Wojna wywiadów. Razem na tajnym froncie
  • Piotr ZychowiczAutor:Piotr Zychowicz

Wojna wywiadów. Razem na tajnym froncie

Dodano: 
Marszałek Edward Śmigły-Rydz wita się z japońskim attaché wojskowym, Warszawa 1938
Marszałek Edward Śmigły-Rydz wita się z japońskim attaché wojskowym, Warszawa 1938 / Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe
Polska i Japonia podczas drugiej wojny światowej znalazły się o przeciwnych stronach barykady. Mimo to tajne służby obu państw blisko współpracowały.

Kurierzy dyplomatyczni Cesarstwa Japonii wsiedli do pociągu międzynarodowego na stacji Berlin Główny. Dwóch eleganckich panów w czarnych paltach i kapeluszach. W rękach mieli wypchane dokumentami skórzane nesesery. Japończycy zajęli miejsca w przedziale pierwszej klasy.

Wkrótce – w kłębach syczącej pary i przy akompaniamencie gwizdków – masywna lokomotywa ruszyła z peronu i pociągnęła za sobą wagony. Kierunek: wschód. Pociąg miał przejechać przez okupowane polskie Pomorze i Prusy Wschodnie. Następnie przez zajętą przez bolszewików Litwę, do Moskwy i dalej przez Syberię do Japonii. Zapowiadała się długa i nużąca podróż.

Uważny obserwator zauważyłby jednak, że japońscy kurierzy mieli w Berlinie „ogon”. Znajdowali się pod ścisłą obserwacją szpicli gestapo. Agenci śledzili ich na dworcu, a potem wsiedli z nimi do pociągu. Dlaczego Niemcy jesienią 1940 roku inwigilowali dyplomatów zaprzyjaźnionego azjatyckiego mocarstwa?

Ambasada Japonii w Berlinie po podpisaniu Paktu trzech, koniec września 1940

Odpowiedź może być zaskakująca. Otóż w japońskiej poczcie dyplomatycznej znajdował się pakiet dokumentów wysłanych przez polski rząd w Londynie do dowództwa wileńskiego okręgu Związku Walki Zbrojnej (ZWZ). Niemcy wiedzieli, że gdzieś na trasie polski wywiad będzie próbował nawiązać kontakt z Japończykami i odebrać im te papiery. Postanowili je przechwycić.

Tymczasem w Wilnie Polacy szykowali się do ryzykownej akcji. Dwa tygodnie przed wyruszeniem kurierów na adres pewnej damy o niemieckim nazwisku przyszła z Berlina pocztówka. Znajdowały się na niej zdawkowe pozdrowienia, zakończone słowami „Heil Hitler, deine Irma!”. Był to umówiony sygnał dla polskiej siatki wywiadowczej. Kurierzy niedługo przyjadą.

W oznaczonym dniu żołnierz polskiego wywiadu wsiadł do pociągu na stacji w Wierzbołowie, na granicy między Prusami a okupowaną przez bolszewików Litwą. Jego zadaniem było zidentyfikowanie kurierów. W momencie, gdy skład wjeżdżał na peron w Kownie, Polak wychylił się przez okno w czapce na głowie. Był to sygnał dla – czekającej na stacji – polskiej ekipy przechwytującej. Szafa gra! Japończycy są w wagonie!

Czytaj też:
Polacy i Japończycy. Na ratunek Żydom
Czytaj też:
Urządzić świat na nowo. Pakt trzech
Czytaj też:
Generalne Gubernatorstwo. Quasi-państwo utworzone przez Niemców

Cały artykuł dostępny jest w 11/2021 wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.

 0
Czytaj także