HistoriaNocna przejażdżka Paula Revere'a

Nocna przejażdżka Paula Revere'a

"Nocna przejażdżka Paula Revere'a" - obraz XX-wieczny / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano
Rajd złotnika z Bostonu na stałe zagościł w panteonie mitów i legend początków amerykańskiej niepodległości.

Amerykańscy koloniści przez długi czas cieszyli się swobodą, z dala od londyńskich władz. Trudności komunikacyjne i zaangażowanie metropolii w innych częściach globu powodowały, że sytuację 13 kolonii w Nowym Świecie najlepiej można było określić jako „błogie zaniedbanie”. Sytuacja zmieniła się po wojnie siedmioletniej. Zwycięstwo nad Francją i podpisanie pokoju paryskiego w 1763 r. spowodowało, że Wielka Brytania stała się światowym imperium, bez skrępowania czerpiącym zyski z morskiego handlu i bez skrupułów wykorzystując kolonie.

Amerykański poddany, dotychczas płacący mniej więcej jednego szylinga różnych podatków, miał doszlusować do przeciętnego Anglika, płacącego około dwudziestu sześciu szylingów rocznie. Pieniądze były niezbędne na pokrycie długu zaciągniętego na poczet działań wojennych. Amerykańskie kolonie musiały też pokrywać koszty stacjonującego tam wojska.

Droga do konfliktu

Dotychczasowy, luźniejszy związek między amerykańskimi koloniami a metropolią zaczął przeradzać się w biurokratyczną i podatkową opresję. Korona szeregiem ustaw nałożyła na kolonistów nieznane dotychczas ograniczenia, nowe podatki i opłaty. W 1764 r. tzw. ustawą o cukrze ugodzono w przemytników melasy. W 1765 r. ustawą stemplową wprowadzono podatek od wszelkich dokumentów urzędowych. To już uderzało w większość obywateli. W 1767 r. ustawami Townshenda wprowadzono nowe cła i podatki na towary importowane do Ameryki oraz centralizowano zarządzanie koloniami. Zakazano osiedlania się na zachód od Appalachów, ze względu na ochronę Indian.

Stosunki władz z kolonistami coraz bardziej się pogarszały. Na początku marca 1770 r. grupa mieszkańców Bostonu protestowała pod siedzibą urzędu celnego. Budynku pilnował oddział brytyjskich żołnierzy. Wkrótce poleciał na nich grad śnieżek, odłamków lodu i śmieci. Zaskoczeni atakiem żołnierze oddali salwę do tłumu, zabijając pięciu, a raniąc sześciu protestujących. Wydarzenie to uwiecznił na rycinie bostoński złotnik Paul Revere. Rycina w przesadny sposób przedstawiająca angielską brutalność szybko rozeszła się po koloniach, podsycając antybrytyjskie nastroje.

Coraz większą popularność zyskiwało hasło rzucone przez bostońskiego prawnika Jamesa Otisa „opodatkowanie bez przedstawicielstwa to tyrania”. Koloniści - głównie Anglosasi - wychowywani byli w tradycjach wolnościowych, których zachowanie gwarantowane było przez Wielką Kartę Swobód, Habeas Corpus Act i Bill of Rights. Nie w smak im było podporządkowanie się represyjnej władzy za oceanem.

Mnożyły się stowarzyszenia spiskujące przeciwko Brytyjczykom. Zawiązywano komitety korespondencyjne, które zajmowały się kolportowaniem informacji do wszystkich kolonii. Jednym z kurierów bostońskiego komitetu był właśnie Revere. Powstała też organizacja Synowie Wolności, walcząca o prawa kolonistów i przeciw ustawie stemplowej. Sprzeciwiano się urzędnikom, niszczono ich rejestry i znaki opłat, wypędzano ich z miast.

W 1773 r. angielski parlament przyjął ustawę o herbacie. Amerykańskie kolonie stały się miejscem zbytu tego napoju pochodzącego z Indii po obniżonej cenie. Oznaczało to zyski dla Kompanii Wschodnioindyjskiej, a straty dla lokalnych przemytników. Szesnastego grudnia 1773 r. grupa kilkudziesięciu Synów Wolności przebrana za Indian Mohawk wdarła się na stojące w bostońskim porcie statki należące do Kompanii Wschodnioindyjskiej - „Dartmouth”, „Eleanor” i „Beaver”. Do wody wrzucono 345 skrzyń z herbatą. Potem spiskowcy błyskawicznie opuścili statki, nie czyniąc nikomu krzywdy.

W odpowiedzi brytyjskie władze zamknęły port w Bostonie i zaczęły jego wojskową okupację. Zlikwidowano też miejscowy samorząd. Akcja odbiła się głośnym echem w koloniach i przyczyniła do dalszej radykalizacji nastrojów. We wrześniu 1774 r. w Filadelfii zebrał się Kongres Kontynentalny, reprezentujący 12 z 13 kolonii. Przyrzekano wierność królowi Anglii Jerzemu III, ale jednocześnie wysuwano żądania gospodarcze i dopominano się przestrzegania praw i wolności obywatelskich. W tym czasie w poszczególnych koloniach powoływano milicje, złożone z uzbrojonych obywateli. Część z nich to tzw. „minutemani” – zdolni w każdej chwili do wyruszenia w pole w zaledwie kilka minut. Tworzono składy broni i amunicji. Jednak koloniści wciąż wierzyli w możliwość porozumienia z brytyjskimi władzami.

Pierwsze starcie

Wieczorem 18 kwietnia 1775 r. Anglicy silnym oddziałem wyruszyli z wybrzeża pod Bostonem w głąb Massachusetts. Ich celem było aresztowanie dwóch konspiratorów w Lexington - Samuela Adamsa i Johna Hanckocka. Mieli też zniszczyć składy amunicji i broni rebeliantów w Concord. Misja ostrzeżenia konspiratorów została powierzona Paulowi Revere. Kazał on wywiesić dwie latarnie na wieży Kościoła Chrystusa w Bostonie na wypadek, gdyby Anglicy wybrali drogę morską. Potem poszedł na nabrzeże przy Boston North End, gdzie czekało na niego dwóch zaufanych ludzi z łódką. Płynąc po wodach Charles River wyminęli brytyjskie statki i na drugim brzegu wysadzili Revere’a. Tam poinformował on miejscowych Synów Wolności o ostatnich wydarzeniach w Bostonie. Potem pożyczył konia i około 11 wieczorem wyruszył w dalszą drogę. W tym czasie brytyjskie patrole zaczęły go szukać. Revere'owi udało się zmylić ich czujność, ale po tym, gdy prawie został złapany w Charleston, zmienił swoją trasę i zaalarmował lokalną milicję w Medford.

W końcu dotarł do Lexington, do domu w którym przebywali Adams i Hanckok. Nieco później do Lexington dojechał również z tym samym ostrzeżeniem William Dawes. Po krótkim odpoczynku obaj zdecydowali, że pojadą dalej, do Concord, żeby sprawdzić, czy zapasy z wojskowych magazynów zostały ukryte. Niedaleko od Lexington dołączył do nich inny członek Synów Wolności Samuel Prescott. Nagle z ciemności wyłonił się brytyjski patrol. Dawesowi i Prescottowi udało się uciec, ale Revere został złapany. Po krótkim przesłuchaniu przez żołnierzy został puszczony wolno, ale na piechotę. Żołnierze skonfiskowali jego konia. Milicję w Concord w końcu powiadomił Prescott.

Na spotkanie Brytyjczyków wyruszyła silna grupa milicjantów. Doszło do potyczki pod Lexington, w której zwyciężyli Brytyjczycy. Idąc dalej, wpadli w zasadzkę pod mostem w Concord. Przybywało coraz więcej zaalarmowanych minutemanów, zmuszając Brytyjczyków do odwrotu, który wkrótce zmienił się w ucieczkę. Po obu stronach padło kilkudziesięciu zabitych. Dalsze układy kolonistów z brytyjską koroną stały się niemożliwe. Rozpoczęła się wojna, w czasie której 4 lipca 1776 r. Kongres Kontynentalny przyjął Deklarację Niepodległości Stanów Zjednoczonych.

Revere zajął się później produkcją prochu dla rewolucjonistów. Odlewał też dla nich spiżowe działa. W końcu przyłączył się do działań zbrojnych, ale tu nie szło mu już tak dobrze. W końcu został zwolniony ze służby za niekompetencję i niesubordynację. Po Rewolucji wiódł spokojny, mieszczański żywot w Bostonie, zajmując się złotnictwem i po części protetyką, co należało wówczas do złotniczego fachu. Jego wysokiej jakości wyroby dzisiaj są cennymi przedmiotami kolekcjonerskimi.

Legenda rewolucji

Nocna przejażdżka Revere'a na długi czas zginęła w natłoku wydarzeń amerykańskiej wojny o niepodległość. Przypomniał o niej w 1863 r. w swoim poemacie Henry Wadsworth Longfellow. Opowieść, zresztą dosyć mocno podkoloryzowana, trafiła na podatny grunt wśród szukających swojej tożsamości podczas wojny secesyjnej Amerykanów. Odtąd na stałe zagościła w panteonie mitów i legend początków amerykańskiej niepodległości. Zainspirowany poematem, nocną przejażdżkę namalował również jeden z najwybitniejszych amerykańskich malarzy Grant Wood na obrazie „The Midnight Ride of Paul Revere”. Dzisiaj można go oglądać w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku.

/ pwł
 0

Czytaj także