HistoriaOstatni zajazd na Litwie. Najdziwniejszy proces II RP

Ostatni zajazd na Litwie. Najdziwniejszy proces II RP

Stanisław Cywiński opuszcza gmach sądu po rozprawie apelacyjnej.
Stanisław Cywiński opuszcza gmach sądu po rozprawie apelacyjnej. / Źródło: FOT: NAC
Dodano 13
W 1938 roku oficerowie garnizonu wileńskiego ciężko pobili trzech publicystów endeckiego „Dziennika Wileńskiego”. Ten gwałt został w praktyce zaaprobowany przez władze, a jego skutkiem była wprowadzenie ustawy o ochronie pamięci marszałka Piłsudskiego.

Poniższy tekst jest fragmentem książki Sławomira Kopra i Tomasza Stańczyka „Ostatnie lata polskiego Wilna” (Fronda)

W 1937 roku ukazała się książka Ksawerego Pruszyńskiego, Podróż po Polsce. Pruszyński przypomniał w niej, że Józef Piłsudski wygłosił opinię, iż „Polska jest jak obwarzanek. Wszystko co najlepsze na Kresach, a w środku pustka”. Kilka miesięcy później wypowiedź marszałka przypomniał Melchior Wańkowicz w książce COP. Ognisko siły. Centralny Okręg Przemysłowy. Książkę tą recenzował w „Dziennika Wileńskim” Stanisław Cywiński.

Była to postać doskonale znana w Wilnie. Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, współzałożyciel harcerstwa, przed wybuchem I wojny światowej pracował jako nauczyciel języka polskiego w rosyjskim gimnazjum. Wielbiciel twórczości Mickiewicza, usiłował miłość do wieszcza zaszczepić u swoich uczniów. Był gorącym patriotą i tradycje niepodległościowe przekazywał swoim wychowankom. Jeszcze za czasów rosyjskiego panowania opowiadał uczniom o ruchu strzeleckim, był bowiem wówczas zwolennikiem Piłsudskiego. Po odzyskaniu niepodległości związał się z Uniwersytetem Stefana Batorego, gdzie doszedł do stanowiska profesora filozofii. Natomiast jego poglądy polityczne ewoluowały w prawo, po przewrocie majowym przestał popierać Piłsudskiego i związał się z endecją.

Fatalna recenzja

Cywiński recenzując na początku lutego 1938 roku książkę Wańkowicza dał się ponieść emocjom. Piłsudski zawiódł jego nadzieje, gdyż okazał się człowiekiem, który powrócił do władzy w efekcie krwawego zamachu stanu, a potem zdławił (według Cywińskiego) demokrację w Polsce. Wprawdzie Marszałek już nie żył, ale wileński profesor najwyraźniej mu nie wybaczył.

„Wańkowicz – twierdził Cywiński - [...] daje szereg żywych obrazków tego co widział, no i czego nie widział, ale co ma podobno powstać w czasie najbliższym, w tym sercu Polski, zadając kłam słowom pewnego kabotyna, który mawiał o Polsce, że jest jak obwarzanek: tylko to coś warte, co jest po brzegach a w środku pustka”.

Początkowo recenzja Cywińskiego pozostała w Wilnie nie zauważona. Sprawa zapewne pozostałaby nieznana, gdyby nie artykuł w warszawskim dwutygodniku „Naród i Państwo”. Anonimowy autor oskarżył Cywińskiego o pohańbienie pamięci tego, „którego trumnę Prezydent odprowadził na Wawel”. Nigdy nie ustalono autorstwa artykułu, ale podejrzewano Melchiora Wańkowicza.

14 lutego 1938 roku egzemplarz „Narodu i Państwa” wylądował na biurku Inspektora Armii w Wilnie, generała Stefana Dąb-Biernackiego, który był fanatycznym piłsudczykiem. Początkowo planował on zmusić do interwencji władze cywilne, ale bezskutecznie poszukiwał telefonicznie wojewodę Ludwika Bociańskiego i naczelnika wojewódzkiego wydziału bezpieczeństwa Mariana Jasieńskiego. Wreszcie zdecydował się wziąć sprawę we własne ręce i załatwić sprawę w taki sposób, jak powinni reagować oficerowie, których wodza obrażono. Fakt, ze Piłsudskiego nie było już wśród żywych, tylko wzmacniał determinację generała.

Oficerowie w akcji

Biernacki zażądał, by pułki stacjonujące w pobliżu przysłały po dwóch oficerów w mundurach, uzbrojonych w szable i broń krótką. Gdy wezwani pojawili się w kasynie 1. Pułku Piechoty, przemówił do nich jego dowódca, pułkownik Kazimierz Burczak. Ogłosił, że w skandaliczny sposób obrażono pamięć zmarłego marszałka Piłsudskiego i z rozkazu generała Biernackiego oficerowie mają wymierzyć sprawiedliwość.

„Z zebranych oficerów – zeznawał major Arnold Jaśkowski – potworzył kilka patroli, mam wrażenie, że około 10, na czele postawił dowódców i każdemu z poszczególnych patroli dał pułkownik Burczak określone zadanie do wykonania: jedne patrole otrzymały jako zadanie zamknięcie ulic wiodących do redakcji »Dziennika Wileńskiego«, strzeżenie wejść wiodących do redakcji od strony ulicy, inne znowuż patrole otrzymały polecenia zamknięcia ulic i niedopuszczania doń ludzi w rejonie zamieszkania profesora Cywińskiego. Specjalne znowuż patrole otrzymały zadanie udania się do redakcji »Dziennika Wileńskiego«, zdemolowania urządzeń drukarni tego dziennika i pobicia zajętych tam pracowników, wreszcie inny jeszcze patrol otrzymał polecenie wtargnięcia do mieszkania Cywińskiego i pobicia go w jego mieszkaniu. Wszystkie patrole otrzymały do dyspozycji samochody ciężarowe”. (A. Garlicki, Piękne lata trzydzieste)


Późnym wieczorem oficerowie wyruszyli do akcji. Jeden z patroli dowodzony przez majora Czesława Mierzejewskiego udał się do mieszkania Zygmunta Fedorowicza, redaktora odpowiedzialnego „Dziennika Wileńskiego”. Przez lata pracował na stanowisku wizytatora szkół średnich i cieszył się powszechnym szacunkiem. Oficerowie nie zastali go w domu i po godzinnym oczekiwaniu skierowali się do redakcji. Cywińskiego inny patrol zastał w mieszkaniu. Był chory, leżał w łóżku. Został dotkliwie pobity na oczach żony i córki, a gdy po opatrzeniu przez lekarza z pogotowia udał się do redakcji, tam po raz drugi wpadł w ręce oprawców. Inne patrole nie próżnowały. Zdemolowano drukarnię dziennika i ciężko pobito redaktora naczelnego Aleksandra Zwierzyńskiego.


„Bito go w ten sposób – zeznawał mecenas Tadeusz Kiersnowski – że kilku trzymało Zwierzyńskiego za ręce, a jeden z oficerów okładał go kolbą rewolweru po twarzy i po głowie. W czasie tego bicia stłuczono binokle Zwierzyńskiemu”. W tym czasie do redakcji przyszedł powracający z sesji rady miejskiej Zygmunt Federowicz. Ostrzeżony, ukrył się wśród zecerów, ale został rozpoznany. „Wówczas go wyciągnięto, obalono na ziemię i dotkliwie skopano nogami. W tym zamieszaniu poturbowano również dozorczynię tego domu i jeszcze jednego studenta, który tam zupełnie przypadkowo się znajdował”.

Wreszcie przybyła policja, której towarzyszył starosta. Urzędnik przywitał się z oficerami i polecił niezwłocznie osadzić w więzieniu Cywińskiego, Zwierzyńskiego oraz Fedorowicza. Na polecenie prezesa Sądu Apelacyjnego w Wilnie Józefa Przyłuskiego zostali aresztowani, a ze względu na stan zdrowia umieszczono ich w szpitalu więziennym.

Ustawa o ochronie Imienia Józefa Piłsudskiego

Wydarzeniami wileńskimi zajął się Sejm. 17 lutego 1938 roku posłanka z okręgu wileńskiego Wanda Pełczyńska zażądała od rządu „zadośćuczynienia głęboko obrażonym uczuciom nie tylko całego Wilna ale i wszystkich obywateli państwa polskiego, dla których Józef Piłsudski pozostanie po wsze czasy nietykalną personifikacją wielkości i godności Polski”.

Czytaj także:
Te luksusowe olbrzymy były dumą II RP. Ich wojenne losy były zaskakujące

Z wypowiedzi polityków obozu rządzącego wynikało, że zagrożeniem porządku publicznego byli Cywiński i Zwierzyński, a nie bandyci w mundurach. Senator Władysław Malski stwierdził, że „honor służby nakazuje nam reagować bez względu na to, kto, gdzie i jak uwłacza imieniu Komendanta”. Co więcej, uznał, że nie ma znaczenia czy oficerowie „mniej bili czy dużo bili”, ważne, że ich „serca i honor żołnierski kazały im reagować natychmiast”.

Rząd 15 marca 1938 roku przedłożył Sejmowi projekt ustawy o ochronie Imienia Józefa Piłsudskiego, Pierwszego Marszałka Polski. 7 marca jednomyślnie przyjęła ją także senacka komisja prawnicza, po sześciu dniach aprobatę wyraził Senat, natomiast prezydent podpisał ustawę dwa tygodnie później.

Proces dziennikarzy

Stanisław Cywiński i Aleksander Zwierzyński stanęli przed sądem, oskarżeni o obrazę narodu polskiego. Prawo nie działało wstecz, zatem nie mogli być oskarżeni o złamanie nie istniejącej jeszcze ustawy. Proces rozpoczął się 9 kwietnia 1938 roku w Warszawie.

Był to jeden z najdziwniejszych procesów w dziejach II Rzeczypospolitej. W pierwszych rzędach dla publiczności zasiedli umundurowani oficerowie okręgu wileńskiego, wywierając presję na skład sędziowski. Zresztą przewodniczący, sędzia Przybyłowski, nie potrzebował żadnych nacisków. „Traktował docenta Cywińskiego – wspominał z odrazą mecenas Glaser - którego stan zdrowia był opłakany, w sposób wprost ohydny. Podobnie nieprzyzwoicie odnosił się do obrońców, mówiąc do nich zawsze podniesionym głosem i co chwila odbierając im głos. Zwłaszcza nie wolno było wspomnieć o fakcie bicia oskarżonych”.

Zdając sobie sprawę z faktu, że wyrok był z góry przesądzony, obrona przyjęła inną taktykę. Zgłoszono wniosek o przesłuchanie świadków (wileńskich profesorów Zdziechowskiego, Pigonia, Kościałkowskiego i redaktora Cata-Mackiewicza) mających przedstawić sylwetkę oskarżonego. Prokurator zaprotestował i sędzia wniosek odrzucił. Oskarżony zeznał, że nie uważał określenie „kabotyn” za obraźliwe, albowiem posiada ono podobne znaczenie uczuciowe jak „filister” czy też „snob”. Zresztą, oświadczył, że w recenzji z książki Wańkowicza wyraz „kabotyn” nie odnosił się do Marszałka, lecz używając go miał na myśli Stanisława Cata-Mackiewicza...

Czytaj także:
Honor ponad życie. Polski oficer nie dał się złamać Rosjanom

„Traf zdarzył, że profesor Cywiński – potwierdzał Cat – pisujący w narodowym »Dzienniku Wileńskim« polemizował ze mną na podobny temat [tzn. nieszczęsnego obwarzanka – S.K.]. Czytając więc książkę Wańkowicza, zanotował na kartce osobnej »Strona 22«, wyraz »obwarzanek« i dopisał obok mój pseudonim literacki »Cat« – przynajmniej tak zeznawał w sądzie – i potem napisał w artykule sprawozdawczym o książce Wańkowicza, że »Polska nie jest jak obwarzanek, jak to mawiał pewien kabotyn« i przy tym zdaniu jeszcze dodał w nawiasie »Stronica 22«. […] Ja gotów jestem raczej tłumaczeniu się profesora Cywińskiego uwierzyć, albowiem był to człowiek niezdolny do kłamstwa”.

Mackiewicz zachował się z ogromną klasą. Chociaż zeznania Cywińskiego „nie mogły być mu miłe”, to jednak bronił docenta. Bronił też wolności słowa w Polsce, chociaż sam był wielbicielem Marszałka. A może przeczuwał, że sam za rok trafi do Berezy za publiczne wypowiadanie własnego zdania?

Cywiński zeznawał, że nie miał zamiaru urazić pamięci Piłsudskiego: „Byłem przekonany, że słowa te pochodzą od redaktora »Słowa« Stanisława Mackiewicza, który w swym czasie w polemice ze mną pisał, że Małopolska dała Polsce wojsko, Wielkopolska pracę, Litwa rozmach, a Kongresówka wraz z Warszawą Messalkę i Kawecką”.

Nie dopuszczono do debaty nad brutalnym zachowaniem się oficerów. Sędzia Przybyłowski stwierdził, że ta „sprawa należy do innej jurysdykcji” i „tutaj nie pozwalał jej mieszać”. Prokurator Żeleński zażądał surowych wyroków, uważając, że Cywiński rozmyślnie obraził pamięć zmarłego Marszałka. Sąd skazał Cywińskiego na trzy lata więzienia (najwyższy dopuszczalny wyrok), Zwierzyńskiego uniewinniono.

Wyrok wywołał oburzenie w kręgach inteligencji. Były rektor Uniwersytetu Stefana Batorego, profesor Marian Zdziechowski napisał do marszałka Śmigłego-Rydza, że podobna sprawiedliwość istnieje tylko u Sowietów. W apelacji zmniejszono Cywińskiemu wyrok o połowę.

Prokuratura nie postawiła w stan oskarżenia oficerów odpowiedzialnych za wileński samosąd. Uznano, że sprawą powinna zająć się jurysdykcja wojskowa, ale prawnicy w mundurach unikali tematu. Kwestia oparła się o ministra spraw wojskowych, ale ten nie podjął decyzji, odsyłając sprawę bezpośrednio do marszałka Śmigłego - Rydza. Ten nie miał wątpliwości i zakazał postępowania karnego.

Opinia publiczna oskarżała Wańkowicza o rozpętanie afery. Pisarz wydał własnym kosztem książeczkę Odpowiadam Cywińskim, w której kategorycznie zaprzeczył autorstwa artykułu w „Narodzie i Państwie”, ale odciął się od poglądów docenta.

Kiedy Artur Chojecki na łamach „Gazety Warszawskiej” opublikował list zapowiadając, że nie poda ręki Wańkowiczowi, ten wysłał do niego sekundantów. Zdecydowano się na pistolety. Wańkowicz okazał się lepszym strzelcem – poważnie zranił przeciwnika, sam wychodząc z opresji bez szwanku.

Stanisława Cywińskiego zwolniono z więzienia po pięciu miesiącach. Po zajęciu Wilna przez Sowietów został aresztowany, zmarł w łagrze dwa lata później. Aleksander Zwierzyński przeżył wojnę. Jako działacz Stronnictwa Narodowego był sądzony w moskiewskim procesie „szesnastu”. Otrzymał wyrok 8 miesięcy więzienia, następnie powrócił do Polski, gdzie zmarł w 1958 roku.

Fragment książki Sławomira Kopra i Tomasza Stańczyka „Ostatnie lata polskiego Wilna” (Fronda)

Czytaj także

 13
  • V - 3 IP
    Z jednej strony wcale mnie to nie dziwi, bo hienom dziennikarskim od czasu do czasu taki łomot by się przydał. Z drugiej strony generalicja, która tą akcją kierowała z Dębem Biernackim na czele pokazała swoją nieudolność w walce z Niemcami i bolszewikami, grzecznie poddawali się zwłaszcza tym drugim, w cywilnych łachach uciekali z pola walki i razem ze Śmigłym-Rydzem wiali do Rumunii. Ewentualnie po złożeniu broni przed czerwonymi szli grzecznie nad doły katyńskie jak barany na rzeź. Sikorski był za łagodny dla Dęba Biernackiego. Powinien go rozstrzelać, ale nie za spuszczenie manta paru pismakom, bo to akurat nie było nic strasznego, ale za to co zrobił we wrześniu 1939 roku.
    Dodaj odpowiedź 3 1
      Odpowiedzi: 1
    • Rotor IP
      Ci bandyci w mundurach nie byli żadnymi oficerami. Jacy z nich oficerowie pokazali w 1939 poddając się Rosjanom bez walki. To szef Sanacyjnej bandy Rydz ogłosił "Z Sowietami nie walczymy", ci oficerowie którzy go posłuchali skończyli w dołach Katynia. Największym z nich tchórzem był gen. Dąb-Biernacki ten sam który wysłał bandytów w mundurach. W 1939 dwa razy zostawił swoich żołnierzy i uciekł z pola walki. Po pierwszej ucieczce kolesie z Sanacyjnej bandy dali mu po raz drugi dowodzić ,choć powinien zostać rozstrzelany. W Londynie wytoczono temu tchórzowi proces ,zdegradowano łajdaka i usunięto z Wojska Polskiego. Po puczu Piłsudskiego 1926 w Polsce skończyła się demokracja ,wybory były farsa ,przeciwników politycznych zamykana w więzieniach bez procesów - Bereza Kartuska. A do władzy dostały się miernoty z POW i 1 Brygady Legionów. To współpracownik Piłsudskiego ,Miedzinski odpowiada za największy przekręt 2 RP budowę budynku Poczty Polskiej w Gdyni. Gdzie kosztorys przekroczony dwa razy. Jaką kara spotkała Miedzinskiego ? Piłsudski orzekł że nie nadaje się do polityki ! Przestał być szefem Poczty Polskiej i został....posłem na sejm ,później zaś szefem koncernu prasowego. 2 RP była państwem kolesi.
      Dodaj odpowiedź 6 1
        Odpowiedzi: 0
      • Hę? .. IP
        Ciekawe pojęcie honoru wyrażone przez iście dresiarski sposób pobicia bezbronnego cywila przez umundurowanych bandytów. Co do Piłsudskiego - za 1918 jesteśmy mu wdzięczni, za 1926 go przeklinamy. Sanacja zmarnowała szansę II RP na utrzymanie niepodległości. Oby podobne czasy nigdy się nie powtórzyły.
        Dodaj odpowiedź 19 3
          Odpowiedzi: 2
        • obserwator IP
          chlali się przed wojną,żrą się dziś
          Dodaj odpowiedź 2 2
            Odpowiedzi: 0
          • Ale ogólnie pozytywna postać IP
            Treść została usunięta
            Dodaj odpowiedź 11 6
              Odpowiedzi: 1

            Czytaj także