HistoriaObłąkana misja Himmlera

Obłąkana misja Himmlera

Heinrich Himmler przemawia do członków Volkssturmu.
Heinrich Himmler przemawia do członków Volkssturmu. / Źródło: Wikimedia Commons / Bundesarchiv, Bild 146-1987-128-10 / Falkowski / CC-BY-SA 3.
Dodano 9
Atlantyda, Tybet, Krym. Heinrich Himmler obsesyjnie szukał tam przodków Niemców.

Gdyby 70 lat temu historia potoczyła się inaczej, na Krymie mieszkaliby wyłącznie Niemcy. Nie byłoby tam Rosjan, Ukraińców, Tatarów. Chyba że w charakterze niewolników i służby dla rasy panów.

Po zwycięstwie nad Związkiem Sowieckim Adolf Hitler planował sprowadzić niemieckich kolonistów na Krym. „Interesują mnie tylko te terytoria, gdzie Niemcy żyli wcześniej” – mówił, mając na myśli czasy starożytne. Wówczas to Goci, których uważał za germańskich przodków współczesnych Niemców, mieszkali na Krymie. Osiedlili się na półwyspie w III w. n.e. Później jednak stopili się z innymi plemionami, a część stamtąd wywędrowała. Jednak jeszcze w XVI w. mieszkali na Krymie ludzie mówiący językiem gockim.

W latach 20. i 30. XX w. rosyjscy archeolodzy prowadzili prace wykopaliskowe na Krymie. „Badano zajmowane przez gockie plemiona osiedla skalne w odludnych okolicach i stare kościoły, w których modlili się Goci, ale nie znaleziono pozostałości po potężnym germańskim imperium Wschodu. Mimo to w kręgach nazistowskich nadal rozpowszechniano twierdzenia o Gotach i ich wschodnim imperium” – pisała Heather Pringle w „Planie rasy panów”.

Realizacją pomysłu Hitlera zajął się Heinrich Himmler. Zamierzał utworzyć niemiecką kolonię – Gotengau. Symferopol miał nosić nazwę Gotenburg, niczym Gdynia przemianowana na Gotenhafen. Na Krymie trwały wciąż walki, gdy pojawił się tam, wysłany przez Himmlera, archeolog Herbert Jankuhn. Miał on odnaleźć i zabrać zabytki kultury gockiej z muzeów na Krymie, jednak Rosjanie ewakuowali większość zbiorów muzealnych. Wśród tych, które pozostały, nie było zabytków gockich.

Czytaj także:
Heinrich Himmler - pokraczny herszt rasy panów

Himmler zamierzał rozpocząć badania archeologiczne w górskich warowniach na Krymie, m.in. w Mangup-Kale uważanym za siedzibę książąt gockich. Reichsführer-SS liczył zapewne, że w wyniku wykopalisk znajdzie się przedmiot równie, a może jeszcze bardziej cenny niż tzw. gocka korona Krymu – diadem wysadzany granatami.

Lepianki czy Akropol?

Jankuhn był kierownikiem Wydziału Archeologii w Ahnenerbe, założonym w 1935 r. przez Reichsführera-SS instytucie badawczym zajmującym się studiami nad rasą aryjską (nordycką) i jej pochodzeniem. Himmler, podobnie jak Hitler, nie wyglądał na Aryjczyka. Nie miał chyba na tym punkcie kompleksów. Umacniało go to tylko w przekonaniu, że rasa aryjska została skażona i trzeba zrobić wszystko, by ją oczyścić ze wszystkich innych etnicznych naleciałości, odtworzyć pierwotny wygląd Aryjczyków. A także ich przeszłość.

W kwestii rasy był całkowicie zgodny z Hitlerem. Jednak jeśli chodzi o badanie germańskiej przeszłości, różnili się dość zasadniczo. Hitler był miłośnikiem oper Wagnera, inspirowanych starogermańskimi sagami zaludnionymi przez Wotana, Brunhildę, Zygfryda, jednak nie pasjonował się szczególnie nordycką prehistorią.

Co innego Himmler. Ekipa z Ahnenerbe pojechała w 1936 r. do Szwecji i Norwegii, by badać inskrypcje naskalne, uznane przez prezesa tej instytucji Hermana Wirtha, znawcę sanskrytu i języka staroperskiego, za święte znaki i teksty rasy nordyckiej. Himmler zafascynowany był również megalitami, podziwiając wysiłek, jaki musieli włożyć we wzniesienie megalitycznych budowli ich twórcy oraz mierzone tysiącleciami trwanie.

Jak pisze Rose Sala Rose w „Krytycznym słowniku mitów i symboli faszyzmu”, Himmler w przypadku megalitów „przeszedł samego siebie, każąc wybudować niedaleko Verden an der Aller kompletnie nowe miejsce kultu megalitycznego; użyto do tego czterech tysięcy pięciuset pionowych świętych głazów zebranych w całej Dolnej Saksonii”.

Czytaj także:
Byłam ofiarą doktora Mengelego

Budowla, nazwana Aleją Saksończyków, powstała niemal w tym samym miejscu, gdzie znajdowała się pogańska świątynia zniszczona przez Karola Wielkiego. Głazy miały upamiętniać saksońskich wojów, zabitych na jego rozkaz, by – jak uważali nazistowscy historycy – złamać opór przed przyjęciem chrześcijaństwa i wytępić pogański kult.

Hitler zupełnie nie podzielał pasji, z jaką Himmler oddawał się badaniom dawnych kultur germańskich. Mówił: „Dlaczego pokazujemy całemu światu, że nie mamy przeszłości? Jakby nie było dość tego, że gdy Rzymianie wznosili olbrzymie budowle, nasi przodkowie mieszkali jeszcze w lepiankach. Himmler zaczyna teraz rozkopywać wsie złożone z tych lepianek i podnieca się każdą znalezioną skorupą i siekierą z kamienia”.

Hitler podziwiał natomiast kulturę grecką i rzymską. Stąd też wielkie budowle epoki nazistowskiej nawiązywały do wzorów architektury klasycznej i neoklasycznej. Takim przykładem była zaprojektowana przez Alberta Speera trybuna na Zeppelinfeld w Norymberdze, wzorowana na ołtarzu pergamońskim, a jeszcze bardziej uderzającym przykładem Świątynia Chwały na placu Królewskim w Monachium, zbudowana przez Paula Ludwiga Troosta.

Wodza III Rzeszy pociągał monumentalizm budowli greckich i rzymskich. Piotr Krakowski w „Sztuce III Rzeszy” pisał o Hitlerze: „Jego zdaniem Grecy, Rzymianie, cesarze niemieccy tworzyli najwspanialsze dzieła w szczytowych momentach swojej władzy i przede wszystkim z pobudek politycznych. W podobny sposób rozumował Hitler, jeśli chodzi o architekturę, która miała powstawać w nowej Rzeszy: miała wyrażać potęgę i wielkość narodowosocjalistycznych Niemiec. […] Hitler już podczas wojny tłumaczył oficerom, dlaczego stale domaga się wielkości i monumentalności sztuki. Nie wynikało to z megalomanii, ale z czystej kalkulacji, że tylko przez potężne i wielkie dzieła, przez prawdziwie monumentalną sztukę można wyrobić w narodzie pełną świadomość swojej wartości”.

Rozbitkowie z Atlantydy

W pojęciu Hitlera Niemcy, sięgając do antycznych wzorów w architekturze, wcale nie naśladowali kultury innej rasy. „Profil Greków i cezarów to profil człowieka z naszej Północy i założę się, że mógłbym znaleźć dwa tysiące takich głów wśród naszych wieśniaków” – mówił Hitler.

Przekonanie, że Greków i Niemców łączy pokrewieństwo rasowe, nie było jego wymysłem. „Pod koniec XIX wieku powstała w Niemczech teoria, w myśl której Aryjczycy nie pochodzili z Indii, ale z północnej Europy; pozwoliła ona również przyjąć założenie, że również bujna kultura grecka była dziełem przybyłych z północy Aryjczyków” – pisała Rose Sala Rose. Pogląd o aryjskiej migracji formułował w 1906 r. ariozof Guido von List, którego pisma miał czytać Hitler w okresie wiedeńskim, przedstawiała go także książka Madisona Granta „The Passing of the Great Race” z 1916 r.

Jak pisze Timothy W. Ryback w „Prywatnej bibliotece Hitlera”, niewiele książek miało na niego taki wpływ jak właśnie książka Granta. Zawierała ona mapkę pokazującą ekspansję „preteutońskiej rasy nordyckiej” z północnej Europy na południe i wschód, między innymi na tereny dzisiejszej Grecji, Rzymu, i nawet do Indii oraz Tybetu. Jednak – jak pisał Grant – rasa nordycka ustąpiła miejsca innym rasom lub została przez nie wchłonięta, trzeba więc podjąć działania, by ją oczyścić i odtworzyć. Były to wskazówka i impuls do działania dla Hitlera.


Skąd rozpoczęli ekspansję Aryjczycy? Gdyby ich pierwotną siedzibę zlokalizować w jakimś miejscu północnej Europy, znów pojawiłaby się tak nielubiana przez Hitlera kwestia skorup i lepianek. Znacznie wygodniej było przyjąć, że Aryjczycy pochodzą z Atlantydy, mitycznego, zatopionego kontynentu. Nie była to jednak teza wymyślona przez nazistów. Jeszcze przed I wojną propagował ją Guido von List, pisarz austriacki.

Herman Wirth lokalizował Atlantydę na południowy zachód od Islandii (planowano ekspedycję ekipy z Ahnenerbe). Otto Hutch, także z Ahnenerbe, uznał natomiast, że skrawkiem Atlantydy mogą być Wyspy Kanaryjskie. Twierdził, że pierwotni ich mieszkańcy byli nordykami.

Zniknięcie Atlantydy tłumaczono między innymi katastrofą o charakterze kosmicznym: Księżyc zbliżył się za bardzo do Ziemi, co wywołało gigantyczną powódź, z której uratowała się tylko para Atlantów – przodków Aryjczyków. I znów znacznie bardziej atrakcyjny dla nazistów był pogląd okultysty Lanza von Liebenfelsa, że była to kara za grzech przeciw krwi i rasie. Liebenfels był przekonany, że biblijna opowieść o grzechu pierworodnym i wygnaniu z raju dotyczyła Atlantydy.

Czytaj także:
Lwowska noc szaleńców. Kulisy mordu SS na polskich profesorach

„Idea Atlantów jako rasy nadrzędnej, której zdegenerowanymi potomkami byli Aryjczycy, dodawała mocy koncepcji powrotu do dawnej doskonałości, mającego dokonać się za pomocą eugeniki i oczyszczenia rasy” – pisała Rosa Sala Rose.

Ekspedycja do Tybetu

Jedną z ulubionych książek Heinricha Himmlera była relacja Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego z jego ucieczki z ogarniętej rewolucją i wojną domową w Rosji. W latach 1920–1921 przemierzył Mongolię, był też w Tybecie. Dowiedział się wówczas o tajemniczym podziemnym państwie Aharty zamieszkiwanym przez potomków ocalałych z zatopionej wyspy na oceanie. Ludzie ci dysponowali ogromną wiedzą i właściwościami magicznymi.

Choć w książce nie pada nazwa „Atlantyda”, Himmlerowi musiało nasunąć się takie skojarzenie. Zestawił je z innymi poglądami, mówiącymi o Tybecie jako o miejscu, gdzie schronili się rozbitkowie z Atlantydy. W 1938 r. pod patronatem Himmlera i częściowo finansowana przez Ahnenerbe wyruszyła do Tybetu ekspedycja Ernsta Schäfera, członka SS, zoologa i himalaisty.

Himmler wierzył, poddając się teoriom profesora Hansa F.K. Günthera, że azjatyckie elity, między innymi bramińscy kapłani i mongolscy wodzowie, japońscy samurajowie, byli potomkami aryjskich najeźdźców z Europy. A sam Schäfer, który już przedtem był w Azji, zasugerował Himmlerowi, że jego obserwacje i odkrycia upoważniają do badań nad aryjskim pochodzeniem niektórych mieszkańców Tybetu. Jednym z celów ekspedycji miało być więc poszukiwanie potomków Aryjczyków. Raczej na ziemi niż pod ziemią, choć z pewnością legenda o podziemnym królestwie miała być badana.

Jednym z uczestników wyprawy był pracujący dla Ahnenerbe Bruno Beger. Jego zadaniem było dokonanie antropologicznych pomiarów Tybetańczyków w nadziei, że odkryte zostanie ich aryjskie pochodzenie. Robił także odlewy ich głów. Beger zamierzał również pozyskać kopie najcenniejszych tybetańskich ksiąg i inskrypcji. Jak pisał Christopher Hale w książce „Krucjata alpinistów. Naziści w Himalajach”, Berger po wykonaniu badań stwierdził, że Tybetańczycy zajmują pozycję pośrednią między mongolską a europejską grupą rasową. Nie wiadomo, czy sam w to wierzył, czy też mówił zgodnie z oczekiwaniami, podobnie jak inni pracujący dla Himmlera naukowcy.

Aby pozyskać przychylność Tybetańczyków, członkowie ekspedycji przekonywali, że łączy ich swastyka. Nie wiadomo, czy Hitler osaczony w 1945 r. w berlińskim bunkrze zastanawiał się, czy to właśnie wybór swastyki jako symbolu NDSAP, a później III Rzeszy, nie spowodował katastrofy. Wprawdzie „svastika”, słowo sanskryckie, oznacza wielkie szczęście, ale – jak pisze autorka „Krytycznego słowika mitów i symboli nazizmu” – są dwie swastyki. Prawoskrętna oznacza szczęście. Lewoskrętna – upadek i śmierć. Swastyka III Rzeszy była lewoskrętna.

Czytaj także:
Krwawa jatka wśród nazistów. Czy Hitler rzeczywiście własnoręcznie zabił przyjaciela?

To wprawdzie Hitler wybrał swastykę na znak NSDAP, ale jej odkrywcą dla Niemców był Heinrich Schliemann, który odkopał Troję i znalazł tam wiele naczyń ze swastyką. Dało mu to powód do tezy, że skoro znak ten znajdowano w wykopaliskach w Niemczech, natrafił w Troi na symbol niemieckich przodków.

Dwaj Henrykowie

Hitler jako nastolatek obejrzał operę Wagnera „Cola di Rienzi” i zapragnął być jak tytułowy bohater: średniowieczny trybun ludowy marzący o odtworzeniu potęgi starożytnego Rzymu.

Himmler zafascynowany był natomiast postacią księcia Saksonii i króla Niemiec Henryka I Ptasznika, walczącego ze Słowianami i Węgrami, zresztą jednego z bohaterów innej ulubionej opery Hitlera „Lohengrin”. Mówiono, może złośliwie, że Himmler uważał się za jego reinkarnację, co Rose Sala Rose uważa za prawdopodobne, bowiem kult przodków i wiara w reinkarnację stanowiły istotę religii aryjskiej i germańskiej. Z pewnością Reichsführer-SS uważał się za duchowego spadkobiercę króla.

Himmler zarządził poszukiwania szczątków Henryka I Ptasznika, co przyniosło rezultat, jakiego oczekiwał. Chociaż najprawdopodobniej odkryte kości wcale nie należały do króla. Wątpliwe, czy ich odkrywcy podzielili się z Himmlerem swoimi wątpliwościami. A nawet gdyby tak było, zdecydowałby on zapewne o ich autentyczności. Potrzebny był mit. Szczątki pochowano w 1937 r. w katedrze w Quedlinburgu.

Dekoracje apartamentów Himmlera na zamku w Wewelsburgu były związane właśnie z postacią Henryka I Ptasznika. Zamek ten został zakupiony dla SS. Jak pisze biograf Himmlera Peter Padfield, „Wewelsburg miał stać się tym, czym Camelot był dla króla Artura i rycerzy okrągłego stołu, Monsalvat dla Percivala i rycerzy Świętego Graala, czyli mistyczną siedzibą ukrytą przed wzrokiem niewtajemniczonych, otoczonym wieżami sanktuarium wyższych klas rycerstwa SS”. Można dodać: i tym, czym Malbork dla Krzyżaków.

Czytaj także:
Niemieckie gwałty na Polkach

Dla sali biesiadnej zaprojektowano dębowy stół – dąb odgrywał ważną rolę w kulturze germańskiej – na 12 miejsc, dla najwyższych dostojników SS. Było na zamku pomieszczenie, w którym miano oddawać hołd poległym „rycerzom SS”. Ceremoniały, jakie miały się odbywać – a także pierścień SS ze swastyką i podwójnymi runami – opracował Karl Maria Wiligut, który przekonał Himmlera, że ma dar posiadania pamięci swych germańskich przodków-mędrców. Wiligut wstąpił do SS i awansował aż do stopnia Brigadeführera.

Inne z zamkowych pomieszczeń nazwano Salą Graala. Graal uważany był za kielich, z którego pił Chrystus podczas ostatniej wieczerzy, bądź naczynie, do którego zebrano jego krew. Tego nie mógł oczywiście zaakceptować Himmler, zdeklarowany wróg chrześcijaństwa i zwolennik powrotu do pogańskiej religii. Dlatego też Graala symbolizował podświetlony górski kryształ. Graal miał być, według badaczy związanych z Himmlerem, magicznym kamieniem z korony boga słońca bądź z korony Lucyfera. Za tą ostatnią koncepcją opowiadał się mediewista i członek SS Otto Rahn, uważając, że Lucyfer nie był uosobieniem zła, lecz – zgodnie z łacińskim znaczeniem – „niosącym światło”.

O pasjach Himmlera, ekspedycjach i teoriach naukowców z Ahnenerbe można by czytać z uśmiechem, gdyby nie to, że służyły one zbrodniczym celom.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 4/2014
Artykuł został opublikowany w 4/2014 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 9
  • Rotor IP
    Profesor Kostrzewski z Poznania już przed 1939 twierdził że Hitler i Gebbels byli Żydami. Himmler i Goering też nie mieli Aryjskiego wyglądu.
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • 🙈🙉🙊 IP
      A to zdjęcie, to z inauguracji nowego ruchu Trzaskowskiego, czy jeszcze z kampanii wyborczej PO? 😁
      Dodaj odpowiedź 6 3
        Odpowiedzi: 0
      • itchy IP
        Najzabawniejsze jest to zdjęcie ilustracyjne.
        Obaj panowie po prawej. Himmler na mównicy i ten SS–man na dole, pod nim, nie wyglądają na Aryjczyków, ale raczej na przedstawicieli rasy, którą hitlerowcy tak zwalczali.
        Nie inaczej było z wyglądem w przypadku samego Hitlera i Goebbelsa.

        Ale jak mawiał Goering, to ja decyduję, kto jest żydem.
        Dodaj odpowiedź 7 0
          Odpowiedzi: 0
        • POLAK IP
          Niemcy to nie rasa jak mysleli o sobie NADPANOW. tylko bydło POdludzi
          Dodaj odpowiedź 8 2
            Odpowiedzi: 0
          • Miki34 IP
            Faktycznie pobili naszych Sarmatów !
            Dodaj odpowiedź 2 5
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także