HistoriaWięcej Polaków wymordowano tylko w Powstaniu Warszawskim. Ludobójczy rozkaz nr 00485

Więcej Polaków wymordowano tylko w Powstaniu Warszawskim. Ludobójczy rozkaz nr 00485

Ofiary operacji polskiej NKWD
Ofiary operacji polskiej NKWD
Dodano 9
Co szósta ofiara wielkiego terroru była Polakiem, choć polska mniejszość stanowiła jedynie ok. 0,5 proc. ludności ZSRS

PIOTR WŁOCZYK: Dlaczego mordy dokonane na Polakach, o których mało kto w Polsce słyszał, nazywa pan „polskim holokaustem”?

NIKOŁAJ IWANOW: Ponieważ było to ludobójstwo na tle etnicznym. Do powstania warszawskiego była to największa zbrodnia przeciwko narodowi polskiemu.

W ciągu 14 miesięcy trwania operacji polskiej NKWD wymordowano 111 091 osób, czyli ok. 20 proc. polskiej społeczności zamieszkującej Związek Sowiecki. Jedyną „zbrodnią” tych ludzi był związek z polskością. To są straty udokumentowane. Ogólne straty polskiej mniejszości narodowej w ZSRS sięgają 200 tys. wymordowanych. 20 tys. to ofiary wielkiego głodu, 25 tys. – operacji kułackiej, Polacy ginęli też podczas deportacji w 1936 r., mordowano ich w innych operacjach narodowościowych.

Co szósta ofiara wielkiego terroru była Polakiem, choć polska mniejszość stanowiła jedynie ok. 0,5 proc. ludności ZSRS! Było to prawdziwe ludobójstwo, które można jedynie porównać do Holokaustu.

Dzisiaj na Ukrainie żyje już tylko garstka Polaków, którzy pamiętają tamte czasy. Jedna z nich, Helena Trybel, matka byłego premiera Ukrainy Jurija Jechanurowa, powiedziała mi kilka lat temu wprost, że Polacy w ZSRS czuli się wtedy jak Żydzi w III Rzeszy. Nie ma w tym krzty przesady. Był to autentyczny „polski holokaust”.

A jednak próżno szukać w naszych szkolnych podręcznikach historii choćby najmniejszej wzmianki o operacji polskiej NKWD.

To się musi zmienić. Jest to tym bardziej niesprawiedliwe, że NKWD wymordowało w czasie operacji polskiej pięć razy więcej Polaków niż w Katyniu. Według szacunków IPN w czasie całej II wojny światowej wszystkie straty zadane Polsce przez Sowietów sięgają 55 tys. ofiar. To mniej niż jedna czwarta ofiar tego „polskiego holokaustu”.

Kto był wtedy najbardziej narażony na śmierć?

Dorośli mężczyźni. Co drugi dorosły mężczyzna pochodzenia polskiego mieszkający w ZSRS został w latach 1937–1938 zamordowany. Stalin i NKWD byli przekonani, że Polacy to V kolumna i w przypadku wojny ludność polska zamieszkująca ZSRS będzie walczyć po stronie Warszawy. Do pewnego stopnia te kalkulacje były racjonalne – tamtejsi Polacy byli bowiem bardzo przywiązani do polskości i stawiali ostry opór próbom kolektywizacji i sowietyzacji.

Aresztowanie oznaczało wtedy dla Polaka niemal pewną śmierć?

Tak. O ile spośród wszystkich ludzi aresztowanych w czasie wielkiego terroru 40 proc. skazano na śmierć, o tyle spośród Polaków aresztowanych na Białorusi zabito prawie 90 proc. Na Ukrainie, gdzie żyło niemal dwie trzecie wszystkich Polaków w ZSRS, współczynnik ten wynosił ok. 80 proc. Większe szanse na przeżycie mieli Polacy zesłani wcześniej w ramach kampanii oczyszczenia pasa przygranicznego od elementu niepewnego na Syberię i do Kazachstanu. Generalnie jednak aresztowanie Polaka w tamtych czasach było niemal równoznaczne ze śmiercią. Najłagodniejsza z wymierzanych wówczas kar wynosiła pięć lat łagru. Podobna kara była dla aresztowanego Polaka wielkim szczęściem.

Kim były ofiary operacji polskiej NKWD?

Większość stanowili chłopi katolicy. Mieszkali na tzw. dalszych kresach z dziada pradziada. Ci ludzie często nie mówili po polsku na co dzień, choć modlili się w tym języku. Dla nich polskość oznaczała przede wszystkim wiarę katolicką.

To komuniści zachęcali ich do manifestowania swojej polskości. Każda władza rosyjska niszczyła polskość, aż tu nagle przyszli komuniści i powiedzieli im: „Wy jesteście Polakami”. W ten sposób w latach 20. powstały polskie rejony autonomiczne w ZSRS: Marchlewszczyzna na Ukrainie (w okolicach Żytomierza) i Dzierżyńszczyzna na Białorusi. Otwierano tam polskie szkoły, teatry, nawet NKWD pracowało tam w języku polskim. Zdarzało się nawet, że dzieci donosiły nauczycielom w szkole: „A moi rodzice w domu mówią po ukraińsku, a nie po polsku!”. Ta autonomia skończyła się w 1935 r.

Mimo to mordy dokonane na Polakach w ZSRS przed II wojną światową kojarzą się dziś przede wszystkim z eksterminacją polskich komunistów.

Niestety, również niektórzy polscy historycy tak to postrzegają. Kiedyś jeden z nich, człowiek generalnie zasłużony, zapytał mnie: „Co pan się tak lituje nad tymi ofiarami? Przecież to komuniści mordowali komunistów. Gdyby oni wszyscy przeżyli, to system komunistyczny w PRL byłby dużo gorszy”.

W końcu policzyłem, ilu komunistów było wśród ofiar. Okazało się, że odsetek ten nie przekraczał... 5 proc. wszystkich ofiar operacji polskiej i innych działań represyjnych przeciwko Polakom. Reszta pomordowanych w znakomitej większości miała nadzieję, że komunizm w Rosji upadnie i że będą mogli tam żyć tak jak przed rewolucją. Z tą właśnie myślą pozostała w Rosji sowieckiej resztka polskiej inteligencji – m.in. lekarze, inżynierowie.

W operacji polskiej zamordowano też tysiące ludzi, którzy wyjechali z Polski do ZSRS w latach 20. i 30. za pracą. Przed ambasadą sowiecką w Warszawie ustawiały się wtedy kolejki inżynierów ubiegających się o wizy – dobrze im płacono w Sowietach, bo Stalin rozwijał przemysł ciężki. Ci, którzy nie zdążyli wrócić przed 1937 r., zginęli. Dzisiaj ciężko w to uwierzyć, ale wtedy do ZSRS wyjeżdżały do pracy tysiące dobrze wykwalifikowanych inżynierów i robotników z całego świata, w tym wielu Amerykanów.

Czyli nie tylko mordowano mieszkańców polskich wsi i miasteczek w rejonie przygranicznym, lecz także NKWD polowało na Polaków mieszkających w wielkich miastach?

Tak. Według spisu z 1926 r. w Leningradzie mieszkało 42 tys. Polaków. Było to największe miejskie skupisko Polaków w ZSRS. W latach 1937–1938 wymordowanych zostało prawie 12 tys. z nich. Odsetek zabitych był więc tam znacznie wyższy niż w całej populacji polskiej zamieszkującej Sowiety (20 proc.). W Moskwie mieszkało 20 tys. Polaków i tu też wymordowano ich powyżej średniej. Topór Stalina podobnie bezlitośnie rąbał Polaków również m.in. w Kijowie, Mińsku, Odessie...

Dlaczego Stalin skazał Polaków na śmierć, skoro – jak pan wspomniał – zaledwie kilka lat wcześniej Moskwa zachęcała Polaków do manifestowania swojej odrębności narodowej w ramach rejonów autonomicznych?

Czytaj także:
Stalin kontra geje. Komunistyczna wojna z homoseksualizmem

Rozkaz nr 00485, który przypieczętował los Polaków w Związku Sowieckim, został wydany przez Nikołaja Jeżowa 11 sierpnia 1937 r., ale całą operację wymierzoną w Polaków dwa dni wcześniej zatwierdziło Biuro Polityczne KC WKP(b).

Stalin stopniowo dojrzewał do rozliczenia się z Polską. W 1937 r. zdecydował, że potrzebny jest mu straszak, który pozwoli pogrążyć cały kraj w totalnym strachu, upuścić tyle krwi, żeby zastraszyć cały naród, złamać mu kręgosłup. Stalin podszedł do tej sprawy bardzo pragmatycznie – Polacy najlepiej nadawali się na taki straszak.

II RP była jedynym krajem mającym granicę z ZSRS, który w oczach Stalina był potencjalnym agresorem. Dlatego to właśnie Polską można było zastraszyć sowieckie społeczeństwo.

Stalin rozbudził przy tym antypolskie uczucia, które mocno obecne były w narodzie rosyjskim jeszcze od czasów carskich – Polak uważany był przez przeciętnego Rosjanina za odwiecznego zdrajcę i buntownika.

Dlatego w rozkazie 00485 wzywano do walki z „faszystowsko-powstańczą, szpiegowską, dywersyjną, defetystyczną i terrorystyczną działalnością polskiego wywiadu w ZSRS”.

Czyli NKWD miało wyeliminować Polaków pracujących dla dawno już nieistniejącej Polskiej Organizacji Wojskowej.

Tak, z tym że to nie był pierwszy raz, gdy sięgnięto po straszak w postaci POW. Użyto go bowiem kilka lat wcześniej w sprawie Bronisława Skarbka, jednego z czołowych twórców koncepcji polskiej autonomii sowieckiej. Skarbek faktycznie należał do POW, ale było to w 1919 r. Potem był już jednak żarliwym budowniczym komunizmu.

POW była epizodem w biografii wielu polskich komunistów, ale w drugiej połowie lat 30. ta organizacja już nie działała, był to wymysł NKWD. POW była realną siłą w latach 1915–1920, gdy jej odziały istniały m.in. w Moskwie, Kijowie, Mińsku i Żytomierzu.


Organizacja ta miała swój udział w zwycięstwie w 1920 r., gdy błędy Stalina przyczyniły się do klęski bolszewików. Oskarżając innych o przynależność do POW, Stalin chciał po prostu przepisać historię wojny 1920 r. na nowo, pokazać, że przegrana wynikała przede wszystkim z działalności polskich szpiegów udających gorliwych komunistów. Mam wielkie wątpliwości, czy Feliks Dzierżyński, mający tyle zasług dla bolszewików, przeżyłby operację polską.

Oczywiście polski wywiad miał w drugiej połowie lat 30. swoich agentów wśród Polaków mieszkających w Sowietach, ale to zagrożenie szpiegowskie było absurdalnie wyolbrzymione przez aparat terroru. Według skrupulatnie prowadzonych przez NKWD szacunków polskich szpiegów było w ZSRS 101 965. Mieli oni opanować właściwie wszystkie instytucje: od Biura Politycznego przez wojsko aż do żłobków.

Stalin wierzył w te spiski?

Był przede wszystkim pragmatykiem. Pragmatyzm dyktował mu konieczność wiary w te brednie. Równocześnie jednak wiedział, że trzeba rzeczywistość mocno podkolorować, żeby pogrążyć kraj w terrorze. O ile Stalin wierzył, że Tuchaczewski był agentem polskim, o tyle na pewno nie dawał wiary w to, że był on równocześnie agentem japońskim.

Stalin najpewniej sam nie podejrzewał, że ta operacja pociągnie za sobą tyle ofiar. Początkowo bowiem operację polską planowano na trzy miesiące. To miało być niewielkie upuszczenie krwi. Potem przedłużano ją sukcesywnie o dwa miesiące. Skończyło się na 14 miesiącach prawdziwej rzezi.

Sowiecka machina terroru nabrała takich obrotów w wymyślaniu zbrodni, jakich mieli się dopuszczać Polacy, że ciężko było ją „wyłączyć”. Regionalne oddziały NKWD prowadziły zażarte współzawodnictwo w wykrywaniu polskich szpiegów. Brak tych szpiegów oznaczał w oczach Stalina i Jeżowa nie dobrą robotę lokalnych NKWD, lecz ich niezdolność do wykonania rozkazów.

Ofiary były męczone przed śmiercią?

Skala operacji przeciwko Polakom była tak wielka, że w większości przypadków śledztw nie prowadzono. Każda placówka NKWD miała swoje wytyczne: jedno przesłuchanie lub dwa, wyrok i szybkie rozstrzelanie gdzieś w lesie lub w podziemiach więzienia. Zarówno wtedy, jak i w Katyniu strzelano w tył głowy bez ogłoszenia wyroku, ludzie nie wiedzieli, o co chodzi. Rodziny dostawały informację, że ich bliski został skazany na 10 lat łagru bez możliwości korespondencji. Bardzo często czekały latami na powrót ojca, męża, brata, który już dawno leżał w masowej mogile z przestrzeloną czaszką. Niektórzy czekali długie lata.

Torturowano tylko najważniejszych „polskich szpiegów”, m.in. Józefa Unszlichta, w 1920 r. członka Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego w Białymstoku. Z Unszlichta NKWD zrobiło szefa operacji POW w ZSRS. Zachował się dokument, w którym Stalin napisał wyraźnie, żeby Unszlichta „zbito”, ponieważ nie chciał się przyznać do pracy dla polskiego wywiadu.

Mocno pobity został również Konstanty Rokossowski, którego dwukrotnie wyprowadzano na pozorowane rozstrzelanie. Jemu jednak udało się przetrwać. Generalnie, żeby przeżyć, trzeba było się kompletnie upodlić i/lub z jakichś powodów być naprawdę potrzebnym Stalinowi. W taki sposób przeżył m.in. słynny prok. Andrzej Wyszyński i Zofia Dzierżyńska.

Tak duża liczba ofiar sprawiała problemy stalinowskiemu aparatowi terroru?

Czytaj także:
NKWD ratuje Bieruta. Najtrudniejszy przeciwnik Żołnierzy Wyklętych

Początkowo tak. NKWD-ziści łapali się za głowy, gdy dostali z centrali kwoty Polaków, których trzeba było zabić. Nie wiedzieli, jak się do tego zabrać. Gdy jednak ta machina śmierci na dobre się rozkręciła, można powiedzieć, że aparat NKWD „rozsmakował się” w zbrodni. Szefowie placówek NKWD z terenu pisali do Moskwy, że mają więcej winnych, niż przewidują kwoty, i prosili o przedłużenie operacji. Aresztowani ze strachu podawali nazwiska swoich krewnych i znajomych, którzy również byli potem aresztowani i sami wydawali innych. To było jak kula śnieżna.

Głośna historia to wyszukiwanie przez NKWD-zistów polskich nazwisk w książkach telefonicznych.

Tylko że tam zarejestrowani byli nieliczni Polacy, bo telefon w tamtych czasach był rzadkością. Poza książkami telefonicznymi NKWD-ziści przeglądali też księgi meldunkowe. Polskie nazwisko oznaczało dla noszących je mężczyzn niemal pewną śmierć.

Jak to wszystko oceniał Stalin?

Jak najlepiej. Na marginesie sprawozdania przedstawionego przez Jeżowa Stalin napisał odręcznie: „Bardzo dobrze! Kopcie i czyśćcie ten polsko-szpiegowski brud. Niszczcie go w interesie Związku Sowieckiego”.

Rozkaz 00485 to chyba ewenement na skalę światową?

W pewnym sensie tak. Niemcy po konferencji w Wannsee nie zostawili namacalnego śladu decyzji o wymordowaniu narodu żydowskiego. Natomiast rozkaz 00485 zawiera konkretne liczby: ile osób ma zostać aresztowanych i zabitych. NKWD nie wydało już drugiego takiego rozkazu, wszystkie inne operacje przeciw mniejszościom w ZSRS przeprowadzano na podstawie właśnie tego rozkazu.

Gdy ćwierć wieku temu pisałem swoją pierwszą książkę o życiu Polaków w międzywojennym ZSRS, byłem przekonany, że istnieje dokument, który był wyrokiem śmierci na Polaków. Dlatego, gdy po rozpadzie ZSRS świetny rosyjski historyk Nikita Pietrow wydobył z sowieckich archiwów rozkaz nr 00485, nie byłem bardzo zaskoczony jego istnieniem. Zaskoczyło mnie natomiast to, jak bardzo był szczegółowy – podawał bowiem całą metodologię działania.

Co operacja polska oznaczała dla Kościoła katolickiego w ZSRS?

To paradoksalne, ale w tej operacji najbardziej ucierpiały dwie grupy: polscy komuniści i księża katoliccy. Polscy komuniści praktycznie w całości zostali wymordowani. Żadna grupa narodowościowa w WKP(b), a także żadna partia komunistyczna z III Międzynarodówki nie zostały tak zmasakrowane jak Komunistyczna Partia Polski. Żartowano wówczas, że najbezpieczniejszym miejscem dla polskiego komunisty było polskie więzienie.

Podobnie było z Kościołem katolickim. Wymordowano setki księży, zamknięto wszystkie kościoły, a było ich ponad 500. Prawosławie, judaizm, islam również mocno atakowano, ale nie zniszczono ich w całości. W wyniku operacji polskiej Kościół katolicki został zupełnie zlikwidowany w ZSRS: pozostawiono tylko dwa kościoły dla korpusu dyplomatycznego. Jeden mieścił się w Leningradzie, a drugi w Moskwie.

Co się działo z rodzinami zamordowanych?

Regułą było, że rodzina rozstrzelanego „szpiega” była deportowana. Jeżeli matka też dostawała wyrok, to dzieci zabierano do specjalnie worzonych obozów dla dzieci, w których poddawano je totalnemu praniu mózgu.

Polaków z Marchlewszczyzny zaczęto wysiedlać do Kazachstanu jeszcze w latach 1935–1936. W czasie operacji polskiej wysiedlono całą Dzierżyńszczyznę przeważnie do republiki Komi na Syberii. Dzisiaj na terenie byłej Marchlewszczyzny wciąż żyją Polacy w niektórych wsiach. Są tam nawet szkoły, w których uczy się po polsku. Z kolei obecnie na terenie byłej Dzierżyńszczyzny nawet pamięć o Polakach się nie zachowała, ponieważ polskość zupełnie tam starto.

Jak wyglądała reakcja rządu II RP na to, co się działo z Polakami po drugiej stronie granicy?

Niestety, Polska nie upomniała się dostatecznie głośno o los Polaków zamieszkujących ZSRS. Inna sprawa, że nie było żadnej możliwości, by pomóc tym ludziom.

Wróćmy na koniec do historii Heleny Trybel, z którą spotkał się pan kilka lat temu. Jak operacja polska zniszczyła jej świat?

Helena Trybel opowiedziała mi, jak któregoś dnia w 1937 r. jej ojciec, pracownik administracji polskiej, wrócił z pracy i powiedział: „Od dziś nie jesteśmy więcej Polakami. Jak chcemy żyć, musimy przestać mówić po polsku”. Jej rodzina mieszkała w stolicy Marchlewszczyzny, w Marchlewsku. Niestety, jej ojciec został zamordowany w trakcie operacji polskiej, a wraz z nim zginęło jego dwóch braci. Tak jak wspomniałem, regułą było, że cała rodzina „szpiega” była potem deportowana na wschód. Tak też stało się z rodziną pani Trybel.

Miała żal za brak pamięci?

Tak, pani Trybel wyraziła ogromny żal, że na całym świecie nie ma żadnego pomnika ofiar operacji polskiej z prawdziwego zdarzenia. Pomnik katyński jest nawet w Kanadzie, a tymczasem jedynym „pomnikiem” ofiar operacji polskiej jest brzozowy krzyż na cmentarzu w Dołbyszu (wcześniej Marchlewsku).

Ofiary zbrodni katyńskiej miały rodziny, które zostały w Polsce i do dziś dbają o pamięć o swoich bliskich. Niestety, o ofiarach operacji polskiej nie było komu mówić. Dlatego to tak ważne, by postawić w końcu w Warszawie pomnik ku pamięci wszystkich zamordowanych Polaków w czasie wielkiego terroru. To święty obowiązek dzisiejszego pokolenia Polaków.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 4/2017
Artykuł został opublikowany w 4/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł
 9
  • jechwoparch IP
    Kto jeszcze wierzy w takie propagandowe brednie ,na te debilizmy nie ma żadnych dowodów.Tylko w chorym umyśle płatnego zdrajcy mogły powstać takie shizy.Dokumenty proszę bo w tym rozkazie to nic niej ma o masowym zabijaniu Polakiedy DOWODY TROLE !
    Dodaj odpowiedź 1 4
      Odpowiedzi: 0
    • Andrzej Kaminski IP
      Oczywiste kłamstwo nienawidzących Stalina masonów! Konflikt miedzy Trockim i Stalinem wynikł dlatego, że Trocki dążył do ogólnoświatowej rewolucji komunistycznej a Stalin chciał żeby najpierw wprowadzić go w Rosji! Gdy Trocki zaczął organizować "ludowe powstanie" przeciw Stalinowi, Stalin odpowiedział krwawymi represjami, w kórych zginęło między innymi wielu polskich żydów (między innymi Babel). To kłamstwo podobnie jak i to, że głód na ukrainie celowo stworzono, żeby wyniszczyć ukraińców ma tych samych autorów!
      Dodaj odpowiedź 2 4
        Odpowiedzi: 0
      • kakapo IP
        To znaczy, że ukraińskiego ludobójstwa na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej nie było? A nie należy zapominać, że w NKWD na terenie sowieckiej ukrainy nie działały krasnoludki ale nie kto inny tylko ukraińscy komuniści, którzy równie chętnie jak ich banderowska konkurencja nurzali brudne łapy w polskiej krwi.
        Dodaj odpowiedź 5 2
          Odpowiedzi: 0
        • xxxxxxxxxx IP
          Trochę to na ciągane Intelligenzaktion , Außerordentliche Befriedungsaktion,Aktion Zamość i inne były integralną częścią Generalplan Ost więc to chyba Niemiecki plan eksterminacji i wysiedleń Polaków był największy .
          Dodaj odpowiedź 3 1
            Odpowiedzi: 0
          • Arrow IP
            Reasumując, parchy mają na swoich łapskach następujące mordy:
            - wojna 1919 - 1921 - ten, co moczył sobie cztery litery w wiadrze z wodą to parch (film "1920 Bitwa Warszawska"),
            - Katyń, Smoleńsk, Starobielsk, Charków, Ostaszków, Twer, Miednoje,
            - rozkaz 00485 - 111091 zamordowanych,
            - rozkaz 00447 - nie wiadomo ilu zamordowali
            - Powstanie Warszawskie poprzez blokowanie lotnisk dla samolotów z pomocą i celowe podburzenie do powstania - mord we współpracy ze szkopami,
            - mordy NKWD po 1944 - ok 300 tys. zamordowanych,
            - ...
            Mało tego, teraz parchy żądają od swoich ofiar jakiegoś haraczu :)). PS Zapłaćcie najpierw milion dolarów za każdego zamordowanego przez was Polaka.
            http://niepoprawni.pl/blog/3551/udzial-zydow-we-wladzach-rewolucji-bolszewickiej
            Dodaj odpowiedź 10 1
              Odpowiedzi: 0
            • Praga IP
              Szanowny Panie Iwanow.
              Jako Kresowianin, bardzo dziękuję Panu za wysiłek upubliczniania Pana, niełatwej jak sądzę, pracy , która wydobywa na światło dzienne prawdę o represjonowanych Rodakach. Bywam często w Rosji i mam, osobiste, wrażenie, że brak przyzwoitości u Rosjan w stosunku do Polaków jest spowodowana ignorancją historyczną. Zresztą, nie znając historii Rosji, nie potrafią zrozumieć swojego kraju...
              Dodaj odpowiedź 10 3
                Odpowiedzi: 0
              • Upper Silesia greets Poland IP
                Więcej Polaków wymordowano tylko w Powstaniu Warszawskim.
                Tyle że na własna prośbę.
                Zaś w ramach POWOJENNEGO czyszczenia Śląska ze Ślązaków, Pomorza z Pomorzan, Mazur z Mazurów oraz Wielkopolski z Niemców polskość wymordowała 650 tysięcy ludzi, głównie kobiet, dzieci i starców, tj. tyle, co sześć Powstań Warszawskich.
                No i teraz znamy skalą ludobójstw.
                Dodaj odpowiedź 6 25
                  Odpowiedzi: 2

                Czytaj także