HistoriaMatejko, król i alchemik

Matejko, król i alchemik

Obraz
Obraz "Alchemik Sędziwój i król Zygmunt III" Jana Matejki / Źródło: Archiwum
Dodano 1
„Ładny, przyjemny do widzenia, nie zasługujący na zarzuty, z wyjątkiem jednego zbytecznej długości głównej figury. Gdyby ten Sędziwój wstał, uderzyłby się głową o ramę obrazu” - skomentował obraz Jana Matejki hr. Stanisław Tarnowski

Czym była alchemia? Oczywiście nie podejmiemy się tutaj odpowiedzi na to pytanie, bo nie taki jest cel tego szkicu. Powiemy natomiast, że w najbardziej popularnym ujęciu zawsze kojarzyła się ona powszechnie z wytwarzaniem złota z metali nieszlachetnych, jak również z przygotowywaniem rożnych specyfików, które miały uczynić człowieka długowiecznym, czy nawet nieśmiertelnym.

Nie było chyba w dawniejszych czasach (a być może i obecnie także?) ludzi zamożnych, a nade wszystko osób z wielką władzą, którzy nie interesowaliby się zagadnieniami „wiedzy tajemnej”. Bogacz chciał być jeszcze bogatszy, ponieważ zapewniało mu to większą władzę, a równocześnie najlepiej, aby był jeszcze nieśmiertelnym. Innymi słowy, od zawsze poszukiwano kamienia filozoficznego. Jednym z królów polskich, o którym wiemy, że mocno interesował się alchemią, był Zygmunt III Waza. Wiedział o tym także Jan Matejko, który podjął ten temat na jednym ze swoich dzieł. Mamy więc scenę rodzajową z odwołaniem się do historycznych, autentycznych wydarzeń, z pewną dozą fantazji. Artysta uwierzytelnia nasze powszechne mniemanie o alchemii.

Obraz dla pieniędzy i postępu kraju

Monumentalne obrazy historyczne artysta tworzył z powołania wielkiego i patriotyzmu. W tym czasie był już znany w Europie z sukcesu „Kazania Skargi” czy „policzkującego” arystokrację „Rejtana”. Tak wielkie płótna trudno było sprzedać, a malarz musiał przecież z czegoś żyć. Zresztą Matejko nigdy nie przywiązywał wagi do pieniędzy, bo jak uczy jego przyszłość, bywało że ogromne swe malowidła zwyczajnie oddawał za darmo narodowi polskiemu (np. „Hołd Pruski”), czy jak „Sobieskiego pod Wiedniem” - Watykanowi. Miał jednak okrutnie pazerną i wymagającą żonę, poza tym miał już wtedy jedno dziecko (drugie miało niebawem się urodzić) i... wielkie długi.

Temat alchemika Sędziwoja chodził mu po głowie już wcześniej, miał nawet gotowe szkice. Myślał, że taki sensacyjny, pobudzający wyobraźnię wielu ludzi temat szybko się sprzeda. Aczkolwiek najbliższy współpracownik malarza, jego długoletni sekretarz Marian Gorzkowski, podaje inny powód powstania tego dzieła, a mianowicie, że „Matejko w odrodzeniu rzemiosł u nas dostrzegał pożytek i postęp kraju”. To na pewno także możemy uznać jako kolejny czynnik. Gorzkowski zanotował: „Artysta wziął się do malowania i wykonał obraz Alchemik Sędziwój (…). Obraz ten skończony 26 kwietnia był wystawiony w Sali Towarzystwa Naukowego na dochód jak zwykle dobroczynny, tym razem na korzyść rzemieślniczej czeladzi". Nie wziął malarz pieniędzy za ten pokaz, jak i za wiele innych prezentacji swoich dzieł, a często nawet sam opłacał wynajęte na ten cel sale wystawowe. Miał jednak nadzieję, że malowidło sprzeda się po publicznym pokazie. Jeszcze raz odwołajmy się do sekretarza Matejki, który tak zapisał, to co słyszał: „O obrazie tym różne (...) robiono w Krakowie docinki, że artysta nie wie, jak mógłby alchemik topić metale, że w tak wielkim ogniu można by było całego upiec wołu, itd”.

W sierpniu natomiast obraz wystawiono w Warszawie. Reporter miejscowego „Kuriera” sporządził krótką notatkę: „Wczoraj Wystawa Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, licznie zwiedzaną była, a nowy obraz „Sędziwój” P. Matejki, otoczony był bezustannie natłoczonym kołem patrzących”. Patrzono, podziwiano, ale nie kupiono. Napisano natomiast niezbyt pochlebną recenzję w Przeglądzie Tygodniowym, gdzie zarzucano obrazowi brak perspektywy, ciasnotę i zbyt ciemny koloryt. Na szczęście dla artysty, a szczególnie jego żony, cesarz Franciszek Józef zakupił w tym czasie „Rejtana” za 50 tysięcy franków i kłopoty finansowe, póki co, poszły w zapomnienie.

Złota moneta dla króla

Rzeczony alchemik Michał Sędziwój, to postać autentyczna. Szlachcic herbu „Ostoja” żyjący w latach 1566-1636. Człowiek wszechstronnie wykształcony za sprawą najpierw funduszy ojca, a później wielu władców ówczesnej Europy. Elementy alchemii w XVI wieku były wykładane na niektórych uniwersytetach. Przyczyniła się ona także do powstania nauki chemii. Podróżował nasz „szarlatan” po dworach Europy i u kogo by się nie znalazł, zaraz zostawał przez niego wspierany finansowo. Był już wtedy sławny ze swoich dokonań, realnych czy też domniemanych. Wszyscy liczyli, że wyprodukuje im złoto albo stworzy jakiś cudowny eliksir. A może coś w tym było, skoro ponoć wyleczył miksturą własnej produkcji wielu chorych ludzi. Byli też tacy, którzy twierdzili, że osobiście widzieli, jak dokonał zamiany zwykłego metalu w złoto. Napisał przy tym kilka cenionych traktatów filozoficznych czy też alchemicznych przetłumaczonych na wiele języków. Chociaż niektórzy twierdzą, że część z nich zwyczajnie sobie przywłaszczył po śmierci innych alchemików... Posiadał również cenione w owych czasach zdolności dyplomatyczne. Zygmunt III Waza „zatrudnił” go na pewien czas jako osobistego sekretarza, wykorzystując obydwie umiejętności Sędziwoja. Podejrzewa się nawet, że w działalności dyplomatycznej był „podwójnym agentem”. Króla polskiego i cesarza austriackiego.

Zajrzyjmy teraz do katalogu zbiorów łódzkiego muzeum. Czytamy w nim o tym malowidle:

„Obraz ten przedstawia scenę, w której alchemik Sędziwój dokonuje transmutacji srebrnej monety na złotą w obecności króla Zygmunta III i towarzyszącej mu świty. (…) Malarz ukazał kulminacyjny moment eksperymentu: klęczący przed płonącym kominkiem Sędziwój prezentuje już przemienioną złotą monetę”.

A jak to miało w rzeczywistości wyglądać opisał K.M. Wójcicki w „Albumie Jana Matejki” wydanym w czwartej części dziewiętnastego stulecia:

„Tu w obecności króla (…) wykonywał swoje doświadczenia. Sztukę złotej monety, posrebrzaną merkuryuszem, pokazywał obecnym za srebrną; potem włożywszy ją w ogień, po zanurzeniu w roztworze filozoficznego kamienia, rozgrzał ją i ukazała się złota, jaką rzeczywiście była. Tę chwilę przedstawia kompozycja Matejki”.

W świcie królewskiej dostrzegamy kilku dworzan, wśród których możemy rozpoznać ks. Piotra Skargę, za którym stoi nadworny trefniś. W drzwiach dama, której artysta nadał rysy twarzy własnej żony. Scena została usytuowana w jednej z komnat Zamku Królewskiego na Wawelu, w wieży zwanej „Kurzą Stopką”, gdzie alchemik Sędziwój miał mieć swoją pracownię. Wiemy, że w roku 1596 Wawel opanował wielki pożar, po czym Zygmunt III Waza przeniósł się do Warszawy. Pozostawał tam przez następne lata i już miasta tego nie opuścił. Warszawa stała się stolicą Polski. Być może te tajemne badania naukowe Sędziwoja spowodowały wybuch płomieni, które zniszczyły Zamek Królewski w Krakowie i teraz stolicę mamy na Mazowszu, a nie w Małopolsce.

Wydaje się, że trafnie o obrazie tym wypowiedział się hr. Stanisław Tarnowski, współczesny artyście uczony, późniejszy rektor Uniwersytetu Jagielońskiego, który tak oto odniósł się do sceny uwiecznionej przez artystę:

Ładny, przyjemny do widzenia, nie zasługujący na zarzuty, z wyjątkiem jednego zbytecznej długości głównej figury. Gdyby ten Sędziwój wstał, uderzyłby się głową o ramę obrazu. Ale ładny obraz, jest przy tem jakiś zimny. Przedmiot zajmował malarza, ale go jakoś nie poruszał, a ten malarz potrzebował być wzruszonym, wstrząśniętym, żeby całą swoją siłę wydobyć.

O tak, wiemy o tym aż nadto dobrze obecnie, znając całą już spuściznę artystyczną Jana Matejki.Musiał być wzruszony, a jak już był, to wtedy tworzył tylko arcydzieła.

Ten „ładny obraz” pędzla Mistrza Jana sprzedano dopiero w 1881 roku prywatnemu kolekcjonerowi. W 1939 roku dzieło zostało przekazane przez przedsiębiorcę Harrego Eeiserta do Muzeum Sztuki w Łodzi.

Jan Matejko: Alchemik Sędziwój i król Zygmunt III, 1867 rok

technika/materiał; olej/deska

wymiary: 72,5 x 131 cm

Muzeum Sztuki w Łodzi

Pałac Herbsta

/ pwł
 1
  • ciągle nic nie kumamy IP
    Ależ, to jest wręcz kabaretowe przedstawienie chciwości i głupoty. Żądza pieniądza rozpalona do samozniszczenia. Cała scena, ruchy, mimika i kompozycja, a także wychodzący z ram alchemik aż krzyczą z obrazu: głupcy, śmieszni głupcy! Taki był Matejko - krytyczny, bez pardonu, bogobojny patriota.
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0

    Czytaj także