HistoriaDługi marsz Brygady Świętokrzyskiej

Długi marsz Brygady Świętokrzyskiej

Brygada Świętokrzyska NSZ, 1945 r.
Brygada Świętokrzyska NSZ, 1945 r. / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 9
Kroczyli we krwi. Walczyli z Niemcami, Sowietami i czerwonymi bandami. Przebyli tysiąc kilometrów, przebijając się na Zachód

Był upalny sierpień 1944 r. W Komendzie Głównej NSZ (niescalonej z AK) zapadła decyzja o koncentracji oddziałów Akcji Specjalnej Narodowych Sił Zbrojnych operujących na Kielecczyźnie i sformowania dużej jednostki partyzanckiej. Geneza powstania tej jednostki wiąże się z dawnymi, pochodzącymi jeszcze z początku okupacji postulatami środowiska przedwojennego ONR, a dokładnie jego struktury kierowniczej, czyli Organizacji Polskiej (OP), które zakładały zajęcie piastowskich ziem zachodnich w momencie porażki i odwrotu Niemców. Zadanie to miały wykonać uprzednio zmobilizowane i skoncentrowane oddziały podziemia narodowego. Jakkolwiek latem 1944 r. plany te były całkowicie nierealne, zdecydowano się jednak na ich realizację.

Przeciw dwóm wrogom

Jednym z powodów, dla których podjęto tę decyzję, było to, iż kierownictwo NSZ-OP chciało uniknąć sytuacji, w której podległe im formacje partyzanckie zostałyby wcielone do AK i wzięły udział w akcji „Burza”. Nawiasem mówiąc, skutki jej przeprowadzenia i ujawnienia aktywów konspiracyjnych przed wkraczającymi Sowietami okazały się tragiczne dla podziemia. Ponadto istnienie dużego i zwartego oddziału partyzanckiego miało być, jak celnie ujął to jej przyszły dowódca, „bazą dla wszystkich zagrożonych, czy to przez Gestapo, czy przez komunę”. A dodać należy, że na Kielecczyźnie funkcjonowały w 1944 r. zarówno PPR-owskie jaczejki, jak i komunistyczne grupy zbrojne, które jako forpoczta nowej bolszewickiej władzy bezlitośnie mordowały osoby zaangażowane w działalność niepodległościową. W tym zwłaszcza działaczy podziemia narodowego, w których upatrywali – słusznie zresztą – głównych, najzacieklejszych wrogów podporządkowania Polski władzy Stalina.

Komendant Okręgu Olgierd Mirski ps. Olgierd 11 sierpnia 1944 r. wydał rozkaz specjalny numer 5, w którym stwierdzał: „Z dniem dzisiejszym zostaje zorganizowana na terenie Okręgu wojskowego nr V większa jednostka taktyczna. Jednostka taktyczna świeżo zorganizowana otrzymuje nazwę organizacyjną: Brygada Świętokrzyska”. […] Organizacyjnie Brygada zostaje zestawiona w następujące człony: Dowódca Brygady, Kwatera Główna, Sztab Brygady, 202. pułk piechoty, 204. pułk piechoty”. Na dowódcę jednostki wyznaczono płk. Antoniego Szackiego-Skarbka ps. Bohun, Antoni Dąbrowski. Był to zawodowy oficer WP. Urodzony w 1902 r. w Wilnie Antoni Szacki w czasie wojny polsko-bolszewickiej walczył jako nastoletni ochotnik w szeregach 1. Pułku Ułanów Krechowieckich. W sierpniu 1920 r. dostał się do niewoli, w której spędził ponad rok. W latach 20. ukończył Szkołę Oficerską Piechoty. W 1939 r. bił się w szeregach 76. Pułku Piechoty z Grodna. Dostał się do niewoli niemieckiej, skąd jednak zbiegł i trafił na Kielecczyznę. Już w 1940 r. związał się z konspiracją narodową. Przed objęciem dowództwa Brygady był szefem sztabu Okręgu V NSZ.

Na miejsce koncentracji Brygady Świętokrzyskiej wyznaczono majątek ziemski Lasocin. Zgromadzone tam oddziały partyzanckie NSZ liczyły około 850 ludzi. Do żołnierzy przemówił komendant brygady: „Dziś, kiedy wojna ma się ku końcowi, kiedy Niemcy są już zdychającą szkapą, a klęska ich jest kwestią krótkiego czasu, na naszej drodze do wolności staje drugi potężny wróg i nasz ciemięzca – Rosja Sowiecka. Znane są w historii zbrodnie dokonywane na ciele Rzeczypospolitej Polskiej przez moskiewskich władców. Świeże są rany 1939 roku, Katynia, masowych mordów niewinnej ludności w czasie bolszewickiej okupacji i rozbicia polskich oddziałów leśnych na Wołyniu, Wileńszczyźnie, Lubelszczyźnie. Fakty te odkryły i pokazały rzeczywiste oblicze czerwonego imperializmu w stosunku do Polski. Niestety, są wśród Polaków ludzie, są politycy, którzy mimo zbrodniczych czynów wschodniego sąsiada pertraktują z nim, zaprzedając siebie i Kraj. Obraliśmy drogę prostą i czystą. Podjęliśmy walkę ciężką i trudną, bo walkę na dwa fronty. […] Kiedy patrzę na Waszą postawę, na wasze twarze, z których bije wiara i siła, serce napełnia mi radość. Z Wami nie obawiam się żadnych trudów, przeciwności i niebezpieczeństw. Pójdziemy naprzód, pokonując każdą przeszkodę. Pójdziemy razem, aż do ostatecznego zwycięstwa w walce o wolność i niepodległość naszej Ukochanej Ojczyzny”.

W dniu 20 sierpnia 1944 r. pod Kurzelowem jednostka wykonała udaną zasadzkę na kolumnę niemieckich samochodów. Zdobyto znaczną ilość broni i amunicji. Dramatyczny przebieg miał z kolei bój pod Zagnańskiem 28 sierpnia 1944 r. Brygada została „namierzona” przez Niemców, którzy wysłali w rejon jej stacjonowania pociąg pancerny. Żołnierze znaleźli się pod niezwykle ciężkim ogniem. Równolegle, do natarcia na „brygadowców” przystąpili walczący u boku Niemców ochotnicy z ZSRS tzw. Kałmucy. Ich atak załamał się jednak w ogniu polskich ckm-ów. Tymczasem do walki przeciw żołnierzom z NSZ włączyły się połączone oddziały AL i sowieckich dywersantów, które rozpoczęły ostrzeliwać pozycje brygady. Partyzanci z NSZ odpowiedzieli ogniem i kontruderzeniem. Czerwoni się wycofali.

W dniu 8 września 1944 r. do kwatery dowódcy brygady w miejscowości Rząbiec dotarł meldunek z informacją, że jeden z patroli wysłany po mąkę do pobliskiego młyna został rozbrojony przez komunistów z grupy „Białego”, którzy mają rozstrzelać uprowadzonych NZS-owców. Poderwane oddziały brygady przypuściły równoczesny szturm ze wszystkich kierunków na otoczonych czerwonych. Wola walki była ogromna. Po godzinnym starciu komuniści z AL wraz z grupą sowieckich spadochroniarzy dowodzoną przez niejakiego kpt. Karajewa się poddali. Wzięci uprzednio do niewoli żołnierze brygady zostali uratowani. Atak przerwał przygotowania do ich egzekucji.

Na początku października Brygada Świętokrzyska została przesunięta na tereny powiatu radomszczańskiego, a przed świętami Bożego Narodzenia – miechowskiego. Liczyła już ona około 1,4 tys. okrzepłych w bojach i dobrze uzbrojonych partyzantów. Tymczasem ruszyła ofensywa sowiecka. W dniu 13 stycznia 1945 r. do sztabu przybył łącznik z rozkazem natychmiastowego wymarszu na Zachód.

Porozumienie z Niemcami

W gęstym śniegu, przy siarczystym mrozie brygada rozpoczęła swoją drogę na Śląsk. W rejonie Uniejowa nad Pilicą została nagle zaatakowana przez frontową jednostkę armii niemieckiej. Natarcie zostało odparte. Jednak w walce z zaprawionymi w bojach i świetnie wyszkolonymi żołnierzami wroga poległo 10 partyzantów, a kolejnych 10 zostało rannych, w tym kilku ciężko. Kronikarz brygady zanotował: „Parę godzin zażartej walki z dwoma batalionami SS. Dwie kompanie partyzanckie – razem 100 ludzi – walczą z determinacją przeciw dziesięciokrotnej przewadze […]. Szukamy jakichś mostów, ale wszystkie zerwane. Uparliśmy się przeprawić tabory; żebyśmy wiedzieli, że bolszewików mamy tuż za sobą!”....

W końcu brygadzie udało się przekroczyć rzekę w okolicach Żarnowca. Przeprawa odbywała się pod ogniem sowieckich czołgów i artylerii. Wtedy też doszło do rozmów z Niemcami. Brygada była w tragicznym płożeniu – z tyłu atakowana przez jednostki pancerne Armii Czerwonej, z przodu miała umocnienia niemieckie. Dla ratowania podległych sobie ludzi „Bohun” podjął dramatyczną decyzję, aby rozpocząć negocjacje z wrogiem, z którym dzień wcześniej prowadził śmiertelny bój. Niemcy zgodzili się przepuścić jednostkę przez swoje linie. Głównym zadaniem było oderwanie się od linii frontu. Po dwóch dniach brygada znalazła się na przedmieściach Lublinca. Omijając od północy broniony przez Niemców Górny Śląsk, po kolejnych dwóch dniach morderczego marszu żołnierze osiągnęli linię Odry. Parli jednak wciąż na Zachód, front pozostał 100 km na wschód.

W dniu 27 stycznia 1945 r. dołączył do brygady kpt. „Tom”. Do dziś nie wiadomo, skąd pochodził, kiedy się urodził i jak się naprawdę nazywał. Badacze dziejów podziemia narodowego podają co najmniej cztery jego domniemane nazwiska: Herbert Jura, Herbert Jung, Augustyniak, Kalinowski. Od 1943 r. był zaangażowany w konspirację NSZ i zapewne w tym samym roku rozpoczął jednocześnie współpracę z Niemcami. Został skazany za to przez NSZ-owców na karę śmierci. Mimo prób nie udało się wykonać na nim wyroku. Po rozłamie w NSZ na tle scalenia z ZWZ-AK „Tom” związał się z NSZ-OP. W styczniu 1945 r. nieoczekiwanie pojawił się w miejscu postoju brygady. Pozostał przy niej aż do końca wojny. Latem 1945 r. trafił pod skrzydła „dwójki”, czyli wywiadu i kontrwywiadu II Korpusu. Od tego momentu prowadził działania wywiadowcze na rzecz PSZ. Podobno wyjechał później do Argentyny.

Kierunek – Czechy

„Tom” przywiózł propozycję pośrednictwa z wojskowymi władzami niemieckimi, które wydawały się być zdezorientowane faktem pojawienia się na ich terenie dużego oddziału zbrojnego z Polski. Do rozmów tych doszło w miejscu postoju brygady, w miasteczku Kaubitz. Niemcy interesowali się głównie celem i kierunkiem marszu brygady. Polacy wyjaśnili, że obecnie głównym wrogiem są dla nich Sowieci i że celem jest zachowanie sił jednostki do przyszłej walki Zachodu z Sowietami. Po upływie kilku dni, i po konsultacjach ze swymi przełożonymi, oficerowie niemieccy oświadczyli, że zezwalają brygadzie na kontynuowanie marszu, ale na południe – do Protektoratu Czech i Moraw.

Rozpoczął się ciężki marsz przez ośnieżone stoki Sudetów. W okolicach miejscowości Arnau „brygadowcy” napotkali kolumnę jeńców – byłych powstańców warszawskich. Ponad setka z nich zbiegła i dołączyła do kolegów z NSZ.

Już na terytorium Czech zrodził się pomysł wysłania ochotniczych patroli do kraju w celu nawiązania kontaktu z KG NSZ-OP. W działaniach tych pomocne okazały się „niemieckie koneksje” kpt. „Toma”. Dzięki jego pośrednictwu udało się przerzucić do kraju drogą powietrzną – wykorzystując niemieckie samoloty – trzy patrole żołnierzy brygady, którzy w tym celu przeszli błyskawiczny kurs spadochronowy. Należy przy tym stanowczo podkreślić, że nikt ze skoczków nie wykonywał jakichkolwiek rozkazów niemieckich! Ponadto wysłano do kraju piesze patrole. Część żołnierzy szczęśliwie dotarła do Polski. Wysłano też łączników celem nawiązania kontaktu z gen. Władysławem Andresem.


W Czechach Niemcy cały czas nalegali na włączenie się brygady w walki na tyłach Armii Czerwonej pod rozkazami Niemców. Polacy stanowczo odmawiali, żądając z kolei pozwolenia na przepuszczenie brygady na zachód Czech, dokąd zbliżała się już armia amerykańska. W związku z naciskami niemieckimi polska jednostka została skierowana w marcu 1945 r. na Morawy i stacjonowała w Rozstani nieopodal Brna. W trakcie jednej z rozmów – z coraz bardziej natarczywymi Niemcami – jeden z nich, chcąc wywrzeć presję na oficerach brygady, aby przyjęli ich żądania, wykrzyczał: – Przecież możemy was łatwo zlikwidować! „Bohun” spokojnie lecz stanowczo odparł: – My tak łatwo nie damy się zlikwidować. W końcu, po pełnych napięcia negocjacjach w połowie kwietnia Niemcy zezwolili brygadzie kontynuować marsz na Zachód. Zastrzegli jednak, że Polacy mają ominąć Pragę. Po dwóch tygodniach żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych dotarli do Všekar.

Pierwszą decyzją „Bohuna” było nawiązanie kontaktu z Amerykanami. W tym celu wysłano grupę pod dowództwem kpt. Stefana Skalskiego, który miał przy sobie list do dowództwa amerykańskiego. W kilku zdaniach komendant brygady informował aliantów, że zamierza podjąć działania bojowe na tyłach Niemców, przeciąć im drogi zaopatrzenia oraz wyzwolić obóz koncentracyjny w Holiszowie. Prosił również o przekazanie wiadomości o obecności brygady w Czechach gen. Andersowi. Po dwóch dobach list szczęśliwie dotarł do Amerykanów.

Holiszów i starcy z Všekar

Odległość pomiędzy Všekarami a Holiszowem to zaledwie 3,5 km. Niemcy zorganizowali tu filię obozu koncentracyjnego Flossenbürg, w którym w maju 1945 r. przebywały wyłącznie kobiety z różnych miejsc podbitej Europy. Przed wojną mieściła się tam huta szkła, zamieniona podczas okupacji przez Niemców w zakład produkujący amunicję. Naprzeciwko hal fabrycznych wybudowano obozowe baraki. Nie ma po nich śladu. Pozostał jedynie granitowy obelisk, informujący w kilku językach, że właśnie w tym miejscu był obóz. Z inicjatywy Czechów – w 2006 r. – przytwierdzono do muru miniaturową tablicę, na której napisano po czesku, że 5 maja 1945 r. polska Brygada Świętokrzyska Narodowych Sił Zbrojnych wyzwoliła tu niemiecki obóz koncentracyjny dla kobiet.

Okoliczności zdobycia obozu oddaje relacja por. Stanisława Jaworskiego „Korwina”: „Było to w dniu 5 maja 1945 roku. […] Pod obóz podeszliśmy lasem. Nasza kompania dostała zadanie sforsowania małego, kamiennego mostu na rzece czy kanale, który zagradzał dostęp do obozu. Moment ataku na obóz był dobrze wybrany, bo w czasie, kiedy większość załogi niemieckiej jadła obiad w jadalni. Biegiem przekroczyliśmy most i bez strzału znaleźliśmy się na terenie obozu. W czasie biegu zauważyłem w oknach budynków twarze więźniarek, których wyrazu do dziś nie mogę zapomnieć. Inna kompania, nie pamiętam która, wkroczyła do jadalni i rozbroiła Niemców. Tymczasem drugi batalion 204. pułku został zaangażowany do likwidacji niemieckich bunkrów z ciężkimi karabinami maszynowymi, które znajdowały się we wschodniej części obozu. Z powodu zupełnego zaskoczenia akcja ta trwała krótko i zakończona została likwidacją karabinów maszynowych i wzięciem do niewoli Niemców. Uwolnione kobiety nie posiadały się z radości – rzucały się nam na szyję, całując nawet po rękach”.

Uratowano 1 tys. kobiet. Do niewoli dostało się około 200 esesmanów i kilkanaście Niemek-strażniczek, które wcześniej nieludzko znęcały się nad więźniarkami. Jak wspominał dowódca brygady: „Zapanował niesamowity hałas, powstały z mieszaniny radosnego śmiechu, głośnego płaczu, krzyków i bieganiny”. Szybko jednak się okazało, że wewnątrz obozu znajdują się baraki otoczone dodatkowo drutem pod napięciem. Wewnątrz nich były Żydówki. Obok budynków stały beczki z benzyną. Kobiety miały być żywcem spalone! Uderzenie brygady uratowało im życie dosłownie w ostatniej chwili. Po otwarciu baraków z ich mroku poczęły wypełzać ludzkie strzępy. Prawie żadna z kobiet nie była w stanie ustać na własnych nogach...

Obaj noszą nazwisko Smazal. Mieszkają po sąsiedzku i są ze sobą spokrewnieni. To najstarsi mieszkańcy Všekar. Starszy z nich ma 90, a drugi 86 lat.

– Czy ich pamiętam? Oczywiście – mówi, uśmiechając się, młodszy ze staruszków. – Przybyli do nas wiosną 1945 r. Nazywali się Narodowe Siły Zbrojne. Byli umundurowani, posiadali świetną broń – dużo automatów i piękne konie. Bardzo im zazdrościłem tych koni. – Tak – wtrąca drugi z rozmówców – przyjechali konno, a gdy nas opuszczali, już odjechali zdobytymi na Niemcach samochodami. I część z tych koni nam zostawili. Byliśmy z tego bardzo szczęśliwi.

Na pytanie, jak układały się wzajemne stosunki pomiędzy Polakami a mieszkańcami wsi, obaj odpowiadają zgodnie, że poprawnie. – Na początku były problemy z ich zakwaterowaniem – mówi starszy z panów Smazalów. – Tego wojska było naprawdę dużo. Mieszkali więc w naszych chałupach, spali po stodołach. Nie wszystkim się to we wsi podobało. Chyba cała kompania – kilkudziesięciu żołnierzy – zajęła budynek, w którym była kiedyś hospoda. Spali na stołach, na podłodze, na strychu. Podobnie było w innych, sąsiednich miejscowościach. Oni stacjonowali także w Neuměřu i w Kvíčovicach. Ale wie pan, to byli zdyscyplinowani żołnierze. Nie przypominam sobie, aby były w stosunku do nich jakieś pretensje. Wieczorami były organizowane potańcówki. Najbardziej to z ich pobytu były zadowolone dziewczyny. Chyba wszystkie z wioski były szczęśliwe, że oni tu są – opowiada, śmiejąc się, pan Smazal.

– Ta wasza brygada to była prawdziwa polska szlachta – snuje swoją opowieść. Gdy stanowczo zaprzeczyłem i zacząłem wyjaśniać, że większość z tych żołnierzy pochodziła z rodzin chłopskich, jego twarz się zmarszczyła. Spojrzał mi głęboko w oczy i oznajmił: – Szanowny panie, ależ oni całowali kobiety w dłonie!

Wartownicy US Army

Latem 1945 r. brygada odeszła na Zachód. Początkowo stacjonowała w zamieszkanych przez Niemców wioskach na pograniczu Czech i Bawarii. Pułkownik „Bohun” chciał, aby jego żołnierze zostali podporządkowani dowództwu II Korpusu Polskiego. Tak się jednak nie stało, a to za sprawą artykułu Stefana Litauera pt. „Polscy faszyści rządzą pięcioma czeskimi wsiami”. Został on opublikowany w gazecie „News Chronicle”. Autor – sowiecki agent – przedstawił się jako polski korespondent z Londynu. Podał również fałszywe nazwisko – Stefan Lityński. Jego szkalujący brygadę artykuł spowodował z jednej strony nieufność i dezinformację Amerykanów, a z drugiej naciski Sowietów i ich wasali z Warszawy, by alianci wydali im żołnierzy NSZ.

Bardzo napięte stawały się też stosunki z przyjaznymi wcześniej władzami czeskimi, a dokładnie z tworzoną przez czeskich komunistów pod okiem NKWD policją. W Bernarticach, gdzie kwaterował sztab brygady, doszło nawet do nieudanej próby porwania „Bohuna” przez grupę czeskich policjantów. Ostatecznie Amerykanie podjęli decyzję o wycofaniu jednostki na terytorium Niemiec – do Bawarii. Następnie, choć nie zgodzili się na przyłączenie brygady do II Korpusu Polskiego, zaproponowali włączenie żołnierzy NSZ w szeregi Kompanii Wartowniczych przy III armii amerykańskiej. Jak pisał jesienią 1945 r. Melchior Wańkowicz: „Londyn miał z nimi porachunki jeszcze z czasów Armii Krajowej. Jego oficerowie-łącznicy wiele wysiłku włożyli w to, aby Amerykanom tłumaczyć, że ci chłopcy, którzy płakali, oddając z tak pomysłowym i krwawym wysiłkiem ciułaną broń, to nie żołnierze, tylko »displaced persons« […]. Trudno było wyjść cało z tych połączonych ataków Warszawy, Rosji i Londynu, Amerykanie czuli jednak, że te ataki popychają ich do czegoś nieuczciwego. Odebrali broń, odebrali statut żołnierski, ale Brygady nie wydali”.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 8/2013
Artykuł został opublikowany w 8/2013 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł
 9
  • pl 68 ! IP
    Pi.... a banda przestepcow wszyscy powinni wisiec !
    Dodaj odpowiedź 3 1
      Odpowiedzi: 0
    • Junak IP
      Stefan Litauer - zapamiętać, bo to patron kacapstwa i lewactwa na tym forum.
      Reszta historii znana, jedna tylko uwaga: nie Amerykanie obronili Brygadę, zasługę trzeba przypisać Pattonowi, chyba największemu z dowódców 2 WŚ (obok Mansteina, ale ze wskazaniem na Pattona :)
      Dodaj odpowiedź 16 4
        Odpowiedzi: 0
      • Taka prawda IP
        Przecież te wszystkie "dokonania" Brygady Świętokrzyskiej brzmią jak ponury żart dla bezmózgiego czytelnika.
        Oto mała próbka.
        "Po przekroczeniu Odry (Niemcy ich przepuścili przez silnie ufortyfikowane mosty na Pilicy i Odrze ) zjawiają się Niemcy na rozmowę. Pytają o zamiary Brygady – odpowiedź:
        Brygada idzie na zachód połączyć się z zachodnimi aliantami." Czyli wrogami Niemiec.
        Po takiej odpowiedzi z członków tej brygady ani jeden nie pozostał by żywy.
        Dodaj odpowiedź 16 15
          Odpowiedzi: 1
        • Wojnarowicz IP
          Paradne popierdywanie... bajeczki o bandytach, kiedy nie mordowali żydów, nie grabili wiosek... przeprowadzali przez jezdnie staruszki!!
          Dodaj odpowiedź 17 19
            Odpowiedzi: 0
          • manipulacja IP
            Co za brednie! Gdzie źródła? To się nazywa polityka historyczna i z faktami nie wiele ma wspólnego!
            Dodaj odpowiedź 16 17
              Odpowiedzi: 0
            • Taka prawda IP
              Bardzo ładne Kacze propagandowe pierdy ze wspomnień "kronikarza" Brygady Świętokrzyskiej. Szkoda że nie mające potwierdzenia w żadnych dokumentach. Nawet w IPNie. Nie ma potwierdzenia by walczyli z Niemcami a jak już to przez nieporozumienie.
              W 1944 patrol Brygady Świętokrzyskiej" NSZ składający się z niepiśmiennych chłopków nie wiedząc że nie wolno ostrzelał niemiecki konwój zabijając 2 Niemców. W tej sprawie w przysiółku Belina pod Włoszczową zebrał się sztab BŚ oraz niemieckie dowództwo przybyłe z Kielc. Odbył się sąd wojenny i i 2 partyzantów winnych zabicia Niemców skazano na karę śmierci i od razu rozstrzelano. Po egzekucji zorganizowano wspólne braterskie, mocno zakrapiane ognisko.
              Przecież z tego artykułu widać ze to kłamstwa. " Z jednej strony byli atakowani przez frontowe jednostki niemieckie a z drugiej przez cały rosyjski fron a oni dzielnie się bronili. Nie ponosząc przy tym żadnych strat. Pod Kurzelowem atakował ich pociąg pancerny, Niemcy, Kalmucy a z drugiej strony AL i BCh. A dzielni chłopcy znowu nie ponieśli żadnych strat.
              I jak to się stało że mogli sobie przejść spacerem prze całe Niemcy i Czechy. Ośmiuset osobowy oddział wrogiego Niemcom wojska. Kilka kilometrów od frontu amerykańskiego wyzwolili niepilnowany już obóz. Znowu nie ponosząc żadnych strat. Nawet nie strzelając. Być może to wyzwolenie obozu uchroniło ich od wydania Stalinowi jako niemieckich kolaborantów.
              Dodaj odpowiedź 21 17
                Odpowiedzi: 0
              • edrfgt IP
                W 1939 roku Polska została napadnięta przez Niemcy i ZSRR. Niemcy wymordowali ponad 6 milionów Polaków, bez względu na wyznanie, sowieci wymordowali około 2 milionów. "Sojusznicy" Polskę zdradzili, sprzedali sowietom. Żydokomuna wymordowała po II wojnie światowej w Polsce ponad 200 tysięcy polskich patriotów. Mordercy nie zostali rozliczeni. Wielu wyjechało z majątkiem na zachód, "zajęli" uniwersytety, media, udawali "opozycję" polską. Dzisiaj, potomkowie bandytów z NKWD i UB którzy osiedli w USA, Izraelu ,na zachodzie europy, szkalują Polskę i Polaków. Piszą historię II wojny światowej od nowa. Niemieckie i sowieckie zbrodnie, przypisują Polsce i Polakom. "Sojusznicy" polski znowu milczą. Hańba.
                Dodaj odpowiedź 24 9
                  Odpowiedzi: 0
                • Prawdziwy Polak IP
                  Ten tytuł jest taki wazeliniarski jak PIS wasal.
                  Dodaj odpowiedź 20 25
                    Odpowiedzi: 0

                  Czytaj także