HistoriaBufon w stopniu marszałka. Jak „Monty” zwalił winę na polskich spadochroniarzy

Bufon w stopniu marszałka. Jak „Monty” zwalił winę na polskich spadochroniarzy

Bernard Law Montgomery w północnej Afryce, listopad 1942 r.
Bernard Law Montgomery w północnej Afryce, listopad 1942 r. / Źródło: Wikimedia Commons /
Dodano 18
Montgomery popełniał niewybaczalne błędy na frontach Afryki i Europy. Jednak jego mit potrzebny był Churchillowi

Bufon oznacza człowieka zarozumiałego, a zarazem pretensjonalnego, zawistnego i małostkowego. Jego wysokie mniemanie o sobie nie znajduje na ogół pokrycia w faktach. Przykro powiedzieć, ale cechy bufona do kwadratu wykazywał najbardziej znany brytyjski dowódca wojskowy z czasów II wojny światowej, okrzyknięty przez rodaków bohaterem tej wojny – generał, a od sierpnia 1944 r. marszałek polny British Army – Bernard Law Montgomery (1887–1976).

O zwycięstwie wojsk brytyjskich pod Al-Alamajn w listopadzie 1942 r. premier Winston Churchill wypowiedział jedną ze swych historycznych kwestii: „To nie jest koniec, to nawet nie jest początek końca, ale jest to, być może, koniec początku!”. Godna prawdziwego męża stanu rzeczowość tej uwagi została doceniona przez Anglików. Ponieważ był to pierwszy triumf odniesiony przez nich nad Niemcami podczas tej wojny w polu, potrzebna była również jego personifikacja. Padło oczywiście na dowodzącego akurat 8. Armią w Egipcie gen. Bernarda Montgomery’ego.

Prowadzącym wojnę od ponad trzech lat, kosztem wielkich ofiar i wyrzeczeń, nieugiętym Brytyjczykom należał się bohater, mit, który dodawałby im sił. „Monty” – jak go wkrótce zaczęli nazywać – bardzo się nadawał. Nawet z wyglądu i ze sposobu bycia.

Sugestywnie przedstawił jego sylwetkę płk Franciszek Skibiński („Pierwsza Pancerna”), który widywał go na odprawach we Francji w 1944 r. Mężczyzna o ostrych rysach, rzucał świdrujące spojrzenia spod krzaczastych brwi i nasuniętego na czoło beretu, mówił tonem nieznoszącym sprzeciwu, a wyróżniał się spośród otoczenia zakładaniem różowego sweterka, całkowicie nieregulaminowego, jakby oznajmiającego wszem wobec: „Tak, chłopcy, mnie wolno!”. Furda sweterek, gorzej, że z równą nonszalancją wydawał rozkazy. Skibiński pisze, że po raz pierwszy spotkał dowódcę, który nie informuje podwładnego, kto będzie chronił jego skrzydła. Pod Falaise okaże się, że… nikt nie będzie chronił.

„Monty” i „Lis Pustyni”

Wróćmy jednak pod Al-Alamajn. Już latem 1942 r., kiedy Montgomery’ego mianowano dowódcą 8. Armii, dysproporcja na korzyść Brytyjczyków stale rosła. Otrzymali oni uzupełnienia stanów osobowych, cztery nowe dywizje (Niemcy tylko dwie), 700 czołgów, wszelkie niezbędne zaopatrzenie. „Lis Pustyni” – dowodzący Afrika Korps gen. Erwin Rommel – nie mógł już liczyć na większe wsparcie, bo latem 1942 r. Hitler rozpoczął z wielkim rozmachem ofensywę na Kaukaz i na Stalingrad nad Wołgą. Z kolei Luftwaffe nie była zdolna skutecznie wspierać frontu afrykańskiego, a zarazem chronić transportu morskiego i powietrznego na Morzu Śródziemnym przed nalotami z Malty. Szły na dno statki i okręty, a to, co zdołano dowieźć do portów w Libii, musiało przejechać ciężarówkami na front od 550 km (z Tobruku) do nawet 2 tys. km (z Trypolisu).

Na przełomie sierpnia i września stoczono, rzadko wspominaną, pierwszą bitwę pod Al-Alamajn. Atakował słabszy – Rommel. Na próżno. Przewaga Brytyjczyków, którzy bombardowali napastników z ziemi i powietrza, była zbyt wielka. Paliły się czołgi, paliły cysterny z benzyną. Widząc to piekło, Rommel dał rozkaz odwrotu. Na ostatkach paliwa cofał się do 6 września na bezpieczniejsze pozycje. Montgomery mógł już wtedy zadać Niemcom miażdżący cios, ale działał nazbyt ostrożnie, żeby nie powiedzieć – lękliwie. Czy rzeczywiście – jak mówił – 8. Armia nie była jeszcze gotowa na śmiałe uderzenie, czy to on sam czuł aż taki mores przed „Lisem Pustyni” – trudno orzec. Dość, że po raz pierwszy wypuścił wtedy „Lisa” z klatki…

Podobnie stało się podczas drugiej, tej sławnej, bitwy pod Al-Alamajn, kiedy do natarcia ruszyło 150 tys. żołnierzy brytyjskich, 2,5 tys. dział i 1,2 tys. czołgów, w tym 300 nowych wozów M4 Sherman. Samoloty RAF dominowały w powietrzu. Broniło się 100 tys. żołnierzy (po 50 tys. niemieckich i włoskich), 498 czołgów (w tym 211 niemieckich) oraz 1,3 tys. dział (850 ppanc.). Natarcie poprzedziła niewidziana jeszcze w tej kampanii nawała ogniowa. Co pięć minut brytyjscy artylerzyści przenosili salwy o kolejne 100 metrów – przed piechotą i saperami, wyposażonymi w 500 rewelacyjnych Polish Mine Detector Mark I. Ów „wykrywacz śpiącego zabójcy” skonstruował nasz rodak inż. Józef Kosacki, który walnie przyczynił się do zwycięstwa aliantów.. Saperzy wykonali przejścia w niemieckich polach minowych, co umożliwiło natarcie dwóm dywizjom pancernym.

2 listopada Montgomery zadaje decydujący cios (operacja „Supercharge”). Dwie dywizje piechoty przełamują osłabione linie wroga, a w wyłom wchodzą trzy brytyjskie dywizje pancerne. Brytyjczycy tracą wiele czołgów, ale uparcie prą do przodu. Zatrzymuje ich dopiero ostatnie 90 czołgów Rommla. Do wieczora feldmarszałek traci jednak resztki złudzeń i w bardzo niekorzystnej sytuacji zarządza odwrót. Straty jego armii pancernej Afryka wyniosły 59 tys., a 8. Armii 13,5 tys. zabitych, rannych i zaginionych. Niemcy i Włosi utracili w tej bitwie blisko 500 czołgów, a Brytyjczycy – 430. Jednak w momencie, gdy „Monty” miał „Lisa Pustyni” w garści, gdy zdecydowany i śmiały manewr pozwoliłby już wtedy zlikwidować wrogie wojsko na pograniczu egipsko-libijskim, brytyjski generał poprowadził pościg wyjątkowo nieudolnie i niemiecki feldmarszałek wyprowadził trzon swych sił z matni. Dlatego aliantów czekać będą rychło kolejna bitwa i kolejne straty zadane przez afrykańską armię pancerną…

Czytaj także:
Belgowie w służbie Hitlera. Bruksela wolałaby dziś o tym zapomnieć

Z początkiem 1943 r. powstał w Tunezji 400-kilometrowy front, na którym Niemcy i Włosi opierali się od zachodu postępującym wojskom amerykańsko-brytyjskim, które wylądowały wcześniej w Maroku i Algierii, a od wschodu – 8. Armii brytyjskiej. 14 lutego 1943 r. ruszyła niemiecka ofensywa, która miała przede wszystkim odeprzeć na zachód 2. Korpus amerykański, zagrażający liniom komunikacji obu ugrupowań wojsk Osi.Amerykanie krwią płacili za niedoświadczenie i lekceważenie zaprawionych w wojennym rzemiośle Niemców. Zaskoczeniem stały się dla nich śmiałe, ale precyzyjnie wykonywane manewry, a także śmiertelnie skuteczna broń wroga, taka jak tygrysy czy armaty „acht acht”. Dopiero gdy niebo się rozpogodziło i do akcji mogło przystąpić lotnictwo, alianci zyskali przewagę, a Niemcy i Włosi musieli przerwać ofensywę.


Pod koniec marca 8. Armia przełamała niemiecko-włoską obronę na linii Mareth. Tutaj jednak opieszałość Montgomery’ego dała czas oddziałom Osi na odwrót i umocnienie się na linii Akarit Wadi. Konieczność przełamania i tej linii spowodowała po kilku dniach niepotrzebne straty. Dopiero po miesiącu alianci zepchnęli wroga na przedpola Bizerty i Tunisu. Brytyjczycy – z Montgomerym na czele – mówili o Amerykanach, że to „niewyszkolone mięczaki i żółtodzioby przyzwyczajone do zbyt wysokiego standardu życia”. Urażony do głębi gen. George Patton – pełen fantazji, znakomity dowódca amerykański – odwdzięczał się „przeklętym Brytyjczykom” aż po koniec wojny.

Pierwsza okazja nadarzyła mu się już wkrótce – po lądowaniu na Sycylii. Złość na Montgomery’ego spotęgowało tam odrzucenie jego planów zdobycia wyspy, a przyjęcie planu adwersarza. W efekcie to 8. Armia brytyjska, a nie 7. Armia amerykańska, otrzymała priorytetowe zadania ze zdobyciem Messyny włącznie. Tymczasem „Monty”, jak to „Monty”, poczynał sobie nader ostrożnie i powolnie, nie atakował bez zapewnienia sobie miażdżącej przewagi, a Patton wykorzystał pierwszą nadarzającą się okazję, śmiałym manewrem zajął Messynę i ośmieszył brytyjskiego idola. Po roku rywalizacja tych dwóch przeniosła się do Francji, gdzie Patton stanął na czele 3. Armii w amerykańskiej 12. Grupie Armii (na jej czele postawiono gen. Omara Bradleya), a Montgomery dowodził całą brytyjską 21. Grupą Armii (dowódcą wszystkich sił alianckich był gen. Dwight Eisenhower z US Army).

Caen, Falaise, Arnhem

Półtora miesiąca strawiły wojska brytyjskie pod wodzą „Monty’ego” w Normandii, grzęznąc pod miastem Caen, gdzie broniły się m.in. dwie doborowe dywizje pancerne: 21. Dpanc. oraz 12. Dpanc. SS „Hitlerjugend”. Frontalne ataki kończyły się nadmiernymi stratami, a próby obejścia – tym samym. Niemcy walczyli z uporem wspomaganym znakomitym wyszkoleniem, pomysłową taktyką i skutecznym maskowaniem przed bombardowaniami, czołgami Tiger VI i 70-tonowymi Königstiger, armatami 88 mm. Powodzenie całej ofensywy alianckiej we Francji zależało od tego, kiedy nareszcie Montgomery’emu uda się ruszyć z Normandii do Pas-de-Calais. Jego dymisja wisiała na włosku.

Wówczas przedstawił on plan operacji „Goodwood” polegającej – co za finezja! – na zmasowanych bombardowaniach lotniczych i użyciu fal setek czołgów. Plan zaaprobowano. W ciągu czterech dni – od 18 do 21 lipca 1944 r. – na Caen i okolice zrzucono 7 tys. ton bomb lotniczych, których wybuchy przekraczały moc bomby atomowej, jaka eksplodowała w następnym roku nad Hiroszimą. Było to największe bombardowanie od rozpoczęcia II wojny światowej. Trafiło w próżnię. Niemcy wycofali się do bunkrów i na zapasowe stanowiska, a gdy zbliżyli się atakujący, pociski armat 88 mm znów rozrywały czołgi, a karabiny maszynowe kładły piechotę pokotem. Zamiast zdobywania obiecanych 40 km każdego dnia ofensywy, posunięto się podczas czterech dni o 11 km.

„Monty” powiedział, że… jest zadowolony z wyników. Nikt go nie poparł. Nawet powściągliwy na ogół w krytyce sojusznika Eisenhower stwierdził, że straty wynoszące 2,6 tys. żołnierzy i ponad 400 czołgów są zbyt wysokie w stosunku do efektów operacji. Jednak rodak „Monty’ego” – marszałek RAF Arthur Tedder – nie liczył się ze słowami: „Niepowodzenie tego pana pozbawiło nas okazji wykorzystania chaosu u Niemców po zamachu na Hitlera. A V2 dalej spadają na Londyn, musimy dotrzeć do Pas-de-Calais!”. Churchill znów powstrzymał się od dymisji: ożywczy mit nadal potrzebny był społeczeństwu Wielkiej Brytanii.

Czytaj także:
Prosto we wrota piekieł. Brytyjscy komandosi kontra „bestia Hitlera”

Front we Francji ruszył się w pierwszych dniach sierpnia, gdy na zachodnim skrzydle 3. Armia gen. Pattona zajęła Avranches i parła w głąb lądu. Wokół wojsk niemieckich w Normandii powoli zaciskały się alianckie kleszcze – w razie spotkania Amerykanów z 3. Armii i Kanadyjczyków z 1. Armii niemiecka Grupa Armii „B” znalazłaby się w kotle. 6 sierpnia Montgomery wydał swym jednostkom rozkaz natarcia (operacja „Totalize”). Kanadyjska 1. Armia miała opanować Falaise, a następnie nacierać w kierunku Rouen, natomiast brytyjska 2. Armia – uderzyć na Argentan. Dowódca 2. Korpusu kanadyjskiego gen. Guy Simonds miał pod komendą kanadyjskie 2. i 3. Dywizje Piechoty, brytyjską 51. Dywizję Piechoty i 33. Brygadę Czołgów oraz dwie niedoświadczone w walkach jednostki: kanadyjską 4. Dywizję Pancerną i polską 1. Dywizję Pancerną gen. Stanisława Maczka.

Plan „Monty’ego” i jego realizacja wynikały – jak się zdaje – przede wszystkim z tego, że nie w pełni rozumiał grozę płynącą z wycofywania się przez rejon Falaise całej niemieckiej Grupy Armii „B” i istotę koniecznych do przeprowadzenia manewrów. Generał Maczek pisał („Od podwody do czołga”): „1. Dywizja Pancerna walczyła jako czołowy klin – właściwie bez współdziałania sąsiadów z prawej i lewej i ponosząc całe brzemię olbrzymiego – jak się później okazało – ciężaru”.Poza tym dwukrotne, nieszczęsne, omyłkowe zbombardowanie Polaków przez… US Air Force; brak współdziałania ze strony Amerykanów, którzy chcieli jak najszybciej zdobyć Paryż; wymuszone błędy popełnione przez niedoświadczonych polskich i kanadyjskich oficerów spowodowały, że walki były tak zacięte i krwawe. Dywizja wzięła wprawdzie do niewoli 5113 jeńców, zniszczyła 55 czołgów, 44 działa polowe, 38 samochodów pancernych i 207 pojazdów mechanicznych, ale straty dywizji wyniosły: 325 zabitych (21 oficerów), 1002 rannych (35 oficerów) i 114 zaginionych. Stracono 140 czołgów, w tym 80 bezpowrotnie.

Wreszcie plan operacji„Market-Garden”, w którym marszałek Montgomery zakładał wdarcie się do Rzeszy przez Holandię. Dwie amerykańskie dywizje powietrznodesantowe miały opanować mosty na kolejnych kilkunastu przeprawach od Eindhoven do Veghel, a następnie na Mozie, Waal i kanale Moza-Waal. Najtrudniejsze zadanie przydzielono brytyjskiej 1. Dywizji Powietrznodesantowej oraz polskiej 1. Samodzielnej Brygadzie Spadochronowej, które miały wylądować w rejonie Arnhem i zdobyć trzy mosty na Renie. Siły 30. Korpusu gen. Briana Horrocksa szybkim marszem powinny wedrzeć się otwartym korytarzem głęboko na północny wschód. Miało to wszystko trwać dwie doby. Zakończyło się kompletnym fiaskiem i masakrą brytyjskich przede wszystkim spadochroniarzy.

Śmiały pomysł największego desantu powietrznego w historii mógłby się powieść, gdyby Anglik liczył się z najbardziej elementarnymi informacjami o terenie walk, rzeczywistych siłach przeciwnika, którego spadochroniarze nie mogli pokonać bez artylerii, o braku dostatecznej liczby samolotów transportowych oraz o wiatrach i deszczach, jakie panują we wrześniu w tej części Europy. Nie liczył się. Talentem błysnął dopiero wtedy, gdy szukał kozła ofiarnego, na którego mógłby zwalić własną winę za pogrom spadochroniarzy. Obarczył nią najdzielniejszego z dzielnych – polskiego gen. Stanisława Sosabowskiego, któremu, pod presją brytyjską, władze polskie odebrały dowództwo brygady. Taka zemsta różowego sweterka.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 9/2018
Artykuł został opublikowany w 9/2018 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 18
  • Znajdź przygodę już dziś... IP
    Hejka- Nowa strona ero,tyczna na której znajdziesz sasiadke.
    Ponad milion ofert z całego świata!

    http://paniedzis.pl

    Szybka i bezpieczna rejestracja, Zupełna anonimowość,
    Setki osób z całego świata.
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • Gonzo IP
      Szkoda, że autor zapomniał o stałym dopływie wiadomości z Enigma-Ultra i innych źródeł wywiadowczych. Montgomery patrzył więc wrogom w karty i ledwo wygrywał z nimi bitwy mając miażdżącą przewagę. Jak trafił na jednostki SS, których szyfry były niezłamane, poniósł klęskę - Arnchem. Zadziwia mnie jak angole mogli tolerować takiego głupka i nieudacznika na takim stanowisku. Pewnie bali się utraty twarzy przed własnym narodem.
      Dodaj odpowiedź 19 0
        Odpowiedzi: 0
      • Jurgen IP
        Najlepsze, że wTVP Historia był niedawno taki zachodni „show-dokument” o Kanadyjczykach walczących w Europie. Widzowie mogli się tam dowiedzieć, że” jedni strzelali w te, a drudzy w tamte strone”. To formuła audycji, a przekaz? Przekaz był taki, że Kanadyjczycy zdobyli Cassino. Prowadzący nawet słowem o Polakach nie wspomniał. Dopuero kanadyjski weteran o nich przebąknął, że byli też obok Brytyjczyków i Irlandczyków. Kolejny przekaz był taki, że pod Arnhem lądowali Kanadyjczycy i Brytyjczycy, a Polacy to tylko czekali za rzeką by pomagać im w odwrocie. Tu też nie wspomina o tym prowadzący tylko weteran kanadyjski, którego uratowali. Taka jest historia na Zachodzie. Szkoda, że TVP bez żadnego komentarza nam takie denne audycje robione na zasadzie „pogromców mitów”, czy „amerykańskich truckersów” (bo taki był ten program) prezentuje.
        Dodaj odpowiedź 27 0
          Odpowiedzi: 1
        • click IP
          Anglicy sa bardzo dzielni i zawsze gotowi walczyc do ostatniej kropli krwi swoich sojusznikow.
          Dodaj odpowiedź 25 6
            Odpowiedzi: 0
          • 12345 IP
            Typowy Brytyjczyk. Amerykanie zwykli o takich mawiać: najpierw lać go w mordę, a dopiero potem z nim, być może, rozmawiać.
            Dodaj odpowiedź 25 6
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także