HistoriaHumor – bezlitosna broń w wojnie polsko-jaruzelskiej

Humor – bezlitosna broń w wojnie polsko-jaruzelskiej

Komiks zamieszczony w podziemnym piśmie
Komiks zamieszczony w podziemnym piśmie "Junta juje" / Źródło: Fot. Wojciech Jakóbczak
Dodano 7
Czy w stanie wojennym można było mieć poczucie humoru i śmiać się z otaczającej rzeczywistości? Nie tyle można, co trzeba było to robić. W przeciwnym razie konieczne byłyby inne środki znieczulające, zresztą i tak reglamentowane i sprzedawane po godz. 13. Poza tym humor, choć był delikatnym towarem spod lady, cieszył dłużej i nie pozostawiał kaca.

Sławomir Cedzyński

W filmie Jacka Bromskiego „Uwikłanie”, opartym na prozie Zygmunta Miłoszewskiego, znawca esbeckich metod działania, wiele lat po kapitulacji komunistów, słusznie obawia się zemsty i uświadamia młodej pani prokurator, czym była PRL. Mówi np., że nie znosi komedii Stanisława Barei, bo te pokazywały Polskę ludową jako najweselszy kraj wśród demoludów. Na uwagę rozbawionej prokurator, że chyba tak było i ona właśnie uwielbia za to Bareję, odpowiada, by powiedziała to rodzinie zamordowanego przez esbeków chłopaka, w którego sprawie prowadzi śledztwo.

Wprowadzony przez Wojciecha Jaruzelskiego stan wojenny to czas skrytobójczych morderstw, więzień, pałowania, donosów i wielu innych świństw. Wcale nie było wesoło. Ale czy można nie roześmiać się, czytając rubaszne i zarazem finezyjne określenie ekipy generała „Junta juje”? To popularne graffiti malowane na murach po 13 grudnia 1981 r., a także część nazwy broszury wydawanej wówczas w podziemiu. O ile komedie Barei mogły być traktowane przez ludowe władze jako wentyl bezpieczeństwa, o tyle niekontrolowany humor w czasie stanu wojennego komuniści musieli brać na serio.

Czytaj także:
Szukamy najciekawszych wspomnień ze stanu wojennego

Nie sposób nie wyśmiać

Trzeba przyznać, że niejednokrotnie sama socjalistyczna władza aż prosiła się o to, by stosować wobec niej wyjątkowo niebezpieczną broń, jaką jest satyra. Już akronim WRON (Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego), nadana naczelnemu organowi stanu wojennego, nie była do końca przemyślana. Ornitologiczne skojarzenia z dość lichym ptakiem, zestawionym dodatkowo z dumnym orłem, narzucały się w sposób naturalny. Nic dziwnego, że przewodnim hasłem podziemia było powiedzenia „Orła WRON-a nie pokona”. W dodatku wcześniej wroną w Polsce nazywano też faszystowskiego orła na czapkach Wehrmachtu, co w grudniu ‘81 pozostawało w zgodzie z wizerunkiem okupanta.

Na WRON-ie się nie skończyło, skróty OKON (Obywatelskie Komitety Ocalenia Narodowego) „mylony” z rybą czy PRON (Patriotyczny Ruch Odrodzenia Narodowego) kojarzony z męskim narządem płciowym również niemal zmuszały do wymyślenia wesołego sloganu: „Zdziwiły się OKON-ie, że PRON-cie wyrosło na WRONIE”.

ZOMO - i straszne, i śmieszne

Jeśli nazwy organizacji nie można było z niczym powiązać, z pomocą satyrykom przychodzili jej członkowie. Tak było w przypadku ZOMO (Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej). Ich wygląd (hełmy, tarcze, długie szturmowe pałki) oraz zachowanie nie skłaniały do żartów podczas demonstracji. Nawoływanie manifestantów: „Chodźcie z nami, dziś nie biją” było często złudnym życzeniem i zakrawało na ponury żart. Jednak im bardziej zomowcy budzili uzasadniony lęk, tym bardziej ucieszne żarty powstawały na ich temat. Wyśmiewana była więc ich tępa agresja i tym samym rzeczywiste intencje ludowych władz ględzących o pokoju, rozsądku i porozumieniu. Stąd popularne hasło wypisywane na ścianach kamienic: „ZOMO, bijące serce partii” lub inna od oficjalnej wersja rozwijania skrótowców:

„MO - Mogą Obić; ORMO - Oni Również Mogą Obić; ZOMO - Zwłaszcza Oni Mogą Obić”.

Niektóre żarty wskazują bez ogródek na to, jakim uczuciem społeczeństwo darzyło obrońców ustroju: „- Gdzie zomowiec powinien mieć nóż? - Najlepiej to w plecach”.

Znane były też wszystkim nader skromne możliwości intelektualne członków oddziałów ZOMO, co zresztą rozciągano na resztę organów bezpieczeństwa: Po powrocie do domu zomowiec rozbija wszystkie meble. Gdy się zmęczył, żona pyta nieśmiało: „- Wszyscy wiemy, jak ciężko harujesz, ale czy musisz jeszcze przynosić pracę do domu?”;

Dlaczego milicjanci chodzą na patrole trójkami? Bo jeden umie czytać, drugi pisać, a trzeci pilnuje dwóch intelektualistów”;

Co robi milicjant, gdy dostanie narty wodne? Szuka pochyłego jeziora”.

ZOMO-wiec w świetlicy ogląda mecz piłkarski w telewizji. Wchodzi drugi funkcjonariusz.

- I co, był jakiś gol?

- Były dwa!

- Kto strzelił?

- Boniek i Replay...”.

Dlaczego poczta wycofała znaczki z Urbanem?

Milicjanci i ich bardziej uzbrojeni koledzy w oddziałach szturmowych byli dość łatwym celem żartów i chyba nie wszystkie kawały brali do siebie, bo nie zawsze je rozumieli. Wiele dowcipów uderzało też w wykształconych ludzi stojących po stronie władzy. Ich słabością były nie tylko ich własne słowa i postawa, ale też wygląd, co sprzyjało prostym do odtworzenia rysunkom i karykaturom. Zresztą fizjonomia Jerzego Urbana, rzecznika rządu, nazywanego Goebbelsem peerelowskiej propagandy, niemal sama zachęcała do drwin. Oczywiście nikt by tego nie robił, gdyby Urban nie był tak znienawidzony. W końcu uszy kard. Józefa Glempa nie były o wiele mniejsze czy mniej odstające, a jednak żarty w jego przypadku były nader rzadkie. Jerzy Urban był natomiast bohaterem wielu dowcipów, czasem równie mało wybrednych jak jego propaganda. Oto kilka z nich: „Co będzie, gdy walec przejedzie Urbana? - Największy motyl świata”.; „Jak przeprowadzić udany zamach na Urbana?- Wystarczy obciąć mu jedno ucho – wiatr sam mu głowę ukręci!”; „Poczta Polska wycofała znaczki z podobizną Urbana. - Dlaczego? - Ludzie pluli nie na tę stronę, co trzeba”.

Jaruzelski czyli Breżniew

Ciemne okulary były z kolei nieodłącznym znakiem rozpoznawczym karykatur gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Nie pomogły jego opowieści, że czarne szkła są efektem wojennych zmagań. Nikt, poza jego towarzyszami nie widział w nim bohatera wojennego, a zdecydowana większość zdrajcę Polski próbującego się podlizać Moskwie i panującemu w niej Leonidowi Breżniewowi. Stąd też czasem pieprzne żarty typu: „Dlaczego Jaruzelski ma tak czerwone usta? Bo Breżniew ma hemoroidy”; „Breżniew wzywa gen. Jaruzelskiego: Nu, Jaruzelskij, nie dbasz o nasze interesy. Jakiś pisarczyk drukuje ci pod nosem propagandę «Litwo, ojczyzno moja», a ty szto? - Ależ towarzyszu Breżniew, on już nie żyje! - I za to was lubię, Jaruzelskij!”.


I sekretarz KC KPZR Leonid Breżniew, co zrozumiałe, też nie cieszył się dobrą opinią w polskim społeczeństwie. Początek lat 80. to już schyłek zniedołężniałego satrapy. Ludzi cieszyły kawały o jego stanie zdrowia, bo widzieli w tym ruinę samego Kraju Rad. „Ile osób rządzi dziś Związkiem Radzieckim? - Półtorej. Lenin wiecznie żywy i półżywy Breżniew”.„Nauczycielka na lekcji języka polskiego pyta: - Jaki to czas: Umarł Leonid Breżniew? - Najwyższy”. Często nie trzeba było zresztą używać nazwiska radzieckich przywódców, publiczność i tak wiedziała, o kogo chodzi. Podczas jednego z kabaretowych przedstawień genialny Jerzy Dobrowolski w swoim monologu wyznawał: - Wczoraj widziałem w telewizji pogrzeb. Bardzo udany - ocenił. Widownia pękała ze śmiechu.

Kolegium za „Marksjan”

Żart polityczny, oparty na niedomówieniach i parafrazach był wszechobecny. Widać go było na murach, gdzie królowały zwięzłe hasła (farba w sprayu była wówczas nieosiągalna) trawestujące slogany z oficjalnego przekazu. I tak wspomniany już „Lenin wiecznie żywy” zastąpił napis „Lenin wiecznie sztywny”, a popularną triadę z partyjnych plenów „Polska, Pokój, Socjalizm” zastępowano zestawem „Polska, Pokój, Dupa”.

Błyskotliwe żarty sprawiające kłopot cenzorom były wszechobecne w repertuarze mniej lub bardziej legalnych kabaretów. Wojciech Polak w swojej książce „Śmiech na trudne czasy” przytacza m.in. zarzuty wobec Jana Pietrzaka, twórcy kabaretu „Pod Egidą”, sformułowane przez Okręgowy Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, po przerwanym recitalu w Mrągowie w sierpniu 1983 r., czyli kilka tygodni po zakończeniu stanu wojennego: „...czynił niekorzystne aluzje do PRON - używając słów „też kosmiczny”, mówiąc o Komitetach „Od rodzenia”, wyraził zdanie, że kiedyś Komitety były od pieprzenia, zmienił tekst zatwierdzony, mówiąc o granicy na Bugu i bliskości Alaski, wprowadził określenie «Marksjanie», porównał Polskę do krajów Trzeciego Świata, umieszczając ją w rzędzie między Bangladeszem a Czadem, i stwierdzając, że we wszystkich krajach Trzeciego Świata rządzą generałowie, wyraził aluzję, że dobrze «że Galicja nam pozostanie, bo będą miały skąd wyruszyć Legiony», i inne. W efekcie zmian wywołał niewłaściwą reakcję widzów, żądających, by wykonał piosenkę «Żeby Polska była Polską»”. Jan Pietrzak został wówczas ukarany grzywną w wysokości 18 tys. złotych (ówczesne średnie wynagrodzenie to 14,5 tys. zł) z zamianą na 60 dni aresztu.

Zapraszamy do przesyłania wspomnień ze stanu wojennego. Najciekawsze teksty i zdjęcia opublikujemy w naszym portalu. Wspomnienia można przesyłać na adres: muzeumwspomnien@superhistoria.pl.

/ pwł
 7
  • WartyNurt IP
    "Półtorej" to dużo, czy mało? jak na poprawność języka to mało, jak na byka w pisowni to dużo.
    Dodaj odpowiedź 0 1
      Odpowiedzi: 0
    • pis_da IP
      I Pietrzak sam nakakał na swe kombatanctwo kolaborując z pis-bolszewikami. Czas rozliczenia podłej zmiany zbliża się wielkimi krokami, zobaczycie, wandale jakie jest "wasze 40%"...
      Dodaj odpowiedź 2 8
        Odpowiedzi: 0
      • pepper IP
        Dzisiaj wy wszystkie zawzięte pisiory możecie mówić, że byliście po dobrej stronie. Młodzi to łykają jak pelikany a ci co pamiętają tamte czasy i mają trochę rozumu wiedzą jak było i patrzą na was z politowaniem.
        Dodaj odpowiedź 3 18
          Odpowiedzi: 1
        • ....d IP
          Tu leży Urban. Pokój Jego duszy. 2 groby dalej leżą Jego uszy.
          Dodaj odpowiedź 15 0
            Odpowiedzi: 0
          • Jedrekn IP
            No tak a teraz pisokatobolszewia nie lubi jak się z nich śmieje. Historia zatacza koło. Paradne
            Dodaj odpowiedź 8 17
              Odpowiedzi: 1

            Czytaj także