HistoriaReinhard Gehlen. Superszpieg Hitlera i Adenauera

Reinhard Gehlen. Superszpieg Hitlera i Adenauera

Reinhard Gehlen w 1945 roku, po zatrzymaniu przez Amerykanów
Reinhard Gehlen w 1945 roku, po zatrzymaniu przez Amerykanów / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 1
W powojennej Polsce działało prawdopodobnie kilkanaście siatek pracujących dla Gehlena.

Po niemieckiej klęsce pod Moskwą pod koniec 1941 r., Wehrmacht dramatycznie potrzebował informacji wywiadowczych na temat Armii Czerwonej i Związku Radzieckiego. Na szefa niemieckiej służby wywiadu operacyjnego został wtedy wyznaczony niepozorny podpułkownik Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych. Mimo że przez całe życie skrzętnie ukrywał swoją tożsamość i role, jakie odgrywał w wielkiej polityce, na trwale zapisał się w historii III Rzeszy, Republiki Federalnej Niemiec i Polski.

Bez oczu i uszu

Szpiegowanie ZSRR przed II wojną światową nie należało do łatwych zadań. Związek Radziecki pilnie strzegł swoich tajemnic. Wizyty obcokrajowców były rzadkie i ściśle nadzorowane, nie wypuszczano też za granicę własnych obywateli. Podejmowane przez Niemców próby infiltracji przy pomocy misji archeologicznych i handlowych, zwolenników Trockiego czy organizacji kontrrewolucyjnych kończyły się niepowodzeniem, a często były inicjowane i wykorzystywane przez sowieckie służby, prowadzące własne gry.

Informacji dla Wehrmachtu dostarczała głównie Abwehra. Na potrzeby kampanii rosyjskiej w jej ramach utworzono trzy grupy pod kryptonimem „Walli”, zajmujące się pozyskiwaniem informacji, sabotażem i dywersją. Jakość informacji była jednak zatrważająco niska. Szef Abwehry, as niemieckiego wywiadu admirał Wilhelm Canaris preferował raczej wyrafinowane gry służb, z użyciem głęboko zakonspirowanych w strukturach przeciwnika agentów. Wehrmacht potrzebował informacji na bieżąco, dotyczących wchodzących do walki każdego batalionu, pułku czy dywizji Armii Czerwonej, ich stanów osobowych, wyposażenia, uzbrojenia i morale. Tą żmudną pracę miał wykonać Reinhard Gehlen.

Prusak doskonały

Gehlen urodził się 3 kwietnia 1902 r. w Erfurcie. Jego ojciec był pochodzącym z burżuazji byłym porucznikiem cesarskiej armii, który od 1908 r. prowadził skład książek we Wrocławiu. Matka, Katarzyna van Vaernewycks pochodziła z flamandzkiej arystokracji osiadłej w Prusach. Po maturze, zdanej we wrocławskim Gimnazjum króla Wilhelma, w 1920 r. wstąpił do Reichswehry. Już wtedy brał udział w nielegalnych akcjach rozpoznawczych prowadzonych na terenie Polski w czasie Powstań Śląskich i plebiscytu. Znał nieco język polski, którego nauczył się od swojej wrocławskiej niańki. W tym czasie zaczyna się też interesować Europą Wschodnią, Związkiem Radzieckim i ruchem komunistycznym. Jako samouk zbierał i analizował materiały na ten temat.

Ze względu na swoje zdolności, ale przede wszystkim koneksje żony - Herty Charlotty Agnes Heleny von Seydlitz - Kurzbach, wywodzącej się z rodziny pruskich generałów, którą poślubił w 1931 r., jego kariera nabiera tempa. W 1933 r. zostaje skierowany do Akademii Sił Zbrojnych, przygotowującej oficerów do objęcia stanowisk w zakazanym przez Traktat Wersalski Sztabie Generalnym. Po odtworzeniu Sztabu, w 1935 r. zostaje oficerem w jego wydziale operacyjnym. W sierpniu 1939 r. zostaje wyznaczony na stanowisko oficera rozpoznania 213. Dywizji Piechoty Wehrmachtu i na tym stanowisku bierze udział w ataku na Polskę. Za tę kampanię otrzymuje Krzyż Żelazny II klasy. Potem bierze również udział w przygotowywaniu Planu Barbarossa, w który miał całkiem spory wkład.

Główny rachmistrz wywiadu

Po klęsce pod Moskwą, wielu oficerów Wehrmachtu pożegnało się ze swoimi stanowiskami. Wśród nich był również płk Eberhard Kinzel, szef Fremde Heere Ost - wydziału Sztabu Generalnego Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych, zajmującego się wywiadem. Na jego stanowisko, wiosną 1942 r. został wyznaczony właśnie Gehlen, wraz z awansem na pułkownika.

Szybko zreorganizował swój wydział, który dotychczas raczej jedynie analizował dostarczane przez Abwehrę informacje. Utworzył nowe komórki, zajmujące się uzbrojeniem i radzieckim przemysłem zbrojeniowym, wojną psychologiczną oraz szkoleniem dywersantów i szpiegów przerzucanych na tereny wroga.

Z braku innych możliwości, Gehlen skupił się przede wszystkim na pozyskiwaniu i analizowaniu informacji z dostępnych źródeł. Oficerowie jego służby zbierali tysiące sztuk zdobycznej broni, po numerach określając w przybliżeniu możliwości radzieckiego przemysłu. Masowo przesłuchiwano jeńców i dezerterów, wyłuskując specjalistów i potencjalnych agentów. Gehlena interesowało wszystko, co dotyczyło ZSRR. Na jego rzecz działały pułki rozpoznania frontowego. Zaczęto również pozyskiwać informacje stosując masowy podsłuch radiowy.

Wyselekcjonowanych jeńców zwożono na szczegółowe przesłuchania do ośrodka FHO w Twierdzy Boyen w Giżycku. Tutaj Gehlen zetknął się z Andriejem Własowem. Później mocno go promował jako przyszłego dowódcę narodowościowych formacji zbrojnych, rekrutowanych z obywateli ZSRR do walki z Armią Czerwoną. Tutaj też kontynuowano zapoczątkowaną przez Abwehrę współpracę z Ukraińcami. Jeńcom przeznaczonym do przerzucenia za linię frontu oferowano przeważnie bilet w jedną stronę. Większość była szybko wyłapywana prze sowiecki kontrwywiad i likwidowana. Z kolei odmowa współpracy z niemieckim wywiadem zwykle oznaczała śmierć na podstawie rozkazów o „Jurysdykcji Barbarossa” i „Komissarbefehl”. Z tego powodu żołnierze FHO byli po wojnie często oskarżani o zbrodnie wojenne.

Po zamachu na Hitlera w lipcu 1944 r. pozycja Gehlena - pozostającego poza podejrzeniami - jeszcze się umocniła. W grudniu został awansowany do stopnia generała majora. Jednak skrupulatne materiały FHO ukazujące wzrastającą przewagę ZSRR coraz mniej podobały się Hitlerowi. Gehlen z kolei, jak pedantyczny pruski urzędnik wolał raczej z ostrożności zawyżać dane, niż karmić Führera miłymi mu mrzonkami.

Wzorce z Armii Krajowej

Kiedy stało się jasne, że III Rzesza przegra konfrontację z aliantami i będzie zmuszona do przyjęcia bezwarunkowej kapitulacji, w niemieckim kierownictwie zaczęły powstawać plany kontynuacji walki w podziemiu. Niebagatelną rolę w ich tworzeniu odegrał właśnie Gehlen. Od dłuższego czasu jego służba starała się rozpoznawać struktury polskiego podziemia. Zajmowała się tym placówka „Frontaufklärungskommando“ we Wrocławiu we współpracy z warszawskim gestapo. Prace przybrały na sile po wybuchu Powstania Warszawskiego, kiedy to można było pozyskiwać więcej informacji od schwytanych powstańców. W niemieckie ręce dostały się również zdobyte w Powstaniu dokumenty.


To właśnie na nich Gehlen oparł plany walki podziemnej, przedstawiając strukturę i zadania przyszłego niemieckiego ruchu oporu Heinrichowi Himmlerowi. Założenia te zostały później w dużej mierze przejęte przez Werwolf. Raport zawierał również analizę możliwości wykorzystania Polaków przeciwko ZSRR. Polski ruch oporu zosstał w nim oceniony bardzo wysoko, zwłaszcza w zakresie prowadzenia wywiadu i pracy propagandowej.

Ratując skórę

Pod koniec wojny został awansowny do stopnia generała porucznika, co do dzisiaj jest pomijane przez niemieckich historyków. Awanse w tym czasie dostawali jedynie bezwzględnie wierni Hitlerowi generałowie, gotowi walczyć z nim do końca.

Gehlen nie miał jednak takich planów i na początku marca 1945 r. zaczął przygotowywać się do zmiany frontu. Przewidywał, że po pokonaniu Niemiec zacznie się konflikt dotychczasowych aliantów, a państwa zachodnie będą potrzebować informacji na temat ZSRR. Oficerowie Fremde Heere Ost na polecenie swojego szefa zmikrofilmowali najważniejsze materiały z posiadanych zbiorów i zakopali w 52 wodoszczelnych pojemnikach w kilku miejscach w austriackich Alpach. Pozostałe materiały w większości zostały zniszczone. Gehlen, w ramach ostatecznych porządków robionych przez Hitlera został zwolniony ze stanowiska 9 kwietnia 1945 r. W tym samym dniu na rozkaz Führera w obozie we Flossenburgu został powieszony admirał Canaris.

Były już szef FHO ewakuował swoją rodzinę z Legnicy do Niemiec Zachodnich, a sam ukrył się wraz z kilkoma oficerami w domku myśliwskim nad Jeziorem Schliersee w Alpach Bawarskich. 22 maja 1945 r. oddali się w ręce Amerykanów z 7. Armii.

W masie jeńców przebywających w obozach, udało im się zwrócić uwagę szefa wywiadu wojskowego w amerykańskiej strefie okupacyjnej, gen. Edwina Sieberta. Gehlen potrafił umiejętnie i stopniowo ujawniać posiadaną wiedzę i ukryte materiały. W końcu Amerykanie postawili na niego. Jego konkurent - płk Hermann Baun z Abwehry nie posiadał dokumentów, a wszelkie próby nawiązania łączności z pozostawioną na wschodzie agenturą spełzły na niczym.

Podczas konferencji poczdamskiej Gehlen był już w Waszyngtonie, negocjując z Amerykanami stworzenie służby szpiegującej ZSRR. Ówczesne amerykańskie służby wywiadowcze były w powijakach, a ich wiedza o Sowietach była znikoma. W rysującym się z nimi konflikcie, Gehlen ze swoimi materiałami był zdobyczą na wagę złota.

Gehlensorganisation

Po powrocie do Niemiec, w lipcu 1946 r. zakłada organizację nazwaną od swojego nazwiska Organizacją Gehlena, finansowaną całkowicie przez Amerykanów i działającą na ich rzecz. Gehlen wynegocjował, że szpiegować będzie wyłącznie ZSRR i jego satelitów, a po powstaniu państwa niemieckiego, stanie się jego służbą wywiadowczą. Do tego czasu ma być autonomiczna - kontakty z Amerykanami utrzymywane są przez oficerów łącznikowych, a Gehlen ma swobodę w wyborze metod działania i pracowników.

Funkcjonariusze rekrutują się głównie z niemieckich służb wywiadu i bezpieczeństwa. Nie tylko wojskowych, ale również policji kryminalnej, gestapo i SD. Formalnie nie można było zatrudniać zbrodniarzy wojennych i byłych funkcjonariuszy RSHA, ale nie przywiązuje się do tego wagi. Jeszcze w l. 60 tych ok. 30% funkcjonariuszy miało nazistowską przeszłość. Praca dla organizacji często pozwalała na uniknięcie odpowiedzialności za zbrodnie popełnione podczas wojny. Przychodziło to tym łatwiej, że wykorzystując możliwości służby, tworzono fałszywe tożsamości i wydawano legalizacyjne dokumenty. Wydania samego Gehlena jako przestępcy domagał się wielokrotnie od Amerykanów m.in. szef Komisji Kontroli Głównego Dowództwa Armii Radzieckiej w Niemczech gen. Nikołaj Trusow, jednak bez skutku.

W 1947 r. organizacja przenosi swoją siedzibę do Pullach niedaleko Monachium, a po powstaniu Republiki Federalnej Niemiec, od 1950 r. zaczyna zbierać informacje również dla niej. W 1956 r. przekształca się w niemiecki wywiad - Bundesnachrichtendienst - BND. Głównym obszarem zainteresowania pozostają ZSRR, NRD, Polska, Czechosłowacja i inne państwa „demokracji ludowej“.

Po zapadnięciu żelaznej kurtyny pozyskiwanie stamtąd informacji było bardzo utrudnione. Gehlen zapewniał Amerykanów, że posiada rozbudowaną siatkę uśpionych kontaktów na wschodzie. Jednak agenci zrzucani na spadochronach, aby nawiązać łączność z dawnymi konfidentami i członkami Werwolfu byli szybko wyłapywani przez służby bezpieczeństwa. Złapanym organizowano pokazowe procesy, w których najczęściej zapadały wyroki śmierci. Szybko trzeba było wrócić do starych, wojennych metod. Gehlen znowu postawił na masowe zdobywanie informacji. Przesłuchiwano powracających do Niemiec jeńców wojennych i uciekinierów, wypytując o wszystko, poczynając od wyposażenia i rozlokowania oddziałów wojskowych, a na cenach ziemniaków kończąc. Na miejscu informacje zbierali niemieccy handlowcy i udający ich funkcjonariusze.


Chiffonage

Werbowano również tradycyjnych szpiegów - głównie z mniejszości niemieckiej pozostałej w Polsce i wśród Polaków z Górnego Śląska. Wykorzystywano kompromitujące materiały z archiwów niemieckich służb, głównie dotyczące przynależności do SS czy NSDAP, udziału w zbrodniach wojennych, wcześniejszej współpracy z organami bezpieczeństwa albo podpisania volkslisty. Starano się pozyskiwać do współpracy osoby mające możliwości podróżowania i dostępu do ważnych obiektów, jak marynarze, werbowani często w związku z przemycaniem przez nich towarów. Agenci rzadko posiadali dostęp do ważnych informacji i obiektów. Nastawiano się na płytki wywiad, werbowano na przykład osoby zamieszkałe w pobliżu jednostek wojskowych, wręczając im plansze z sylwetkami sprzętu bojowego. Naoczna obserwacja i zliczanie różnych typów pojazdów pozwalała w przybliżeniu określać ruchy wojsk. Wskrzeszono chiffonage - metodę szpiegowską sprzed epoki niszczarek dokumentów, zbierając śmieci wyrzucane z radzieckich jednostek wojskowych.

Rekrutowano przeważnie prostych ludzi, ograniczając szkolenie do minimum. Kandydat na szpiega uczył się kodu, według którego zbierał informacje. Zapamiętywał słowo Amboz - po niemiecku kowadło. Kolejne litery oznazały w nim rodzaj (art), ilość (menge), stan (beschaffenheit), miejscowość (ort) i czas (zeit) obserwacji. Kontaktowano się za pośrednictwem kart pocztowych, zawierających umówione znaki, np. wizerunek kościelnej wieży, albo naklejone dwa, zamiast jednego znaczki. Prowadzenie korespondencji radiowej z agentami okazało się w praktyce niemożliwe. Prowadzono natomiast operację Juno - tworzenie „martwej“ sieci łączności na terenie państw socjalistycznych, której operatorzy i radiostacje mieli zostać wykorzystani jedynie na wypadek wojny, donosząc o ruchach przeciwnika, stanie dróg i mostów oraz nastrojów na zapleczu.

Masowość agentury i szybkość szkolenia powodowały też dużą liczbę wpadek agentów. Za czasów Gehlena zdekonspirowano więcej agentów BND, niż służb wywiadowczych wszystkich pozostałych państw NATO. W powojennej Polsce działało prawdopodobnie kilkanaście siatek, kierowanych przez Gehlensorganisation, liczących kilkaset osób, skutecznie zresztą penetrowanych przez polski kontrwywiad.

Niemiecka służba wspierała rosyjskich solidarystów i białogwardzistów, kontynuowała również rozpoczętą jeszcze w czasie wojny akcję wspierania ukraińskich dążeń nacjonalistycznych w ramach tzw. Antybolszewickiego Bloku Narodów. Gehlen chronił Stepana Banderę przed aresztowaniem przez bawarską policję za morderstwa i porwania na terenie RFN i prawie doprowadził do jego ponownego porozumienia z Amerykanami.

Według niektórych źródeł Organizacja Gehlena stała za zorganizowaniem zamachu na gen. Świerczewskiego pod Baligrodem w 1947 r., a wśród zamachowców mieli być jej etatowi funkcjonariusze. Zaangażowała się również w grę, jaką prowadziło polskie Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego w ramach V komendy WiN. Jednak współpraca gehlenowców z polskimi środowiskami emigracyjnymi z wiadomych względów w ogóle się nie kleiła.

Nie zaniedbywano też, jak za dawnych czasów, akcji propagandowo-psychologicznych. Najprawdopodobniej to właśnie jeden z podwładnych Gehlena - Alfred Benzinger z placówki Dienststelle 114 w Karslruhe miał wymyślić i rozpropagować termin „polskie obozy śmierci“, aby przenieść odium zbrodni z Niemców na Polaków.

Przechytrzyć samego siebie

Rok po objęciu stanowiska Szefa BND, Gehlen zaczął starania o wyznaczenie go na szefa służb wywiadu NATO. Mimo poparcia Szefa CIA Allana Dullesa, jego kandydaturę storpedowali Francuzi, ujawniając, że BND szpieguje również sojuszników z NATO. Gehlen działał również aktywnie na wewnętrznej scenie politycznej RFN, próbując umieszczać swoich zaufanych ludzi w organach bezpieczeństwa, zbierając obciążające materiały na polityków - głównie socjaldemokratycznych - a niekiedy również fabrykując je. Miał coraz więcej wrogów i coraz mniej przyjaciół.

Zapowiedzią końca kariery superszpiega było dojście do władzy Chruszczowa i deklarowane przez niego odprężenie w stosunkach z Zachodem. Gehlen, zażarty antykomunista wciąż proponował prowadzenie aktywnych działań wywiadowczych w Europie środkowo-wschodniej. Republika Federalna okrzepła już jako podmiot prawa międzynarodowego, a jej władze chciały postrzegać ją jako czynnik stabilizacji, odcinając się zdecydowanie od nazistowskiej przeszłości. Era agentów potajemnie mordujących przeciwników politycznych i czekających z bronią w ręku na wybuch III wojny światowej odchodziła w przeszłość. Potęga Niemiec miała się opierać na finansach i przemyśle, a nie na sile zbrojnej. Niemiecki wywiad dalej prowadził swoją pracę, ale Reinhard Gehlen i jego metody coraz mniej pasowały do tego wizerunku.

Lata 60. to ciąg afer kładących się cieniem na służbie i jej szefie. W 1961 r. BND oskarżono o brak informacji na temat planowanej przez władze NRD budowy muru berlińskiego. W tym samym roku aresztowano szefa kontrwywiadu na ZSRR Heinza Felfe, który szpiegował na rzecz Sowietów.

Gehlen stracił ochronę Adenauera, kiedy ten przestał być kanclerzem w październiku 1963 r. Współrządzący od grudnia 1966 r. politycy socjaldemokratyczni nie darzyli go zaufaniem. Przez Niemcy przetaczała się fala drugiej denazyfikacji. Gehlen jednak ciągle wierzył w swoje metody. Sprzeciwiał się też informatyzacji swojej służby, w obawie przed przeciekami. Miarka się przebrała, kiedy usiłował skompromitować chadeckiego ministra obrony Franza Josefa Straussa, ujawniając, że ten rozpoczął starania o uzyskanie przez RFN dostępu do broni atomowej. Próba ta skończyła się aresztowaniami dziennikarzy "Der Spiegel", funkcjonariusza BND prowadzącego sprawę i kompromitacją tej służby. Pod naciskiem wpływowego Straussa, omal nie został aresztowany sam Gehlen. Stracił on również w oczach amerykańskiego sojusznika po ujawnieniu, że kontrolowana przez BND firma Julius Public Relations Co. prowadzi operacje wywiadowcze na terenie USA.

W 1966 r. władzę w Niemczech objęła koalicja CDU/CSU-SPD. Powołano specjalną komisję, która miała zbadać nieprawidłowości w BND. Na podstawie jej ustaleń, zarzucających Gehlenowi liczne nieprawidłowości, w tym nepotyzm został on zmuszony do odejścia. Dokonało się to jednak z honorami, po osiągnięciu przez niego wieku emerytalnego i odznaczeniu Wielkim Krzyżem Zasługi RFN z Gwiazdą i Wstęgą. Służbę przekazał wskazanemu przez siebie następcy - swojemu wychowankowi jeszcze z czasów FHO, gen. Gerhardowi Wesselowi. Gehlen zmarł nie niepokojony w czerwcu 1979 r. w swoim okazałym domu nad Starnberger See.

Zmiana i kontynuacja

Reinhard Gehlen całe życie służył niemieckiemu państwu. Niezależnie, czy była to Republika Weimarska, III Rzesza czy Republika Federalna Niemiec. Zawsze też gorliwie i z poświęceniem realizował niemieckie interesy, nie wahając posuwać się aż do zbrodni. Odcisnął niezatarte piętno na niemieckich służbach wywiadowczych i niemieckiej polityce wschodniej. Sam nie lubił rozgłosu i dbał o dyskrecję. Jednak co jakiś czas jest o nim głośno, kiedy niemieckie władze po raz kolejny demonstracyjnie wypędzają ducha Gehlena ze służb wywiadowczych. Wydaje się jednak, że jest to syzyfowa praca, a ludzie tacy jak szef BND stanowili i nadal stanowią kościec niemieckiego państwa i filary niemieckiej polityki wobec obszaru wciąż określanego jako "Mitteleuropa".

/ pwł
 1
  • juhhh IP
    Naziści nadal mają silne wpływy w RFN, taka u nich tradycja
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0

    Czytaj także