HistoriaPowstanie Warszawskie. Mit czy szaleństwo?

Powstanie Warszawskie. Mit czy szaleństwo?

Powstanie Warszawskie
Powstanie Warszawskie / Źródło: PAP / CAF
Dodano 109
1 sierpnia, dzień 151. Wpis nr 140 | Urodziłem się we Wrocławiu. O powstaniu w Warszawie wiedziałem niewiele. Moi rodzice, późni repatrianci zza Buga, nie nosili pod sercem tego etosu, raczej nasze patriotyczne korzenie sięgały rodzinnej gehenny syberyjskich łagrów. Chodziłem za to do szkoły imienia Powstańców Śląskich. Ten szkolny etos był sztuczny, bo przeniesiony przez PRL z Górnego Śląska na Dolny, po to, by w środku Ziem Odzyskanych powoływać się na legitymizujący naszą obecność przykład powstańców, o których wiedzieliśmy tyle ile Wilniuk o Katowicach. Czyli nic.

Mieliśmy za to akademie ku czci Powstania Śląskiego. W pierwszych klasach mojej podstawówki powstańcy jeszcze przyjeżdżali na otwarcie roku szkolnego czy na rocznice. Potem już coraz rzadziej, w ósmej klasie na akademiach… stał już tylko manekin ubrany w mundur powstańca. Coś mi się wydaje, że przejdziemy taki szlak i z naszymi warszawskimi bohaterami.

Właściwie – wstyd powiedzieć – zainteresowałem się Powstaniem Warszawskim dopiero w stanie wojennym (czyli w wieku +20 lat), bo sporo się na ten temat drukowało w podziemiu. Do tej pory moja wiedza była propedeutyczna i raczej wspomagana przez ówczesne media, czyli film – z jednej strony „Kanał” Wajdy, tragicznie dołujący, z drugiej „Eroica”, że jednak się jakoś żyło. Tak w ogóle to – jak pewnie w większości z mojego pokolenia – moje wyobrażenie o okupacji i Powstaniu było takie, że byłem pewien, iż żadnego „normalnego” życia nie było, każdy Polak wychodził z domu nie do pracy, ale na akcję, a każda dziewczyna to była łączniczka. To wynikało właśnie z dostępnych wtedy źródeł. Wszystkie filmy były o tym jak się bijemy, dopiero „Giuseppe w Warszawie” otworzył mi oczy, że życie trwało i większością byli zwykli ludzie, którzy chcieli przeżyć, a nie chłopcy w wysokich butach na kilometr zalatujący podziemiem i ich dziewczyny z radiostacjami w koszach z owocami.

Tak właściwie dotknąłem zrozumienia Powstania dopiero w warszawskim teatrze Kamienica na sztuce „Pamiętnik z Powstania Warszawskiego”. Ten spektakl nie jest o bojowcach, ale potwornych cierpieniach cywilnej Warszawy – głównej ofiary tego zrywu. Kiedyś opowiadałem o tym swojemu amerykańskiemu kumplowi gdy go wraz z żoną zaprosiłem na wycieczkę do stolicy. I on kompletnie nie mógł tego zrozumieć. Nie mógł pojąć jak to się dzieje, że w obliczu terroru i rozstrzeliwania dziesiątek zakładników za jednego zabitego Niemca w ogóle społeczeństwo się na to godziło wobec… członków zbrojnego podziemia. Dla niego było to nie do pojęcia, według niego byłoby to u nich niemożliwe, a u nas nawet było popierane i wspierane społeczną aprobatą i pomocą. Tak samo z Powstaniem, w którym na jednego zabitego powstańca położyło głowę z 10 cywilów.

Potem, w Muzeum Powstania jego żona Amerykanka – zemdlała. W ogóle to była hardkorowa wycieczka. Zorientowałem się, że po Warszawie można oprowadzać właściwie tylko martyrologicznie. I nie jest to bynajmniej szlak zwycięstw. Ale w końcu udało sie nam obalić jeden mit – pani Amerykanka, obawiam się, że jak większość jej krajanów, myślała, że Powstanie Warszawskie to było to samo co Powstanie w Getcie Żydowskim. Teraz się dowiedziała – tyle uzysku.

W Polsce toczy się dyskusja o Powstaniu i będzie się toczyła jeszcze wiele lat. Pierwsze podejście, nazwijmy je etosowym, upatruje w czynie powstańczym kamień milowy polskiej tożsamości, świadectwo, które pozwala nam dumnie spoglądać wstecz i widzieć tam fundamenty naszej polskości. Podejście etosowe przeciwstawia temu pragmatycznemu (o nim niżej) argumenty, które się nie krzyżują, więc dyskurs jest jałowy. Jak ktoś się zająknie – po co było to Powstanie – to mu się zawsze zaświeci w oczy etosem Walecznego Miasta i Małym Powstańcem na Barbakanie. W Polsce hekatomba ofiar i zagłada miasta na tak niewyobrażalną skalę – uświęca czyn. Jest on tak wielki i naznaczony cierpieniem, że nie wolno już pytać się o jego cel czy rezultaty, bo takie pytania stawiają ofiary zrywu w fałszywym świetle pragmatycznych korzyści, odzierając je z heoroizmu.

Drugie podejście, nazwijmy je militarnym, jest pragmatyczne. Właściwie w najnowszej kulturze pamięci otworzył je Zychowicz swoim „Obłędem 44”, gdzie bez sentymentów rozprawił się z etosem, zabijając mit. Ten punkt widzenia podkreśla militarny bezsens Powstania, łżeromantyczne cele jego dowódców by „dać światu świadectwo czynem”, w końcu prezent dla Stalina, jakim była zagłada miasta i tysięcy potencjalnych członków elity, czyli taki Katyń 2.0., uczyniony tym razem niemieckimi rękoma.

Jak napisałem te dwa nurty nigdy się ze sobą nie zejdą w dyskusji, bo czynnik etosowy i pragmatyczny nie mają żadnych punktów połączeń. W końcu po latach można jednak zaobserwować powolne narodziny fenomenu kompromisu. I chyba jest on prawdziwym połączeniem niemożliwego – oddania hołdu powstańczej Warszawie ze zdecydowanie krytycznym podejściem do sensowności zrywu: lud warszawski spisał się bohatersko, zawiedli przywódcy.

Rzeczywiście, kiedy się teraz pogrzebie w dokumentach z tamtych dni widać, że chociażby generał Okulicki miał cele powstania wszystkie oprócz militarno-politycznych. Te zaś, jeśli już były, to miały charakter „międzynarodowego PR-u”. Mieliśmy potokami krwi i zagładą miasta wstrząsnąć światową opinią publiczną. Słaba taktyka dla znieczulonej i zmęczonej wojną społeczności międzynarodowej. Za to lud stolicy karnie stawił się na wezwania, choć broni brakowało. W dodatku pomagało w zrywie przeświadczenie (znowu emocjonalne), że trzeba tym Niemcom pokazać za te pięć lat upokorzeń dumnego miasta.

Ale pozostaje z tego coś nie tylko cennego w sensie wyłącznie etosowym, ale i pragmatycznym. Dziś, po latach to znak dla naszych nieprzyjaciół, że trudno im liczyć do końca na polski racjonalizm. Jak przyjdzie co do czego to ruszą chłopcy malowani w bój przegrany. Bez żadnych kalkulacji i będzie to dla wszystkich oczywiste. A ich ośmioletni prawnukowie będą po 70 latach śpiewać na wielkim placu zamordowanego miasta: „Warszawskie dzieci pójdziemy w bój, za każdy kamień Twój, stolico, damy krew”. Można to nazywać upiorną sztafetą przegranych, ale ta pokoleniowa determinacja jest dla mnie ważniejszym gwarantem, że jak przyjdzie co do czego to nikt nawet się nie zawaha, o czym wiedzą i powinni wiedzieć nasze nieprzyjacioły.

I będzie tak jak w przepięknym wierszu Herberta:

„Moja bezbronna ojczyzna przyjmie cię najeźdźco

a droga którą Jaś i Małgosia dreptali do szkoły

nie rozstąpi się w przepaść

Rzeki nazbyt leniwe nieskore do potopów

rycerze śpiący w górach będą spali dalej

więc łatwo wejdziesz nieproszony gościu

Ale synowie ziemi nocą się zgromadzą

śmieszni karbonariusze spiskowcy wolności

będą czyścili swoje muzealne bronie

przysięgali na ptaka i na dwa kolory

A potem jak zawsze – łuny i wybuchy

malowani chłopcy bezsenni dowódcy

plecaki pełne klęski rude pola chwały

krzepiąca wiedza że jesteśmy – sami

Moja bezbronna ojczyzna przyjmie cię najeźdźco

i da ci sążeń ziemi pod wierzbą – i spokój

by ci co po nas przyjdą uczyli się znowu

najtrudniejszego kunsztu – odpuszczania win”.

Jerzy Karwelis

Więcej wpisów na blogu Dziennik zarazy.

/ Źródło: dziennikzarazy.pl

Czytaj także

 109
  • RRRRR IP
    Czytam całe morze nienawiści do Armi radzieckiej.Padają znane sformułowania że "przyniesli na bagnetach zniewolenie"(wedlug mnie to super idiotyzm).Ale pomyślmy logiczne. Skoro mamy pretensje że przynieśli" zniewolenie",to logicznie wynika z tego wniosek ze lepiej byłoby żeby nie przychodzili bo wtedy bylibysmy "wolni" pod opieką dobrego wujka Adolfa. Tak się składa że zgodnie z tym czego życzyliby piszący , akurat do Warszawy w 1944 nie weszli.A więc nie przynieśli
    na bagnetach "zniewoklenia".Więc o co pretensje? jak przychodzili i wyzwalali miasta źle -czego
    przyleźli i "zniewolili" jak do Warszawy nie przyszli- także źle bo czemu nie przyszli.Więc w końcu
    może piszący zastanowią sie realnie czego chcą, a nie starali się tylko przekrzykiwać na Forum.Z
    tych życzen piszacych wynika ze niechby sobie pogonili Niemców tylko do granic Rzeczypospolitej
    sprzed wojny a potem zawarli pokój z Hitlerem.Na pewno byliby wszyscy zadowolenie bo kresy
    byłyby wtedy "nasze" a my "niezniewoleni" pod bardzo "czuła opieką SS czy gestapo.Tak widzieliby piszący wynik II WS.
    Dodaj odpowiedź 7 4
      Odpowiedzi: 0
    • RRRRR IP
      PKWN a przede wszystkim stworzony przez niego Tymczasowy Rząd JednosciNarodowej byl bardziej legalny niż Rząd Londyński. Rzad londyński został stworzony przez skazanego na banicję Generał sikorskiego. Prezydent Mościcki pod naciskiem i szantażem Sikorskiego zrezygnoał z funkcji i powołal na nastepcę Gen Wieniawę- Długoszewskiego.Sikorski oswiadczył ze nigdy nie wyrazi zgody na pilsudczyka prezydenta.-nawiasem mówiac jakie mial do tego prawo?Szantażuje Mościckiego ze nie podejmie starań o zwolnienie go z internowania z Rumunii jezeli nie zmieni decyzji .Moscicki decyzję zmienia i powoluje wskazanego przez Sikorskiego Raczkiewicza. Raczkiewicz z kolei powierza Sikorskiemu misję utworzenia Rządu. Pierwsza nieprawidłowość to skoro był już powolany Wieniawa to on powinien już zrezygnować i powolać następcę.Po drugie powółanie nastepcy przez prezydenta w czasie wojny wynikało z przepisów konstytucji kwietniowej z 1935 r. Wszystko byloby dobrze tylko że... ta konstytucja została uchwalona niezgodnie z procedurami wynikajacymi z wcześniej obowiązującej konstytucji marcowej -chodzilo o brak
      wymaganego kworum na posiedzeniu sejmu przy wnoszeniu jej projektu.Konstytucji tej nigdy nie uznawala opozycja przed wojną.I na tym skoryzstali ludzie z PKWN ,któym Stalin już zapewnil dobrych doradców. Oni ogłosili te zastrzeżenia przedwojennej opozycji i upubicznili podwazenie zgodności z prawem konstytucji kwietniowej UZNAJĄC JA ZA NIEWAŻNĄ od samego poczatku.Ponieważ Rząd Londyński działał w oparciu o daną konstytucję wiec w przypadku stwierdzenia nieważności danego aktu prawnego ,dzialający w oparciu o dany Akt rząd przestaje być
      prawnie ważny i uznawany. To wykorzystało PKWN i dla odmiany w oparciu o przepisy wcześniejszej konstytucji marcowej powołuja Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej do którego zapraszaja Stanislawa Mikolajczyka i jego ekipę - w końcu byłego premiera rzadu Londyńskiego.Ten propozycję przyjmuje i mżna powiedzieć że wskład rządu tymczasowego wchodza i przedstawiciele londyńczykówTo posunięcie bardzo ułatwiło sprawę churchilowi i Roosweltowi , którzy już zgodnie zprawem mogli przestac uznawac Rząd Londyński a uznać Rząd Jedności Narodowej.Ochoczo to zrobili a za nimi bardzo szybko zaczęły to robić inne państwa i powstające tam rzady .Nie miejmy zatem pretencji ze mimo wszystko Ci z PKWN okazali się sprytniejsi i nie ma co stawiac im zarzutów ze nie byli tacy głupi jak ich bankruci polityczni z londynu oceniali
      Dodaj odpowiedź 10 4
        Odpowiedzi: 0
      • ChłopakStąd IP
        Walczyć do końca pomimo miażdżącej przewagi wroga, to jest właśnie cechą Polaków. W polskiej historii jest mnóstwo heroicznych zwycięstw jak choćby Grunwald ,kircholm czy obrona Zbaraża. Niestety jak w każdym narodzie tak i w polskim znajdą się judasze i targowiczanie, którzy widząc tylko czubek własnego nosa gotowi sprzedać matkę za kilka srebrników.
        Dodaj odpowiedź 2 0
          Odpowiedzi: 0
        • ciemna masa IP
          Kiedy USA były pod okupacją, aby móc coś zrozumieć?
          Powstania Śląskie też były bez sensu? Gdyby nie one,
          nie byłbyś repatriantem, tylko obywatelem zabużańskiego kraju.
          U siebie lub na Kołymie
          Dodaj odpowiedź 5 0
            Odpowiedzi: 1
          • CCCP 🇻🇳 = 🇪🇺UE IP
            Kolejny artykuł o "bezsensownym" powstaniu i bez uwzględnienia faktów tak wydawałoby się elementarnych jak emocje umęczonego okupacja społeczeństwa, pragnienia wolności ale również przekonania że przyszli "wyzwoliciele" z pod znaku sierpa i młota nie są przyjacielami Polski.

            Rozpatrywane sensu powstania bez pochylenia się nad całą złożonością sytuacji w tym politycznej w jakiej znajdowała się Polska pomiędzy dwoma WROGIMI i totalnymi armiami jest tylko propagandą poniemiecka lub częściej prosowiecka.
            Dodaj odpowiedź 6 0
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także