HistoriaWikingowie w Ameryce

Wikingowie w Ameryce

"Lato na Grenlandii około tysięcznego roku", obraz Carla Rasmussena (1841-1893) / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 3
Setki lat przed Kolumbem dotarli do amerykańskich wybrzeży, krótkotrwale osiedlając się na Nowej Fundlandii.

Wikingowie w poszukiwaniu łupów i zysku przemierzyli szmat znanego i nieznanego ówczesnym Europejczykom świata. Zapuszczali się na wybrzeża Morza Śródziemnego, na Morze Kaspijskie, a nawet do bagdadzkiego kalifatu. Na północy skolonizowali Wyspy Owcze, Szetlandy i założyli osady na Islandii. Setki lat przed Kolumbem dotarli też do amerykańskich wybrzeży, krótkotrwale osiedlając się na Nowej Funlandii. Jak daleko na południe dotarli i czy postawili stopę na amerykańskim kontynencie pozostaje do dzisiaj zagadką.

Mistrzowie żeglugi

Dalekie wyprawy umożliwiały im knary – zbudowane z sosnowego drewna pełnomorskie łodzie o dużej dzielności morskiej. Mogły nie tylko swobodnie pływać po północnym Atlantyku, ale i przewozić po kilkanaście ton ładunku, w tym żywy inwentarz niezbędny kolonistom.

Czytaj także:
Słowianie przeciw wikingom

Przede wszystkim jednak Wikingowie posiadali nieznane wówczas Europejczykom umiejętności żeglarskie. Nie używali kompasu, ale wiedzieli, że Ziemia jest kulą, znali pojęcia długości i szerokości geograficznej, równika i biegunów. Na północnym Atlantyku, w blasku nocy polarnej albo przy zachmurzonym niebie astronawigacja była nieprzydatna. Dlatego nordyccy żeglarze czytali znaki dawane przez wodę, ryby i ptaki, orientując się dobrze w szerokości geograficznej i odległości do najbliższego brzegu. Instrukcję podróży na Grenlandię można znaleźć w XIII wiecznej islandzkiej księdze Landnámabók. Płynąc od wybrzeży Norwegii, trzeba było ominąć Islandię od południa i kierować się na zachód, aż w oceanie pojawią się wieloryby. Nie wolno było natomiast tracić z oczu ptaków. Niemałą rolę odgrywał „szósty zmysł” żeglarzy. Wypływając z przystani, obierali na przykład skałę fiordu za punkt orientacyjny i potrafili sterować nawiązując do niego, mimo że dawno zniknął już za horyzontem. Mieli się też posługiwać tzw. „kamieniami słonecznymi”, które wskazywały położenie słońca niezależnie od pogody i pory dnia. Jednak ich przydatność jest dyskusyjna.

Przez Atlantyk

Wikingowie w 874 r. dotarli do Islandii, a w latach osiemdziesiątych IX w. pod wodzą Eryka Rudego wylądowali na Grenlandii, gdzie założyli osady. Stąd był już tylko krok do wybrzeży Ameryki Północnej. Około roku tysięcznego znaleźli się na Labradorze i Nowej Fundlandii. Pierwszym Europejczykiem, który zobaczył Nowy Świat miał być Bjarni Herjólfsson. Saga o Grenlandczykach z XIII w. wspomina, że zboczył z kursu płynąc na Grenlandię i dopłynął do nieznanych wysp na zachodzie. Nie przypominały grenlandzkich krajobrazów, więc Herjólfsson i jego załoga nie zsiedli na ląd. Jego opowieści krążyły później wśród Wikingów. Jednym ze słuchaczy był syn Eryka Rudego, Leif Eriksson zwany Szczęśliwym. Około 1002 roku ruszył na zachód. Po kolei docierał do lądów, którym nadawał nazwy pochodzące od widoków jakie otwierały się przez żeglarzami. Helluland – Ziemia Kamieni, Markland – Ziemia Lasów i Winland – Kraina Wina, to prawdopodobnie dzisiejsze Ziemia Baffina, Labrador i Nowa Fundlandia.

Winogrona z Nowej Fundlandii

Ta ostatnia wyspa przypadła podróżnikom do gustu najbardziej. Klimat był sprzyjający, w rzekach roiło się od ryb, a pochodzący z Niemiec uczestnik wyprawy Tyrkir, rozpoznał nawet znane mu z ojczyzny krzewy winorośli. Przede wszystkim zaś nie brakowało tam lasów nadających się pod wyrąb. Uczestnicy wyprawy pewnie zacierali ręce na myśl o zyskach ze sprzedaży drewna na prawie całkowicie pozbawioną drzew Grenlandię. Wikingowie na miejscu zbudowali osadę i spędzili w niej zimę. Nieco później przyszedł w niej na świat pierwszy Europejczyk urodzony w Północnej Ameryce - Snorri Thorfinnsson, który później schrystianizował Islandię.

Niemal natychmiast zaczęły się konflikty z tubylcami, nazywanymi przez Wikingów Skraelingami. Przybysze nie potrafiąc się z nimi porozumieć, zaczęli robić to, co umieli najlepiej, czyli walczyć. Przewaga liczebna wrogo nastrojonych miejscowych sprawiała, że stałe zamieszkiwanie Winlandii nie było bezpieczne. Do tego dochodziły niesnaski wśród samych Normanów. Uboga w ludność Grenlandia nie mogła dostarczyć nowych osadników, zwłaszcza będących w mniejszości kobiet.

Dzisiaj to miejsce identyfikowane jest ze stanowiskiem archeologicznym L'Anse aux Meadows na północy Nowej Funlandii, gdzie w 1960 r. odnaleziono pozostałości wikińskiej osady. Znalezione tam orzechy oleiste, które w naturze nie występują na północ od Nowego Brunszwiku w Kanadzie, podobnie jak winogrona opisywane przez Sagę o Grenlandczykach nasunęły przypuszczenia, że Wikingowie dotarli o wiele dalej.

Dalej na południe

Czy Wikingowie, w poszukiwaniu lepszych miejsc do osiedlania się, mogli dotrzeć jeszcze dalej na południe, aż do dzisiejszych wybrzeży USA, stawiając europejską stopę na amerykańskim kontynencie i przywożąc stamtąd nieznane na północy rośliny ?

Za takim przebiegiem wydarzeń świadczyć miało kilka faktów. Na pograniczu Stanów Zjednoczonych i Kanady odnajdowano inne ślady rzekomego pobytu tam Wikingów. W 1730 r. odnaleziono tzw. kamień runiczny Vérendrye'a. Znaleziony na szczycie kamiennego kopca w pobliży Minot w Dakocie Północnej, miał być pokryty runami. Kamień miał zostać wysłany do Europy w celu odczytania wyrytych na nim inskrypcji i tam zaginąć. Bardziej namacalnym dowodem był kamień z Kensigton. Płyta, odnaleziona w 1898 r. w Minnesocie przez farmera o szwedzkich korzeniach, również pokryta była runami. Mówiły one o wyprawie Wikingów z Winlandii na zachód w roku 1362. Paul Knutson, na rozkaz króla Szwecji i Norwegii Magnusa Erikssona wyruszył z towarzyszami na poszukiwania nie dających znaków życia mieszkańców Grenlandii. Nie odnaleziono ich tam, wyprawa ruszyła więc na Winlandię i dalej amerykańskimi rzekami, aż do Wielkich Jezior. Dziesięciu jej uczestników zginęło w walce z tubylcami, i to im był poświęcony kamień. Z kolei w 1957 r. niedaleko Brooklin w stanie Maine odkryto srebrny norweski pens z XI w. - z czasów panowania króla Olafa III. Wszystkie te znaleziska budziły jednak sporewątpliwości, co do ich autentyczności i tego, jak i kiedy znalazły się na amerykańskiej ziemi.

Kamienna wieża z Newport

Dowodem dosłownie nie do podważenia miała być kamienna wieża wybudowana na wzgórzu w Newport w Rhode Island. Teorię, że w latach 30. XIX w. zbudowali ją Wikingowie wysunął duński historyk i propagator teorii o nordyckim podboju Ameryki Carl Christian Rafn. Miały na to wskazywać niezwykła konstrukcja wieży, opartej na ośmiu połączonych łukami filarach i wyposażonej w komin. Zwolennicy teorii wikińskiej wskazują na podobieństwo budowli do rotundy kościoła Grobu Świętego w Cambridge albo kościołów św. Olafa w Tunsbergu czy św. Wawrzyńca w Østerlars na Bornholmie. Budowla przyciągała też zwolenników innych teorii historii alternatywnej, w których wizjach miała zostać zbudowana przez Templariuszy, a nawet przez uczestników wyprawy chińskiego admirała Zheng He, który na początku XIV w. miał opłynąć kulę ziemską. Najprawdopodobniej są to jednak ruiny siedemnastowiecznego młyna, co potwierdziły wykonane w XX w. badania archeologiczne.

Co ciekawe, na ową budowlę musiał spoglądać Tadeusz Kościuszko, kiedy w marcu 1784 r. przebywał w Newport. Gościł wtedy u gen. Greena – kwakra usuniętego ze wspólnoty za militarne ciągoty - czekając na obiecane przez Kongres wynagrodzenie. Młyn leży dokładnie naprzeciwko domu generała, który można oglądać do dziś.

Niewykorzystana szansa

Nie ma wątpliwości, że Wikingowie na swoich łodziach docierali do wysp położonych u wybrzeża Ameryki Północnej. Nigdy jednak nie zostali tam na dłużej i nie rozpoczęli kolonizacji kontynentu, pomimo o wiele lepszych warunków do życia niż na Islandii czy Grenlandii. Pobyt na Nowej Funlandii trwał góra kilkadziesiąt lat. Przez następne trzysta – czterysta lat Wikingowie mogli jeszcze okazjonalnie zapuszczać się w tamte strony. Europejczycy zagościli na dobre w Nowym Świecie dopiero po wyprawach Krzysztofa Kolumba. Jemu też przypadło miano jego odkrywcy i inicjatora kolonizacji.

Na pocieszenie Amerykanie, przy okazji tysiąclecia Althingu – najstarszego parlamentu świata, podarowali Islandczykom pomnik Leifa Erikssona. Stoi przed kościołem Hallgrímskirkja w centrum Rejkiaviku

 3
  • Pan Murzyński - Filipiński IP
    Czytałem trochę o historii rzekomego osadnictwa wikingów w Ameryce, więcej jest w tym duńskiej fantastyki historycznej i chciejstwa, niż pewnych i przekonywujących dowodów.
    Sugerowanie przez "badaczy", że do konfliktu z Indianami mogło dojść między innymi z powodu mleka od krowy którą przewieziono przez Atlantyk, jest śmieszne na kilku poziomach.
    Miało ono być w dużych ilościach wymieniano na jedzenie dostarczane przez tubylców. Niestety ich przewód pokarmowy nie potrafił strawić mleka, stąd wzięło się posądzenie osadników o próbę otrucia całego plemienia.
    Pomijając problemy na jakie napotkałaby długa podróż z dużym roślinożernym zwierzęciem, trzeba wziąć pod uwagę, że ówczesna krowa dawał ok. szklanki mleka dziennie. By mieć mleko na wymianę trzeba by było mieć całe stado tych krów.
    Przewożenie przez ludy północy pijących piwo, krzewów winorośli, jest pomysłem z tej samej półki, a "ginące dowody" wystarczającym dowodem ich wiarygodności
    Dodaj odpowiedź 3 1
      Odpowiedzi: 0
    • Nimiec IP
      Treść została usunięta
      Dodaj odpowiedź 4 28
        Odpowiedzi: 1

      Czytaj także