowe dzieci nie mogą się pogodzić.

13 października 2007 r. za wybitne zasługi dla niepodległości Polski prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie Mieczysława Dziemieszkiewicza Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

Autor to publicysta historyczny, komentator polityczny, prezes Fundacji „Łączka”, autor książek o nierozliczonych zbrodniach komunistycznych.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 6/2016
Artykuł został opublikowany w 6/2016 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł

Czytaj także

 44
  • opolanin IP
    film był-jak każdy robiony na zamówienie i płacony z budżetu-słaby.poziom smoleńska.
    każde tajemnice XX wieku Wołoszańskiego są znacznie lepsze.mówiąc krótko-knot
    Dodaj odpowiedź 6 5
      Odpowiedzi: 0
    • Xyz55 IP
      A może właściwsza by była nazwa ŻOŁNIERZE PRZEKLĘCI.? Przecież to byli zwykłe bandziory i mordercy zasługujący na miano ŻOŁNIERZY PRZEKLĘTYCH.
      Dodaj odpowiedź 8 18
        Odpowiedzi: 2
      • Frost IP
        Świetny film bdb
        Dodaj odpowiedź 9 8
          Odpowiedzi: 0
        • Riddick-furiańskiWOJOWNIK IP
          AVE ŻOŁNIERZE WYKLĘCI, AVE ŻOŁNIERZE NIEZŁOMNI, AVE GENERAŁ KUKLIŃSKI. ..
          Dodaj odpowiedź 12 10
            Odpowiedzi: 0
          • Wpisz IP
            Zwłaszcza za ten napad na bank w 1951 roku order mu się należał.
            Dodaj odpowiedź 13 14
              Odpowiedzi: 1

            Czytaj także