HistoriaRzeźnik Świerczewski. Bohater PRL gwarantował żołnierzom szybką śmierć

Rzeźnik Świerczewski. Bohater PRL gwarantował żołnierzom szybką śmierć

Karol Świerczewski, 1946 r.
Karol Świerczewski, 1946 r. / Źródło: Wikimedia Commons / Gryzelda Missalowa, Janina Schoenbrenner. „Historia Polski”, Warszawa 1953, Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych
Dodano 47
Służba pod gen. Świerczewskim była gwarancją szybkiej śmierci. Dowodzone przez niego natarcia to długie pasmo rzezi jego żołnierzy.

Marcin Bartnicki, Paweł Piotrowski

„Dziwna, blada twarz, której nigdy nie chwytała opalenizna, sokole oczy, duży nos, wąskie wargi i ogolona głowa, poznaczona zmarszczkami i bliznami” – tak Ernest Hemingway opisywał gen. Golza w powieści „Komu bije dzwon”. Jej akcja toczy się podczas wojny domowej w Hiszpanii, a za postacią Golza kryje się gen. Karol Świerczewski, działający w Hiszpanii pod ps. Generał Walter. Urodzony w Warszawie komunista, który od rewolucji bolszewickiej służył Sowietom. Hemingway opisuje „Waltera” jako surowego, sprawnego dowódcę, wydającego trudne rozkazy, który „jest zarówno Partią, jak wojskiem”.

„Teraz, kiedy obejrzał już most, kiedy opracował i uprościł sobie problem zaskoczenia wartowników i zniszczenia go w normalny sposób, poczuł niechęć do rozkazu Golza i do konieczności jego wykonania – wspomina jeden z bohaterów powieści. – Czuł niechęć na myśl, jakie skutki mógł mieć ten rozkaz dla niego samego i dla Anselma. Zły to był rozkaz dla tych, którzy musieli go wykonać”.

Żołnierze dowodzeni przez „Waltera” musieli mieć takie odczucia niezwykle często. Ciekawsze od samego opisu Świerczewskiego jest to, czego w powieści Hemingwaya brakuje. Jednym z zadań sowieckiej kadry wysłanej przez Stalina do Hiszpanii była bowiem walka z wewnętrznymi wrogami komunizmu.

Oddziały wojsk republikańskich, formowane często spontanicznie, składały się z ludzi o różnych poglądach. Moskwie szczególnie zależało na tropieniu odchyleń od linii Kominternu, szczególnie trockistów. Stalin nie chciał dopuścić, aby w przypadku zwycięstwa republikanów władza w Hiszpanii wymknęła się z rąk komunistów, których był w stanie kontrolować. Sam Świerczewski nie ukrywał zresztą celu, jakim było „ujednolicenie” sympatii partyjnych w armii przez eliminację – często fizyczną – ludzi o odmiennych poglądach.

„Ta różnorodność oblicza politycznego oddziałów wojskowych groziła przekształceniem się w poważną przeszkodę, która mogła w mniejszym lub większym stopniu zahamować proces krzepnięcia organizmu wojskowego – pisał w »Ogólnej charakterystyce Armii Republikańskiej« opublikowanej w książce jego autorstwa »W bojach o wolność Hiszpanii«. – Okoliczność ta taiła w sobie stałe niebezpieczeństwo powstania sporów i dyskusji międzypartyjnych, do czego całkiem niedwuznacznie zmierzali przywódcy anarchistyczni i socjalistyczni oraz po prostu jawni wrogowie Republiki, co nieuchronnie wywarłoby zgubny wpływ na zaczynającą się kształtować siłę armii ludowej. Komunistyczna Partia Hiszpanii – która od pierwszych dni wojny uważała, że głównym i decydującym warunkiem zwycięstwa jest jedność polityczna narodu – i tym razem w porę dostrzegła niebezpieczeństwo i zapobiegła mu. [...] Zwycięstwo nad wrogiem wymagało, aby kraj i wojsko posiadały jednolite kierownictwo polityczne, którego stworzenie było jednak niemożliwe, dopóki istniały grupy Caballero, Prieto, Besteiro i im podobne, działające razem z anarchistami i POUM-owcami, bynajmniej nie na rzecz Republiki”.

W sierpniu 1936 r. „Walter” został oddelegowany przez Razwiedupr (Zarząd Rozpoznania Sztabu Generalnego, późniejsze GRU) do Paryża, gdzie objął stanowisko kierownika biura technicznego Centralnej Akcji Koordynacyjnej tzw. Światowego Komitetu przeciwko Wojnie i Faszyzmowi. Ta sterowana przez Komintern i sowiecki wywiad organizacja miała dostarczać pomoc republikańskiemu rządowi Hiszpanii. Poza dostawami broni jej głównym zadaniem było przerzucanie ochotników o poglądach lewicowych werbowanych w Europie oraz w Stanach Zjednoczonych. W Hiszpanii formowano z nich bataliony oraz Brygady Międzynarodowe, a ich walkom poświęcano wiele miejsca w „postępowej” i liberalnej prasie świata zachodniego.

Świerczewski miał już wówczas duże doświadczenie w pracy w wywiadzie. Od 1927 r. pracował w komórce rozpoznania wojskowego przy Białoruskim Okręgu Wojskowym, gdzie rozpoczęła się jego kariera w strukturach sowieckiego Razwiedupru. Doświadczenie zdobywał w pracy przeciw Polsce, szybko stał się specjalistą w tej dziedzinie.

Brygady Międzynarodowe były całkowicie zinfiltrowane przez sowiecki wywiad wojskowy oraz NKWD, ochotnicy byli prześwietlani przez agentów tej ostatniej służby i dopiero po wnikliwym badaniu kierowani do walczących oddziałów. I tam panowała jednak atmosfera podejrzliwości i strachu, wystarczało podejrzenie o skłonności trockistowskie czy inne odchylenia od obowiązującej linii Kominternu i trafiało się pod sąd, a następnie przed pluton egzekucyjny. Nierzadko dochodziło także do skrytych zabójstw żołnierzy i dowódców, co do których postawy politycznej pojawiała się wątpliwość wśród agentów NKWD. Szczytne idee przyświecające ochotnikom były często tylko iluzją, nawet Ilja Erenburg miał w rozmowie z komunistą Gustawem Reglerem powiedzieć, że „jeden z nas prawdopodobnie jest członkiem tajnej policji”.

Czytaj także:
Ostatni krzyżowiec Europy

Na rzeź

W takie środowisko trafił w grudniu 1936 r. Świerczewski, kiedy to odwołany z Paryża otrzymał zadanie objęcia w stopniu kombryga dowództwa nad francusko-belgijską XIV Brygadą Międzynarodową im. Marsylianki. Już na samym początku swojego szlaku bojowego poniósł dotkliwą porażkę w potyczce z oddziałami powstańczymi pod Kordobą. W tej zawinionej przez nieudolność Świerczewskiego rzezi zginął m.in. wnuk Karola Darwina – Rupert John Cornford, poeta i żarliwy komunista, oraz pisarz Ralph Fox.

Po tej upokarzającej porażce musiano znaleźć winnego – nie mógł nim bowiem być Świerczewski, uważany za „ulubieńca Stalina” – wytoczono zatem parodię procesu sądowego dotychczasowemu dowódcy XIV Brygady Gastonowi Delesalle, którego stracono, a jego stanowisko objął „Walter”. W styczniu 1937 r. walczył w obronie Madrytu i szczęśliwie dowodził w republikańskiej kontrofensywie. Natomiast od kwietnia 1937 r. już jako dowódca dywizji w walkach nad rzeką Jaramą i pod Guadalajarą powstrzymał trzecią ofensywę wojsk gen. Franco na Madryt. Później objął dowodzenie 35. Dywizją Armii Republikańskiej, z którą walczył pod Brunete, pod Saragossą i pod Teruel.


Pod jego twardym i często okrutnym dowództwem 35. Dywizja stała się główną siłą uderzeniową wojsk Republiki, kierowano do niej najlepsze wyposażenie i zasoby ludzkie. Swoje oddziały trzymał żelazną ręką, np. w bojach pod górą Cabeza Grande prowadził cztery nieudane kontruderzenia na szczyt, wszystkie okupione ogromnymi stratami, nie pomogło nawet rozstrzeliwanie cofających się żołnierzy na polu walki. Po tej porażce Świerczewski został odwołany, lecz w uznaniu zasług odznaczono go najwyższym republikańskim odznaczeniem bojowym – orderem „Placa Laureada de Madrid” (Order Laury Madrytu).

Do ponoszenia ogromnych strat przyznawał się zresztą sam Świerczewski. „Wysoki procent zabitych w XV BM wynikał z warunków walk ulicznych, w których jej bataliony wykazały największą aktywność, szczególnie batalion słowiański im. Dymitrowa i amerykański im. Lincolna-Waszyngtona – pisał »Walter« w relacji opublikowanej w książce »W bojach o wolność Hiszpanii«. – Brygada ta poniosła również najwyższe straty w korpusie dowódczym i aparacie politycznym. Spośród 134 etatowych oficerów brygady (efektywnie jest ich znacznie mniej) zginęło i zostało rannych pod Belchite 43 oficerów i 5 pracowników politycznych. Zjawisko to jest w ogóle charakterystyczne dla młodej armii republikańskiej, w której osobisty przykład dowódcy w walce odgrywał bardzo dużą rolę. Ogólne straty 35. Dywizji Belchite (600 ludzi) stanowiły w przybliżeniu 25 proc. biorących udział w walce”.

Ocena dowodzenia Świerczewskiego w Hiszpanii nie jest prosta, wiele razy dopisywało mu szczęście, kiedy swoim oddziałom nakazywała brawurowe ataki, lecz równie często ponosił porażki i tracił niepotrzebnie żołnierzy. Jak jednak pokazał przykład działań Armii Czerwonej w czasie II wojny światowej, tak jak on postępowali niemal wszyscy sowieccy dowódcy. Po prostu tak uczono ich w szkołach oficerskich. Nadrabiali braki w fachowej wiedzy taktycznej brawurowymi atakami do skutku.

W maju 1938 r. „Walter” został odwołany z Hiszpanii i wrócił do Moskwy. Według Sudopłatowa, asa sowieckiego wywiadu, miało to nastąpić w wyniku denuncjacji, że wykazywał niewłaściwe nastroje z powodu aresztowania polskich członków Komitetu Wykonawczego Kominternu, z którymi się przyjaźnił. Odwołanie miało nastąpić na wniosek Jeżowa w apogeum akcji polskiej NKWD. Aresztowano wówczas jego brata Maksymiliana (po wyjaśnieniu sytuacji, kiedy nie był przydatny jako świadek przeciwko bratu, został zwolniony w 1939 r.). W tym okresie aresztowano wielu współpracowników Świerczewskiego z okresu pracy na kierunku polskim, oskarżając ich o współpracę z polskim wywiadem.

Świerczewski wyszedł jednak z opresji cało. Nie stało się to dzięki jego zasługom w wojnie hiszpańskiej. Przesądziło osobiste wstawiennictwo u Jeżowa rezydenta sowieckiego wywiadu Aleksandra Orłowa, który wychwalał zasługi „Waltera” w tropieniu trockistów, anarchistów i innych. W tym okresie Świerczewski, będąc w dyspozycji Departamentu Kadr Armii Czerwonej, pracował nad opracowaniem materiałów z wojny hiszpańskiej. Efektem była jego praca kandydacka (doktorska) obroniona w Akademii im. Frunzego i nagrodzona nagrodą stalinowską. W akademii tej w czerwcu 1939 r. został wykładowcą taktyki i sztuki operacyjnej.

Czytaj także:
Zagraniczni najemnicy Stalina. Niewygodna prawda o wojnie w Hiszpanii

Tuż przed wybuchem wojny w czerwcu 1941 r. został dowódcą 248. Dywizji Strzeleckiej, z którą walczył pod Smoleńskiem i Wiaźmą. Stracił ją w bojach w okrążeniu. Również wówczas dopisało mu szczęście, bo wielu sowieckich dowódców za utratę dywizji szło przed pluton egzekucyjny, ale Świerczewski nadal był chroniony. Później już nie dowodził na froncie, szkolił wojska na tyłach. W sierpniu 1943 r. jego polskie pochodzenie spowodowało, że został odkomenderowany do tworzonej tzw. armii Berlinga. Ze stopniem generała brygady został zastępcą dowódcy ds. liniowych 1. Korpusu Polskich Sił Zbrojnych w ZSRS. Odtąd jego dalsza kariera była związana ze sformowaną na rozkaz Stalina Armią Polską. W lipcu 1944 r. objął już jako generał dywizji dowództwo formowanej na ziemiach tzw. Polski Lubelskiej 2. Armii Wojska Polskiego.

Poprowadził ją do walki w kwietniu 1945 r. nad Nysą Łużycką i na Łużycach. Dowodził fatalnie, niemal cały czas był pijany. Nie ocenił właściwie sytuacji na lewym skrzydle armii, przez co nie wycofał na czas żołnierzy wysuniętych daleko na zachód, aż pod Drezno. A kiedy rozpoczął się odwrót, Niemcy przecięli drogi i rozbijali rozciągnięte kolumny wojsk. 2. Armia miała w tragicznej bitwie na Łużycach stracić jedną trzecią stanów liczebnych. Do dziś odnajdowane są groby poległych wówczas polskich żołnierzy. Nie znamy także pełnej liczby ofiar tej kolejnej klęski, w długim paśmie porażek, jakimi usłana była kariera wojskowa tego, który „kulom się nie kłaniał” – jak pisała o nim Janina Broniewska.

Bohater komuny

Świerczewski po zakończeniu wojny pozostał w Polsce, pełnił funkcję wiceministra obrony narodowej. W listopadzie 1945 r. był jednym z najważniejszych gości na pierwszym zjeździe dąbrowszczaków, który odbył się w Warszawie. „Nasza walka nie jest jeszcze skończona – mówił w przemówieniu. – Nie możemy jeszcze spocząć, dopóki ostatni faszysta z ostatniej fortecy faszyzmu w Europie – Hiszpanii, nie zostanie zniszczony. Naszym hasłem jest w dalszym ciągu: »Precz z reżimem Franco!«”.

Mógł zostać kandydatem na stanowisko ministra, gdyby nie przypadkowa zasadzka UPA, w jaką wpadł jego konwój w Bieszczadach, pod Baligrodem 23 marca 1947 r.

Jego śmierć stała się bezpośrednim pretekstem do zakrojonej na ogromną skalę akcji „Wisła”, w której wyniku wysiedlono na zachód i północ niemal całą ludność ukraińską i łemkowską z południowo-wschodnich regionów Polski. Natomiast wokół samego Świerczewskiego narosła legenda wielkiego dowódcy, jego imię nadano setkom szkół i zakładów pracy. Panegiryk autorstwa Broniewskiej „O człowieku, który się kulom nie kłaniał” całe dekady był obowiązkową lekturą szkolną. Poświęcono mu także najdroższą wówczas w polskiej kinematografii produkcję filmową, dwuczęściowy film biograficzny „Żołnierz zwycięstwa” w reżyserii Wandy Jakubowskiej.

Mit przetrwał dłużej niż PRL, dopiero w lutym usunięto pomnik Świerczewskiego w Jabłonkach koło Baligrodu.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 9/2018
Artykuł został opublikowany w 9/2018 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 47
  • RRRRR IP
    Małolaty opluwaja tę postać pod wpływem takich pomylonych oszołomów i pseudohistoryków jak Leszek Żebrowski - a jest to człowiek który w swoich wypowiedziach żałuje ze Polsce nie było stawiania masowych szubienic jak w Norwegii po wojnie- takiego kogoś mozna tylko jednoznacznie ocenić bez komentarza. Starsi , którzy znali zołnierzy walczących pod dowództwem tego generała to jasno mówia że zolnierze oceniali go bardzo pozytywnie I dla bardzo wielu pomimo propagandowej histerii Walter był i pozostanie bohaterem narodowym
    Dodaj odpowiedź 20 15
      Odpowiedzi: 0
    • cZYTELNIK IP
      JEŻELI CHODZI O JEGO ŻYCIORYS Z ROKU 1920? To w końcu trzeba wyjaśnić. faktycznie walczył ale na ziemi ukraińskiej przeciwko jednostkom polskim będąc w szeregach armii czerwonej. Tak naprawdę to armia polska weszła na Ukrainę i rozpoczęła walki przeciwko czzerwonym a nie czerwoni weszli do Polski.Dopiero jak armia polska poniosła tam klęskę to rzeczywiście gonili ich Bolszewicy aż do warszawy jako najeźdźców.jeżeli chodzi o swierczewskiego to został ranny jeszcze na Ukrainie i poszedł do szpitala.na ziemie polskie nie wszedł z Bolszewikami więc z tą 'zdradą" to róznie można interpretować
      Dodaj odpowiedź 33 13
        Odpowiedzi: 0
      • Turysta IP
        Pomnik w Jabłonkach usunięta , ale i tak to miejsce jest masowo odwiedzane i to bynajmiej nie po to zeby opluwać generała.tam dziadkowie wnukom pokazują miejsce bohaterskiej smierci bohatera narodowego. ta legenda nie zaginie pomimo zorganizowanej nagonki medialnej. Zbyt wielu ludzi go ocenia inaczej,zadna propaganda tego nie zmieni
        Dodaj odpowiedź 32 24
          Odpowiedzi: 2
        • RRRRR IP
          Mój komentarz został usunięty. Zostawia sie tylko szkalujące generała. Cóz wielu jednak vciągle boi się tej legendy dlatego takie opluwanie. Za poprzedniej władzy Piłsudskiego opluwano podobnie i tak samo obecnie będzie ze Swierczewskim. Zbyt wielu ludzi uwaza go jednak za bohatera narodowego
          Dodaj odpowiedź 30 22
            Odpowiedzi: 2
          • Darek IP
            to ruska szuja, jeszcze jeden pachołek stalina w Polskim mundurku
            Dodaj odpowiedź 29 9
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także