HistoriaEmbargo na części do Breżniewa

Embargo na części do Breżniewa

Leonid Breżniew podczas obchodów Święta Kobiet, 1973 r. Fot. RIA Novosti archive, image #734809 / Vladimir Akimov / CC-BY-SA 3.0
Leonid Breżniew podczas obchodów Święta Kobiet, 1973 r. Fot. RIA Novosti archive, image #734809 / Vladimir Akimov / CC-BY-SA 3.0 / Źródło: Wikimedia Commons / RIA Novosti archive, image #734809 / Vladimir Akimov / CC-BY-SA 3.0
Dodano 2
Stan wojenny nie nastrajał do beztroskiego śmiechu. Może dlatego humor dla zwykłych ludzi był wówczas towarem cennym jak dżinsy z Peweksu i niereglamentowanym jak ocet. Jednak dla władzy był niebezpieczny jak pomoc Reagana.

Sławomir Cedzyński

Humor w stanie wojennym był bronią, która nie oszczędzała najbardziej brutalnych i najkrwawszych sprawców i wydarzeń. Terror czy też tępą przemoc, bez względu na należną im powagę, oswajano śmiechem i kpiną.

Po zastrzeleniu górników w kopalni Wujek w obiegu pojawiły się kawały z pytaniem: „Dlaczego rząd Jaruzelskiego strzela do robotników? Bo głównym celem socjalistycznej władzy zawsze jest robotnik”.

Nawiązywano też do masakry z 1970 roku na Wybrzeżu i jednego z jej sprawców - Stanisława Kociołka, którego w dowód „uznania” mianowano ambasadorem w Moskwie. Kpiono, że Kociołek jako dyplomatyczne listy uwierzytelniające przedstawił listy ofiar Grudnia’70. Jedenaście lat później gen. Wojciech Jaruzelski miał pracować nad uwierzytelnieniem siebie w oczach Moskwy.

Czytaj także:
Szukamy najciekawszych wspomnień ze stanu wojennego

Brutalność i zacietrzewienie milicjantów, a w szczególności członków Zmotoryzowanych Odwodów Milicji Obywatelskiej (ZOMO) były kwitowane czarnym humorem: Kwadrans przed godziną milicyjną patrol widzi szybko idącego przechodnia. Jeden z funkcjonariuszy wyciąga broń i pakuje cały magazynek w obywatela. - Coś ty zrobił on miał jeszcze kwadrans - pytają koledzy z patrolu. - To mój sąsiad. I tak by nie zdążył - odpowiada strzelec.

Więź MO ze społeczeństwem

Do podobnego poczucia humoru nawiązuje również kawał o Jurandzie ze Spychowa, bohaterze „Krzyżaków” Henryka Sienkiewicza. Oślepiony, z wyrwanym językiem rycerz napotyka na swej drodze Maćka z Bogdańca i Jagienkę. Zapytany, kto mu to uczynił, robi jedynie znak krzyża na piersiach. - Na pogotowiu?! - odczytują gest Juranda.

Powtarzający dowcip, przez długie lata w różnych okolicznościach, nieraz nie byli nawet świadomi, że kawał dotyczy śmiertelnego pobicia Grzegorza Przemyka przez milicjantów w maju 1983 r., czyli na nieco ponad dwa miesiące przed zakończeniem stanu wojennego. Podczas tzw. śledztwa i rozprawy sądowej śmiercią maturzysty obarczono sanitariuszy pogotowia ratunkowego.

Represje i więzienie opozycjonistów też w szybkim tempie doczekały się swoich humorystycznych interpretacji. Mnożyły się więc ulotki i rysunki w podziemnych pismach satyrycznych podobne temu z narysowanym milicjantem, który prowadzi obywatela skutego ze sobą kajdankami. Rysunek opatrzony podpisem: „Stale rozbudowywana więź ze społeczeństwem”.

Po zakończeniu stanu wojennego poczucie humoru nie uległo zmianie, podobnie jak nie zmieniły się metody postępowania władzy. Stąd żart, że „Jaruzelski będzie zwalniał więźniów politycznych. Zacznie od Piotrowskiego i Pietruszki”. Chodziło oczywiście o kpt. Grzegorza Piotrowskiego i płk. Adama Pietruszkę, odpowiedzialnych za morderstwo ks. Jerzego Popiełuszki.

Życie na kartki

Humor nie opuszczał też głodnych obywateli. Jeszcze zanim wprowadzono stan wojenny na murze Stoczni im. Lenina w Gdańsku widniał dużych rozmiarów malunek z sylwetką żebraka z torbą na kiju i sarkastycznym pocieszeniem: „To nic, ale za to mamy socjalizm”.

W czasie „wojny polsko-jaruzelskiej” nad powszechnie ubogim życiem, pełnym walki w kolejkach o żywność na kartki, można było się już tylko bezradnie roześmiać. Stąd dowcip z pytaniem o prognozę gospodarczą: Kiedy osiągniemy dno kryzysu? Gdy zabraknie papieru na drukowanie kartek żywnościowych”. Proszono też w warzywniaku o jedną brukselkę w celu ugotowania gołąbków z przydziału mięsnego i opisywano hamburgera w Związku Radzieckim: „Dwie kartki na chleb, a między nimi kartka na mięso”.


W uścisku Wielkiego Brata

Społeczeństwo dobrze wiedziało, czyje rozkazy wykonuje gen. Jaruzelski. Stąd drwiny nie tylko z jeszcze większej biedy niż u nas. Przywódcy radzieccy o poglądach z czasów rewolucji, zakotwiczonych tam raz na zawsze, byli wyśmiewani niemiłosiernie. Komunistycznych satrapów zniewalających resztę „demoludów” przedstawiano jako schorowanych i zniedołężniałych starców, co zresztą nie było dalekie od prawdy. Pierwszy Sekretarz KPZR, Leonid Breżniew, nie wzbudzał w Polakach współczucia, gdy błądził bezradnie między oddziałami wojska próbując odbierać defiladę.

Nic więc dziwnego, że dowcipy na temat z trudem poruszających się lub umierających jeden po drugim, przywódców Kraju Rad budziły powszechną wesołość. Na przykład: „Szeregi komunistycznej partii w Związku Radzieckim zaczęła zasilać młodzież. Przyjmowani są już adepci po 60-ce”.;

Dlaczego przed Breżniewem tyle mikrofonów? Jeden przekazuje głos, reszta to inhalatory”; „Amerykanie wprowadzają nowe sankcje dla Związku Radzieckiego. Wysyłają zawiadomienie o wprowadzeniu embarga na części do Breżniewa. Rosjanie odpowiadają: mamy to gdzieś, już zdemontowaliśmy tow. Susłowa”. Ten ostatni, Michaił Susłow, odpowiedzialny za propagandę, nigdy nie stanął na czele państwa radzieckiego, ale i tak miał na nią ogromny wpływ.

To nie żart, to historia...

Stan wojenny to nie tylko żarty wymyślane na pohybel juncie. Absurdalność tego czasu często sprzyjała surrealistycznym, ale na swój sposób zabawnym przygodom. Jacek Fedorowicz, aktor, autor wielu satyrycznych tekstów i grafik z tamtych czasów, publikowanych w drugim obiegu, opisywał na przykład historię, gdy w ramach „ostrzeżenia” esbecy spalili mu samochód. Oczywiście mógł to zrobić każdy, ale funkcjonariusze postarali się, by autor przezabawnych dialogów na ich temat wiedział, kto podłożył ładunek zapalający w jego fiacie 125p. Tak czy owak milicja była zobowiązana do przeprowadzenia śledztwa. Jak pisał artysta: „Wydelegowany milicjant przyszedł do mnie do domu, mnie nie było, był mój dobry znajomy, który wtedy u mnie czasem pomieszkiwał. Jemu właśnie zadał - ponoć rutynowe - pytanie: „Kogo pan podejrzewa, kto to mógł zrobić?”. Znajomy z całą bezczelnością odpowiedział natychmiast: „Nie wiem. Albo wy, albo SB”. Milicjant chwilę się zastanowił i powiedział: „Wie pan, chyba my, bo oni nam zawsze gorsze roboty podrzucają”.

Fedorowicz puentuje to zdarzenie kolejną anegdotą. Kiedy przyszedł załatwić odszkodowanie do PZU, zrazu spotkał się z chłodnym przyjęciem. Był osobą popularną i jak sam pisał: Działał tu mechanizm: „On sobie myśli, że jak jest znany, to będziemy mu nadskakiwać”, a także zwyczajna zazdrość, bo artyści umieli do pewnego stopnia uniezależnić się od socjalizmu i powodziło im się bez porównania lepiej niż urzędnikom. Kiedy więc wszedłem, nie byłem powitany entuzjastycznie, ale wystarczyło, że powiedziałem: „Dzień dobry, SB spaliło mi samochód”, żebym w ciągu jednej chwili stał się bohaterem urzędu. (...) byłem obsłużony poza wszelką kolejką i wyliczono mi za starego fiata 125 takie odszkodowanie, że nie dostałbym tylu pieniędzy, nawet gdybym go sprzedawał na giełdzie samochodowej pijanemu i bardzo bogatemu utracjuszowi. (...) Urzędnicy byli normalnymi ludźmi, takimi, którzy nie pójdą na demonstracje, nie będą konspirować, ale jeżeli nadarza się okazja, żeby komunistom zrobić na złość bez narażania się, to owszem, natychmiast, proszę bardzo...

W tekście wykorzystałem m.in. fragmenty i informacje z opracowania prof. Wojciecha Polaka pt. Śmiech na trudne czasy. Humor i satyra niezależna w stanie wojennym i w latach następnych (13 XII 1981 - 31 XII 1989).

Zapraszamy do przesyłania wspomnień ze stanu wojennego. Najciekawsze teksty i zdjęcia opublikujemy w naszym portalu. Wspomnienia można przesyłać na adres: muzeumwspomnien@superhistoria.pl.

/ pwł
 2
  • yeebać komunę i żydokomunę IP
    Większość tego niby humoru miała pokazać, że komunizm jest niegroźny, taki trochę rubaszny, wesoły.
    Dodaj odpowiedź 7 0
      Odpowiedzi: 1

    Czytaj także