"Krew na naszych rękach?" (Nie)nadaremna książka Lisickiego

"Krew na naszych rękach?" (Nie)nadaremna książka Lisickiego

Wyzwoleni więźniowie obozu koncentracyjnego Ebensee
Wyzwoleni więźniowie obozu koncentracyjnego Ebensee 
  • Krzysztof MasłońAutor:Krzysztof Masłoń
Dodano: 
Kościół poniósł w czasie wojny ogromne straty, z rąk hitlerowców i bolszewików zginęły tysiące księży, jakże często dlatego właśnie, że ukrywali Żydów. W podzięce zostali – en masse – uznani za antysemitów, a noblistka (!) Swiatłana Aleksijewicz ze Stanisławowa (!) rodem opowiada w Ameryce słuchane w nabożnym skupieniu kłamstwa o antysemityzmie na Ukrainie, Litwie i Łotwie oraz najgorszych ze wszystkich Polakach, którym księża na kazaniach mieli mówić wprost: „Zabij Żyda!”

Karkołomnego zadania podjął się Paweł Lisicki. Pisanie o stosunkach polsko-żydowskich samo w sobie jest wyjątkowo niewdzięczne, cóż dopiero gdy towarzyszy mu zdecydowane odrzucenie tezy o współwinie za Holokaust, którą przypisuje się nam z dwóch powodów: jako Polakom i jako chrześcijanom. Lisicki nie tylko nie ma zamiaru nikogo za nic przepraszać, lecz także w swojej fantastycznie podbudowanej źródłowo książce czarno na białym wykazuje, jak coś, co można nazwać religią Holokaustu, po zainfekowaniu części zachodnich elit przeniknęło do świadomości przeciętnego człowieka, który – ogłupiony propagandą – uwierzył, że w gruncie rzeczy jedynymi ofiarami II wojny światowej stali się Żydzi. Tym samym pamięć o cierpieniach Polaków przechowujemy wyłącznie w naszych polskich domach. Świat o tym albo zapomniał, albo nigdy się nie dowiedział, albo – najczęściej – udaje, że czegoś takiego nie było.

Dla nas ma to – jak powiada autor książki – skutki dramatyczne. Czy nam się to podoba, czy nie, uznani zostaliśmy nie za naród ofiar hitleryzmu, lecz za pomocników katów (nieokreślonych narodowościowo nazistów). Dlatego też o „Krwi na naszych rękach?”, po skończonej lekturze tego ponad 600-stronicowego dzieła, które – nawiasem mówiąc – połyka się jednym tchem, pomyślałem sobie jako o książce daremnej. Paweł Lisicki we wstępie wyraża nadzieję, że słowa przez niego napisane, ta próba przekazania wiedzy i obudzenia świadomości poruszy jednak czyjeś sumienia. Bardzo chciałbym dzielić z nim tę nadzieję, ale – nie ukrywam – przynajmniej z mojej strony jest ona raczej wątła.

Myślę, że nie tylko dla mnie wielką zaletą książki Lisickiego jest jej perspektywa. Autor ani przez chwilę nie zapomina, że jest Polakiem, że wojna – tak jak w tysiącach polskich rodzin – naznaczyła śmiercią i cierpieniem jego bliskich. Swoje zawarte w tytule książki zdziwienie: „Krew na naszych rękach?” kieruje jednak do wszystkich chrześcijan, bo religia lub doktryna holokaustiańska uderza przede wszystkim w Kościół. Ten sam Kościół, który uratował życie tak wielu Żydów, oskarżany jest o sprzyjanie nieomal już mitycznym nazistom czy wręcz kolaborację z nimi, a osobistym wrogom Pana Boga Pius XII jawi się niczym sojusznik Adolfa Hitlera. Ten sam Kościół poniósł w czasie wojny ogromne straty, z rąk hitlerowców i bolszewików zginęły tysiące księży, jakże często dlatego właśnie, że ukrywali Żydów, że zaopatrywali ich w dokumenty umożliwiające przetrwanie. W podzięce zostali – en masse – uznani za antysemitów, a noblistka (!) Swiatłana Aleksijewicz ze Stanisławowa (!) rodem opowiada w Ameryce słuchane w nabożnym skupieniu kłamstwa o antysemityzmie na Ukrainie, Litwie i Łotwie oraz najgorszych ze wszystkich Polakach, którym księża na kazaniach mieli mówić wprost: „Zabij Żyda!”. Tymczasem hierarchowie kościelni, w ślad za swymi arcypasterzami, nisko kłaniają się „starszym braciom w wierze”, dając zgodę na przekształcanie w monolog rzekomego dialogu chrześcijańsko-judaistycznego. A o pamięć o ofiarach totalitaryzmów wśród kleru upomina się laikat?

Paweł Lisicki jest autorem odważnym, co sprawia, że nie wahał się np. podjąć w swojej książce więcej niż kontrowersyjnej kwestii mordów rytualnych. Ta jego odwaga nie bierze się jednak, ot, tak, nie wiadomo skąd, ale ze świetnej orientacji w literaturze przedmiotu i w tym, co w interesujących go kwestiach dzieje się we współczesnym świecie. I zwraca uwagę na fakty, o których zazwyczaj niewiele się mówi, a które czasem całkowicie się przemilcza. Choćby o przypadku Ariela Toaffa, poważnego uczonego żydowskiego z izraelskiego Uniwersytetu Bar-Ilan, który w 2007 r. opublikował we Włoszech książkę „Krwawe Paschy. Żydzi europejscy i morderstwa rytualne”, w której bynajmniej tym ponurym faktom nie zaprzeczył. Wywołało to, oczywiście, furię rabinacką, autora potępił nawet jego ojciec, rzymski rabin, ten sam, który w 1986 r. przyjmował w tamtejszej synagodze Jana Pawła II. Na próżno nieszczęsny historyk bronił swoich racji, tłumacząc, że w wiarygodnych materiałach znalazł dowody na dokonywanie w średniowieczu przez żydowskich fanatyków rytualnych mordów chrześcijańskich dzieci. Zmuszony został do odwołania swoich tez i wstrzymania druku książki, której pierwszy nakład rozszedł się już jednak do ostatniego egzemplarza.

W „Krwi na naszych rękach?” zamierzchła przeszłość sąsiaduje z historią najnowszą, a ta z teraźniejszością. Jej treść przynosi masę dowodów na prawdziwość postawionej przez autora głównej tezy, że sakralizacja Holokaustu zaciera pamięć o innych (polskich) ofiarach. Wnikliwie przedstawia także inne zagadnienia związane z funkcjonowaniem ideologii (?) holokaustiańskiej.

W krótkim czasie po „Dżihadzie i samozagładzie Zachodu” Paweł Lisicki przedstawia drugą arcyciekawą książkę. Wyraźnie ma pisarski szwung.


Paweł Lisicki
„Krew na naszych rękach?”
Fabryka Słów, Lublin 2016

Krew na naszych rękach?

Artykuł został opublikowany w 10/2016 wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.