HistoriaTajemnica projektu „Olbrzym”. Hitler tworzył w Polsce tą przerażającą broń?

Tajemnica projektu „Olbrzym”. Hitler tworzył w Polsce tą przerażającą broń?

Tunel w Osówce w Górach Sowich wykopany w ramach projektu
Tunel w Osówce w Górach Sowich wykopany w ramach projektu "Riese". / Źródło: Wikimedia Commons / Lilly M
Dodano 8
Do dzisiaj nie wiadomo, jakim celom miał służyć tajny kompleks w Górach Sowich. Co ciekawe, Niemcy wciąż zazdrośnie strzegą dostępu do dokumentów dotyczących tej olbrzymiej budowy, na którą III Rzesza wydała fortunę.

Bill Bulebush montował właśnie CB radio w swoim Fordzie Farlaine na podjeździe przed domem, kiedy usłyszał dziwny dźwięk, przypominający skwierczenie smażonego na patelni boczku. Podniósł głowę i zobaczył, że nisko nad domami przelatuje obiekt wyglądający jak duży dzwon. Leciał zygzakiem, sypiąc iskrami i odłamkami rozżarzonego metalu. Zaintrygowany Bulebush wsiadł do samochodu i pojechał za nim. Drewniane słupy trakcji elektrycznej, nad którymi przelatywał dzwon metalicznie brzęczały, a z ich porcelanowych izolatorów strzelały długie, niebieskie iskry. Mężczyzna przez jakiś czas śledził obiekt, a kiedy ten zniknął w nieodległym lesie, zostawił samochód na poboczu drogi i ruszył dalej na piechotę. Szlak wskazywały mu połamane drzewa. W powietrzu czuć było ostry zapach spalonej siarki. Po kilku minutach pomiędzy powalonymi pniami zobaczył leżący na ziemi metaliczny kształt, spod którego silnym, jasnoniebieskim światłem iskrzył elektryczny łuk. Towarzyszył mu głośny, brzęczący dźwięk. Na wieńcu dzwonu widać było wyraźnie znaki podobne do egipskich hieroglifów. Bulebush przyglądał się temu przez jakiś czas razem z innymi mieszkańcami Kecksburga, którzy zdołali dotrzeć na miejsce, kiedy zza drzew wyszło kilku mężczyzn w wojskowych mundurach i stanowczo kazali im się wynosić. Mężczyzna obrócił się i poszedł z powrotem do samochodu.

Sprawę szybko przejęły wojsko i służby specjalne, a zaniepokojonym mieszkańcom wyjaśniono, że nad ich miastem przeleciał meteoryt. Do dzisiaj nie wiadomo, czy 9 grudnia 1965 niedaleko Kecksburga w USA rzeczywiście spadł meteoryt, sowiecki satelita szpiegowski czy pozaziemski niezidentyfikowany obiekt latający. Być może jednak był to latający pojazd, którego korzenie sięgały II wojny światowej i tajnych niemieckich fabryk, wykutych głęboko w zboczach Eulengebirge - dzisiejszych Gór Sowich.

Bezpieczna przystań

Dolny Śląsk w czasie II wojny światowej uważany był przez Niemców za wyjątkowo bezpieczne miejsce. Z dala od frontów i alianckich baz lotniczych jawił się hitlerowcom jako bezpieczna przystań, gdzie nie sięgały uderzenia nieprzyjaciela, którego samoloty zapuszczały się coraz dalej w głąb Rzeszy. W nocy z 17 na 18 sierpnia 1943 r., 650 brytyjskich samolotów dokonało nalotu na tajną i dobrze chronioną fabrykę rakiet V1 i V2 w Penemünde, zrzucając prawie dwa tysiące ton bomb i kompletnie ją niszcząc.

Miesiąc później nad dzisiejszym Jeziorem Mój na Mazurach spotkali się minister uzbrojenia III Rzeszy Albert Speer, faktyczny szef Organisation Todt Xawer Dorsch i nadinspektor budowlany Leo Müller. Na spotkaniu podjęto decyzję o wybudowaniu olbrzymiego kompleksu podziemnych obiektów w Górach Sowich. Wybrano miejsce położone na uboczu, ale dobrze skomunikowane z głównymi szlakami regionu i niedaleką wrocławską metropolią. Jednym z planowanych obiektów – zgodnie z podjętą kilka dni wcześniej decyzją Führera - miała być jego nowa kwatera. Co naprawdę miało znajdować się w pozostałych, do dzisiaj skrywa mrok tajemnicy.

Przedsięwzięciu nadano najwyższy priorytet. Do prac przystąpiono niezwykle szybko, bo już 1 listopada 1943 r. Planowano, że zostaną one ukończone do sierpnia 1945 r. Projekty budowli powstały na deskach kreślarskich berlińskiej pracowni głównego architekta narodowosocjalistycznej przebudowy Niemiec Herberta Rimpla. Początkowo za prowadzenie prac odpowiedzialna była specjalnie do tego celu powołana spółka Industriegemeinschaft Schlesien AG z siedzibą w pobliskiej Jedlinie Zdroju. Do jej dyspozycji oddano kilka tysięcy robotników przymusowych i jeńców. Spółka nie miała doświadczenia w prowadzeniu takich projektów, a pracom towarzyszyła wyjątkowa korupcja. Na przełomie 1943 i 1944 r. w obozach robotników wybuchła epidemia tyfusu, co znacznie spowolniło prace. Z tych powodów na przełomie marca i kwietnia 1944 r. budowę przekazano Organizacji Todt, która nadała przedsięwzięciu kryptonim „Riese” czyli „Olbrzym” i popchnęła je do przodu. Prace były prowadzone na obszarze kilkudziesięciu kilometrów kwadratowych, jednocześnie w siedmiu obiektach – Zamek Książ, Jugowice, Włodarz, Rzeczka, Soboń, Osówka i Gontowa. Na ogrodzony i strzeżony przez wartowników teren można się było dostać jedynie po okazaniu specjalnej przepustki. Do prac zaczęto też wykorzystywać więźniów obozu koncentracyjnego w Gross-Rosen.

Kwatera Führera miała znajdować się w Zamku Książ niedaleko Wałbrzycha. Obiekt przebudowano, niszcząc zabytkowe wnętrza i aranżując charakterystyczny wystrój reprezentacyjnych obiektów III Rzeszy przypominający scenerię znaną z pierwszej wersji gry „Wolfenstein”. Zamek miał być dostępny jedynie podziemnymi tunelami. W skałach pod nim wykuto komory i korytarze, których przeznaczenie do dzisiaj wywołuje dyskusje.

Około 30 kilometrów na południe od Wałbrzycha zlokalizowano pozostałe obiekty. Część z nich składała się ze sztolni, w innych wydrążono również podziemne hale. Największy z odkrytych – „Włodarz” - ma ponad 10 tys. m2 powierzchni i wykute w skale korytarze długie na ponad 3 kilometry. Najmniejszy – w Jugowicach - to ok. 1400 m2. Część podziemi została później zalana wodą, część z pewnością czeka jeszcze na odkrycie. Na powierzchni wznoszą się też pozostałości obiektów zaplecza. Nad podziemiami w Rzeczce - centrala telefoniczna z węzłem o większej pojemności niż ówcześnie we Wrocławiu, a w Głuszycy – Osówce tzw. kasyno i siłownia – obiekty, których prawdziwe przeznaczenie do dzisiaj nie jest znane.

Żeby wybudować kompleks tej wielkości, stworzono samodzielną sieć transportową. Materiały budowlane dostarczano normalnotorowymi składami kolejowymi na stacje w Głuszycy Górnej, Olszyńcu i Jugowicach. Tam przeładowywano je do wagoników wąskotorowych. Wybudowano ponad 16 kilometrów takich torów, wykorzystując istniejącą sieć dróg leśnych i ukształtowanie terenu, przy różnicach wzniesień wynoszących do 300 m. Na trasie wybudowano 8 mostów o długości 365 m. Stację kolejową w Głuszycy Górnej połączono z obiektem w Osówce kolejką linową o długości 400 m., przy różnicy wysokości prawie 600 m. Tory kolejek wąskotorowych układano też w sztolniach. W czasie prac zbudowano 58 km dróg, sześć mostów drogowych i położono 100 km rurociągów.

W okolicy utworzono trzynaście obozów pracy przymusowej, będących filiami obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Trafili tu m.in. Żydzi z likwidowanego w 1944 r. łódzkiego getta, oraz Żydzi węgierscy, a także Polacy z więzienia na Radogoszczu pod Łodzią. Samych więźniów przewinęło się przez obozy ponad 13 tysięcy, z czego około 5 tysięcy zostało zamordowanych lub zmarło z powodu chorób, głodu i wycieńczenia. W ostatnich dniach wojny, przed ewakuacją wgłąb Niemiec, z kartotek ewidencyjnych podobozów Gross-Rosen w rejonie Riese, z dnia na dzień miało zniknąć ponad 20 tysięcy więźniów. Mieli oni zginąć w nieodkrytych do dzisiaj podziemnych korytarzach, których wejścia wysadzono, aby tajemnice „Riese” nigdy nie wydostały się na światło dzienne.


Tajemnicze obiekty

Do dzisiaj nie wyjaśniono, w jakim naprawdę celu budowano obiekty kompleksu. O ile wśród badaczy panuje zwykle zgodność, że pomieszczenia wydrążone pod Zamkiem Książ służyć miały jako kwatera Hitlera, to co do pozostałych wysuwane są różne, często mniej lub bardziej fantastyczne koncepcje. Wpływają na to relacje świadków, odkrywanie nowych dokumentów i dotychczas niedostępnych części podziemi, a przede wszystkim tajemnica, która okrywała je od czasu powstania.

Najprostszym wyjaśnieniem jest, że budowano tam - obok kwatery naczelnego wodza Wehrmachtu - kwatery dowództw niemieckich rodzajów sił zbrojnych. Podobnie było w innych Führerhauptquartier. Jednak Hitler raczej podążał za frontem, starając się być jak najbliżej swoich wojsk. Budowanie gigantycznych, stałych budowli z dala od głównych kierunków działań nie pasowało do tej zasady. Również gigantomania przedsięwzięcia - kompleksy mogły pomieścić około 27 tys. osób, czyli znacznie więcej niż liczyły dotychczasowe kwatery - przemawiałaby za innym ich przeznaczeniem.

Najbardziej zagadkowa jest właśnie wielkość kompleksu. Z pozostawionych przez Niemców dokumentów dotyczących budowy wynika, że zużyto około dwa razy więcej materiałów niż wskazywałyby na to zaawansowanie wykonanych i odkrytych po wojnie obiektów. W 1945 r. obok porzuconych maszyn budowlanych, lokomotyw i wagoników, na placach budów leżało jeszcze około 10 mln ton cementu. Do dzisiaj na górskich szlakach można zobaczyć tysiące porzuconych worków tego skamieniałego po latach materiału. Pozostaje więc pytanie, co tak naprawdę miało się znaleźć w sztolniach wydrążonych w Górach Sowich?

Tajemniczy strażnik

Niemcy opuścili obiekt dopiero 7/8 maja 1945 r., wysadzając przed tym część chodników i wejść. Po zajęciu kompleksu przez Armię Czerwoną zaczęła się jego penetracja i wywożenie zgromadzonego tam dobytku do ZSRS. Polacy przejęli kompleks rozszabrowany do gołych, kamiennych ścian, nie bardzo wiedząc ani do czego służył, ani jak go wykorzystać. O dziwo, w rozwiązaniu tej pierwszej zagadki „pomagał” im Niemiec, który pracował podczas wojny przy budowie podziemi, a po jej zakończeniu pozostał na miejscu. Anthon Dolmuss był inżynierem, który w 1945 r. zatrudnił się w polskim Ministerstwie Odbudowy i pomagał władzom w penetrowaniu kompleksu. Wskazywał niedostępne fragmenty podziemi, ukryte instalacje i urządzenia. To prawdopodobnie on zaczął rozpuszczać pogłoski, że „Riese” było planowane jako kwatera Hitlera i niemieckich dowództw. Na początku lat 60-tych uzyskał zgodę na wyjazd do NRD, po czym zniknął, odnajdując się dopiero w Wesel w RFN, gdzie zmarł w 1973 r. Po latach okazało się, że był tajnym współpracownikiem UB i SB.

Dolmuss był prawdopodobnie jednym ze „strażników”, którzy pozostawieni na Dolnym Śląsku mieli pilnować niemieckich tajemnic. Jego zadaniem mogło być sprowadzanie na fałszywy trop i ukrywanie prawdziwych rozmiarów i przeznaczenia kompleksu. Dolmuss opuścił Polskę dopiero wtedy, kiedy wiadomo było, że Ziemie Odzyskane nie wrócą już do Niemiec, a obiektów w Górach Sowich nie da się już wykorzystać.

Miejsce dla Vunderwaffe

Podziemia mogły być przeznaczone na potrzeby produkcji wojennej. Najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem zagadki „Riese" jest ulokowanie tam kompleksu badawczo – produkcyjnego którejś z niemieckich „Vunderwaffe”. W związku z coraz częstszymi alianckimi nalotami, w Rzeszy zostały opracowane plany przenoszenia zakładów przemysłowych pod ziemię. Mogły być tam wytwarzane odrzutowce Me-262 albo rakiety V 2. Wskazywałaby na to struktura wykutych tuneli, przypominająca tą z innej podziemnej fabyki - Mittelwerk w Górach Harzu. Jednak to właśnie tam umiejscowiono produkcję rakiet. Odrzutowe Messerschmitty były z kolei produkowane w zakładach macierzystych i na licencji w zakładach Blohm und Vos i Staaken.

Czytaj także:
Heinrich Himmler - pokraczny herszt rasy panów

Nie brakuje wyjaśnień bardziej fantastycznych. W kompleksie miały być prowadzone - i to zakończone sukcesem - prace nad latającymi talerzami „Haunebu” i „Vril". Miały one być napędzane antygrawitacyjnym silnikiem nazywanym od swojego kształtu „Die Glocke”, czyli dzwon. Składał się on z wirujących cylindrów, wypełnionych rtęcią. „Haunebu III" miał mieć ok. 70 metrów średnicy, ponad trzydziestoosobową załogę i rozwijać prędkość 10 Machów. Dowodem na ich istnienie ma być tzw. „Muchołapka” w pobliskich Ludwikowicach Kłodzkich, służąca ponoć jako lądowisko. W rzeczywistości jest to raczej podstawa chłodni kominowej miejscowej elektrowni. Po wojnie konstruktor spodków - dr Richard Miethe miał uciec wraz z ich planami do USA. Amerykanie na ich podstawie stworzyli ponoć własne konstrukcje, dające potem pożywkę dla teorii o UFO. To właśnie jeden z antygrawitacyjnych dzwonów miał rozbić się w 1965 r. pod Kecksburgiem.

Gauleiter Prus Wschodnich Erich Koch, przetrzymywany po wojnie w więzieniu w Barczewie snuł fantastyczne teorie, że w podziemiach pod Zamkiem Książ ulokowano laboratorium prowadzące prace nad bronią biologiczną. Niemieccy naukowcy mieli też tam stworzyć superczłowieka odpornego na działanie bakterii chorobotwórczych i gazów bojowych. O tym, że podziemne korytarze miały być również schronieniem dla Bursztynowej Komnaty i „Złotego Pociągu", nie ma nawet co wspominać

Atomowa potęga III Rzeszy?

Jeżeli w kompleksie „Riese” miała być produkowana Vunderwaffe, to najprawdopodobniej była to broń jądrowa. Teza taka, dosyć powszechna zaraz po wojnie, pojawiła się między innymi w artykule Zbigniewa Mosingiewicza, który ukazał się w 1947 r. w „Słowie Polskim”. Później była jednak ciągle negowana, na rzecz koncepcji „Riese" jak kwatery Hitlera i innych dowódców III Rzeszy.

O przeznaczeniu kompleksu na cele badań nad energią jądrową świadczy wiele faktów. Ówcześnie niemieckie badania nad rozszczepianiem jąder atomów były całkiem zaawansowane. Już na początku 1942 r. działały 3 testowe reaktory atomowe. W pracowni projektującej „Riese” zatrudniony był Gerhard Weber, który po wojnie zaprojektował słynny reaktor badawczy w Monachium – Garching, ze względu na kształt nazywany „atomowym jajkiem”. Obiekty na Osówce przypominają inne ówczesne niemieckie instalacje jądrowe. Zwłaszcza domniemane „kasyno” mogło być laboratorium jądrowym, a „siłownia” podstawą reaktora. Na Włodarzu i w Osówce miały znajdować się linie technologiczne przeróbki uranu 235. Pierwiastek ten miał być wykorzystywany zarówno w energetyce, jak i broni atomowej. Jego złoża zalegały w niedalekich Kowarach. W Wałbrzychu, w starej kopalni „Ruedigen” zainstalowany został najpotężniejszy w całej Rzeszy betatron - niemiecki wynalazek służący wzbogacaniu uranu.

Rozplanowanie obiektów „Riese" zadziwiająco przypomina też ściśle tajną amerykańską bazę pocisków nuklearnych „Iceworm” zbudowaną w latach 50-tych pod lodami Grenlandii, wyposażoną we własny reaktor jądrowy. Niewykluczone, że projektowali ją niemieccy specjaliści przywiezieni do USA w ramach tajnej operacji „Paperclip".

Olbrzym wciąż czeka na odkrywcę

Koncepcja „Riese" jako atomowego centrum III Rzeszy miałaby też sens z ówczesnego strategicznego punktu widzenia. Broń jądrowa mogła odwrócić szalę zwycięstwa, nieuchronnie w tamtym czasie przechylającego się na korzyść aliantów. Albert Speer już w czerwcu 1942 r. zatwierdził najwyższy priorytet dla badań jądrowych. Przekonał też Hitlera do powtórnego przyznania go badaniom nad rakietami V-2. Werhrner von Braun prowadził wówczas również prace nad rakietami dalekiego zasięgu.

Wg wspomnień Speera, do budowy kompleksów zużyto więcej betonu, niż w całym 1944 r. przyznano na schrony przeciwlotnicze dla ludności cywilnej. Musiał to być więc projekt strategiczny, zapewniający przetrwanie Rzeszy.

Kombinacja broni jądrowej z rakietami dalekiego zasięgu mogła pozwolić przynajmniej na zastopowanie postępów aliantów i wynegocjowanie korzystnego pokoju, a może i zabezpieczenie niemieckich interesów nawet po przegranej wojnie. W wybudowanych nieopodal kwaterach kierownictwo III Rzeszy mogłoby znaleźć ostatnią, bezpieczną przystań. Nikt wówczas nie spodziewał się, że Dolny Śląsk z Górami Sowimi przypadną kiedyś Polsce. Jeszcze w połowie kwietnia 1945 r. Komisarz Obrony Rzeszy wydał rozkaz nakazujący przystosowanie obiektów „Riese” na cele magazynowe dla produkcji przemysłowej, składowania broni i amunicji i innych materiałów na potrzeby wojenne.

Tak naprawdę do dzisiaj nie wiadomo, jakim celom miał służyć kompleks. Z odkrytych niedawno dokumentów wynika, że na jego budowę wydano ok. 150 mln Reichsmarek (ok. 500 mln dzisiejszych euro). Prawie pięć razy więcej niż na budowę Wilczego Szańca. Ta kwota, oraz porównanie zużytych materiałów z wykonanymi pracami pozwala przypuszczać, że pod powierzchnią Gór Sowich znajduje się dwa razy więcej podziemnych korytarzy i komór, niż dotychczas odkryto. Niemcy zazdrośnie też strzegą dostępu do dotyczących ich dokumentów. W państwowych archiwach pozostaje jeszcze ok. 350 km niezbadanych akt dotyczących kompleksu. Dotychczas nie natrafiono też na plany konstrukcyjne budowli. „Riese" ciągle więc czeka na swojego odkrywcę, który wyjaśni jego wszystkie tajemnice.

Czytaj także

 8
  • next1975 IP
    w zasadzie nie ma problemu - brak tylko woli działania. Georadar - w mejscach anomalii wiercić otwory i spuszczać kamery laparoskopowe. Spenatrowanie np góry Sobiesz (domniemany złoty pociąg) to robota ma miesiąc i koszt 2-3 miliony zł
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • asdsdf IP
      Mnie się wydaję, że V2 miało mieć docelowo głowicę jądrową. Tak wielka rakieta z tak małym ładunkiem konwencjonalnym to olbrzymia strata materiału. Ale jak byli w desperacji strzelali ze zwykłymi łądunkami.
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 1
      • lekarz IP
        Nie rozumiem, jakie akta mogą mieć niemcy? Przecież ten kraj praktycznie przestał istnieć po przegranej II wojnie światowej, a wszelkie istotne akta wpadły w ręce sowietów i amerykanów. Co niby niemcy mieliby strzec?
        Dodaj odpowiedź 0 4
          Odpowiedzi: 1
        • Jawmart Agawu IP
          Sprawdz co to jest betatron zanim siekniesz bzdurę
          Dodaj odpowiedź 0 8
            Odpowiedzi: 0
          • Rotor IP
            To całe Riese-Olbrzym który znamy to lipa. Obiekty to surowe skały bez betonowej obudowy ,która jest może na 5% tego co dziś znamy. Prawdopodobnie wykonano to wszystko od stycznia do maja 1945. A gdzie obiekty wnoszone w 1943/44 ? Chociaż niektórzy twierdzą też że budowano coś już wcześniej. Co to było ,fabryka zbrojeniowy ,nowa kwatera Hitlera i centrum dowództwa armii a może ośrodek badań nad bombą atomową ,w Kowarach był Uran ,którego używali Rosjanie do budowy swojej bomby atomowej.
            Dodaj odpowiedź 2 2
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także