HistoriaTajna gra aktorów przeciw PRL

Tajna gra aktorów przeciw PRL

Warszawa 05.05.1984 Teatr Ateneum . Spektakl
Warszawa 05.05.1984 Teatr Ateneum . Spektakl "Edukacja Rity". Nz: aktorka Krystyna Janda, aktor Tadeusz Borowski. soa PAP/Zbigniew Matuszewski / Źródło: PAP / Zbigniew Matuszewski
Dodano 4
Po wprowadzeniu stanu wojennego aktorzy gremialnie postanowili bojkotować reżim. Byli jednak i tacy, którzy się z tego wyłamali i wsparli komunistów. Widzowie mieli na to tylko jedną odpowiedź.

Sławomir Cedzyński

13 grudnia po wystąpieniu Wojciecha Jaruzelskiego zniknął nie tylko Teleranek. Mundurowi stanęli przy zamkniętych drzwiach kin i teatrów. Gdy wreszcie je otwarto, okazało się, że artyści nie chcą tworzyć na rozkaz generała. Przynajmniej większość z nich.

Kina, teatry, biblioteki czy muzea zamknięto wraz z wprowadzeniem stanu wojennego. Władza nie chciała dopuścić, by zdezorientowani ludzie spotykali się w większych grupach, a artyści, element równie dopieszczany, co niepewny, nie stali się źródłem deprawacji i tak rozzuchwalonego ludu. Gdy jednak lody troszkę stopniały, gen. Jaruzelskiemu zależało na obrazkach wskazujących na normalizację, a więc wsparciu autorytetów m.in. ze scen i ekranów. I tu pojawił się problem. Aktorzy, którzy pocałowali klamki swoich teatrów 13 grudnia wiedzieli już, że muszą się zbuntować, choć jeszcze nie wiedzieli, jak mają to zrobić. Słynna jest już anegdota Jana Englerta, który podczas dyskusji nad formą protestu, zaproponował kolegom w chwili bezsilności: - Grajmy, ale na znak sprzeciwu, grajmy źle. W odpowiedzi usłyszał ripostę Zbigniewa Zapasiewicza: - No, tobie to łatwo, ale co ja mam powiedzieć?

Bunt „pieszczochów”

Bojkot scen, choć początkowo, nie zrobił wrażenia na autorach stanu wojennego, był jednak dla nich bolesny. Środowisko aktorskie w latach 70. było często dopieszczane przez władzę ludową. Wspomniany już Jan Englert przyznawał, że ta władza chciała się zakolegować z ulubieńcami publiczności. „«Pieszczochowatość» nasza polegała na tym, że jak potrzeba było komuś talonu na samochód, taki ulubieniec publiczności zasuwał do ministra handlu i prosił o taki talon albo sam minister dawał związkom zawodowym aktorów talony do rozdania. (…)” – mówił aktor w filmie dokumentalnym Edyty Stępniewskiej „Z bojkotem w roli głównej”.

Po 13 grudnia skończył się flirt, który wcześniej obu stronom przynosił praktyczne korzyści. „Jak stan wojenny wybuchł, to nastąpił pewien rodzaj otrzeźwienia. Tego rodzaju, że zorientowaliśmy się, że byliśmy dotąd używani w pewnym mechanizmie w sposób nieuczciwy” – wspominał Zbigniew Zapasiewicz.

Czytaj także:
„Wieczernik”: manifest wolności i nadziei

Aktorzy sięgnęli po najdalej idące rozwiązanie, ale jednocześnie najbardziej adekwatne do sytuacji: bojkot scen, planów filmowych i radiowych studiów. Za oficjalną datę bojkotu IPN przyjmuje 13 stycznia 1982 roku. Jest to jednak data umowna, bo o tej formie protestu mówiono już wkrótce po wprowadzeniu stanu wojennego.

Generał początkowo chciał złamać niepokornych represjami. Internowani zostali m.in. Halina Mikołajska, od lat zaangażowana w działalność opozycyjną, Izabella Cywińska, ale i Kazimierz Kutz, którego filmy o powstaniach śląskich były emitowane w telewizji wkrótce po wprowadzeniu stanu wojennego.

Dla niektórych aktorów stan wojenny był datą graniczna i ostatnią chwilą, by opowiedzieć się po którejś ze stron. Rozwód z PZPR wybrali m.in. aktor Mariusz Dmochowski, ówczesny dyrektor Teatru Nowego, Tadeusz Łomnicki, członek Komitetu Centralnego; reżyser Jan Kulczyński, członek egzekutywy partyjnej w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie, czy aktor Włodzimierz Bednarski, pierwszy sekretarz organizacji partyjnej w Teatrze Nowym.

Siły dąsające się

Jaki był stosunek samego Wojciecha Jaruzelskiego do buntu aktorów? Zdecydowanie drażniła go, jak to ujmował, kapryśna i przewrażliwiona postawa artystów. Na jednym z posiedzeń stwierdził bez ogródek: „Istnieje anachroniczna aspiracja do »rządu dusz«, udzielająca się, społecznie nośna. Sądzę, że musimy uczynić wszystko, aby izolować siły dąsające się – aktywnie antysocjalistyczne, udowadniać, że nie opłaca się walczyć z władzą ludową, że z emigracji wewnętrznej można się spóźnić (...) Jest to środowisko trudne, bo poza różnymi dewiacjami, polityczną wrogością mamy do czynienia z przewrażliwieniem, kaprysami i wrażliwością na gesty".

Aktorom pozostało potwierdzić swoją rolę „środowiska trudnego” i udowodnić władzy ludowej, że nie będzie się jej opłacać walka z „rządem dusz”.

Z drugiej strony pozostała część aktorów, którzy nie potrafili się wyzbyć dotychczasowych przywilejów. Popularni artyści jak Stanisław Mikulski (słynny nie tylko w Polsce, ale i w większości demoludów Hans Kloss) czy Janusz Kłosiński (powszechnie znany choćby z „40-latka” lub z „Czterech pancernych i psa”) wybrali inną drogę i w ten czy inny sposób poparli generała. Tym samym zaczęli podlegać ocenie tzw. Kodeksów okupacyjnych nawiązujących w prostej linii do okupacji niemieckiej.

W 1982 Solidarność wydała komunikat do artystów scen i filmu, w którym związek informował: „Kolaborantem jest ten, kto użycza swego nazwiska, twarzy, głosu lub talentu dla celów propagandowych i usprawiedliwiania przemocy. W naszym środowisku kolaborantem jest ten, kto realizuje lub występuje w spektaklach i filmach TV, słuchowiskach radiowych i audycjach".

Artyści uznani za kolaborantów szybko doświadczyli bezlitosnej zemsty publiczności. Gdy na scenie pojawiał np. „Hans Kloss” lub „sierżant Czernousow” z widowni dochodziło gremialne i ostentacyjne chrząkanie, buczenie lub oklaski uniemożliwiające dalsze występy.

Pojawiały się wprawdzie produkcje filmowe takie jak „Godność” (1984) w reżyserii Romana Wionczka, antysolidarnościowa propaganda tłumacząca i usprawiedliwiająca wprowadzenie stanu wojennego, czy „Ultimatum” Jerzego Kidawy (1984), historia nawiązująca do ataku na polską ambasadę w Bernie. Jednak na początku 1982 r. jasne było, że scena z wolna przechodzi do podziemia, tj. na tajne spektakle w domach i otwarte dla wszystkich w kościołach.

Tajny Teatr

Teatr Domowy, jak sama nazwa wskazuje, był sceną nastawioną na kameralną, wręcz elitarną widownię. Spektakle odbywały się w warunkach konspiracyjnych, w prywatnych mieszkaniach. Utworzyli go artyści z Teatru Powszechnego w Warszawie: Ewa Dałkowska, Emilian Kamiński, Andrzej Piszczatowski i Maciej Szary. Pierwsze przedstawienie odbyło się 1 listopada 1982 r. w mieszkaniu Ewy Dałkowskiej. Zaprezentowano Wszystkie spektakle zarezerwowane nr 2 – Przywracanie porządku”. Spektakl oparty na wierszach, m.in. Stanisława Barańczaka, Jana Kelusa, Jacka Kaczmarskiego, Ernesta Brylla, Leszka Szarugi, obejrzało około 40 osób. Artyści przenieśli przedstawienie do mieszkania prosto z Teatru Powszechnego, gdzie swoją premierę miało w lutym 1981 r., ale spadło z afiszów wraz z wprowadzeniem stanu wojennego.


Historyk teatru Zbigniew Raszewski, po latach tak wspominał Teatr Domowy: „Kilkadziesiąt osób zasiadło w półkole w dużym pokoju. Najmłodsi siedzieli na podłodze. Delegacja «Pamiętnika Teatralnego» otrzymała bardzo dobre miejsca siedzące, na stole pod ścianą. W pierwszej części przedstawienia troje aktorów odegrało świetny montaż wierszy i piosenek. Niepostrzeżenie wysuwała się z niego historia uprowadzenia z domu, transport, wigilia w obozie. Łamano się czarnym chlebem [...]. Zrobiło się niewiarygodnie uroczyście. Potem była przerwa. Teatr trzeba było przewietrzyć, więc przeszliśmy do drugiego pokoju. Dopiero wtedy wrzucało się wstępne do kapelusza. Był bufet”.

Teatr kościelny – bez kłamstw

O ile scena w mieszkaniach była teatrem dla wybranych, o tyle przedstawienia w kościołach miały już charakter powszechny, choć nie dla każdego. Spektakle w świątyniach przeznaczone były dla ludzi szukających wspólnoty w przygnębiających czasach jakim był stan wojenny. Nie poszukiwano tu maestrii sztuki teatralnej, bo w tak skromnych warunkach ciężko było się o nią upominać, widownia poszukiwała raczej wspólnego języka w sztuce, która przeciwstawiała się wojskowym rządom.

Repertuar nie musiał być wywrotowy. Właściwie rzadziej taki był, biorąc pod uwagę, że z otwartego charakteru spektakli korzystali także funkcjonariusze SB. Na kościelne sceny trafiała często klasyka, nawet szkolna, w żaden sposób nie objęta cenzurą. Jednak dzieła Mickiewicza, Słowackiego czy Norwida w tak znaczącym otoczeniu nabierały nowego, bardzo aktualnego znaczenia.

Pierwszą wyjątkową inscenizacją była „Pasterka wojenna” – wystawiona już w Boże Narodzenie 1981 r. w kościele św. Anny w Warszawie. Wystąpił w niej m.in. Andrzej Szczepkowski, Ewa Smolińska i Krystyna Królikiewicz. Pierwszy z nich był wówczas szefem ZASP. Ryzykował więc dużo, ponieważ reprezentował całe środowisko aktorskie.

Występy aktorów w kościołach często nie miały autonomicznej formuły, wkomponowane były niejednokrotnie w religijną uroczystość lub opierały się na deklamacji wierszy. Ten rodzaj występów był popularny w całej Polsce, co skwapliwie dokumentowali funkcjonariusze SB. Według raportów III Departamentu MSW prowadzącym walkę z działalnością antypaństwową w sferze niematerialnej, tj. ideologii, kulturze i nauce, w roku 1984 w 85 inwigilowanych miejscach odbyło się 652 imprez, 241 programów z udziałem ponad 120 aktorów. Wśród nich była Hanna Skarżanka, Anna Nehrebecka, Piotr Szczepanik, Halina Mikołajska, Mieczysław Voit, Aleksandra Dmochowska, Józef Duriasz, Maria Chwalibóg, Katarzyna Łaniewska, Maja Komorowska czy Krzysztof Kolberger.

Czytaj także:
Humor, który przerażał komunę

Jak pisze dr Daniel Przastek w „Komentarzach Historycznych” - SB dokładnie wiedziało, ile razy który aktor wystąpił, w jakiej miejscowości i którym kościele. Nie obyło się więc bez szykan, intryg w środowisku, gróźb, pouczających rozmów i zastraszania, na które artyści byli stale narażeni.

Funkcjonariusze SB mieli jednak niejednokrotnie kłopot z oceną widowisk i jednoczesną walką z ich antypaństwowością. Tak było m.in. w przypadku wyjątkowego spektaklu „Wieczernik-Dramat na Wielki Piątek 1985”, wystawianego w warszawskim kościele przy ul. Żytniej. Jego wyjątkowość polegała m.in. na pełnej realizacji teatralnej. Przedstawienie reżyserował Andrzej Wajda, kostiumy przygotowała Krystynę Zachwatowicz, muzykę napisał Tadeusz Kaczyński, światło realizował Edward Kłosiński, a udział wzięły takie gwiazdy filmu jak: Krystyna Janda, Michał Bajor, Jerzy Zelnik, Krzysztof Kolberger, Daniel Olbrychski czy Olgierd Łukasiewicz.

W raporcie esbecki „krytyk” napisał, że nie ma w tym spektaklu jawnych wystąpień antypaństwowych, ale odniesień do obecnej sytuacji jest mnóstwo, a te narzucają widzowi jednoznaczne skojarzenia - „Jerozolima po ukrzyżowaniu Jezusa to Warszawa po wprowadzeniu stanu wojennego”. Po naciskach SB spektakl przestał być grany, ale publiczność zdążyła go obejrzeć podczas 15 spektakli.

Głównym ośrodkiem sztuki niezależnej było Muzeum Archidiecezji Warszawskiej. Powstała tam regularna scena, na rzecz której działał m.in. ks. Jerzy Popiełuszko. Koordynacją wydarzeń artystycznych zajmowała się wybitna aktorka Hanna Skarżanka. Miesięcznie wystawiano tu kilkadziesiąt przedstawień teatralnych i muzycznych. Blisko sto z nich pokazywano w całej Polsce. W spektaklach MAW występowali m.in. Gustaw Holoubek, Krzysztof Kolberger, popularni piosenkarze Danuta Rinn i Piotr Szczepanik czy światowej sławy pianista Janusz Olejniczak. Swoje utwory dedykowali tej scenie Ernest Bryll i Włodzimierz Korcz.

Najtrafniejszą chyba recenzją sceny MAW była opinia Hanny Skarżanki: „Robiliśmy teatr mały i skromy, ale własny, prawdziwy. Teatr bez kłamstw”.

/ pwł
 4
  • kzzzz IP
    A teraz Janda, Wajda, Olbrychski i Łukaszewicz (nie Łukasiewicz !) to zdrajcy narodu i pachołki Moskwy. Nieźle zadanie wypełnili, nie ?
    Dodaj odpowiedź 1 2
      Odpowiedzi: 0
    • Tadeusz IP
      ależ klossy różne inne znakomitości to były zaufane lalki komuny, to były dzieci rzeźników narodu Polskiego lub zaufani donosiciele na tak niezdegenerowanych kolegów i koleżanki - a następnie po skoku na majątek Narodu okazało się zazwyczaj, że tacy też coś dostali i otworzyli np. restauracje kawiarnie teatry itd.
      Dodaj odpowiedź 4 1
        Odpowiedzi: 0
      • trochę historii IP
        Może napiszecie jak opozycja zaszczuła Niemena

        Stanisław Mikulski ma nadal oddanych fanów, a PRLowski Kloss to serial kultowy, w III/IV RP powstawały żałosne podróby, próbujące odrywać kupony ot tego serialu
        Dodaj odpowiedź 2 5
          Odpowiedzi: 0
        • Jaaaaa IP
          Super tekst!
          Dodaj odpowiedź 0 5
            Odpowiedzi: 0

          Czytaj także