HistoriaChwała szwoleżerów

Chwała szwoleżerów

"Bitwa pod Samosierrą" - obraz Jana Suchodolskiego z 1860 r. / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 2
Polscy kawalerzyści ratowali Napoleona. Byli wśród najlepszych oddziałów cesarza. Nie żałował im Legii Honorowej.

Przejść w osiem lub nieco więcej minut do legendy to nie lada sztuka. Udała się polskim kawalerzystom, uczestnikom szarży pod Somosierrą. Gdy w maju 1944 r. Feliks Konarski układał słowa „Czerwonych maków”, przyrównał żołnierzy 2. Korpusu Polskiego właśnie do szwoleżerów Kozietulskiego:

Runęli przez ogień, straceńcy
niejeden z nich dostał i padł
jak ci z Somosierry szaleńcy.

Straceńcy, szaleńcy... To tylko poetycki patos i wzniosłość. Pod Somosierrą nie było nierozsądnego szaleństwa (trudno o to posądzić Napoleona, który wydał rozkaz do szarży) ani też ich zadanie – jak się okazało – nie było misją dla straceńców. Marsz francuskiej armii do Madrytu blokowała wąska droga prowadząca przez przełęcz Somosierra. Hiszpanie ustawili tam cztery baterie dział. Po nieudanej próbie zdobycia ich przez piechotę Napoleon postanowił pchnąć szwoleżerów na armaty. Zdumionym sztabowcom, niewierzącym w powodzenie takiego ataku, miał odpowiedzieć: „Zostawcie to Polakom”.

Był 30 listopada 1808 r.

Szarże przeprowadził 3. szwadron 1. Pułku Lekkokonnego Polskiego Gwardii Cesarskiej pod dowództwem Jana Kozietulskiego. Dowodził szwoleżerami tylko do drugiej baterii. Salwa oddana przez Hiszpanów powaliła konia Kozietulskiego. Kontuzjowany jeździec opuścił pole bitwy. Hiszpańskie działa przetrzebiały szeregi szwoleżerów, ale zdobywali oni kolejne baterie.

Do ostatniej czwartej baterii dotarł tylko jeden oficer Andrzej Niegolewski. Otrzymał 11 ran, dwie od kul i dziewięć od bagnetów. Adiutantowi Napoleona powiedział „Monseigneur, umieram, oto armaty, które zdobyłem. Powiedz to cesarzowi”. Cudem przeżył.

Ze 125 lub nieco więcej uczestników szarży 21 zginęło na polu bitwy lub zmarło z powodu odniesionych ran. Oddział poniósł więc stosunkowo duże straty, ale także niewielkie, gdy weźmiemy pod uwagę fakt wykonania pozornie niewykonalnego zadania – otwarcia drogi do Madrytu dzięki odwadze tak nielicznego oddziału jazdy!

Młody „Wilczek”

Józef Załuski wspominał, że gdy wojska francuskie stanęły pod Madrytem, „zjawił się bardzo młody małego wzrostu szwoleżer i prosto przypuściwszy konia do pułkownika Krasińskiego, żywo bardzo zaczął mu coś rozpowiadać. Napoleon zapytał, co to było takiego? – Pułkownik odrzekł, że ten młody człowiek z kilkoma żandarmami zdobył armatę pod samą bramą Madrytu. […] Dodał przy tym pułkownik Krasiński, że był to syn zacnego obywatela, jeszcze konfederata barskiego, że z tego względu przyjął go do pułku pomimo młodych lat i niedostatecznego wzrostu, lecz że jest to młody chłopiec nadzwyczajnie ochoczy i odważny. Napoleon kazał sobie bliżej przedstawić młodziankowatego rycerza, kazał go ozdobić Krzyżem Legii Honorowej, polecił go szczególnej pułkownikowi Krasińskiemu. Jakoż »Wilczek« odtąd zawsze się odznaczał […] i prędko przechodząc od szeregowego przez wszystkie stopnie, doszedł do stopnia kapitana gwardii”.

„Wilczek” służył później w armii Królestwa Polskiego i popełnił samobójstwo w proteście przeciwko szykanom stosowanym przez wielkiego księcia Konstantego.

Polskie przekleństwa pod Wagram

Somosierra przyćmiła wszystkie inne polskie boje w epoce napoleońskiej, tak jak postać Kozietulskiego pozostałych bohaterów tamtych czasów. Szarża na armaty zepchnęła w cień wszystkie inne wyczyny szwoleżerów. Pierwszy poważny bój szwoleżerowie 1. Pułku Lekkokonnego Polskiego Gwardii Cesarskiej stoczyli 14 lipca 1808 r. pod Medina del Rioseco, w korpusie marszałka Bessièresa. Wzięli udział w szarży kawalerii cesarskiej prowadzonej przez słynnego gen. Antoine’a Lasalle’a. Pod dowództwem kpt. Wincentego Radzimińskiego szarżowali w 120 na 2 tys. Hiszpanów, zmuszając ich do ucieczki. „Cesarz, czytając raport z tej batalii, powiedział: »Oto moi Polacy!«” – wspominał szwoleżer Feliks Trzciński.

W dniu 6 lipca 1809 r. w zwycięskim boju Napoleona pod Wagram szwoleżerowie starli się z austriackimi ułanami księcia Schwarzenberga. Uczestnik bitwy Józef Załuski tak opisał to starcie: „Ułani widząc, że nie mamy lanc, ale z pałaszami na nich nacieramy, zaczęli piki rzucać, a brać się do dobycia pałaszów […]. Jakoż choć kupkami tylko wysuwając się spomiędzy owych dołów pokopanych, prawie w okamgnieniu ich przewróciliśmy. Wtenczas zaczęło się uganianie naszych z ułanami tymi, i dziwny a nieszczęsny wypadek, że obie strony wyzywały się najobelżywszymi wyrazami w mowie rodowitej […]. Gdy tak ucieramy się zawsze zwycięsko z tymi ułanami, przybywa im na pomoc pułk dragonów Rysza, nam zaś strzelce konne gwardyi; ustępują ułani i dragoni w rozsypce, nasz pułk zaś zbiera się i szykuje”. Pod Wagram pułk szwoleżerów wystąpił pierwszy raz w całości. Straty były nieco większe niż pod Somosierrą – zabitych zostało dwóch oficerów i 26 żołnierzy, ale proporcjonalnie (tu pułk, tam szwadron) parokrotnie mniejsze.

Kozietulski za poprowadzenie szarży pod Somosierrą dostał Legię Honorową, nieco może na wyrost, zważywszy na to, że dowodził tylko na początku. Dowiódł jednak, że wart jest odznaczenia podczas kampanii rosyjskiej. 25 października 1812 r. Napoleon wyruszył w kierunku Małojarosławca na rozpoznanie pozycji rosyjskich. Towarzyszył mu szwadron służbowy szwoleżerów pod dowództwem Kozietulskiego. „Nagle dał się słyszeć tętent mnóstwa koni, wyłoniły się z zarośli chmary kozaków i rzuciły się na drogę z taką natarczywością, że pluton, idący jako szpica, został odcięty. Cesarz zawrócił pędem ku kolumnie gwardyi pieszej, tymczasem Kozietulski ze swym szwadronem szarżował na tłumy kozackie” – pisał historyk Marian Kukiel. Kozietulski został raniony piką, która przebiła mu ramię. Za Małojarosławiec otrzymał awans na majora.

Oprócz Kozietulskiego oznaczył się por. Joachim Hempel, który zaatakował Kozaków na czele plutonu szwoleżerów i szaserów.

Szarże w odwrocie

Niecały rok później, już podczas odwrotu Wielkiej Armii, 16 września 1813 r. pod Peterswaldem szwoleżerowie odnieśli świetne zwycięstwo. Zostało uwiecznione w akwareli Juliusza Kossaka „Seweryn Fredro rozbija pułk huzarów pruskich pod Peterswaldem”. Brat komediopisarza, także uczestnika wojen napoleońskich, otrzymał za ten wyczyn krzyż oficerski Legii Honorowej. Szwoleżer Wojciechowski wziął wówczas do niewoli ppłk. Franza von Blüchera, syna pruskiego feldmarszałka. Młody Blücher, przyprowadzony przez Polaka do Napoleona, był bardziej wściekły z powodu zachowania się swojego pułku, który nie wytrzymał uderzenia szwoleżerów, niż dlatego, że stał się jeńcem. Cesarz odznaczył Wojciechowskiego Legią Honorową.

Kolejny raz szarżowali polscy lekkokonni w bitwie pod Hanau 30 października 1813 r., przyczyniając się do rozgromienia przez Napoleona wojsk bawarskich, jego niedawnych sojuszników.

„Zrobiliśmy szarżę na dragonów bawarskich, którzy byli wpadli na bateryą pozycyjną gwardyi jenerała Drouot i już rąbali kanonierów chowających się pod działa, kiedy nasz pułk przybył w samą porę, bateryą odbił, dragonów wykłuł, a baterya ocalona na nowo rozpoczęła ogień” – wspominał Joachim Hempel.

W walce odznaczył się Dominik Radziwiłł, „panicz delikatnej postaci” – jak pisał o nim Józef Załuski.

„Na prawym zaś naszym skrzydle był nasz szwadron z luźnych samych oficerów i podoficerów złożony, dowodzony przez księcia Dominika Radziwiłła. Ten dostał rozkaz zdobycia armat. Trudno sobie wystawić, z jaką odwagą ci koledzy takowy atak wykonali, dużo ich zginęło, książę Radziwiłł dostał kartaczem w samo słońce czapki” – wspominał Wincenty Dobiecki, dodając, że po bitwie chorągiewki u lanc szwoleżerów były tak zakrwawione, że płukano je w Menie. Ciężko ranny Radziwiłł zmarł kilka dni po bitwie.

Czytaj także:
Polacy w Alamo. Powstańcy listopadowi w jednej z najsłynniejszych bitew w historii USA

Sam Dobiecki wsławił się w bitwie pod Montmirail 11 lutego 1814 r., gdzie Napoleon pokonał wojska rosyjsko-pruskie. Szarża dwóch szwadronów 1. Pułku Lekkokonnego Gwardii Cesarskiej rozbiła batalion piechoty. „Prusacy niespodziewanie napadnięci razem wystrzelili i tylko trzy konie i dwóch ludzi mi ranili, a jednego zabili. Potem rzucili broń i poddali się, było ich przeszło 400” – wspominał Dobiecki.

Napoleon, widząc atak szwoleżerów, wysłał wiadomość do Dobieckiego, że daje mu Legię Honorową. „Przyszedłem więc z boku do cesarza, gdym kilka razy powtórzył »Sire!«, obrócił się i zapytał: »Que me voluez-vous« (czego chcesz ode mnie). Odpowiedziałem więc, że jestem kapitanem, który zabrał batalion pruski.


- A więc daję ci krzyż.
- Już mam krzyż oficerski, najjaśniejszy panie!
- A jakiż stopień masz, młodzieńcze?
- Jestem kapitanem.
- A więc mianuję cię szefem szwadronu.

W tej chwili takem osłupiał, żem stał jak wryty; dopiero jenerał pociągnął mnie na stronę, bo nie miałem mocy odejść”.

Atak szwoleżerów, a także kirasjerów na pruską piechotę przedstawił Wojciech Kossak na obrazie z 1907 r.

Czytaj także:
Los Wysockiego. Co się stało z bohaterem nocy listopadowej?

W ciężkiej dla Napoleona bitwie pod Arcis-sur-Aube 20–21 marca, gdy cesarz musiał osobiście powstrzymywać od odwrotu swoje oddziały, szwoleżerowie nie zawiedli. Zaatakowali Bawarczyków. „Kiedy po trzeci raz wyparłszy piechotę gwardyi z bagnetem w ręku w nieładzie gonili, dopiero postrzegłszy nas stojących za pagórkiem ze spuszczonemi proporcami, zaczęli się formować, ale my nie czekając, żeby się uformowali, uderzyliśmy na nich i rozbili, i do samej wsi goniąc, trupem kładli, tak że mało co uszło chroniących się za budynki” – wspominał Józef Załuski.

Pluton szwoleżerów pod dowództwem Ambrożego Skarżyńskiego strzegł pod Arcis-sur-Aube Napoleona, przeprowadzając go w zamieszaniu bitwy do bezpiecznego czworoboku uformowanego przez batalion piechoty Legii Nadwiślańskiej. Kilkanaście dni wcześniej Skarżyński zdobył ze swoim żołnierzami most pod Berry-au-Bac. „Wpadł znienacka na czaty kozackie, wegnał je na most, wraz z niemi przeleciał przez rzekę, spisą kozacką, wydartą wrogowi, szerząc spustoszenie dokoła” – opisywał czyn szwoleżera Marian Kukiel. Skarżyński imponował niepospolitą siłą, rzucał – jak pisał jego kolega Józef Załuski – lancą niczym Turcy dzirytem, przeszywając wroga na wylot.

Piekielni Polacy pod Albuerą

W cieniu szwoleżerów, najsłynniejszej polskiej formacji epoki napoleońskiej, znaleźli się inni polscy kawalerzyści – ułani (lansjerzy) nadwiślańscy. Stało się tak za sprawą Somosierry, ale w czasach napoleońskich ułani nadwiślańscy byli wyżej cenieni niż szwoleżerowie – twierdzi Waldemar Łysiak we wstępie do pamiętników Kajetana Wojciechowskiego. Polskich ułanów, walczących lancami, Hiszpanie nazwali z lękiem i respektem „los infernos picadores”.

Niecałe dwa miesiące po Somosierze ułani nadwiślańscy – a także 2. pułk piechoty Legii Nadwiślańskiej – wzięli udział w bitwie pod Tudelą 23 listopada 1808 r. Piechurzy atakowali, wraz Francuzami, frontalnie oddziały hiszpańskie, podczas gdy ułani obeszli je z flanki. Żołnierze hiszpańscy nie wytrzymali ataku przerażeni skutecznością lanc w rękach polskich kawalerzystów. Ułani szarżowali też na armaty, co przyczyniło się do zwycięstwa, a potem brali udział w pościgu za uchodzącą armią hiszpańską. Dowodzący nimi płk Jan Konopka za Tudelę otrzymał krzyż komandorski Legii Honorowej.

Największą sławę zyskali ułani, już jako 1. Pułk Lansjerów Nadwiślańskich w bitwie pod Albuerą 16 maja 1811 r., gdzie marszałek Nicolas Soult starł się z wojskami brytyjsko-hiszpańsko-portugalskimi dowodzonymi przez gen. Williama Beresforda.

W krytycznej chwili boju, gdy nie był w stanie powstrzymać brygady gen. Colborne’a, Soult miał prosić dowódcę ułanów Jana Konopkę: „Pułkowniku, ratuj honor Francji!”. Tak wspominał uczestnik bitwy Kajetan Wojciechowski.

Historyk Stanisław Kirkor w to wątpi. Marszałek Soult z pewnością wydawał rozkazy przez adiutanta i nie jest prawdopodobne, by osobiście prosił Konopkę o ratunek. „W niczym to nie umniejsza bohaterstwa Polaków. Szarża pułku ułanów nadwiślańskich na brygadę Colborne’a jest źródłem największej tego pułku chwały” – pisze Stanisław Kirkor.

Atak ułanów doprowadził do wyeliminowania z walki brygady Colborne’a. Trzy z jej czterech batalionów zostały rozbite. Polacy wzięli do niewoli tysiąc żołnierzy, zdobyli sześć dział i cztery brytyjskie sztandary. Były to jedyne sztandary utracone w Hiszpanii przez Brytyjczyków. Za postawę na polu bitwy płk Jan Konopka został awansowany do stopnia generała brygady. Za Albuerę ułani dostali 11 krzyży Legii Honorowej. Poległo ponad 40 ułanów, a 80 było rannych.

W cieniu kawalerii

Legenda piechoty jest o wiele mniejsza niż legenda kawalerii, choć przecież ta pierwsza nie ustępuje ani bohaterskimi czynami, ani brawurą żołnierzom na koniach. Czasami wręcz była pomijana w wyróżnieniach. Tak było pod Tudelą, gdy ułani zostali nagrodzeni Legią Honorową, a piechota nadwiślańska nie została dostrzeżona. Determinację i zaciekłość wykazały dwa pułki piechoty Legii Nadwiślańskiej w krwawych, prowadzonych z obustronnym okrucieństwem, walkach o Saragossę w lipcu i sierpniu 1808 r. Wsławił się w nich Józef Chłopicki, dowódca 1. Pułku Piechoty Legii Nadwiślańskiej. „Przedziera się Chłopicki, przebywa wyłom, wpada do klasztoru i wypędza ze wszystkich jego części nieprzyjaciela, a czując, jak korzystną rzeczą byłoby mieć już wewnątrz miasta plac broni, a więcej jeszcze, jak ważne skutki mieć mogło zajęcie klasztoru Encalzas, nie przestaje na swej zdobyczy, ale zaraz wdziera się do tego drugiego klasztoru, zdobywa wszystkie inne budowle zamykające plac Engracia i bierze baterię na ulicy tegoż imienia, którą zaraz przeciw nieprzyjacielowi obrócono” – wspominał Józef Mroziński, kapitan 1. pułku Legii Nadwiślańskiej. Jerzy Kossak pokazał na swoim obrazie ułanów nadwiślańskich pod Ocana, rozstrzygających atakiem na piechotę hiszpańską bitwę na korzyść Francuzów. Przedtem jednak był moment krytyczny bitwy.

„Pod Ocana w Hiszpanii, kiedy przełamane linie francuskie ustępowały w nieładzie, młody Sułkowski chwycił sztandar 4. pułku polskiej piechoty, zawołał: »Kto Polak za mną!«. I tak dzielnie natarł na czele zgromadzonego oddziału, że odzyskał stanowisko i w bitwie tego dnia wyjednał zwycięstwo” – pisał Fredro w „Trzy po trzy”. Według innych książę Antoni Sułkowski miał powiedzieć: „Lepiej umrzeć, niż zhańbić honor wojska polskiego”.

Rozbity desant Brytyjczyków

Historyk wojen napoleońskich Marian Kukiel uważał, że dla polskiej piechoty tamtego czasu odpowiednikiem Somosierry jest Fuengirola. 15 października 1810 r. pod Fuengirolą polscy żołnierze z 4. Pułku Piechoty Księstwa Warszawskiego pod dowództwem kpt. Franciszka Młokosiewicza rozbili liczący ponad 1,6 tys. żołnierzy brytyjskich desant żołnierzy brytyjskich, dowodzonych przez lorda Blayneya i wspomaganych przez partyzantów hiszpańskich.

Młokosiewicz dowodził obroną nadmorskiego fortu, atakowanego 14 i 15 października 1810 r. z morza i lądu. Intensywnie ostrzeliwany z armat – mury zaczęły się kruszyć – odpowiedział ogniem z posiadanych dział. Do fortu przedarł się oddziałek por. Eustachego Chełmickiego. Obrońcy pod jego dowództwem dokonali udanego wypadu. „Bez wystrzału wpadł na nieprzyjacielską baterię z bagnetem w ręku i mimo oporu batalionu nieprzyjacielskiego, który jej bronił, opanował znajdujące się w niej działa, ubiwszy wielu Anglików” – relacjonował Młokosiewicz. Wraz z żołnierzami odsieczy obrońcy fortu rozbili Anglików, biorąc do niewoli dowódcę lorda Blayneya. „Widząc, jak szczupłą miałem siłę, a mając blisko 50 przeciw jednemu, był pewnym, że nie będę się nadaremnie tak przewyższającej sile opierał” – wspominał dowódca obrony fortu. Szabla Blayneya trafiła jako trofeum do Muzeum Czartoryskich.

Czytaj także:
Powstanie styczniowe na Ukrainie. Walki na Kijowszczyźnie i Wołyniu

Stanisław Kirkor w pracy „Pod sztandarami Napoleona” pisze, że tylko batalion angielski i 70-osobowy oddział artylerzystów miały żołnierzy o pełnej wartości bojowej, dodaje jednak: „Młokosiewicz i jego ludzie nie mogli jednak tego przewidzieć, gdy kanonierki angielskie zaczęły ich ostrzeliwać i gdy widzieli liczne wrogie siły otaczające zamek. [...] Trzeba było dużej odwagi i hartu ducha tak ze strony dowódcy, jak i jego żołnierzy, by odrzucić wszelkie propozycje kapitulacyjne i by podjąć obronę, a potem walkę pod zamkiem. Nie tylko podjąć, ale ją w pełni wygrać”.

Młokosiewicz, Chełmicki i Ignacy Bronisz zostali odznaczeni za Fuengirolę Legią Honorową.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 4/2015
Artykuł został opublikowany w 4/2015 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ mba
 2
  • auto1 IP
    Nie ma się czym chwalić. Napoleon nas wykorzystywał i nic w sumie z tego nie mieliśmy. A wojowanie z Hiszpanią która nam jest i była zupełnie obojętna to juz calkowita głupota.
    Dodaj odpowiedź 6 6
      Odpowiedzi: 1

    Czytaj także