Historia„Mamy wojnę w Polsce!”

„Mamy wojnę w Polsce!”

Kartka żywnościowa
Kartka żywnościowa / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano
Oficera SB, który prowadził moją sprawę spotkałem po latach jako pracownika w jednym z gliwickich banków; nie omieszkałem na jego widok przypomnieć swojego nazwiska

1.13 grudnia 1981 r. - szedłem rano do kościoła św. Michała w Gliwicach, żeby służyć do mszy św. jako ministrant. Po drodze jakiś wkurzony facet zgarniał śnieg z anteny na balkonie, bo „znikł mu obraz”. Ponieważ rano miałem włączone radio, poinformowałem zdumionego gościa, że mamy wojnę w Polsce. Przed kościołem i w rejonie akademików Politechniki Ślaskiej stało już wojsko i transportery opancerzone.

2. Pamiętam demonstrację w dniu Niepodległości organizowaną pod pomnikiem Mickiewicza w Gliwicach; ZOMO w dużej ilości użyło gazu łzawiącego (jeszcze następnego dnia śmierdziało i ulice były zaśmiecone łuskami), funkcjonariusze pałowali demonstrantów tymi długimi pałami.

3. Z powodu wprowadzenia stanu wojennego mój brat i jego narzeczona musieli w trybie pilnym zmienić datę swojego ślubu (choć na obrączkach mają wygrawerowaną datę wcześniej planowaną).

Czytaj także:
Szukamy najciekawszych wspomnień ze stanu wojennego

4. Pamiętam, jak w kościele były rozprowadzane dary; dostawaliśmy m.in. holenderski ser w dużych blokach (w charakterystycznym pomarańczowym kolorze), solone masło, konserwy i duże paczki mleka w proszku. Z tego mleka moja Mama - dodając kakao z innych darów - robiła w domu mix i tak powstawała domowa tabliczka czekolady!

5. Ponieważ w sklepach były tylko puste półki, a i kartek nie zawsze możną było zrealizować, naród nauczył się do perfekcji „organizować” wszelkie dobra (eufemizm na: „kraść”); butów nie było, noga rosła, ale dzięki zaprzyjaźnionej ekspedientce ze sklepu dla milicjantów nosiłem zimowe ciepłe trepy przeznaczone dla tej „elity władzy”.

6. W LO nr 5 w Gliwicach organizowane były na dużej przerwie w sali geografii konspiracyjne modlitwy dla wtajemniczonych, głównie członków OAZY, którzy dumnie nosili do szkoły na piersi skórzane emblematy ruchu Oazowego tzw. fozki. Te spotkania odbywały się za wiedzą i zgodą wspaniałej pedagog pani prof. Chrupek.

7. Od początku lat 80-tych regularnie co roku organizowany był w Gliwicach Festiwal Piosenki Religijnej Cantate Deo. Gromadził on tłumy młodzieży, a dla nas było zaszczytem i wyróżnieniem móc pomagać przy jego organizacji twórcom festiwalu, którymi byli m.in: śp. Norbert Blacha (kompozytor, twórca m.in. sławnej Modlitwy o Pokój), Piotr Sosna, Kazimierz Miga, Jerzy Kukuła. Z tyłu kościoła często można było spotkać dziwnych gości, którzy niekoniecznie interesowali się muzyką wykonywaną na Festiwalu.

7. Nie zapomnę długiej przerwy 15.06.1984 r., kiedy to dyrektorka LO nr 5 osobiście przyszła do klasy i zaprowadziła mnie do swojego gabinetu, w którym czekało na mnie dwóch smutnych panów po cywilu. Żeby nie robić sensacji po zakończeniu przerwy wyprowadzili mnie do pomarańczowego fiata 125p, którym następnie udaliśmy się w podróż do budynku SB przy ul. Barlickiego. Niezjedzone kanapki, które przygotowała mi Mama wróciły do mnie zapleśniałe w momencie zwalniania z poprawczaka w Pszczynie. Aresztowanie miało miejsce w związku z rozbiciem grupy drukującej i kolportującej literaturę niezależną (ulotki, broszury). W tym czasie przypadały reżimowe tzw. wybory do Rad Narodowych, pojawiło się dużo druków wzywających do bojkotu wyborów i SB latała jak z pieprzem...

8. W poprawczaku byłem pod ochroną grypsujących. Miałem status szychy, ponieważ na zamówienie sali płodziłem listy miłosne do dziewczyn tych chłopaków, którzy potrafili jedynie najczęściej wyryć nad łóżkiem napis "koham Asike". Raz brałem udział w przygotowaniu tzw. czaju parzonego na żyletki od lampy pod sufitem, po łyku tego „trunku” chłopaki szybko „odlatywali”.

9. Po wyjściu z poprawczaka zdiagnozowano u mnie chorobę wrzodową dwunastnicy. Z tej przyczyny miałem „elitarną” kartkę na mięso (większy przydział, tak jak dla np. górników). Te kartki można było realizować w niektórych tylko sklepach (np. „Kuchcik” przy ul. Zwycięstwa w Gliwicach - już nie istnieje). Ale co z tego, skoro i tak trzeba było od świtu wystawać na zmianę w kolejce przed tym sklepem (najpierw sterczał mój Ojciec gdzieś do godz. 6, potem ja przed lekcjami, zmieniała mnie Mama, która energicznie pakowała się do sklepu, jak tylko otworzyli drzwi - głównym delikatesem były cienkie parówki).

10. Oficera SB, który prowadził moją sprawę spotkałem po latach jako pracownika w jednym z gliwickich banków; nie omieszkałem na jego widok przypomnieć swojego nazwiska, na co pan porucznik natychmiast zwinął się ze swojego stanowiska pracy.

Tomasz W.,

Czerwiec 2018,

Gliwice

Zapraszamy do przesyłania wspomnień ze stanu wojennego. Najciekawsze teksty i zdjęcia opublikujemy w naszym portalu. Wspomnienia można przesyłać na adres: muzeumwspomnien@superhistoria.pl.

/ pwł
 0

Czytaj także