HistoriaNalot Wielkopolan na Frankfurt

Nalot Wielkopolan na Frankfurt

Materiał partnera
Powstanie Wielkopolskie
Powstanie Wielkopolskie / Źródło: Historia Do Rzeczy/Krzysztof Wyrzykowski
Dodano 15
Powstańcy precyzyjnie zaplanowali i przeprowadzili atak na lotnisko w Ławicy. Zdobyli samoloty, z których zrzucili bomby na Niemców.

Podczas gdy Europa płonęła i wykrwawiała się na frontach, mieszkańcy Frankfurtu nad Odrą wiedli stosunkowo spokojne życie. Front nigdy nie zbliżył się do miasta, frankfurtczycy nie poznali, co to bombardowania, ostrzał artyleryjski i walki w mieście. Mimo rewolucyjnych nastrojów w Niemczech mieszkańcy mogli czuć się bezpiecznie. Jak wielkie musiało być ich zdziwienie, gdy dwa miesiące po zakończeniu wielkiej wojny miastem wstrząsnęła seria eksplozji. Zaskoczeni Niemcy patrzyli, jak nad Frankfurtem latają samoloty z biało-czerwoną szachownicą. Po zrzuceniu bomb na lotnisko, zawracały nad miastem, wzbudzając coraz większą panikę. To powstańcy wielkopolscy dokonywali właśnie zaskakującego ataku na terytorium Niemiec. Niemcy znów prowadzili wojnę, tym razem z kontrolowaną przez nich do niedawna Wielkopolską. Ku własnemu zdumieniu właśnie ją przegrywali. Tak wyglądał pierwszy udany nalot bombowy w historii Polski.

Operacja specjalna

5 stycznia 1919 r., po trwających od 27 grudnia walkach, Poznań był już pod kontrolą polskich powstańców. Ostatnim punktem oporu Niemców było znajdujące się na zachodniej granicy miasta lotnisko w Ławicy. Był to punkt o strategicznym znaczeniu dla całego regionu. Licząca 250 żołnierzy załoga (jak pisze Marek Rezler w książce „Powstanie wielkopolskie” – źródła podają liczby od 200 do 400 żołnierzy) nie zamierzała łatwo oddawać obiektu. Niemcy utrzymywali stałą łączność z Frankfurtem nad Odrą, mieli zapas bomb pozwalający na bombardowanie Poznania i innych wyzwolonych miast, zagrozili także, że wysadzą magazyn z amunicją lotniczą.

Ostatecznie Niemcy zgodzili się na oddanie lotniska Polakom, pod warunkiem, że będą mogli wymaszerować z niego z honorami. Powstańcy domagali się bezwarunkowej kapitulacji.

W niemieckiej jednostce służyli również Polacy, m.in. piloci Wiktor Pniewski i Jan Marciniak. Dzięki temu powstańcy wiedzieli, że mogą zdobyć sprzęt, który może mieć olbrzymie znaczenie dla powodzenia powstania. Jeszcze przed bitwą Polakom udało się uniemożliwić ewakuację samolotów na lotnisko we Frankfurcie.

Wyzwaniem dla Wielkopolan nie było samo zdobycie lotniska – szturm miał duże szanse powodzenia, Polacy dysponowali bowiem działami i prawdopodobnie dwukrotną przewagą liczebną. Akcję należało przeprowadzić w taki sposób, aby lotnisko i samoloty, i amunicja nie zostały zniszczone w wyniku walk bądź też przez samych Niemców. Według powielanego często wizerunku walk powstańców – czy to w powstaniu wielkopolskim, czy w innych zrywach narodowych – szturmy były raczej nieskładnymi atakami młodzieży, która braki w sprzęcie i wyszkoleniu nadrabiała gorliwością. Bitwa pod Ławicą jest kompletnym zaprzeczeniem tego obrazu. Bardziej przypominała precyzyjnie zaplanowaną i przeprowadzoną operację sił specjalnych – oczywiście jak na warunki formującej się dopiero armii – niż zwykłe starcie dwóch jednostek z czasów I wojny światowej. Jeszcze przed akcją obrońcom odcięto prąd i łączność z Berlinem. Lotnisko zostało otoczone od wschodu, zachodu i południa. Jak pisze Marek Rezler, drogę ucieczki odcinał liczący 50 żołnierzy oddział strzelców konnych. Powstańcy mieli też oddział wywiadowczo-wykonawczy i – co okazało się kluczowe – dwudziałowy pluton artylerii.

Powstańcy ruszyli na pozycje 6 stycznia o godz. 2 w nocy. Około godz. 6.15 Polacy dali przeciwnikom 10 minut na poddanie lotniska. Gdy komendant bazy lotniczej – por. Fischer – nie ogłosił kapitulacji, Wielkopolanie przystąpili do akcji. Dwa działa wystrzeliły w sumie cztery razy, trafiając w wieżę kontroli lotów i koszary. Strzały musiały być precyzyjne, aby nie uszkodzić samolotów. Następnie do ataku ruszyła piechota. „Powstała wielka strzelanina – relacjonował Wiktor Pniewski. – Wojska powstańcze, które chroniła ciemność i które zdołały już dość blisko podsunąć się pod stację lotniczą, posuwały się łatwo naprzód, ponieważ wszystkie ckm-y niemieckie biły za wysoko”.

Niemcy szybko zrozumieli, że ich opór nie ma szans powodzenia i po 20 minutach walk lotnisko zostało zdobyte. Po polskiej stronie zginął jeden żołnierz, a trzech zostało rannych. Garnizon niemiecki stracił dwóch ludzi, a kilku lub kilkunastu Niemców odniosło rany. Powstańcy dowodzeni przez ppor. Andrzeja Kopę zrealizowali wszystkie cele operacji. Udało się zapobiec ewakuowaniu samolotów do Frankfurtu, dzięki temu tworząca się Armia Wielkopolska już na początku wyzwalania regionu dysponowała przygotowanym do boju lotnictwem. Było to jedno z najważniejszych zwycięstw całego powstania.


6 stycznia w ręce Polaków trafiło kilkadziesiąt samolotów, z których – według różnych źródeł – od 30 do 50 było przygotowanych do natychmiastowego startu. Tego samego dnia powstańcy przejęli również halę Zeppelina. Znajdowało się tam – tu źródła znów nie są zgodne – 200–300 samolotów przeznaczonych do zmontowania. Poza samymi samolotami przejęto również dużą liczbę części zamiennych, amunicji i kilkadziesiąt karabinów maszynowych. Cały sprzęt miał wartość 160–200 mln marek. Była to jedna z najcenniejszych zdobyczy wojennych w historii Polski, która stała się jedną z podstaw całego, tworzonego właśnie polskiego lotnictwa.

Przeciw mocarstwu

Jeszcze tego samego dnia niemieckie lotnictwo dokonało ataku z powietrza na oddziały powstańcze pod Nakłem. Do ataków dochodziło również w innych miejscach, m.in. w Budzyniu i Chodzieży. Na początku stycznia nie mieli jednak realnej szansy odzyskania Ławicy i utraconych samolotów, dlatego postanowili zniszczyć maszyny i budynki. 7 stycznia z lotniska we Frankfurcie nad Odrą wystartowała eskadra, której celem stała się Ławica. Niemieckim pilotom udało się zaskoczyć powstańców. Zrzucili 18 bomb, zabili jednego Polaka i ranili dwóch kolejnych. Następnego dnia zorganizowano kolejny nalot. Niemieckie ataki nie spowodowały poważnych zniszczeń, ale wywołały panikę wśród mieszkańców Poznania.

Jeszcze przed rozpoczęciem walk Polacy służący w bazie lotniczej przygotowali się do zorganizowania oddziałów, które miały zostać utworzone w czasie powstania. Polacy mieli więc pilotów, nawigatorów, mechaników i cały niezbędny sprzęt do przeprowadzenia ataku lotniczego.

9 stycznia sześć samolotów LVG C.V. dowodzonych przez Wiktora Pniewskiego wystartowało z Ławicy w kierunku Frankfurtu. Po ponad godzinie spokojnego lotu dotarli nad cel, kompletnie zaskakując obrońców. Polscy piloci zabrali po sześć 25-kilogramowych bomb do każdej z maszyn. W ciągu kolejnej godziny ręcznie zrzucili wszystkie ładunki – w sumie 900 kg bomb – zawracając nad miastem przy każdym kolejnym podejściu do ataku. Zniszczyli hangar i jeden samolot, straty Niemców nie były więc wielkie. Bombardowanie było wielkim sukcesem z innego powodu – Niemcy nie odważyli się już na dokonanie kolejnego nalotu na lotnisko w Ławicy. Cel został więc osiągnięty.

Polski rajd bombowy na Frankfurt odbył się bez wiedzy i zgody dowództwa. Otrzymali za to reprymendę, nie ponieśli jednak żadnych konsekwencji. Stojący na czele Sił Zbrojnych w byłym zaborze pruskim mjr Stanisław Taczak rozumiał doskonale, w jakiej sytuacji znajdują się dowodzeni przez niego powstańcy. Chociaż nalot na Frankfurt przyniósł zamierzony skutek, prowadzenie kolejnych bombardowań poza Wielkopolską mogłoby niekorzystnie wpłynąć na szanse powodzenia powstania. Przysłany do Wielkopolski przez Józefa Piłsudskiego gen. Józef Dowbor-Muśnicki, który 11 stycznia objął dowództwo nad powstaniem (pierwszy rozkaz podpisany jego nazwiskiem pochodzi z 16 stycznia), również nie zamierzał przenosić działań wojennych na terytorium Niemiec.

Z siły przeciwnika zdawał sobie również sprawę Wiktor Pniewski. „Widzę i podziwiam potęgę ducha ówczesnego żołnierza-powstańca – pisał w 1928 r. – który odważył się dla odzyskania niepodległości podnieść broń przeciwko mocarstwu, które przez nieomal cztery lata walczyło z całym światem”.

Gdy powstańcy przejmowali kontrolę nad Poznaniem i dokonywali swojego pierwszego nalotu, na wschodzie Polska prowadziła wojnę z Ukrainą. Trwały właśnie ciężkie walki o Lwów. Największym zagrożeniem była jednak bolszewicka Rosja. 3 stycznia 1919 r. powołano do życia Rewolucyjną Radę Rewolucyjną Polski, która po zajęciu Polski przez bolszewików miała utworzyć marionetkowy komunistyczny rząd kontrolowany przez Lenina. Narastające nastroje rewolucyjne w Niemczech stwarzały zagrożenie, iż marsz Armii Czerwonej na Zachód nie zakończy się na Polsce. Sytuacja Wielkopolski stałaby się wówczas katastrofalna. Dopełnieniem tej i tak już wybitnie trudnej sytuacji militarnej oraz politycznej był konflikt z Czechosłowacją. 23 stycznia 16 tys. czeskich żołnierzy dokonało ataku na Śląsk Cieszyński.

Naczelnik Piłsudski szykował kontrofensywę przeciw najgroźniejszemu z wrogów – bolszewikom. Dlatego tak wielkie znaczenie miał fakt, że Wielkopolanie potrafili samodzielnie wyzwolić się spod niemieckiego panowania oraz rychło wysłać wsparcie dla innych regionów ojczyzny. Wsparciem tym były m.in. samoloty zdobyte na lotnisku w Ławicy. Sformowano z nich cztery eskadry pozostające do dyspozycji Armii Wielkopolskiej.


Mimo przegranej wojny i zagrożenia ze strony rewolucjonistów Niemcy nadal były silnym państwem z armią, dla której powstańcy, nawet znakomicie zorganizowani, nie byli równorzędnym przeciwnikiem. Dlatego kolejne ataki lotnicze poza Wielkopolską nie tylko nie miały militarnego sensu, lecz także mogły nawet przyspieszyć większą ofensywę skierowaną na wyzwalane przez Polaków terytoria (atak na Polskę, zakładający również zajęcie Warszawy, przewidywał niemiecki plan „Wiosenne Słońce”).

Dla powstańców priorytetem stało się opanowanie kolejnych miast Wielkopolski i Kujaw. Po nalocie na Frankfurt lotnictwo było wykorzystywane w ograniczonym zakresie. Jednak dzięki samemu posiadaniu sił powietrznych powstańcy wyrównali szanse i spowodowali, że Niemcy, nie mogąc bezkarnie atakować z powietrza oddziałów powstańczych, również nie wykorzystali swoich samolotów.

Polskie i niemieckie naloty ze stycznia 1919 r. nie spowodowały wielkich zniszczeń. Miały jednak duże znaczenie psychologiczne. Pojawienie się polskich samolotów nad Poznaniem wywoływało masowy entuzjazm, z kolei sam przelot wrogich maszyn nad atakowanymi miastami powodował panikę mieszkańców. Podobnie reagowali również żołnierze. Samoloty były w 1919 r. supernowoczesną bronią (lotnisko w Ławicy oddano do użytku zaledwie rok przed wybuchem I wojny światowej). Jej posiadanie było symbolem siły armii, a lotnicy byli uważani za jej elitę. Lotnictwo dawało też przewagę wynikającą z możliwości rozpoznania pozycji przeciwnika.

Samoloty zdobyte 6 stycznia nie były jedynymi maszynami wykorzystywanymi przez Armię Wielkopolską. 20 kolejnych do służby w polskim lotnictwie zakupiliśmy od... Niemców. Niemieccy piloci lądowali na terytorium kontrolowanym przez Polaków, otrzymywali pieniądze za „zgubiony” samolot i wracali do Niemiec.

Na trzech frontach

Lotnicy i samoloty z Ławicy, podobnie jak cała Armia Wielkopolska, po wyzwoleniu rodzinnego regionu, zostali przerzuceni do walki najpierw z Ukraińcami, a następnie z bolszewikami. Pierwsza grupa 204 żołnierzy wyruszyła do Lwowa już 9 marca. Po starciach wokół miasta 29 marca kompania trafiła do Lwowa, gdzie została owacyjnie powitana przez mieszkańców. Pierwsi lotnicy wyjechali na front ukraiński kilka dni później z grupą płk. Daniela Konarzewskiego. Czterem tysiącom Wielkopolan towarzyszyła eskadra lotnicza składająca się z siedmiu samolotów.

Oddział Konarzewskiego wykazał się znakomitą postawą i poświęceniem w walce. Sprawiał też świetne wrażenie. „Dzielni starzy żołnierze, niejednokrotnie »spod Verdun«, strzelali nieraz w ruchu, stojąc lub z kolana, uważając tego rodzaju wojnę [polsko-ukraińską] za zabawkę w porównaniu z walkami wielkiej wojny na Zachodzie – wspominał Stanisław Kopański. – Gdy na ulicach Gródka spotykałem żołnierzy wielkopolskich, byłem pod wrażeniem ich wspaniałej postawy, ekwipunku i dyscypliny. Wyglądaliśmy przy nich zupełnie jak »pospolite ruszenie«”.

Aby zabrać jak najwięcej bomb, wielkopolscy lotnicy układali je sobie na kolanach. „Samoloty zniżając się prawie do ziemi, rozpoczynały działalność ogniową karabinów maszynowych – relacjonowali lotnicy. – Straszny szum motoru, szum skrzydeł, jęk linek, morderczy ogień karabinów maszynowych z powietrza, ogień oddziałów na ziemi zlewały się w jeden ogromny ryk. Oszalałe ze strachu konie unosiły jeźdźców na wszystkie strony”.

Pniewski, którego śmiała akcja nad Frankfurtem zatrzymała bombardowania polskiego lotniska, za swoje kolejne wyczyny – tym razem w wojnie polsko-bolszewickiej – został odznaczony Orderem Virtuti Militari. W II RP kontynuował karierę wojskowego pilota, służył w Poznaniu, Warszawie, Lwowie i Dęblinie, m.in. jako komendant bazy lotniczej. W 1935 r. został mianowany podpułkownikiem. Po 1939 r. przez Rumunię dostał się do Francji, a następnie organizował ewakuację polskich pilotów do Wielkiej Brytanii. Został tam komendantem Obozu Lotnictwa Polskiego w bazie RAF w Dunholme-Lodge. Do Polski wrócił dwa lata po wojnie, zmarł w 1974 r.


LVG C.V. – samoloty, na których dokonano nalotu na Frankfurt - niemiecki dwumiejscowy wielozadaniowy samolot wprowadzony do służby w 1917 r. Był wyposażony w sześciocylindrowy silnik Benz Bz-IV o mocy 200 KM, który pozwalał rozwinąć prędkość 170 km/godz. Po zdobyciu lotniska w Ławicy, ze względu na niedobór stosowanych oryginalnie silników, montowano w nim również jednostki Austro-Daimler. Był uzbrojony w dwa karabiny maszynowe 7,92 mm – po jednym dla pilota i obserwatora. Stanowił podstawowe uzbrojenie lotnictwa powstańców wielkopolskich.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 12/2017
Artykuł został opublikowany w 12/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ mba
 15
  • Fox Mulder IP
    Fajna legenda... Niestety ten "nalot" to tylko opowiastka dobra na długie zimowe wieczory przy kominku, takie historyczne-fantasy :)
    Dodaj odpowiedź 1 0
      Odpowiedzi: 0
    • typ67 IP
      czy zyci z polskimi paszportami walczyli w Wielkopolsce? i we Lwowie?
      Dodaj odpowiedź 1 0
        Odpowiedzi: 0
      • otton IP
        Cały problem jest w tym, że TEGO NALOTU NIE BYŁO!!!!!!!!
        Dodaj odpowiedź 2 1
          Odpowiedzi: 0
        • Szacki IP
          I to jest jedno z tych chwalebnych kart historii Polski, o których powinno się mówić głośno i wyraźnie. Chwała Powstańcom Wielkopolskim!!!
          Dodaj odpowiedź 52 2
            Odpowiedzi: 0
          • Potomek powstańca z Inowrocławia IP
            Szkoda, że nie wykorzystano samolotów w innych miejscach, gdzie były potrzebne. Poznań zapewnił sobie bezpieczeństwo, a walki na Kujawach, szczególnie w Inowrocławiu szły opornie. Tam Niemcy naprawdę się bronili. W Poznaniu poddali się praktycznie bez walki, Poznań zapewnił sobie bezpieczeństwo, a reszta regionu się wykrwawiała.
            Dodaj odpowiedź 25 2
              Odpowiedzi: 0
            • ReeVanol IP
              Teraz Szkopy przeprowadzają na nas desant za pomocą broni biologicznej - przy pomocy cichego zalewu muzułmanów, których już tu coraz więcej. Nikt o tym nie mówi i nikt z tym nic nie robi.
              Dodaj odpowiedź 43 12
                Odpowiedzi: 0
              • Talib IP
                "Tego samego dnia powstańcy przejęli również halę zeppelinów. Znajdowało się tam – tu źródła znów nie są zgodne – 200–300 sterowców przeznaczonych do zmontowania."
                Nie halę zeppelinów a halę Zeppelina. I nie było tam 200-300 sterowców do zmontowania, tylko 247 kadłubów samolotów i części do ich montażu oraz silniki. Większość, niestety, nie nadawała się do odbudowy ze względu na stan zużycia. Ta hala była obrotową konstrukcją, hangarem do stacjonowania jednego sterowca. Sterowce były popularnie zwane Zeppelinami, od najsławniejszego konstruktora sterowców dla  armii pruskiej, grafa von Zeppelina. Warto wspomnieć, że konkurentem Zeppelina, produkującym nie ustępujące w wielkości i jakości sterowce, dla Kaiserliche Kriegsmarine, był Peter Straser. Nazwy od nazwisk obu konstruktorów przejęły budowane podczas II Wojny Światowej, niemieckie lotniskowce.
                Mój pradziadek brał udział w akcji zdobycia Ławicy a moja prababcia była sanitariuszką opatrująca rannych podczas tej akcji. Zarówno Polaków jak i Niemców.
                Poza chęciami do pisania, trzeba mieć jeszcze konkretną wiedzę, drogi autorze.
                Dodaj odpowiedź 23 28
                  Odpowiedzi: 8

                Czytaj także