"Monachium. W obliczu wojny". Film nakręcony przez Niemca dla Brytyjczyków
  • Anna SzczepańskaAutor:Anna Szczepańska

"Monachium. W obliczu wojny". Film nakręcony przez Niemca dla Brytyjczyków

Dodano: 5
Kadr z filmu "Monachium. W obliczu wojny" (2021)
Kadr z filmu "Monachium. W obliczu wojny" (2021) Źródło: Netflix. Materiały prasowe
Film „Monachium. W obliczu wojny” w reżyserii Christiana Schwochowa, który od niedawna można oglądać na platformie Netflix opowiada o kilku wrześniowych dniach 1938 roku, kiedy świat stanął przed groźbą wybuchu kolejnej wojny. Dlaczego pozornie dobry film okazał się jednak tak zły?

Filmy historyczne staram się traktować z pewną wyrozumiałością. Trzeba niekiedy przymknąć oko na pewne nieścisłości, ot choćby po to, aby nie psuć sobie nastroju podczas seansu. Wystarczająco „irytujący” bywa przecież sam fakt, że już rozpoczynając oglądanie filmu historycznego, zna się jego zakończenie.

Czasami jednak – nawet przy największej dozie dobrej woli – nie da się przejść obojętnie nad manipulacjami, naciąganiem rzeczywistości i dopasowywaniem jej do własnych tez. „Monachium. W obliczu wojny” Schwochowa jest filmem, gdzie spotkały się wszystkie te zjawiska.

Konferencja w Monachium

Konferencja w Monachium odbyła się w dniach 29-30 września 1938 roku. Wzięły w niej udział Niemcy, Włochy, Francja i Wielka Brytania. Konferencja dotyczyła przede wszystkim „podziału” Czechosłowacji, jednak żaden przedstawiciel rządu w Pradze nie został zaproszony do udziału w spotkaniu.

Oficjalnym powodem zwołania konferencji w Monachium była kwestia ludności niemieckiej zamieszkującej w regionie czeskich Sudetów. Na terenie Czech mieszkało łącznie 3,2 mln Niemców, a w Kraju Sudetów stanowili oni 85 procent społeczeństwa. Inicjatorem włączenia tych terenów do Niemiec była oficjalnie Partia Sudetoniemców, choć wszyscy zdawali sobie sprawę, że jest to tak naprawdę inicjatywa Berlina. Pomimo to, Hitler powoływał się na prawo narodów do samostanowienia i apelował do wysłuchania głosu Niemców zamieszkujących Czechy, domagając się przeprowadzenia plebiscytu wśród mieszkańców czeskich Sudetów.

Konferencja w Monachium, od lewej: Chamberlain, Daladier, Hitler, Mussolini oraz szef włoskiego MSZ Galeazzo Ciano

Choć Hitler nie wyrażał tego wprost, Francja i Wielka Brytania wiedziały, że Niemcy są w stanie zaatakować Czechosłowację zbrojnie. Tego wolano uniknąć. Sprawę należało załatwić drogą dyplomatyczną, poprzez negocjacje i – być może – oddanie Niemcom kawałka Czechosłowacji „dla świętego spokoju”.

Negocjacje rozpoczęły się 29 września 1938 roku w Monachium. Wzięły w nich udział szefowie państw i rządów Niemiec, Włoch, Wielkiej Brytanii i Francji. Układ monachijski podpisano następnego dnia, 30 września, a sygnatariuszami byli Adolf Hitler, Benito Mussolini, Neville Chamberlain (premier Wielkiej Brytanii) i Édouard Daladier (premier Francji).

Ustalono, że Kraj Sudetów zostanie oderwany od Czechosłowacji, a następnie włączony do Niemiec. Proces ten miał nastąpić w dniach 1-10 października 1938 roku.

Naziści – nie Niemcy

Akcja filmu „Monachium. W obliczu wojny” rozgrywa się we wrześniu 1938 roku. Głównymi bohaterami są brytyjski dyplomata i niemiecki tłumacz. Przed laty obaj studiowali na Oxfordzie, gdzie się zaprzyjaźnili. Przez kilka lat nie mieli ze sobą kontaktu. Nagła decyzja Hitlera o zwołaniu konferencji w Monachium powoduje, że losy dwóch dawnych przyjaciół splatają się na nowo. Niemiec działa w ruchu oporu wobec Fürera i ma do przekazania Anglikom coś bardzo ważnego. Odebrać przesyłkę ma jego dawny kolega, któremu MI6 umożliwia podróż do Niemiec jako członkowi delegacji premiera Neville’a Chamberlaina.

Do akcji filmu „Monachium” trudno się przyczepić. Jest to nawet ciekawa, choć niespecjalnie się wyróżniająca historia o dawnej przyjaźni, którą zerwała wielka polityka. Największe zarzuty można mieć do zakończenia filmu, które wypadło po prostu naiwnie. Gra aktorska nie powala. Największą gwiazdą filmu jest Jeremy Irons, który wcielił się w rolę premiera Chamberlaina. Za to najlepiej odegraną postacią jest, moim zdaniem, oficer SS Franz Sauer, w którego wcielił się August Diehl.

I tutaj dotykamy pierwszego poważnego problemu: sposobu ukazania nazistów.

Trzeba, co prawda, oddać sprawiedliwość twórcom filmu, że napomknęli o tym, że Hitler doszedł do władzy w wyniku wygranych wyborów. Niemniej kwestia jego wyboru przez niemieckich obywateli wynikała raczej, jak można odnieść wrażenie, ze zbiorowego obłędu i mrzonek o wielkości. „Hitler dał Niemcom nadzieję, pokazał, co to znaczy być narodem!” – krzyczy główny bohater w amoku. Jego przyjaciele: Anglik i Niemka żydowskiego pochodzenia patrzą na niego z niedowierzaniem, jakby obserwowali człowieka chorego psychicznie (z czasem jego fascynacja Hitlerem zakończy się zresztą dość nagle, a przyczynią się do tego prześladowania Żydów; od tamtej pory Hartman będzie zaciekłym wrogiem narodowego socjalizmu).

Co chyba najistotniejsze, w filmie „Monachium” wszyscy naziści zostali jaskrawo przerysowani, co powoduje, że stali się bardziej śmieszni, niż straszni. Aktor grający Hitlera to kompletna katastrofa. Jowialnie, a wręcz pociesznie wygląda przemykający gdzieś Göring. Nie lepiej wypadł Himmler. Choć demonizowanie najwyżej postawionych członków NSDAP też do niczego dobrego nie prowadzi, to strategia ich ośmieszania – w kontekście tego, jak wielu ludzi przez nich zginęło – również nie jest chyba dobrą taktyką.

O samym Hitlerze nikt nie wypowiada się w filmie inaczej jak o „szaleńcu”, „świni” i „potworze”. „To mały, prosty człowiek” – mówi główny bohater. Nie lepszą opinię Hitler ma wśród angielskich dyplomatów. Każdy mówi o nim z lekceważeniem, naśmiewając się pod nosem. Wydaje się, że taka perspektywa towarzyszy ludziom współcześnie. Czy tak samo myślano o wodzu Rzeszy w 1938 roku? Wówczas Hitler był po prostu jednym z uczestników polityki międzynarodowej. W kontekście tego, co pokazał przez pierwszych pięć lat swoich rządów, wywoływał w ówczesnej Europie raczej zaniepokojenie, aniżeli rozbawienie.

Chamberlain mężem stanu

Pamiętam, jak na zajęciach z historii powszechnej dwudziestolecia międzywojennego, profesor opowiadał nam o chwili przybycia Neville’a Chamberlaine’a do Wielkiej Brytanii po zakończonej konferencji w Monachium. Profesor ukazał to obrazowo: stanął na środku sali i machając jakimś plikiem kartek rzekł wyraźnie: „Przywiozłem wam pokój!”

Wszyscy gorzko się zaśmiali, bo i scena z roku 1938 była w jakimś sensie komiczna. Można to uznać za śmiech przez łzy.

Neville Chamberlain, prmier Wielkiej Brytanii

Film „Monachium” to przede wszystkim hołd złożony Neville’ovi Chamberlainowi. Brytyjski premier (pełnił tę funkcję w latach 1937-1940) uważany jest za autora appeasementu, polityki uległości wobec Niemiec. Twórcy filmu ukazują nam jednak przywódcę wybitnego i wrażliwego, który za wszelką cenę dąży do zachowania pokoju w Europie.

Filmowy Chamberlain mówi, że Wielka Brytania do wojny jest nawet gotowa i nie chodzi mu o kwestie militarne (naprawdę?), ale o dobro wszystkich ludzi i los całej Europy. Jednocześnie Chamberlain nie przyjmuje do wiadomości ostrzeżeń o dalszych roszczeniach Hitlera, o tym, że na żądaniach względem Czechosłowacji nie skończą się problemy z Niemcami. Filmowy szef brytyjskiego rządu wydaje się chwilami patronować dewizie: „po mnie choćby i potop”. Ważne staje się jedynie „odsunięcie wojny” o miesiąc, kwartał czy rok, a nie powstrzymanie agresywnej polityki Berlina. „Brytyjczycy nie będą ginąć za jakieś kłótnie na drugim końcu kontynentu. A jakie Hitler ma plany na przyszłość, to się okaże. Moim celem jest zadbać o pokój tu i teraz” – mówi Chamberlain. Niestety ta postawa zostaje przedstawiona jako bohaterstwo i wybitny polityczny zmysł.

O samej Czechosłowacji w filmie bardzo niewiele. Na samym początku jeden z bohaterów pyta, czy na konferencji w Monachium pojawi się jakiś polityk z Pragi, ale spotyka się tylko ze zdziwionymi spojrzeniami. To akurat może być całkiem autentyczne – czechosłowacki polityk został bowiem zaproszony do Monachium dopiero na odczytanie „wyroku”, kiedy wszystko zostało już ustalone.

Ciekawym aspektem, na który na Zachodzie pewnie nikt nie zwróci nawet uwagi jest to, że wojna, której Chamberlain tak bardzo chce uniknąć, grozi jedynie – jak można odnieść wrażenie – Francji i Wielkiej Brytanii. Choć w „Monachium” pada określenie „lebensraum” to politycy rozmawiają o tym problemie tak, jakby Niemcy zamierzali szukać przestrzeni życiowej na zachodzie Europy.

„Monachium” to film nakręcony przez Niemca dla Brytyjczyków. Z nazistów zrobiono zakon szaleńców, który rządził Rzeszą w wyniku zbiorowego obłędu i nie był popierany przez zwykłych, porządnych Niemców. Równie przykre jest ukazanie brytyjskiego premiera. Wbrew temu, co głosi filmowy epilog, na konferencji w Monachium Chamberlain nie kupował czasu na przygotowania do wojny, ale wbrew logice i wszelkim prawom międzynarodowym, oddawał Niemcom kawał Czechosłowacji i to w czasie, kiedy dopiero co zagarnęli całą Austrię.

A może „Monachium” to tak naprawdę odbicie tego, co na Zachodzie myślą o Hitlerze, nazistowskich Niemczech i zbawczej roli aliantów, którzy „ostatecznie pokonali nazistów”? Obawiam się, że tak właśnie jest. Tym gorzej dla nas.

Czytaj też:
Układ monachijski. Polityki ustępstw wobec Niemiec ciąg dalszy

Źródło: DoRzeczy.pl
 5
Czytaj także