Mit powstania Nata Turnera. Jak niewolnicy zgotowali białym rzeź

Mit powstania Nata Turnera. Jak niewolnicy zgotowali białym rzeź

Dodano: 
Rysunek z 1831 roku pokazujący rzeź białych podczas powstania Nata Turnera.
Rysunek z 1831 roku pokazujący rzeź białych podczas powstania Nata Turnera. / Źródło: Wikimedia Commons
Biali farmerzy, ich żony i maleńkie dzieci ginęły nocą podczas makabrycznej rzezi od ciosów siekier, zadawanych przez czarnych niewolników...

Historyk starożytnego Rzymu Geza Alföldi pisał, że trzeba spełnić trzy warunki naraz, aby sprawnie zorganizować powstanie niewolników. Po pierwsze, ludzie muszą być świadomi, że szanse na wykupienie się, wyzwolenie przez pana czy choćby posmakowanie części dóbr ludzi wolnych są nikłe. Po drugie, przyszli buntownicy muszą mieszkać i pracować w dużych grupach, aby bunt rozpalił się z dużą siłą i szybko ogarnął cały kraj. Po trzecie, ludzie muszą pracować z dala od nadzorców, aby łatwo mogli zaplanować spisek.

Warunki te spełniali niewolni pasterze w republice rzymskiej, ale nie Murzyni na plantacjach bawełny czy tytoniu w brytyjskich koloniach w Ameryce, potem w USA. To dlatego przez prawie 250 lat zdarzyło się tam raptem kilka niewolniczych buntów. Milicje białych stłumiły większość z nich w zarodku. Miarą stopnia brutalności owych zajść może być rebelia na Niemieckim Wybrzeżu (German Coast). Niewolnicy zabili w czasie jej trwania raptem dwóch plantatorów. Słynna dywersja Johna Browna miała większy rozmach, ale jego grupa składała się w większości z białych. Rebelię na Amistad trudno tu w ogóle wliczać, skoro wybuchła na hiszpańskim statku daleko od wód USA.

Kaznodzieja samouk

Na tym tle prawdziwą osobliwością jest powstanie Nata Turnera. Ma ono bardzo bogatą literaturę, opartą na dokładnych relacjach i zeznaniach jego uczestników. Nat Turner był urodzonym w 1800 r. synem niewolnicy przywiezionej z Afryki. Większość swojego krótkiego życia spędził w hrabstwie Southampton w Virginii jako własność kolejnych rodzin plantatorskich: Turnerów, Moorów, Travisów. Jego pierwszy właściciel Samuel Turner pozwalał mu podbierać książki, z których uczyły się białe dzieci. W ten sposób niewolnik stał się wkrótce baptystowskim kaznodzieją-samoukiem.

„Zbyt mądry jak na niewolnika” – tak mawiali nawet okoliczni biali. „Aby stać się wielkim, muszę być za takiego uważany. Poświecę się postom i modlitwie” – twierdził. Miewał wizje, w których Duch Święty miał mu powiedzieć, że jest przeznaczony do rzeczy wielkich. Biali pozwalali Turnerowi przemieszczać się po całym hrabstwie – był w końcu duchownym. Szybko wyrósł na lidera społeczności niewolniczej. Zaczął być przez nią uważany za proroka. Wizje stały się coraz bardziej apokaliptyczne: „Widziałem na niebie białe i czarne duchy zwarte w boju śmiertelnym”. „Muszę stawić czoła wężowi. Zabijać moich wrogów ich własną bronią”. „Moim jedynym Panem jest Jahwe. Czarni wkrótce będą wolni” – za te słowa Nat został przez Moora wychłostany.

Majątek Belmont, gdzie spacyfikowano rebelię.

W lutym 1831 r. nad USA widać było zaćmienie słońca – to był znak. Turner zebrał swoich czterech zaufanych przyjaciół i po raz pierwszy wyjawił im, że trzeba „przystąpić już do dzieła śmierci”. Mieli uderzyć na białych w święto 4 lipca, ale szczegółowych planów było takie mrowie, że ostatecznie z powstania nic nie wyszło. Nadeszła w końcu niedziela 21 sierpnia. Biali mężczyźni wyjechali na ćwiczenia milicji stanowej, a niewolnicy mieli wolne. Grupka spiskowców zebrała się koło chaty Turnera na poczęstunek. Jedli świniaka z rusztu, racząc się do tego jabłkówką. Przyszło jeszcze dwóch ludzi i piknik przeciągnął się do nocy.

Wtedy Nat wyrzekł pamiętne słowa: „Zabić wszystkich białych”. Plan był prosty. Siedmioosobowa grupa miała przemieszczać się nocą od farmy do farmy i zabijać wszystkich plantatorów, „nie patrząc na wiek ni płeć”. Siać przerażenie wśród właścicieli, a czarnych stawiać przed wyborem: dołączenie do powstania albo czekanie na ślepy i brutalny odwet panów. Pierwszy etap powstania miał zakończyć się zdobyciem siedziby władz hrabstwa w Jerusalem (dziś Courtland). Gdyby udało się przejąć zapasy broni i amunicji, wówczas Turner, dowodzący już całym legionem wyzwoleńców, zamierzał zaprzestać mordów i przejść do walki partyzanckiej, za matecznik mając Wielkie Posępne Moczary położone dalej na wschód.

Przebieg rzezi

O godz. 2 w poniedziałek Murzyni wyruszyli ku farmie Travisów. Nie mieli broni palnej – wystrzały mogłyby zaalarmować białych. W rękach dzierżyli więc siekiery, widły, noże i kije. Drzwi do farmy były zamknięte, niewolnicy dostali się więc do domu po drabinie, bezszelestnie wchodząc przez otwarte okno na piętrze. Państwo Travis spali, gdy oprawcy stanęli nad ich łożami. Niewolnicy z uwagą wpatrywali się w swojego mesjasza, czekali, aż wykona pierwszy cios. Turner zamachnął się siekierą, obuch minął jednak głowę Travisa, łupiąc w łóżko. Plantator obudził się przerażony i zaczął błagać o życie. Wówczas do akcji wkroczył Will – prawa ręka Turnera – i bez mrugnięcia okiem odrąbał Travisowi głowę. Reszta rodziny – pani Travis i dwóch synów – mimo rozgrywającego się horroru spała cały czas kamiennym snem – wszyscy zginęli od ciosów siekier.

Czytaj też:
Powstańcy listopadowi w jednej z najsłynniejszych bitew w historii USA

Świadkowie mówili potem, że obu chłopców spało tak blisko siebie, iż zabił ich jeden potężny cios. Turner upojony zwycięstwem, zamiast ruszyć dalej, zebrał swoich zelotów koło stodoły i zaczął uczyć ich… musztry wojskowej, o której naczytał się w książkach swoich ofiar. Świt był coraz bliżej. Rebelianci natarli na kolejne posiadłości dopiero po godzinie. Wtem jeden z nich szepnął: „Stop!”. W domu został jeszcze jeden biały – mała córeczka Travisów śpiąca w kołysce. Will i Henry wrócili do domu. Pamiętali dobrze słowa swojego proroka. Odcięli więc dziecku głowę, a małe ciałko wrzucili do kominka.

Artykuł został opublikowany w 8/2020 wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.

 0
Czytaj także