Łuki kontra kusze – broń „niegodna chrześcijanina”. Bitwa pod Crecy i wojna stuletnia

Łuki kontra kusze – broń „niegodna chrześcijanina”. Bitwa pod Crecy i wojna stuletnia

Dodano: 
Jean Froissart, Bitwa pod Crecy
Jean Froissart, Bitwa pod Crecy / Źródło: Wikimedia Commons
Jeden z najważniejszych epizodów wojny stuletniej. Bitwa pod Crecy z 1346 roku pomiędzy Francją i Anglią, w której zdecydowane zwycięstwo odniosła Anglia, przypieczętowała los Francji na kolejne lata, oddając ją, w pewnym stopniu, pod angielską okupację.

XIV i XV wiek to okres długotrwałych potyczek i starć pomiędzy Francją i Anglią. Walki nie toczyły się bez przerwy, lecz wybuchały na tyle często, że w literaturze okres ten określony został zbiorczo jako „wojna stuletnia”. Wojna toczyła się o utrzymanie posiadłości brytyjskich na kontynencie, a także o sukcesję na francuskim tronie, do którego pretendowali królowie angielscy. Bitwa pod Crecy, która rozegrała się 26 sierpnia 1346 roku była jedną z kluczowych bitew całej wojny stuletniej.

W połowie lat 40. XIV wieku kampania wojenna na terytorium francuskim trwała. Po stronie angielskiej wojskami dowodził król Edward III, pretendent do francuskiego tronu i wnuk Filipa IV i prawnuk Filipa III, królów Francji. Siły francuskie prowadził zaś król Filip VI (wnuk Filipa III). Obaj mieli w zasadzie bardzo podobne prawa do objęcia rządów we Francji (szczegółami ówczesnych zawiłości dynastycznych zajmiemy się może w innym artykule), stąd tak zaciekłe walki, które nie rozstrzygnęły się nawet za życia obydwu monarchów i były kontynuowane przez ich następców.

W stronę Crecy

Po kilku nieudanych próbach wciągnięcia wojsk francuskich do generalnej bitwy Edward III zarządził odwrót swoich oddziałów na północ. Wojska Filipa VI ruszyły za nim w pościg, aby pokonać go w sprzyjających dla siebie warunkach przy brodach nad Sommą. Anglicy jednak, pokonując słaby opór obrońców brodu, zdołali się przeprawić w ostatniej chwili na drugi brzeg rzeki i to oni wybrali dogodne dla siebie miejsce do bitwy.

Liczebność walczących oddziałów nie jest do końca znana. Różne szacunki oceniają siły francuskie na 20-40 tysięcy żołnierzy, w tym 12 tysięcy zbrojnych i 6 tysięcy kuszników genueńskich, a siły angielskie na 8-14 tysięcy żołnierzy, w tym 2-3 tysiące zbrojnych, 5-10 tysięcy łuczników i tysiąc włóczników. Jedno jest pewne – przewaga liczebna Francuzów była znaczna, lecz wojsko Edwarda III dysponowało najnowocześniejszą bronią: trzema armatami. Chociaż ich skuteczność nie była zbyt znacząca, to robiły dużo huku i dymu, co mogło przestraszyć wroga i jego konie. Być może to właśnie pod Crecy po raz pierwszy użyto armat na polu bitwy.

Edward III zastosował jeszcze jedną „nowinkę” – obok zwykłych żołnierzy ustawił rycerstwo. Wszyscy mieli walczyć ramię w ramię. Takie rozwiązanie było nie do pomyślenia dla Francuzów, którym nie przyszło do głowy, że można walczyć w ten sposób.

Miejsce bitwy pod Crecy, zdjęcie współczesne

Angielska pierwsza linia miała długość niemal 2 kilometrów. Podejście do niej utrudniały przeszkody terenowe: wilcze doły i setki wbitych pod kątem zaostrzonych pali. Na przedpolu rozrzucono znaczną liczbę metalowych gwiazdek kaleczących końskie kopyta. Król umieścił swoje stanowisko nieopodal wiatraku na pobliskim wzgórzu. Na lewo i prawo od niego stanęło około 700 ciężkozbrojnych i pozostała część łuczników.

Francuzi również dysponowali groźną bronią – kuszami. Kusze nie były uznawane za godną broń, jednak pomimo to, takimi wojskami dysponował francuski król. Broń tę zakazał sobór laterański w 1139 roku jako „niegodną rycerza”. Piętnowała ją także angielska Wielka Karta Swobód z 1215 roku. Kusze miały ogromną siłę rażenia i lepszą celność niż łuki. Miały jednak tę wadę, że nie dało się z nich szybko strzelać. Lepiej sprawdzały się zatem podczas oblężeń i w walkach statycznych, niż na polu bitwy. Anglicy dysponowali za to łucznikami, którzy pod Crecy wypadli zdecydowanie skuteczniej, niż genueńscy kusznicy w służbie Francji.

Generał „deszcz”

Jak często w trakcie bitew bywa, warunki dyktowali nie tylko dowódcy, lecz także pogoda. Tuż przed rozpoczęciem bitwy pod Crecy przeszła potężna ulewa. Anglicy zdążyli zdjąć cięciwy ze swoich łuków i ukryć je w hełmach. Kusznicy nie mogli tego zrobić, ulewa więc rozmoczyła cięciwy w ich broni. Dowodzący Genueńczykami Antonio Doria i Carlo Grimaldi, pomimo iż sygnalizowali te problemy, otrzymali rozkaz ataku. Dodatkowo Genueńczycy stali na wprost zachodzącego słońca, które raziło ich teraz w oczy, co jeszcze bardziej utrudniło skuteczne natarcie. Kusze nie nadawały się do walki, bełty upadały przed Anglikami, nie dosięgając ich nawet. Antonio Doria, widząc, co się dzieje, zarządził odwrót. Francuski król, który obserwował wszystko z daleka, sądził, że Genueńczycy dezerterują. Wydał wówczas rozkaz do ataku swoim oddziałom jazdy. Ci ruszyli, nie czekając aż kusznicy zdążą się wycofać. „Zabijcie to hultajstwo” – miał powiedzieć Filip VI, mając na myśli rozgromienie kuszników, którzy, jak sądził, uciekali z pola bitwy. Faktycznie się tak stało – szarża francuskiej jazdy niemal całkowicie zmiażdżyła Genueńczyków.

Francuzi mieli przewagę liczebną, ale nie skoordynowali ataków. Konnica francuska próbowała przebić się przez angielskie oddziały, prowadząc aż szesnaście szarż. Wszystko na próżno. Wilcze doły i nieustanne ataki angielskich łuczników skutecznie ich blokowały. Wśród francuskiej jazdy znajdował się także król czeski, Jan Luksemburski, który ze swoimi ludźmi wspierał Filipa VI. Jan Luksemburski był w tym czasie już niemal zupełnie niewidomy. Walczył przywiązany do dwóch innych rycerzy. Miał jednak pragnienie zginąć na polu bitwy. W chwili, kiedy Francuzi otrzymali rozkaz do odwrotu, czeski król miał krzyknąć: „Nie będzie to, żeby czeski król z pola uciekał!”, po czym rzucił się w stronę angielskich wojsk, ponosząc śmierć zgodnie ze swoim życzeniem.

Francuzi ponieśli całkowitą klęskę. Nie byli w stanie sprostać przeważającym nam nimi siłom angielskim. W bitwie pod Crecy zginęło ponad 1,5 tysiąca francuskich rycerzy i nieznana liczba (zapewne kilka tysięcy) kuszników i piechoty. Wśród rannych był sam król Filip VI, który musiał ratować się ucieczką. Straty angielskie były przy tym nieliczne – około 100-300 zabitych.

Efektem bitwy było zdobycie przewagi przez Anglików na dłuższy czas. Francuzi porzucili swoich żołnierzy w porcie Calais, który Anglicy zdobyli rok później.

Czytaj też:
Angielska gra o tron. Wojna Dwóch Róż, która wyniosła do władzy Tudorów
Czytaj też:
Wspomnienie św. Joanny d'Arc. Kometa dziejów Francji

Źródło: DoRzeczy.pl
 0
Czytaj także